[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.1

Alexander Skarsgård - jego droga do sukcesu i potężnej sylwetki

Alexander Skarsgård długo chciał uciec przed przeznaczeniem. Służył w armii, jeździł po świecie, w końcu jednak wrócił do aktorstwa. Dzięki zaangażowaniu oraz rzetelnemu treningowi wypracował niesamowitą sylwetkę i zagrał w filmie "Tarzan: Legenda". Na łamach MH zdradza sekrety swojej przemiany.

Tarzan Dark Horse Entertainment/Jerry Weintreub prod/Riche Prod/Vil / A  
Trudno powiedzieć o Alexandrze, że to facet znikąd. Może w Polsce nie jest tak rozpoznawalny jak w Skandynawii, ale jego start w dorosłość wyglądał zupełnie inaczej niż u rówieśników. Jako syn znanego szwedzkiego aktora Stellana Skarsgårda, już przed ukończeniem 8. roku życia zagrał w swoim pierwszym filmie. Na przestrzeni lat media brukowe przypisywały mu szereg romansów. Mówiło się o Taylor Swift, Charlize Theron, Amandzie Seyfried czy Ellen Page.

Ile było w tym wszystkim prawdy? Nie wiadomo. Ale łatwo można by go uznać za złotego chłopca, który miał w życiu to szczęście, że po prostu dobrze się urodził. Jednak taka ocena byłaby bardzo krzywdząca. Bo Alexander może nie musiał samodzielnie wykarczować sobie drogi do świata filmu, ale stanął przed innym wyzwaniem.

Musiał udowodnić sobie i światu, że potrafi być lepszy od swojego ojca. I choć za chwilę obchodzi 40. urodziny, ciągle się z tym mierzy. Wystarczy go zapytać, dlaczego przyjął rolę w "Tarzanie". "Żeby zrobić wrażenie na moim tacie – odpowiada. – On po prostu kocha Tarzana. Gdy był dzieckiem, chodził do kina niedaleko domu i oglądał filmy Johnny’ego Weissmüllera. Ja poznałem tę postać przez niego".

Współczesny superbohater

Skarsgård senior wziął udział w dwóch wysokobudżetowych produkcjach – "Avengers" oraz "Thorze". Dlatego Alexander również musiał podjąć się jakiegoś typowo hollywoodzkiego wyzwania. Komiksy Marvela da się jednak w miarę sprawnie przenieść na ekran. Inaczej jest z Tarzanem. Tekst z początku XX wieku, o białym gościu bujającym się na lianach w sercu Afryki, może momentami wywoływać uśmiech politowania.

Dlatego młody Skarsgård miał wiele wątpliwości przed przyłączeniem się do tego projektu. Szczególnie że raz już się sparzył. Wystąpił w "Battleship: Bitwa o Ziemię", czyli ekranizacji… popularnej gry w statki (!). Film zarobił kilkaset milionów dolarów, lecz krytycy nie zostawili na nim suchej nitki, a Rihanna za swój popis aktorski dostała nawet Złotą Malinę. Tym razem o obsadę nie trzeba było się martwić. Samuel L. Jackson i Christoph Waltz to aktorzy geniusze.

Scenarzyści natomiast zadbali o to, aby historia Tarzana była ciekawa dla współczesnych odbiorców. Akcja zaczyna się w Londynie, a główny bohater zostaje zmuszony do powrotu do Konga w wyniku podstępu. "To historia o uwolnieniu bestii, która znajduje się w każdym z nas – mówi aktor – a nie opowieść o człowieku-małpie, mówiącym: »Ja Tarzan, ty Jane«". Co nie znaczy, że Skarsgård nie próbował na planie wydawać zwierzęcych odgłosów. Jednak szybko z nich zrezygnował, bo "reżyserowi niezbyt się to podobało".

REKLAMA

REKLAMA

Techniczne sztuczki

Za całość odpowiadał David Yates, który nakręcił ostatnie 4 filmy o Harrym Potterze. Jego zadaniem było zrobić wszystko, aby opowieść o przygodach Tarzana bez reszty pochłonęła widzów. Pomóc w tym miała niesamowita gęstwina, w której rozgrywa się akcja. Siła natury robi wrażenie. Aż trudno uwierzyć, że aktorzy nie dotarli do serca Afryki, tylko zatrzymali się w... hangarach lotniczych w Watford na północ od Londynu.

"Byłem podenerwowany kręceniem wszystkiego na zielonym ekranie – przyznaje Skarsgård. – Ale ekipa wypełniła przestrzeń prawdziwymi drzewami, rzeką, a nawet usypała górę. To wszystko wyglądało jak wielki park rozrywki. Pachniało tam dziką przyrodą!". Ale dążenie do naturalności nie ograniczyło się tylko na scenografii. Fabuła filmu rozgrywa się w latach 80. XIX wieku w Kongo, gdzie życie ludzkie nie jest wiele warte.

"To ma swój ciężar – mówi Alexander. – I stanowi wyzwanie dla aktorów, którzy muszą zwrócić uwagę na otoczkę psychologiczną. Nie wszystko kręci się wokół akcji". To w dużej mierze zdecydowało o obsadzeniu w głównej roli właśnie Skarsgårda. "Znalezienie aktora, który nie tylko dobrze wygląda, ale również potrafi grać, to nie lada wyzwanie – mówi Yates. – On doskonale spełniał oba warunki".

Czy to przeznaczenie?

Kwestią otwartą pozostawało, czy Skarsgård podoła temu zadaniu. Od najmłodszych lat wydawało się, że pójdzie w ślady ojca. Dorastał w Södermalm, modnej dzielnicy w centrum Sztokholmu. Przyjaciółmi rodziny byli rozmaici artyści, pisarze i aktorzy, którzy często wpadali do nich w odwiedziny. Jako dziecko Alexander regularnie występował w szwedzkiej telewizji, w kinie i na scenie. Jednak szybko pokazał, że chce sam o sobie decydować. Mając 13 lat, będąc jednym z najsławniejszych nastolatków w Szwecji, postanowił przestać grać. Czuł się niekomfortowo z tym, że wszyscy zwracają na niego uwagę, a zakochane nastolatki nie przestają dzwonić do niego do domu.

Gdy wchodził w dorosłość, a jego ojciec zaczynał zyskiwać międzynarodową rozpoznawalność, poszedł do wojska. Dla chłopaka, który większość życia spędził w towarzystwie bohemy artystycznej, to musiała być duża zmiana. Dzielnie zniósł 18 miesięcy treningu, podczas którego uczył się, jak bronić kraju przed sabotażem ze strony wroga. "Wszyscy moi krewni są pacyfistami, nie wstąpiłem do armii, żeby walczyć – przyznaje. – Poszukiwałem wyzwania. Wiele rzeczy w tamtym okresie mnie denerwowało, ale to było wspaniałe doświadczenie. W ciągu tych 18 miesięcy musiałem się nauczyć, jak sobie radzić samemu. Dorosłem".

REKLAMA

Ciągnie wilka...

Potem jeszcze uczył się na uniwersytecie w angielskim Leeds. To też był jego indywidualny wybór. Większość młodych Szwedów przenosiła się bowiem do Londynu. Po 6 miesiącach rzucił szkołę, poleciał do Stanów Zjednoczonych i tam zapisał się na kurs teatralny w Marymount Manhattan College. Wytrzymał pół roku i z powodu dziewczyny wrócił do Szwecji. Nie wiadomo, ile trwał ich związek, ale Alexandrowi wyszedł chyba na dobre. W swojej ojczyźnie znów zaczął pojawiać się w filmach, serialach telewizyjnych oraz na deskach teatrów. Załapał się do "Zoolandera" z Benem Stillerem i Owenem Wilsonem.

Kilka lat później usłyszał o castingu do "Czystej krwi". Marzyła mu się rola Billa Comptona, ale ostatecznie producenci stwierdzili, że bardziej przekonująco wypada jako Eric Northman. Skarsgård podszedł do swojego zadania ze skandynawskim spokojem. Przestudiował wszystkie kreacje wampirów w kinie europejskim i amerykańskim. Wybrał z nich to, co podobało mu się najbardziej, dodał coś od siebie, a publiczność zachwyciła się zaproponowaną mieszanką. Podobnie skrupulatnie przygotowywał się do roli Tarzana, który "powoli pokazuje swoje zwierzęce oblicze". Lecz aby dobrze wypaść na ekranie, musiał najpierw przemodelować sylwetkę.

Droga do celu

Przed Skarsgårdem stało nie lada wyzwanie. Chodziło o to, aby nabrał sprawności, która pozwala przeskakiwać z jednej liany na drugą, i wyglądał jak człowiek potrafiący władać dziką przyrodą. "Chciałem być większy niż kiedykolwiek – przyznaje aktor. – Ale jednocześnie nie mogłem przypominać kulturysty. Te mięśnie miały być widoczne z jakiegoś powodu. W naturze nic nie dzieje się bez przyczyny". Żeby osiągnąć zamierzony efekt, Alexander codziennie wyciskał ciężary.

Podczas przerw między ujęciami razem z trenerem pracował nad mięśniami korpusu, co miało jeszcze uwydatnić sześciopak. Wieczór kończył sesją yogi albo pilatesu, by przygotować się do nadchodzącego dnia. "Z moją gibkością nigdy nie było najlepiej – zdradza Skarsgård. – Dzięki treningowi przez chwilę umiałem dotknąć palców u stóp, ale teraz znów jestem sztywny jak kołek". I to już chyba nigdy się nie zmieni...

Nóż i widelec

Ćwiczenia nie były jednak najtrudniejszym elementem przygotowań. Skarsgård dużo gorzej znosił konieczność pilnowania diety. Jadł sześć małych posiłków dziennie, unikał cukru oraz nabiału. "Jestem gościem, który dosłownie pochłania jedzenie – śmieje się. – Ciężko znosiłem fakt, że zostałem pozbawiony tej przyjemności. Gdy nie możesz jeść tego, co lubisz, dostajesz lekkiego bzika". Trener zabronił mu również pić. "A że lubię co jakiś czas wyskoczyć do pubu, musiałem również pożegnać się z moim życiem towarzyskim".

Skrupulatne przestrzeganie zaleceń wyszło mu jednak na dobre. I miało jeden zaskakujący skutek. Gdy Skarsgård skończył pracę nad filmem, jego ojciec również był w Londynie. "On uwielbia gotować – mówi Alexander. – Właściwie jest większym pasjonatem kuchni niż aktorstwa. Dlatego od razu pojechałem do domu, który wynajął, i spędziłem trzy dni, jedząc szpik, smażoną mozzarellę i spaghetti bolognese, które popijałem piwem oraz winem. To był najlepszy weekend mojego życia".

REKLAMA

REKLAMA

Co dalej?

Obaj panowie spotykają się regularnie. Czasami także na planie filmowym. Tak było w przypadku "Melancholii", nakręconej przez Larsa von Triera. Niewielu aktorów jest w stanie z taką łatwością przeskakiwać między wielkimi produkcjami Hollywoodu a bardziej kameralnym kinem europejskim. Oni radzą sobie z tym doskonale.

Dlatego Alexander zaraz po Tarzanie wystąpił w filmie "War on Everyone", opowiadającym o dwóch skorumpowanych policjantach wrabiających i szantażujących przestępców. "To prawdopodobnie najbardziej zwariowany projekt, w którym wziąłem udział – mówi aktor. – Mój bohater nie wie, co to polityczna poprawność, i obraża chyba każdą religię i grupę społeczną na świecie".

Ta zmienność doskonale oddaje podejście Alexandra. Nie dzieli on filmów na ambitne i komercyjne, znaczące i nie. "Nie mam żadnej specjalnej strategii. Po prostu robiłbym sobie na przekór, gdybym się ograniczał. Bardzo podoba mi się pomysł kręcenia jednego filmu w Szwecji, a potem kolejnego z Warner Bros". Co tylko potwierdza, że ciągle mocno stąpa po ziemi. "Sądzę, że tak już zostanie – mówi. – Jeżdżę metrem, na rowerze. To nigdy nie był i nie będzie dla mnie problem" – zapewnia.

Za przykładem natury

Alexander, żeby zostać królem dżungli, musiał wykazać się nie lada sprawnością. Zobacz, jak trenował.

Siła niedźwiedzia

Kładziesz się na brzuchu na podłodze, podnosisz biodra do góry i ruszasz przed siebie, korzystając ze wszystkich 4 kończyn. Na początku zacznij od 10 metrów.

Skoczność żaby

Przyjmujesz pozycję jak do przysiadu, a potem wybijasz się w powietrze. Skarsgård przeskakiwał w ten sposób sofę, ale on ma 194 cm wzrostu.

Sprawność małpy

Znajdź małpi gaj w pobliskim parku albo skorzystaj z bramy na siłowni. Najpierw zawiśnij w bezruchu, żeby potem przeskakiwać między jednym drążkiem a drugim.

Dieta

Patenty Skarsgårda na jeszcze lepszą formę.

Wielki błękit

Krewetki i łosoś – to były przekąski, którymi aktor raczył się na planie, gdy był głodny.

Tłusta sprawa

Tłuszcze to dobra rzecz, ale Lygdback radzi odrobinę go ograniczyć, gdy walczysz o rzeźbę.

Chwila przyjemności

Alexander serwował sobie węglowodany (o niskim indeksie glikemicznym) tylko na kolację.

Mocne uderzenie

Pod koniec przygotowań pracę z ciężarami zastąpił intensywny trening interwałowy.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij