[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.9

Anthony Mackie - nowy Kapitan Ameryka

Od kiedy w ostatniej części „Avengersów” dostał do ręki kultową tarczę w barwach amerykańskiej flagi, Anthony Mackie awansował do pierwszej ligi superbohaterów. Droga do tego zajęła mu 20 lat i nie należała do najłatwiejszych. Ale cholernie się cieszy, że wreszcie ma szansę podjąć życiowe wyzwanie.

Fot. Ture Lillegraven
W niewielkiej knajpce w Vancouver jest raczej pusto, kiedy wchodzę tam, żeby porozmawiać z 40-letnim Anthonym Mackiem – znanym jako Falcon z uniwersum Marvela. Od razu dostrzegam, że na jedzącego pizzę aktora czai się dwóch licealistów z telefonem. W końcu zdobywają się na odwagę, by zapytać: „Szybka fotka?”. Mackie potakuje, a speszony chłopak próbuje cyknąć zdjęcie trzęsącą się ręką. Wreszcie aktor litościwie przejmuje telefon i sprawnie robi selfie. Po odejściu fanów Mackie śmieje się do mnie: „Do niedawna byłem dla nich po prostu jednym z czarnych gości na ekranie. Dzisiaj wiedzą dokładnie, kim jestem”.

Awans Anthony’ego na najważniejszego bohatera Ameryki to przełomowy moment dla całego studia Marvela. Nie dość, że Mackie jest Afroamerykaninem, to na dodatek znany był dotąd jedynie z drugoplanowych ról przyjaciół, pomocników i tym podobnych. Od kiedy we wczesnych latach dwutysięcznych ukończył prestiżową nowojorska szkołę aktorską Juilliard, nie dostawał innych ofert. To był pierwszy kopniak od życia.

Byłem pewien, że zrobię karierę jak Morgan Freeman, pełną wielkich ról – wspomina. – Zamiast tego przez 15 lat dostawałem epizody. Starałem się zrobić z nich coś dobrego, ale wciąż czekałem na swój wielki moment. »Avengers: Endgame« wydaje mi się właśnie takim momentem”. Ale zanim nastąpił przełom...

Milion małych kroków

Choć Mackie ostatnich kilka miesięcy spędził, kręcąc film w Vancouver, jego miejscem na ziemi jest Nowy Orlean, gdzie razem z żoną wychowuje czterech synów i gdzie ponad trzy dekady temu zaczął swoją przygodę z aktorstwem. Był w trzeciej klasie, kiedy nauczycielka skierowała go na zajęcia dramatyczne, by rozładować energię chłopca, który wciąż przeszkadzał jej w prowadzeniu lekcji.

Przeczytaj również: Wywiad z najpotężniejszym Avengerem Chrisem Hemsworthem

Niedługo potem, w kolejnej nowoorleańskiej szkole aktorskiej, spotkał jej absolwenta – popularnego w Stanach Zjednoczonych aktora Wendella Pierce’a. „Podjechał pod budynek czerwonym Porsche, ubrany w biały, lniany garnitur – mówi Mackie. – Pomyślałem: >>Jasna cholera! Gość chyba podciera się kasą!<<. Od tamtej pory postanowiłem robić wszystko tak samo, jak on”.

Fot. Ture Lillegraven

Ponieważ Pierce studiował w Juilliard, Mackie zdał w 1997 roku do tej samej szkoły. Nie wiedział, że nauka tam nie będzie bułką z masłem. Denise Woods, jego nauczyciel z tego czasu, wspomina: „Hasłem Juilliard było wtedy: >>Złamiemy Cię, żeby zbudować od nowa<<. Tylko że Anthony nie chciał dać się złamać”. Nalegał na zachowanie nowoorleańskiego akcentu, kiedy tylko pasował do roli, chciał, żeby pozwalano aktorom mówić własnym głosem. „Twardo bronił swojego zdania. Mówił: >>Taki jestem, musicie to zauważyć<<” – dodaje Woods.

Zauważono go. Jeszcze zanim skończył szkołę, dostał rolę Tupaca Shakura w „Up Against the Wind”. Na scenie zauważył go zdobywca Oscara Curtis Hanson, który szukał kogoś do roli rapera w „8 mili”. Wypadł nieźle, a na dodatek zaprzyjaźnił się z Eminemem. Prowadzając się po lożach VIP z najpopularniejszymi hiphopowcami, poczuł, że odniósł sukces. Aż krytycy zmiażdżyli jego kolejny film: „Ona mnie nienawidzi”, w którym zagrał gościa sprzedającego lesbijkom swoją spermę.

Miałem 26 lat i uwierzyłem ludziom, którzy wmawiali mi, że jestem kolejnym Denzelem Washingtonem – mówi Mackie. – Ale odrobiłem lekcję pokory. Zamiast bawić się z celebrytami, postanowiłem pracować nad swoim warsztatem”.

 

REKLAMA

REKLAMA

Fot. Ture Lillegraven

Blisko Oscara

Po kilku epizodycznych rólkach pojawiła się wreszcie naprawdę ciekawa propozycja pracy – w dramacie wojennym Kathryn Bigelow „The Hurt Locker. W pułapce wojny”. Zagrał J.T. Sanborna, sapera walczącego w Iraku u boku obojętnego na niebezpieczeństwo Williama Jamesa (w którego wcielił się jego późniejszy kumpel z „Avengersów”, Jeremy Renner).

Włożyłem w tę rolę wszystko” – mówi Mackie. Film zyskał wielki rozgłos i dał jego twórcom oraz aktorom poważne szanse na najcenniejsze kinowe wyróżnienia. Mackie wmawiał sobie, że nie zależy mu na nagrodach, ale strasznie przeżył, kiedy jego nazwisko nie pojawiło się wśród dziewięciu nominacji do Oscara dla „Hurt Locker”. „Te cholerne złote figurki znaczą naprawdę wiele – mówi szczerze. – Wmawiamy sobie, że nie pracujemy dla nagród, ale kiedy nie dostałem żadnej za »Hurt Locker«, strasznie mną szarpnęło. Musiałem wziąć rok wolnego”.

Zaszył się w garażu i w ramach terapii na własną rękę reperował starego Mustanga. Kiedy był już gotów wrócić do gry, dokładnie wiedział, co chce osiągnąć. Zaczął lobbować Marvela. Zawsze marzył o zagraniu superbohatera, więc zasypał studio mejlami z pytaniem o możliwość zagrania jakiejkolwiek roli. „Wysyłałem teksty w stylu: >>Hej, jestem tym czarnym gościem z ‚Hurt Locker’. Bardzo chciałbym z Wami pracować<<” – śmieje się Mackie.

Najważniejsza rola życia

Najpierw zaproszono go na przesłuchanie do roli Mandaryna, czarnego charakteru z „Iron Man 3”. Znów się nie udało, ale Anthony wypadł na tyle dobrze, że zaproponowano mu rolę w pierwszej części przygód Kapitana Ameryka: „Zimowym żołnierzu”. „Ma w sobie charyzmę, prawość i budzi zaufanie widzów. Niewielu aktorów może się pochwalić takim pakietem” – mówi Joe Russo, reżyser.

Przeczytaj również: Jason Statham - samiec alfa o życiu, pasji i treningu

Ale nie od początku wiadomo było, że sprawdzi się w roli. Pierwszego dnia na planie kazano mu skakać z platformy na poduszkę ułożoną zdecydowanie za daleko. Do tego miał strzelać i robić uniki przed wyimaginowanym samolotem. W głowie kołatało mu się tylko: „K***a, nie moglibyśmy zacząć od sceny mówionej?”.

Próbował nagrać tę sekwencje przez kolejnych kilka dni. „Wiedziałem, że zawodzę reżyserów – mówi. – Widzieli, że kiepsko mi idzie i że cholernie się boję”. Ale dał radę i w ciągu kolejnych lat zasłużył na to, by w następnych filmach z uniwersum Marvela poszerzyć rolę Falcona. Do tego stopnia, że dziedziczy tarczę samego Kapitana Ameryka.

W komiksie takie przekazanie mocy nastąpiło już w 2014 roku, ale Russo zdradził, że filmowcy zdecydowali się awansować postać Mackiego dopiero trzy lata temu. „Nie chcieliśmy, żeby cokolwiek wyciekło, więc trzymaliśmy wszystko w tajemnicy przed aktorami, zwłaszcza przed Anthonym” – śmieje się reżyser.

Fot. Ture Lillegraven

Dlatego Mackie nie dostał pełnego scenariusza „Avengers: Endgame”. Dopiero gdy wraz z kumplami z planu oglądali mecz w domu Chrisa Evansa (dotychczasowego Kapitana Ameryka i najlepszego ziomka Anthony’ego), ten, z miną rozradowanego sześciolatka, dał mu do przeczytania pełną wersję. „Pochłaniałem kolejne strony, ale wciąż nie mogłem uwierzyć w to, co widzę” – zdradza Mackie.

Na planie wszystko zaczęło nabierać realnych kształtów. „Wszyscy pytali, czy jestem gotowy na jutro, czy udźwignę tarczę – wspomina Anthony. – A ja myślałem sobie, że to jakiś żart”. Wcześniej nie miał okazji nawet tknąć tarczy Kapitana Ameryka, a teraz miał przejąć ją z rąk najlepszego przyjaciela. „To było jak odbieranie Oscara. Byłem jednocześnie zdenerwowany i podekscytowany. Dukałem słowa” – przyznaje aktor.

A Joe Russo dodaje: „Ta scena wyszła niesamowicie realistycznie, bo Mackie naprawdę czuł się w tym momencie jak Falcon: przytłoczony, ale niezłomny”. A jaka właściwie jest, wykonana z vibranium, niezniszczalna tarcza? „Kiepsko wyważona. I ciężka” – mówi krótko Mackie.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij