REKLAMA

Colin Farrell: fascynacja prostotą życia

Przyczyn niezwykłej przemiany Colina Farrella, który z barowego hulaki przeistoczył się w miłośnika prostego życia, jest wiele. Lecz nie powody, a skutki tej metamorfozy są najważniejsze. Zobacz, co zyskał, rezygnując z kumpli i używek na rzecz synów i jogi.
Colin Farrell Chcę żyć tak długo, jak to możliwe - mówi Colin Farrell (fot. magicinfoto 2012/shutterstock.com)
Teraz po prostu cieszę się życiem. Miałem taką kupę szczęścia, że czuję obowiązek - nie brzemię, ale przywilej - oddawania się dobrym rzeczom.

MH: Jesteś facetem, który ułożył sobie życie na nowo?

CF: Nie wkładam w zdrowy styl życia tyle energii, co kiedyś w niezdrowy. Wtedy tak bardzo starałem się zniszczyć własne ciało, że gdybym teraz równie intensywnie odbił w drugą stronę, skończyłoby się to jakąś obsesją. Staram się jednak zdrowo odżywiać, piję litrami zieloną herbatę i biorę tony witamin. Chcę żyć tak długo, jak to tylko możliwe. Mam dwóch synów i chcę widzieć, jak dojrzewają. Chciałbym również zobaczyć, jak dojrzewam ja sam. Dużo trenuję. Nigdy nie przypuszczałem, że będę prowadził tak zdrowy tryb życia.

MH: Skąd wzięła się ta zmiana?

CF: To nie dlatego, że wcześniej właściwie każdy dzień mógł być moim ostatnim. To nie strach ją spowodował. Naprawdę uważam, że życie jest teraz fajniejsze. Może nie tak głośne i intensywne, ale jest w nim więcej piękna. Zaczynam postrzegać swoje ciało w nowy, interesujący sposób. Jednym z powodów, dla których brałem narkotyki, był pewien rytuał. Dbanie o swoje ciało również jest swego rodzaju rytuałem i pomaga mi w ten sam sposób.

REKLAMA

MH: Czujesz również zmianę psychiczną?

CF: Mój cały skład chemiczny był wtedy inny! [śmiech] Naprawdę. Nigdy nie byłem Hunterem S. Thompsonem [amerykański prozaik, publicysta i dziennikarz, wielbiciel alkoholu, narkotyków i broni palnej; popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę z pistoletu], ale mieliśmy dużo wspólnego. Spaliłem za sobą tak wiele mostów w przemyśle filmowym, że nie mogłem umówić się na żadne pieprzone spotkanie. Teraz po prostu cieszę się życiem. Miałem taką kupę szczęścia, że czuję obowiązek - nie brzemię, ale przywilej - oddawania się dobrym rzeczom.

MH: Dzieci do nich należą?

CF: Czasami udaje się nam spojrzeć na siebie dopiero wtedy, gdy zrobimy to z czyjejś perspektywy. Dzięki mojemu pierwszemu synowi Jamesowi miałem kogoś, kim mogłem się opiekować w momencie, gdy nie byłem w stanie zatroszczyć się o siebie. James uratował mi życie. A teraz życie jest bardzo proste. Przy całej złożoności wynikającej z posiadania dzieci, oczywiście.

MH: Jak teraz wygląda Twoje życie?

CF: Jest zajebiście nudne! Mam dwóch fantastycznych synów i gdy nie pracuję, spędzamy razem dużo czasu. Gdy jestem na zdjęciach, oni przyjeżdżają na plan. Widzę ich częściej niż ja oglądałem ojca, gdy dorastałem. Mam dom pełen książek, pianino, na którym nie potrafię grać, i gitarę, z którą radzę sobie trochę lepiej. Lodówka jest pełna jedzenia. Mogę iść do sklepu i kupić tonę DVD, a od święta wpadają znajomi, 10-15 osób. Wtedy na wielkim ekranie oglądamy jakiś stary film, sprzed 1955 roku... Trzy razy w tygodniu ćwiczę jogę. Tak, życie zmieniło się i jest teraz takie rozkosznie nieskomplikowane. Muszę przyznać, że zajebiście mi się to podoba.

MH: Twój dom jest teraz w Los Angeles?

CF: Gdy myślę o swoich korzeniach, sięgam Irlandii, ale moje dzieci mieszkają w LA, a to wiąże w bardzo mocny sposób. Poza tym tutaj prowadzę zdrowy tryb życia. Los Angeles intensywnie daje znać, że są inne opcje niż ruszyć w miasto i się zapomnieć. Gdybyś 10 lat temu zaproponował mi pieszą wycieczkę, roześmiałbym Ci się w twarz i zaproponował drinka. A teraz z przyjemnością chodzę na wycieczki... No i kupiłem sobie matę do jogi.

MH: Trudno mi sobie wyobrazić, jak ćwiczysz jogę...

CF: Słuchaj, w pomieszczeniu jest jakieś 40 osób, które przez półtorej godziny wykonują różne pozycje. W czasie rozgrzewki co chwila zahaczasz kogoś w łokieć albo uderzasz w tyłek i mówisz: cześć. Niby niewiele, ale rodzi się jakieś poczucie wspólnoty. Dzięki niemu opuszczam swoją głowę i zaczynam czuć ciało. Przez długi czas żyłem wyłącznie w głowie, kompletnie nie przejmując się, czego może potrzebować moje ciało. Jestem zwyczajnie zafascynowany tym, jak jest ono jednocześnie proste i skomplikowane. Oraz tym, że ja także je mam!

MH: Życie dało Ci kilka lekcji. Co z nich starasz się przekazać synom?

CF: W idealnym świecie mógłbym trzymać swoją pieprzoną gębę zamkniętą na kłódkę, bo oni po prostu by mnie nie potrzebowali! [śmiech]. Staram się być bardzo ostrożny i uważać, jak się wyrażam. Pewnego dnia, gdy mój syn coś rozlał, usłyszałem, jak mówi: "o kurde". No cóż, przynajmniej użył tego słowa we właściwym kontekście.

MH: Co Colin Farrell planuje na przyszłość - jakie są Twoje ambicje?

CF: Szczerze? Po prostu chcę czerpać z życia przyjemność. Wiem, że to bardzo ogólne. Jasne, chcę robić dobre filmy. Nie zamierzam naciągać ludzi, którzy płacą za bilety do kina, a potem wychodzą z kina, myśląc: "co za szmira". Nie chcę pojawiać się w takich produkcjach, po prostu nie. Zrobię wszystko, żeby być tak dobrym i wspierającym ojcem i przyjacielem, jak to możliwe. Kiedyś podróżowałem po świecie umysłem, teraz chcę robić to ciałem. Chcę czerpać inspirację z tego, co robię. Bo jestem mającym szczęście skurczybykiem.

Zobacz także: Trening Colina Farrella: mięśnie, siła, sprawność

MH 08/2012

STRONA 2 z 2

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA