Ciężkie czasy a relacje międzyludzkie [Jak żyć w dobie kryzysu?]

Ciężkie czasy, kryzys, czarna godzina – w zasadzie każde z tych określeń pasuje do wydarzeń ostatnich miesięcy w naszym kraju i regionie, choć wszyscy zdajemy sobie doskonale sprawę, że bywało też gorzej. Jak kształtują się w takich realiach relacje międzyludzkie? Jak zadbać o siebie i swój dobrostan psychiczny? 

relacje międzyludzkie, psychologia shutterstock.com

Przewiń dalej:

„Ciężkie czasy tworzą twardych ludzi”

REKLAMA

Relacje międzyludzkie – co buduje więzi między ludźmi?

Oksytocyna u mężczyzn

Reguła wzajemności a relacje międzyludzkie

Rozwój pourazowy – co to takiego?

Lepiej już było – mówią różni eksperci od polityki i gospodarki, usiłując pozbawić nas resztek nadziei. Możemy im wierzyć, jeśli chcemy, ale możemy też zacząć podejrzewać starszych panów o złośliwą satysfakcję. Coś w rodzaju: „Ej, wy, młodzi, nie myślcie sobie, że macie tak fajnie, bo jesteście sprawni, uprawiacie seks z młodymi kobietami i macie erekcje bez zarzutu. Zaraz zobaczymy wasze miny, kiedy się okaże, że wasza rata kredytu wynosi równiutko pierdyliard, a w dodatku obejmie was przeszkolenie wojskowe”.

Co w takiej sytuacji robi mądry człowiek? Spokojnie patrzy w przyszłość, bo wie, że historia kołem się toczy, a po „gorzej” będzie „lepiej”. A poza tym to „gorzej” może być dla niektórych „lepiej” w tym samym czasie.

„Ciężkie czasy tworzą twardych ludzi”

Jeśli macie gadatliwych rodziców czy dziadków, to z pewnością wiecie, że ulubionym tematem wspominek przy świątecznym stole wcale nie są cudowne wakacje, tylko raczej kryzysowe czasy. Dziadkowie wspominają obowiązkową służbę wojskową w PRL-u jako pasmo jajcarskich przygód, chociaż obiektywnie każdy wie, że to było raczej koszmarne doświadczenie.

Jeszcze bardziej zdumiewające są emitowane corocznie w sierpniu w TV wspomnienia powstańców warszawskich. Mówią o tym, jakby to był najjaśniejszy moment w ich całym życiu – najsilniejsze emocje, największe poświęcenie, najtrwalsze przyjaźnie i miłości.

Ale mimo całej grozy tematu i trudności, z jaką przychodzi mówienie o jego pozytywach, to jednak coś jest na rzeczy. Jak wynika z wielu badań psychologicznych i socjologicznych, ciężkie czasy sprzyjają tworzeniu silniejszych więzi i odczuwaniu większej satysfakcji życiowej. To niewątpliwie optymistyczna informacja dla wszystkich przerażonych przyszłymi kryzysami. Kiedy ogólna sytuacja na świecie czy w kraju jest super, a ludzie są bogaci i samowystarczalni, to więzi międzyludzkie słabną. Nie jesteśmy sobie po prostu potrzebni.

Natomiast w sytuacji, w której mamy poczucie, że jedziemy na jednym wózku, a ten wózek jest mocno rozchwiany, to możemy się spodziewać głębszych poziomów bliskości z bliźnimi. Obserwuje się, że te więzi zacieśniają się we wszystkich aspektach życia: od relacji z krewnymi i przyjaciółmi, przez więzi sąsiedzkie, po pracę.

ZOBACZ: Pokonaj każdy problem po męsku

Relacje międzyludzkie – co buduje więzi między ludźmi?

Dlaczego więzi z innymi są tak ważne w trudniejszych czasach? Co jest takiego we wspólnym doświadczaniu stresu, lęku, pokonywaniu trudności czy niedostatku, co tak silnie łączy ludzi? I dlaczego te więzi są tak ważne dla naszego poczucia spełnienia? Może jeśli zrozumiemy, o co w tym chodzi, zaczniemy wreszcie budować lepsze i trwalsze relacje z innymi? Wiemy, że czynnikiem prowadzącym do głębszego zaangażowania są wspólne doświadczenia. To oczywiście nie musi być wojna: może to być wspólna podróż czy praca nad trudnym projektem. Taka sytuacja wymaga od wszystkich zaangażowania wielu procesów myślowych – musimy wziąć pod uwagę warunki, w jakich się znajdujemy, przemyśleć ewentualne reakcje, rozważyć wpływ na innych, rozwiązywać problemy i improwizować.

Przede wszystkim jednak musimy lepiej poznać innych, z którymi złączyło nas wspólne działanie. Zobaczyć, jakie są ich mocniejsze i słabsze strony, na kogo możemy liczyć, a kto sam wymaga naszego wsparcia. Za tym idzie większe zrozumienie innych i empatia. Aby osiągnąć wspólny cel, musimy nauczyć się współpracować, iść na kompromisy, ograniczać nasz egoizm. Współpraca z innymi ludźmi to niesłychanie skomplikowana umiejętność, bardzo rozwijająca umysł. To nie jest przypadek, że najbardziej rozwinięte umysłowo ssaki naczelne żyją w stadach. To głębsze zaangażowanie umysłowe sprawia, że trudne chwile bardziej zapadają w pamięć, a nasze wspomnienia są silnie powiązane z ludźmi, z którymi przeszliśmy przez te trudy.

To dlatego nasi dziadkowie czy rodzice tak długo utrzymywali kontakty z kumplami z wojska albo z solidarnościowego podziemia. Ból, strach, niebezpieczeństwo, ale również euforia związana z ich pokonaniem jest wspólnym doświadczeniem i jest także połączeniem głębokich przeżyć i bardziej zapadających w pamięć okoliczności, które łączą nas z innymi ludźmi.

Wnioski, które stąd płyną, są dosyć czytelne: nie zdobędziesz prawdziwych przyjaciół podczas zdalnej nauki czy pracy. Prawdziwa przyjaźń natomiast ma szanse narodzić się podczas wspólnej, najeżonej trudnościami wyprawy albo długiej pracy nad jakimś projektem. Nie mówię tu tylko o korporacyjnych tematach, ale na przykład o wspólnej budowie placu zabaw na Twoim osiedlu (walka z urzędnikami sprawi, że staniecie się prawdziwymi towarzyszami broni).

Oksytocyna u mężczyzn

Kryzysy w naszym życiu odbijają się na funkcjonowaniu organizmu, w szczególności układu hormonalnego. Badania na Norweskim Uniwersytecie Nauki i Technologii pokazują, że trudne czasy powodują uwalnianie się w ciele większych ilości oksytocyny. Pewnie słyszeliście o tym hormonie – to jest ta substancja, która m.in. po orgazmie powoduje błogostan, ale też sprzyja nawiązywaniu więzi między matką a dzieckiem po porodzie.

Ten związek chemiczny w mózgu (tak, on wydziela się też u mężczyzn) ma interesujący wpływ na kontakty wewnątrz grupy ludzi, ponieważ sprawia, że czujemy się razem dobrze, łączymy się z innymi i troszczymy się o siebie nawzajem. Prawdopodobnie nieznanym aspektem działania tego hormonu jest to, co pokazują badania na uniwersytecie w Amsterdamie. Oksytocyna może wywoływać agresję czy nienawiść wobec tych, którzy nie są częścią naszej grupy. Wraz z uwolnieniem oksytocyny więzy w grupie wzmacniają się, wywołując reakcję opiekuńczą, w tym pragnienie, by nasi ludzie byli szczęśliwi – a jednocześnie pragnienie, by nikt obcy nie zagrażał spokojowi naszej grupy.

To tłumaczy, dlaczego ludzie w momencie zagrożenia z zewnątrz są tak skorzy do walki albo przynajmniej do rozniecania w sobie nienawiści do wroga (aktualnie Putin i wywołana przez niego krwawa wojna w Ukrainie).

Mówiąc o grupach, nie możemy nie wspomnieć o korporacjach podczas kryzysu. Amerykańscy naukowcy, zajmujący się psychologią zarządzania, twierdzą, że najważniejszą umiejętnością lidera jest empatia. Szefowie, którzy potrafią „czytać” ludzi, rozpoznawać ich mocne i słabe strony, są w stanie zbudować dobry, zmotywowany zespół, który będzie skuteczniej realizował cele niż grupa ludzi napędzanych wyłącznie strachem przed utratą pracy.

Dlatego w czasie kryzysu to właśnie oksytocyna, która wzmacnia empatię, stanowi najsilniejsze spoiwo grupy pod kierunkiem empatycznego lidera. Firmy, które dzielnie przeszły przez kryzys, stają się dzięki temu jeszcze silniejsze.

PRZECZYTAJ: Jak żyć na pełnych obrotach?

Reguła wzajemności a relacje międzyludzkie

Fundamentalną zasadą kształtującą życie w grupie (nie tylko ludzkich osobników) jest reguła wzajemności. Uczymy się jej od najmłodszych lat, bo kto jej nie rozumie, ten staje się szybko outsiderem. Polega ona na tym, że jeśli dostajemy od kogoś jakąś rzecz albo przysługę, to czujemy wewnętrzny przymus odwdzięczenia się, i to w miarę możliwości szybko.

Przechodzenie przez trudne czasy wywołuje większą ilość niezaspokojonych potrzeb u ludzi, a to ustawia na innym poziomie ludzką dynamikę wzajemności. Nie odczuwamy tego, gdy jesteśmy zdrowi, bogaci, bezpieczni i samowystarczalni (to znaczy możemy sobie kupić większość rzeczy i usług).

Ale niech tylko zacznie nam szwankować np. zdrowie albo zmieni się sytuacja życiowa czy światowa, to zaraz potrzebujemy wsparcia życzliwych ludzi. Kolega może zrobić za nas prezentację, gdy mamy grypę. Sąsiad podrzuci zakupy spożywcze, bo opiekujemy się dzieckiem i nie możemy wyjść z domu, rodzina załatwi kartki na benzynę, bo akurat wybuchła wojna, a my mamy pusty bak. Kryzys sprawia, że po prostu musimy przestać unosić się honorem i skorzystać z pomocy innych.

I całe szczęście, bo dopiero otwierając się na pomoc innych, budujemy prawdziwą relację. Jeśli ludzie widzą, że jesteśmy w potrzebie i oczekujemy od nich wsparcia, mają poczucie, że otworzyliśmy się przed nimi, pokazaliśmy swoją bezbronność i autentyczność. Nie udawaliśmy chojraka, który sam sobie poradzi, mimo że trzyma nos ledwo nad powierzchnią wody

. To nie udawanie lepszego niż się jest, ale właśnie prawda o sobie i pokazywanie słabości wymaga odwagi. I sprzyja budowaniu prawdziwych, szczerych, opartych na wzajemnym zaufaniu więzi z innymi ludźmi. A skoro ktoś nam pomaga, dowodzi tym samym, że zależy mu na nas na tyle, że podejmuje konkretne działania. Raz my jesteśmy słabsi i bierzemy, a drugim razem sami oddajemy innym ten „dług”.

Rozwój pourazowy – co to takiego?

Wszyscy słyszeliśmy o zespole stresu pourazowego (PTSD), ale mniej znanym zjawiskiem jest pozytywna konsekwencja traumy, czyli tzw. potraumatyczny wzrost lub rozwój pourazowy. Negatywne doświadczenia mogą być bodźcem do pozytywnych zmian, w tym do odkrycia własnej siły i potencjału, poprawy relacji, lepszego docenienia życia i rozwoju duchowego. Psychologowie obserwują to często u ludzi, którzy przeżyli wojnę, katastrofy naturalne, żałobę, utratę pracy, stres ekonomiczny, poważne choroby i urazy.

Dzięki przejściu przez traumę można lepiej określić swoje priorytety – wiele osób twierdzi, że dopiero kryzys sprawił, że przestali się martwić nieistotnymi sprawami i skupili się na tym, co rzeczywiście jest dla nich ważne. Kolejnym aspektem rozwoju potraumatycznego jest poznanie własnych możliwości. Ludzie opowiadają, że przejście przez bardzo trudne czasy sprawiło, że sięgnęli po rezerwy, których nawet nie byli świadomi, a ich zdolność do przetrwania jest dowodem nabycia nowych kompetencji lub strategii radzenia sobie. Kolejną, wcale nie mniej istotną korzyścią jest rozpoznanie, kto z otaczających Cię ludzi zasługuje na miano przyjaciela. Dowiadujesz się, czasem boleśnie, na kogo możesz liczyć, do kogo możesz zadzwonić w środku nocy, jeśli jesteś na dnie.

Kryzysy – zarówno te prywatne, jak i ogólnoludzkie – przypominają nam o naszej kruchości i śmiertelności. Nie będziemy zawsze piękni, młodzi i bogaci; w każdej chwili możemy wszystko stracić, a ta świadomość pozwala lepiej docenić to, co mamy, a także mniej koncentrować się na sobie. Kryzysy skłaniają też do zadawania sobie egzystencjalnych pytań, aby zaprojektować życie, które warto kontynuować. Jak pisze prof. Richard G. Tedeschi w „Harvard Business Review”: „Ludzie lepiej radzą sobie po traumie, jeśli znajdą pracę, która przynosi korzyść innym: pomaga bliskim, większej społeczności lub ofiarom wydarzeń podobnych do tych, które sami przeżyli”.

Ken Falke przez ponad 20 lat był saperem w US Navy. Będąc światkiem straszliwych urazów swoich kolegów, chciał przekuć traumę na coś pozytywnego. Założył więc organizację Boulder Crest Institute dla weteranów po przebytych urazach, opierając swoje programy na modelu wzrostu pourazowego.

Oczywiście nie trzeba zakładać organizacji non profit czy fundacji, aby być użytecznym. Skupienie się nawet na drobnych rzeczach, które mogą pomóc innym, nadaje życiu sens. Podobnie jak zwykłe wyrażanie wdzięczności oraz okazywanie innym współczucia i empatii. Warto pamiętać, że taka pozytywna zmiana nie przychodzi natychmiast: wymaga czasu, bo wzrostu nie da się przyspieszyć.

Zobacz również:
REKLAMA