Czy celebryci powinni zabierać głos w publicznej dyskusji? [Felieton]

Czy Szekspir, pisząc: „Życie to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości”, przewidywał powstanie telewizji i mediów społecznościowych? Bardzo możliwe. To geniusz był.

celebryci, dyskusja publiczna shutterstock.com

Mamy 38 mln trenerów piłkarskich, 38 mln epidemiologów, 38 mln specjalistów od polityki, 38 mln ekspertów od inflacji, 38 mln konstytucjonalistów i znawców unijnego prawa, no i 38 mln, mających słuszne poglądy na każdy temat.

REKLAMA

I to wszystko między Odrą a Bugiem i naraz. Nie ma tak, że ktoś zna się na jednym, a ktoś na drugim, nie – tu wszyscy znają się na wszystkim. Prawdziwa kraina mądrością płynąca. Skoro więc jesteśmy w samym środku krynicy, weźmy kilka łyków na spróbowanie.

Zacznijmy od doprecyzowania słowa „pogląd”, który wg encyklopedii PWN jest „sądem opartym na przeświadczeniu o prawdziwości lub fałszywości czegoś”. Jeżeli mamy tu zgodę, sprawdzamy słowo „przeświadczenie”. Ten sam PWN podaje, że jest to „wiara w prawdziwość, słuszność czegoś” i znowu trudno się nie zgodzić.

Okazuje się więc niestety, że owe poglądy na każdy temat, którymi tak chętnie się dzielimy, obrażając wszystkich, którzy się z nimi nie zgadzają, są po prostu przeświadczeniem (a stąd tylko krok do przeczucia) i wiarą – o rozumie nie ma tu ani słowa. A przeświadczenie i wiara bliżej mają, jak wiadomo, do religijnego uniesienia niż do racjonalnej analizy, opartej na wiedzy i logicznym wnioskowaniu. Nadmiar emocji i deficyt rozumu królują powszechnie, jednak teraz najbardziej są widoczne w kwestiach związanych z wirusem i polityką.

ZOBACZ TEŻ: Czy świat oszalał? 

Te również, jak na religijne wzmożenie przystało, potrzebują swoich świętych ksiąg, kamiennych tablic, męczenników i proroków. O trzy pierwsze dbają media, pokazując nam, w co należy wierzyć, a o czwarte politycy i celebryci (też zresztą pod pachę z mediami). O ile media i politycy grają w swoją grę, z której notabene nieźle żyją, o tyle przypadek celebrytów w ich prostolinijnej głupocie (w większości zresztą bezinteresownej) jest dużo ciekawszy.

Będzie bez nazwisk, ale cenię niektórych i zachwycam się ich talentami w filmie, teatrze, literaturze czy muzyce. Są zawodowcami, potrafią to robić, i chwała im za to. Nie wiem jednak, skąd biorą przekonanie, że ten ich dar od Boga będzie się przejawiał we wszystkim, czego dotkną, również w tematach, w których brakuje im podstawowej wiedzy i kompetencji, żeby już nie wytykać niedostatków ogólnego wykształcenia?

Pycha, panie, pycha. Przeświadczenie, że świat zastygł w oczekiwaniu na ich opinię o czymkolwiek, plus ego, które nie mieści się w pokoju, daje kompromitujące efekty. Część z nich powinna oczywiście stosować poradę dowcipnego internauty, żeby pierwszy kieliszek wódki zagryzać swoją kartą SIM, ale jest też część trzeźwa (w znaczeniu alkoholowym) i z misją. To co, nie mają prawa głosić swoich poglądów w sprawach, które uważają za ważne?

Ależ mają – każdy ma, więc jasne, że i oni także. Jednak ze świadomością, że schodząc ze sceny, z ekranu itd., przestają być reprezentantami słynnej platońskiej trójcy „Piękno = Dobro = Prawda” i stają się częścią wielkiego internetowego ścieku, w którym nie ma przebacz. Ale sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.

REKLAMA