[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.1

Creed II - historia rodu Drago

Ivan Drago, dumny wojownik i sowiecka maszyna do zabijania, powrócił. Zła wiadomość dla wszystkich, którzy ponad trzy dekady temu zwątpili w siłę jego mięśni i charakteru: nie jest sam. Oto opowieść o męskich zasadach, wytrwałości w dążeniu do celu i budowaniu niezniszczalnego ciała.

Creed II MGM & Warner Bros. Entertainment/Everett Collection/East News
Imprezę czas zacząć. Dwóch mężczyzn siedzi na ławce przed barem na Brooklynie. Dla człowieka niezainteresowanego najnowszymi produkcjami z Hollywood mogliby śmiało być po prostu obrazem ojca i syna. Nie byłoby to tak jakoś bardzo dalekie od prawdy.

Młodszy facet to Florian Munteanu. Ma 28 lat, jest bokserem i modelem fitness urodzonym w Niemczech. Na papierach to syn rodziców, którzy uciekli z komunistycznej Rumunii rządzonej przez Nicolae Ceauşescu. Starszy to Dolph Lundgren. 61 lat, potężna budowa ciała, uosobienie idei o żołnierzu idealnym, który sieje postrach w sercach wrogów w filmach akcji z lat 80. ubiegłego stulecia. W 1985 roku wcielił się w (pozornie) niezniszczalną maszynę do zabijania – Ivana Drago – w czwartej części serii o Rockym Balboa.

"Rocky IV" został wydany w ostatniej fazie zimnej wojny. Jaki był? Pamiętamy doskonale. Efekciarski, patetyczny, niepoprawny. W skrócie: absolutnie porywający. Główny przeciwnik amerykańskiego herosa, Drago – potężny niczym czołg, nieludzko cichy, lśniący – stał się doskonałym ucieleśnieniem amerykańskiego strachu przed rosyjskim złem. Niemal dwumetrowy (196 cm wzrostu) Lundgren był sowiecką bronią, która opuszczała tajne laboratorium wyłącznie po to, aby zabijać. Właśnie taki los spotkał Apollo Creeda, który odważył się wejść z nim do ringu. Minęły ponad trzy dekady, a nazwisko Drago wciąż budzi grozę.

W "Creed II" – ósmym już filmie w serii Rocky – Ivan powraca. I nie jest sam. Jego syn Viktor (Munteanu) rzuca wyzwanie młodemu Adonisowi Creedowi – synowi, a jakże, zabitego Apolla. Powtórka z rozrywki? Co to, to nie. Pojedynek na pięści jest jedynie fragmentem historii. Mrocznej i brutalnej opowieści o niespełnionych ambicjach, zemście i sile. Od pierwszej części "Rocky’ego" minęło ponad 40 lat. Dwaj potężni faceci siedzą obok siebie: Munteanu w bluzie Chicago Bulls, Lundgren w zwyczajnej białej koszulce.

Zaręczam: z bliska ich obecność w obsadzie "Creeda II" staje się po prostu oczywista. Wieść niesie, że już kilka dni po przenosinach do Los Angeles zaczęli razem szykować formę do swoich ról. "Wspólne treningi uczą. Zaczynasz darzyć partnera treningowego wyjątkowym szacunkiem. To owoc ciężkiej pracy" – ocenia Lundgren. Dla Munteanu sesje były swego rodzaju powrotem do czasów młodości, w których godziny na siłowni spędzał razem ze swoim ojcem, obsesyjnym fanem boksu. "Czułem się, jakbym znowu był na jednym z tych treningów". Ivan Drago trenujący ze swoją morderczą latoroślą w jednej siłowni? Trzy dekady temu fani serii prawdopodobnie pozabijaliby się o karnety.

Lundgren był dokładnie w tym samym wieku, co Munteanu, gdy szykował się do roli w "Rocky IV". Różnica wieku działa na niego wyłącznie motywująco. "Jeśli byłem w stanie w czymś mu dorównać, przyjmowałem to z wielką radością – mówi Dolph. – Walka o formę fizyczną jest ważną częścią mojego życia. Wspaniale jest patrzeć na pracę kogoś, kto ma podobne cele, a przed sobą wspaniałą przyszłość i karierę".

REKLAMA

REKLAMA

Kwestie rodzinne Bar na Brooklynie znajduje się daleko od miejsc, w których ich przygoda miała swój początek. Munteanu został odkryty przez przedsiębiorcę z Bukaresztu. Eduard Irimia to założyciel rumuńskiej federacji MMA o nazwie Superkombat Fighting Championship. Irimia widział w Munteanu potencjał i to on po raz pierwszy nazwał go "Big Nasty". Podobno chodziło mu głównie o samo spojrzenie.

Szybko dociera do mnie, że to wyłącznie kreacja. Na żywo to po prostu zwykły, miły gość. Zapytany o amerykańskie przysmaki, nie waha się ani chwili: "Uwielbiam kanapki z wołowiną i serem". Lundgren spędził swoje nastoletnie lata w Sztokholmie, gdzie dość mocno wsiąkł w sztuki walki i matematykę. Jego ojciec, inżynier pracujący dla rządu, miał wobec syna bardzo konkretne i ambitne plany.

"Mój ojciec miał problemy w pracy i zabierał je do domu – wspomina Lundgren. – Kochałem go. Pod wieloma względami wciąż go naśladuję. Ale był czas, gdy po prostu chciałem go skrzywdzić". W wieku dwudziestu lat Dolph ukończył inżynierię chemiczną na Królewskim Instytucie Technicznym, aby następnie kontynuować naukę na uniwersytecie w Sydney. Już w Australii spędzał wieczory, pracując jako ochroniarz na koncertach rockowych. Któregoś wieczoru dostrzegła go piosenkarka Grace Jones. Niedługo potem szwedzki kolos był już jej prywatną obstawą.

Trafił do Nowego Jorku, gdzie poznał m.in. Andy’ego Warhola, Davida Bowie i Michaela Jacksona, a Gianni Versace zrobił mu parę skórzanych spodni. Brał udział w legendarnych imprezach w Studiu 54, The Limelight i The Tunnel, w których – jeśli wierzyć opowieściom – dealerzy bez skrępowania przedstawiali menu z dostępnymi narkotykami w salonach dla VIP-ów. Na imprezowaniu się jednak nie skończyło. Lundgren zdobył prestiżowe stypendium Fulbrighta na program doktorancki w Massachusetts Institute of Technology.

Spełnienie ojcowskich marzeń dokonało się. Ale świat, który pokazała mu Jones, miał do zaoferowania zdecydowanie ciekawsze sposoby na życie. Lundgren został w Nowym Jorku i niedługo potem dostał rolę w "Rocky IV", która błyskawicznie uczyniła go sławnym. "Zostałem po prostu wciągnięty do tego biznesu – wspomina. – To był szok. Wstrząsy wtórne zdarzały się jeszcze przez osiem, a nawet dziewięć kolejnych lat". Lundgren w 1987 r. wcielił się w komiksowego He-Mana we "Władcach wszechświata", a w sensacyjnym "Uniwersalnym żołnierzu" (1992) zagrał nieumarłego żołnierza-cyborga u boku samego Van Damme’a. Wszystko to mimo – jak sam przyznaje – braku zdolności aktorskich.

"Nie wiedziałem, co robię. Nikt mnie tego nie nauczył. Ale nie przyjmowałem się tym jakoś mocno, bo zarabiałem ogromne pieniądze. Mogłem pojechać do Paryża i każdego wieczoru spotykać się z inną młodą damą" – zdradza. Sukcesów nie było jedynie w kontaktach z ojcem. "Gdy wreszcie byłem wystarczająco silny, aby móc odegrać się na nim za to, co zrobił mnie i mamie, nie było już powodu, aby to robić. Pobić staruszka? Za rzeczy, których być może już nawet nie pamięta?". Rodzina Munteanu była dla niego nieskończonym wsparciem. Matka była prawniczką, a ojciec dermatologiem. Pewnego dnia po prostu opuścili rumuńskie Târgu Mureş, nie informując innych członków rodziny. Postanowili szukać swoich szans w zachodniej Europie.

REKLAMA

"Uciekali samochodem i pieszo. Moi rodzice uznali, że nie chcą wychowywać dziecka w takich okolicznościach". Munteanu urodził się jesienią 1990 roku, dziesięć miesięcy po tym, jak rumuńscy generałowie dokonali zamachu stanu i stracili Ceauşescu. W 2003 roku, długo po upadku żelaznej kurtyny, rodzina Munteanu znów była razem. "Teraz spotykamy się już często. Mam w sumie 43 kuzynów i kuzynki" – mówi.

Jego rodzina uciekła ze Związku Radzieckiego do Niemiec Zachodnich w 1985 – w roku premiery "Rocky’ego IV". Fakt, że właśnie wcielił się w rolę największego radzieckiego wojownika popkultury, brzmi jak głośny chichot losu. Latem zeszłego roku, przed rozpoczęciem zdjęć do "Creeda II", Lundgren mocno powrócił myślami do swojej życiowej roli.

"Chciałem ponownie przeżyć ten koszmar" – mówi, odnosząc się do widowiskowej porażki Drago w walce z Rockym. Lundgren zanurzył się w historię swojej postaci, wyobrażając sobie kolejne dziesięciolecia życia pokonanego Drago. Lata załamania, zgorzknienia i porzucenia przez kraj, który nie mógł zaakceptować jego upadku. "Jego życie zmieniło się w piekło". Na planie było niewiele lżej: 14-godzinne sesje spędzali głównie na szlifowaniu każdego ciosu i każdego spojrzenia.

"Zajęło mi miesiąc, aby na nowo nauczyć się bycia Florianem – przyznaje. – Mówiłem do Dolpha: »To wszystko przez to, że w tym fi lmie ani razu się nie uśmiechnęliśmy «". To, że zdjęcia będą wyzwaniem również dla psychiki aktorów, wiedział od początku reżyser Steven Caple Junior. To on przekonał Munteanu do sesji terapeutycznych, w których odcinał się od każdego bolesnego momentu, jaki mógł sobie przypomnieć. "Musiał podzielić się wszystkimi mrocznymi i głębokimi przeżyciami". Caple wykorzystał te momenty, aby w kluczowych scenach wywołać u niego skrajne emocje. Gdy to nie działało, Munteanu po prostu patrzył na Lundgrena. "Patrzyłem w jego oczy i widziałem ból. Momentalnie sam byłem w stanie go przywołać" – wspomina.

Nareszcie w domu

Po posiłku w barze żegnamy się z Munteanu i wskakujemy do czarnego GMC Yukon. Mamy jeszcze kilka pytań do Lundgrena – bardziej osobistych. Jego ojciec zmarł w 2000 roku. Niemal dokładnie w tym samym roku jego kariera zaczęła – jak sam to określa – "lecieć na twarz". Przez dekadę nie zagrał w niczym konkretnym. Jego małżeństwo z Anette Qviberg rozpadło się. Związek z Hollywood również miał się nie najlepiej. Telefon nie dzwonił, a starzy znajomi byli chyba zbyt zajęci własną karierą. Jednak o wiele bardziej niż o karierę Dolph martwił się o swoje samopoczucie. Jego obecna partnerka, Jenny Sandersson, wypchnęła go na terapię i wciągnęła w medytację. Kilkakrotnie podkreśla, że obie te rzeczy pomogły mu podnieść się z kolan.

Kierujemy się w stronę Central Parku. Dolph przywołuje swoją pierwszą wizytę w mieście, wszystko za sprawą Grace Jones. To tu poznał Stallone’a i zmienił swoje życie. Spacerował miastem na casting, chcąc zostać Ivanem Drago. Warren Robertson, jego nauczyciel aktorstwa, powiedział mu tylko: "Nie ruszaj się. Nic nie rób". Lundgren w pełni skorzystał z tej prostej sugestii i godzinami ćwiczył bycie nieruchomym. Nikomu nie zdradził, że będzie starał się o rolę. ("Byłem pewien, że będą się ze mnie nabijać").

Podczas przesłuchania Lundgren zmierzył się z dwoma innymi wysokimi blondynami. W ich interpretacji Drago brzmiał trochę jak rosyjski Mr T. Lundgren śmieje się, wspominając ich udawany rosyjski akcent. Sam rozegrał to zgodnie z planem. "Po prostu stałem nieruchomo". Chwilę później cicho i bez emocji wypowiedział dwa zdania: "Nazywam się Ivan Drago. Jestem pięściarzem ze Związku Radzieckiego". To było to: Stallone zadzwonił do niego kilka dni później. Kilkadziesiąt lat później ten sam Sly wyciągnął Lundgrena z domowych pieleszy i pchnął go w objęcia akcji w 2010 r. podczas kręcenia pierwszych "Niezniszczalnych".

REKLAMA

REKLAMA

Był to jego powrót na wielki ekran. Teraz, dzięki drugiej części "Creeda", robi kolejne podejście i raz jeszcze zawdzięcza to genialnemu Stallone’owi. Co za duet! Ponowne wcielenie się w Drago było wyzwaniem nawet dla starego wyjadacza. Wciela się bowiem w postać manipulującego, ambitnego ojca, który szuka odkupienia przez swojego syna.

"Fakt, że musiałem być właśnie takim ojcem, okazał się być największym wyzwaniem" – mówi. Demony przeszłości nadal tu są. "Wybaczyłem ojcu, ale nigdy mu o tym nie powiedziałem. Nie byłem w stanie o tym rozmawiać. Wiem, że on też cierpiał, miał trudne dzieciństwo. Był takim samym małym, przerażonym chłopcem jak ja". Gdy ojciec zachorował, Dolph był obok do końca. "Myślę, że wiedział, że kocham go bez względu na wszystko. Nie ma dnia, żebym o nim nie myślał". Być może również przez swoją historię tak dobrze dogaduje się teraz z Munteanu. To z kolei rzutuje na to, jak dobrze wypadli na ekranie jako ojciec z synem.

"Florian jest o wiele bardziej pewny siebie. Jako dziecko otrzymał miłość i całą potrzebną uwagę" – mówi Dolph. Jeszcze w barze Munteanu i Lundgren spierali się o to, czy ktokolwiek z oglądających "Creed II" trzymał kciuki za rodzinę Drago. Na dobrą sprawę tym razem to oni są tymi, którzy są żądni zemsty i szacunku. To coś, czego w filmach o boksie chce chyba każdy widz. Lundgren nie był przekonany, ale Munteanu wierzy, że "ci źli" również mają swoich fanów.

"Wszyscy, którzy ostatecznie obejrzą ten film, będą zszokowani – podkreśla. – Nie doceniają Dolpha i jego umiejętności aktorskich. Widzą w nim obłąkanego zabijakę, który chce wszystko zniszczyć. Nowy Ivan Drago ich zafascynuje". Czy dostaliśmy wreszcie Drago, na którego ludzkość zasługuje? Wszystkim, którzy jeszcze tego nie zrobili, radzimy: przygotujcie popcorn i kilka chusteczek. "Bez łez się nie obejdzie" – kończy Munteanu.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij