REKLAMA

Chris Pine: dwa składniki sukcesu

Historia Chrisa Pine’a jest doskonałym przykładem na to, że dzięki determinacji oraz rzetelnej pracy możesz zyskać sprawność agenta CIA i zrobić niesamowitą karierę. Sprawdź, jakie są składniki sukcesu i rozpocznij razem z MH i Chrisem podróż na szczyt.

Chris Pine Ture Lillegraven - Rodale Images
Chris Pine (fot. Ture Lillegraven)
"Słuchasz krytyków i wpadasz w otchłań wstrętu do samego siebie albo pozostajesz na swojej ścieżce i idziesz do przodu". Pine postanowił iść do przodu, kierując się swoim wewnętrznym instynktem. Jedyna ucieczka, na jaką mógł się zgodzić, to ucieczka do przodu. "Przesłuchania, przesłuchania, przesłuchania" – powtarza, co w przypadku aktorów oznacza uczenie się coraz to nowych tekstów, nieustanne poddawanie się ocenie i czekanie, aż zadzwoni telefon, a ktoś w słuchawce oznajmi, że ma dla Ciebie robotę.

REKLAMA

Kolejne miesiące pełne były oczekiwania. Chris postawił wszystko na jedną kartę, ponieważ nie wyobrażał sobie innego życia. Tylko raz zdarzyło mu się pracować jako kasjer w jednej z piekarni w Los Angeles. "To było beznadziejne – przyznaje. – A w kasie po tygodniu brakowało pewnie z tysiąc dolarów".

Wola walki

O indywidualizmie Pine’a wiele mówi jego ulubiony cytat, który potrafi przywołać z pamięci, bez zająknięcia. To fragment mowy prezydenta Stanów Zjednoczonych Theodore’a Roosevelta, wygłoszonej w Paryżu w 1910 roku:

"Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni albo co inni mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się mężczyźnie na arenie, którego twarz jest umazana błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy, który wie, co to jest wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, który ściera się w słusznej sprawie, który w swych najlepszych chwilach poznał triumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej przegrywa z odwagą, nie chcąc, aby jego miejsce było wśród chłodnych i nieśmiałych dusz, które nigdy nie poznały ani smaku zwycięstwa, ani smaku porażki".

To przeświadczenie doprowadziło go do ról w "Winie na medal" i "Zabójczym wirusie" – dwóch bardzo przyzwoitych filmach, z których jednak nie mógł być do końca zadowolony. Ciągle czekał na przełom. "Średniactwo mnie przeraża – przyznaje aktor. – Chodzi o strach, który czujesz, myśląc, że nie będziesz tak dobry, jakbyś tego chciał. Jeśli poddasz się temu strachowi, przegrasz. Dlatego staram się, aby to uczucie pchało mnie do przodu".

Prosta droga

Strach czuł również podczas przesłuchania do "Star Treka". Pine wiedział, że to może być coś, na co czekał całe lata. Ale pierwsza próba wyszła "tak źle, jak tylko możesz sobie wyobrazić". Przynajmniej on odniósł takie wrażenie, bo producentom musiało się spodobać, skoro zaprosili go na kolejne spotkanie.

"Jeśli chcesz czegoś naprawdę mocno, to w grę wchodzą pierwotne emocje – mówi Pine. – Powtarzasz sobie, że to, o czym marzysz, musi się wydarzyć, po prostu musi". Ostatecznie Chris wygrał casting i wcielił się w postać kapitana Kirka, dowódcy najsłynniejszego statku kosmicznego na świecie, a wyreżyserowany przez J.J. Abramsa film zarobił 386 milionów dolarów.

Pine w jednej chwili trafił do pierwszej ligi hollywoodzkich aktorów, którzy przyciągają widzów do kas kinowych od kanadyjskiego Vancouver po rosyjski Władywostok. Swoją pozycję potwierdził w zeszłym roku, po raz kolejny przywdziewając kostium kapitana statku międzygwiezdnego. "W ciemność. Star Trek" również spodobał się odbiorcom. A krytycy? Jeżeli kiedykolwiek twierdzili, że jest terakotowym aktorem, musieli pożałować swoich słów. Potwierdza to opinia samego reżysera filmu.

"Chris zawsze się starał. Był pełen entuzjazmu i niewyczerpanej energii, którą poświęcał na to, żeby film był jeszcze lepszy. Podchodził do swojej pracy bardzo poważnie, chociaż chce, żeby postrzegać go jako fajnego, luźnego gościa, którym rzeczywiście jest w porównaniu do tych wszystkich chcących się wybić aktorów" – mówi J.J. Abrams.

Upragniony cel

Od czasu sukcesu "Star Treka" propozycje zaczęły napływać same, a prasa brukowa co jakiś czas donosi o kolejnej modelce u boku Pine’a. Jednak on mocno stoi na ziemi. "Gdy w młodości masz wrażenie, że jesteś dziwakiem, to uczucie nie opuszcza Cię już nigdy. Nawet teraz lepiej mi w towarzystwie ludzi, którzy czują się ze sobą niekomfortowo, wiedzą, że nie do końca pasują do danego miejsca".

1 2 3
STRONA 2 z 3

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA