Cohousing - czy tak będziemy mieszkać na starość?

W wizji miast przyszłości coraz częściej pojawia się koncepcja cohousingu, czyli wspólnoty mieszkaniowej, w której dużą rolę odgrywa przestrzeń wspólna. Zdaniem architektki i urbanistki Agnieszki Labus millenialsi na starość chętnie będą wybierać taką formę zamieszkania.

cohousing shutterstock.com
Millenialsi to ludzie urodzeni w latach 80. i 90. XX wieku. Jak mówiła ekspertka, to pokolenie, które nie zna świata bez nowoczesnych technologii; cechuje ich m.in. to, że chętniej i dłużej mieszkają z rodzicami, są mniej skłonni do zawierania małżeństw i posiadania dzieci niż wcześniejsze pokolenia; coraz częściej też skarżą się na samotność.

REKLAMA

„Przewiduje się, że na starość millenialsi to będą osoby o wyższym wykształceniu niż dzisiejsze pokolenie osób starszych, co będzie miało swój odpowiednik w tym, jakich przestrzeni będą oczekiwać, jakich ofert aktywności do spędzania wolnego czasu. Będą to osoby z wyższymi aspiracjami, które będą dobrze znały swoje potrzeby i będą chciały je realizować, niezależnie od wieku” – wskazała dr inż. Agnieszka Labus z Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej, która jest również inicjatorką i prezeską Fundacji Laboratorium Architektury 60+ (LAB 60+).

Projektując rozwiązania dla miast przyszłości należy brać pod uwagę różne trendy. Jedną z tych tendencji jest – według Labus – problem samotności wśród millenialsów, który – dodała – będzie się z ich wiekiem pogłębiać. Stąd możliwy rozwój wspólnot mieszkaniowych typu cohousing, czyli miejsc, które z założenia są nie tylko miejscem zamieszkania, ale także dają poczucie wspólnoty i możliwości bycia aktywnymi jej członkami.

„Wiele osób np. w podobnym wieku może w cohousingu znaleźć swoje lokum, będąc jednocześnie otoczonym innymi ludźmi i mając wpływ na to, co dzieje się we wspólnocie. To też pewna alternatywa sposobu zamieszkania dla tych osób, które żyją samotnie, chcą być jak najdłużej niezależne, ale chcą mieć poczucie bezpieczeństwa, że w razie potrzeby ktoś pomoże. To także alternatywa dla konwencjonalnych domów opieki, które zapewniają opiekę, ale często nie radzą sobie z poczuciem wyobcowania i samotności wśród pensjonariuszy” – tłumaczyła Labus.

„Cohousing to według mnie jeden z filarów miast przyszłości – to koncepcja tworzenia swoistej wspólnoty między lokatorami takiego domu, otwartość na lokalną społeczność, to też prawo i możliwość decydowania, jak chcemy mieszkać, z kim i na jakich zasadach. Z jednej strony coraz mniej rodzin tworzy obecnie domy wielopokoleniowe, ale z drugiej – być może ktoś, kto całe życie był singlem z wyboru na starość będzie chciał zamieszkać w takim domu z innymi, podobnymi sobie lokatorami. Potrzebne jest więc przedefiniowanie klasycznego domu wielopokoleniowego i nadanie mu nowej funkcji i roli, wobec nowych wyzwań i potrzeb społecznych. Takie domy wielopokoleniowe są często nie tylko miejscem zamieszkania, ale także miejscem spotkań, pomocy i wsparcia, a ich lokalizacja i otwartość funkcji w parterze budynku na lokalną społeczność może mieć wpływ na życie w dzielnicy” – wskazała ekspertka.

Pierwsze tego typu wspólnoty mieszkaniowe już funkcjonują – głównie na Zachodzie. Jak podała Labus, domy wielopokoleniowe na miarę XXI wieku powstają już m.in. w Niemczech. Powstają też takie koncepcje, jak np. wspólny dom dla osób starszych i samotnych młodych matek czy dom opieki zamieszkały przez osoby starsze, których sąsiadami są studenci. „Myślę, że w Europie ciągle jesteśmy na etapie testowania różnych rozwiązań. Większość tych modeli ma jeden ważny element wspólny w postaci przestrzeni wspólnych – świetlic, wspólnych aneksów kuchennych, przestrzeni, które można nazwać +sercem+ danego założenia” – dodała.

Obok cohousingu, drugim filarem miast przyszłości mogą być przestrzenie wspólne – zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, które powinny być dostępne dla wszystkich, także dla osób z różnymi dysfunkcjami, odmiennymi potrzebami, różnymi stylami życia itp. W ocenie urbanistki największym z wyzwań dla projektantów w miastach przyszłości może być przeciwdziałanie zunifikowania przestrzeni w miastach i budynkach.

„W przyszłości przestrzenie te powinny integrować mieszkańców w różnym wieku i oferować różnorodny program. Dziś często podchodzi się do ofert aktywizacji społeczeństwa dość stereotypowo np. osiedlowe świetlice oferują seniorom i seniorkom kącik gry w szachy, kącik brydżowy, kącik szydełkowania i robienia na drutach. Tak też wyobrażamy sobie rozrywkę osób starszych. Nawet jeśli dzisiaj to może się częściowo sprawdzać, to w przyszłości już raczej w mniejszym stopniu, bo wiemy doskonale, że pewne formy spędzania wolnego czasu także ewoluują i wymagają dopasowania do zmiennych potrzeb społecznych” – oceniła Labus.

Dodała, że dzisiejsze pokolenie seniorów i seniorek (szczególnie tych po osiemdziesiątce) jest w większości wykluczone cyfrowo, za to millenialsi na starość będą już technologie na co dzień wykorzystywać. „Wizja miast przyszłości wymaga dobrze postawionej diagnozy współczesnych potrzeb miejskich, w tym demograficznych, społecznych, środowiskowych. Musimy myśleć o potrzebach starzejącego się społeczeństwa, jednocześnie uwzględniając zmieniające się style życia ludzi” – podkreśliła.

Powołując się na dokumenty UE i program WHO „Age Friendly Cities”, Labus przypomniała, że istnieje osiem obszarów dotyczących odnowy miast przyjaznych starzeniu. To transport, mieszkalnictwo, przestrzenie publiczne (wspólne) i budynki, komunikacja i informacja, zatrudnienie i uczestnictwo w życiu społecznym, przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu m.in. ze względu na wiek; to również kwestia opieki medycznej i społecznej oraz partycypacji społecznej.

„Coraz więcej miast na świecie – mniejszych i większych – realizuje już politykę odnowy miast przyjaznych starzeniu. W Polsce do programu miast przyjaznych starzeniu WHO przyłączyła się Gdynia, Kraków, Poznań, Ostrów Wielkopolski, Opole. Cały problem polega jednak na tym, że zmiany w miastach nie następują w perspektywie roku czy dwóch, tylko to jest pewna konsekwentna wizja, która wymaga wieloletniego, systemowego podejścia” – wskazała Labus.

Źródło: Polska Agencja Prasowa

Zobacz również:
Usiąść do klawiatury po treningu, w trakcie którego organizm spalił niemal 2000 kcal, nie jest łatwo. Zwłaszcza gdy całe ciało boli i domaga się wysokooktanowego paliwa, a nie kolejnych godzin przy biurku. To ten moment, w którym szacunek dla sportowców-amatorów, którzy znajdują w sobie siłę do codziennych ćwiczeń, wzrasta do niewyobrażalnego poziomu.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA