Aleksiej Mołczanow – historia i sylwetka wirtuoza freedivingu

Rosyjski freediver Aleksiej Mołczanow to seryjny zdobywca tytułów mistrzowskich i łowca rekordów świata. Żeby wznieść się na samo dno, musiał jednak najpierw na nie upaść: sport, który tyle mu dał, przyniósł mu bowiem także trudną do opisania osobistą stratę. Jego historia jest lekcją tego, jak w tragedii można znaleźć siłę.

freediving FOT. COURTESY RUSSIAN FREEDIVING FEDERATION, FOT. DODATKOWE: JACQUES MUNCH/AFP/GETTY IMAGES, YANN COATSALIOU/AFP/GETTY IMAGES, DANIL KOLODIN/LASKI DIFFUSION/EAST NEWS, ALEXANDER AKIVIS/LASKI DIFFUSION/EAST NEWS

Przewiń dalej:

Czym jest freediving?

REKLAMA

Skąd wzięła się a Aleksiego pasja do freedivingu?

Freediving – zabawa ze śmiercią?

Równowaga psychiczna w sporcie zawodowym

Jak głęboko może zanurkować człowiek?

Czym jest freediving?

Wielokrotny mistrz świata we freedivingu delikatnie zaciska palce na linie opustowej, przytwierdzonej do platformy unoszącej się na wodzie. Powoli nabiera i wypuszcza powietrze, szykując się do tego jednego oddechu, który zamierza wstrzymać na blisko cztery minuty. Jego cel: zanurzyć się w morską toń i dotrzeć do metalowego pierścienia umieszczonego na nieprawdopodobnej głębokości 130 metrów, a potem powrócić na powierzchnię. W dwie strony musi zatem pokonać aż 260 m, czyli – by łatwiej było Ci to sobie wyobrazić – długość dwóch i pół boisk do piłki nożnej.

„Trzy minuty!” – z platformy rozlega się okrzyk sędziego. I rozpoczyna się odliczanie przed finałową próbą na mistrzostwach świata w nurkowaniu na wstrzymanym oddechu federacji AIDA. Freediverzy rywalizują ze sobą w wielu różnych dyscyplinach: w tym wypadku chodzi o zanurzenie ze stałym balastem. Ta konkurencja to specjalność Mołczanowa, który wyróżnia się unikatowym stylem pływania z monopłetwą, przypominającym sposób poruszania się syreny. Albo raczej trytona, czyli jej męskiego odpowiednika.

W miarę odliczania Rosjanin zakłada na nos specjalny klips i dopasowuje jego delikatne, metalowe skrzydełka, aby dobrze ułożyły się na nozdrzach. Kiedy zostaje minuta, Mołczanow rozpoczyna „pakowanie” – specjalną technikę oddychania, przypominającą nieco sposób, w jaki desperacko łapie powietrze ryba wyciągnięta z wody – i napełnia płuca tlenem w zakresie niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika.

Nurkowanie na wstrzymanym oddechu może niewtajemniczonym wydawać się sportem, który nie wybacza błędów. Śmiałkowie dochodzący do granic swoich możliwości nierzadko z powodu braku tlenu tracą przytomność. Zdarza się, że z powodu ekstremalnego ciśnienia w ich płucach dochodzi do krwawienia. Zaledwie kilka dni wcześniej, podczas zejścia bez płetw na głębokość ponad 90 m w ramach innej konkurencji, Mołczanow po wyjściu na powierzchnię z powodu niedotlenienia doświadczył stanu utraty kontroli motorycznej nad mięśniami, określanej w świecie freediverów jako „samba”, oraz stracił na moment przytomność.

Oczywiście nie zrobiło to na nim większego wrażenia. I nic dziwnego – w końcu robiący na postronnych tak ekstremalne wrażenie freediving określa jako po prostu „grę dla dorosłych”. Tak jakby umyślnie odsuwał od siebie myśl o potencjalnym nieszczęściu. Takie nastawienie utrzymuje już od dekady, stopniowo przesuwając granice możliwości ludzkiego organizmu. Zanim koledzy po skafandrze nadali mu przydomek „Maszyna”, był znany jako „Golden Retriever”.

34-letni obecnie Mołczanow to absolutna legenda freedivingu. Ustanowił więcej rekordów świata oraz zdobył więcej tytułów mistrza świata niż jakikolwiek inny aktywny nurek. Jednak mimo nieprawdopodobnie długiej listy sukcesów wciąż chce rywalizować. Na zawodach na Bahamach w 2018 roku przesunął rekord świata (ustanowiony przez nikogo innego jak Aleksieja Mołczanowa) we freedivingu ze stałym balastem w płetwach ze 129 m na 130 m. I ten rezultat utrzymuje się do tej pory.

Tym razem głębokość, jaką ma osiągnąć, jest taka sama, ale woda jest o wiele chłodniejsza niż na Bahamach, przez co próba jest o wiele trudniejsza. Kiedy sędziowie dają sygnał, Mołczanow odczekuje jeszcze 10 sekund, a potem wchodzi do wody. Przez chwilę utrzymuje się na powierzchni, aby za moment zanurzyć głowę i zanurkować, delikatnie rozbryzgując wodę machnięciem monopłetwy.

Ta głębokość na pewno sprawdzi granicę jego fizycznych możliwości, jednak chodzi o coś więcej niż rekord czy nawet eksplorację majestatycznego, podwodnego świata. Odkrywanie go i sprawdzanie, jak wpływa na ludzi, w przypadku Mołczanowa jest bowiem rodzajem rodzinnego powołania. Ta misja przyniosła mu nieprawdopodobną osobistą stratę, jednak ostatecznie popchnęła go jeszcze głębiej.

Skąd wzięła się u Aleksiego pasja do freedivingu?

Rodzice Mołczanowa pokochali wodę, zanim pokochali siebie: Natalia i Oleg poznali się jako zapaleni, nastoletni pływacy. I swoją pasję zaszczepili synowi: Aleksiej pobił krajowy rekord dla swojej grupy wiekowej na dystansie 500 m stylem grzbietowym, jeszcze zanim skończył 5 lat. Niedługo potem został mistrzem również w stylu dowolnym i motylkowym. A w czasie wakacji nad Morzem Czarnym dopadł archaiczny akwalung, który przytłaczał jego drobne wówczas ciało, i zaczął eksplorację podwodnego świata.

Kiedy Aleksiej trafił do liceum, jego rodzice się rozwiedli, ale mama bardzo pilnowała, żeby chłopak kontynuował treningi. Przyjęto go nawet do specjalnej szkoły sportowej dla młodzieży z aspiracjami olipijskimi. W 2002 roku Natalia wprowadziła chłopaka w świat freedivingu, sportu, który łączył w sobie wszystkie ich pasje: pływanie, morze oraz rywalizację.

Mołczanow udział w zawodach wziął pierwszy raz w 2004 roku. Od razu je wygrał i wynikiem 158 m ustanowił rosyjski rekord w pływaniu dynamicznym. W tym samym roku wybrał się na Cypr, aby towarzyszyć matce, biorącej udział w zawodach na otwartym morzu. Tam nurkował na głębokość 30 m do potężnego wraku MS Zenobia – okrętu ze śrubą, której łopaty są większe od dorosłego mężczyzny.

„To mama zabrała mnie do tego ekscytującego świata, który wyglądał jak ze snu” – wspomina. Wstrzymywanie oddechu, aby zanurzyć się w wodnych odmętach, to coś, co ludzkość ćwiczyła od tysiącleci. Jednak historia freedivingu jako dyscypliny sportowej rozpoczęła się dopiero w 1949 roku, kiedy Raimondo Bucher, Włoch węgierskiego pochodzenia, zanurkował na głębokość około 30 m,by osiągnąć morskie dno w okolicy Neapolu.

freedivingFOT. COURTESY RUSSIAN FREEDIVING FEDERATION, FOT. DODATKOWE: JACQUES MUNCH/AFP/GETTY IMAGES, YANN COATSALIOU/AFP/GETTY IMAGES, DANIL KOLODIN/LASKI DIFFUSION/EAST NEWS, ALEXANDER AKIVIS/LASKI DIFFUSION/EAST NEWS
Mołczanow na mistrzostwach świata we freedivingu w 2017 roku, w pobliżu honduraskiej wyspy Roatán.

 

Sztuka ta była przedmiotem zakładu, który zawarł z kolegą, nurkiem Ennio Falco. Bucher zadziwił otoczenie, które spodziewało się, że ciśnienie wody zgniecie go na śmierć. W czasie gdy na początku lat 90. XX wieku powstała AIDA, czyli International Association for the Development of Apnea (Międzynarodowe Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Nurkowania Bezdechowego), tacy nurkowie, jak Amerykanin Bob Croft, Włoch Enzo Maiorca czy Francuz Jacques Mayol, przesunęli granicę osiąganych głębokości na ponad 100 m. A sport zyskał powszechną rozpoznawalność dzięki hitowemu filmowi Luca Bessona „Wielki błękit”.

Ci pionierzy freedivingu służyli jako swego rodzaju króliki doświadczalne w zgłębianiu tajników zachowania ludzkiej fizjologii pod wpływem pobytu na dużej głębokości. Badacze odkryli na przykład, że podczas zanurzenia tętno Mayola obniżało się z 60 do zaledwie 27 uderzeń na minutę. Taki fenomen zaobserwowano wcześniej u tybetańskich mnichów podczas medytacji.

Pierwsze 20 m sporo Mołczanowa kosztuje. Walczy z wypornością własnego ciała miarowymi ruchami stylu delfina. Ramiona ma wyciągnięte i przyciśnięte do uszu. W głębinę zanurza się bez okularów pływackich, z zamkniętymi oczami, ślepy na podwodny świat. Na głębokości 20 m zmienia pozycję rąk i układa je wzdłuż ciała, a jego płuca pod wpływem rosnącego ciśnienia wody kompresują się do jednej trzeciej swojej pojemności na powierzchni. Teraz ciało osiąga negatywną wyporność i rozpoczyna się faza swobodnego zanurzania, kiedy główną robotę wykonuje grawitacja.

Mołczanow przemieszcza się z prędkością 1 metra na sekundę. Aby ją utrzymać, musi wykonać zaledwie jedno machnięcie płetwami co 10 m. I robi to z taką dokładnością, jakby sterował nim autopilot. A każdy jego ruch jest tak płynny, jak przelewająca się rtęć. Jest przypięty do liny opustowej przewodem przymocowanym do kombinezonu, więc nie musi zaprzątać sobie głowy nawigacją i może całkowicie skoncentrować się na swoim głównym zadaniu: transferze powietrza między ustami a zatokami, aby wyrównać ciśnienie w pustych przestrzeniach ciała, co jest niezbędne do uniknięcia spowodowanych naciskiem obrażeń płuc, uszu czy zatok. Jego umysł pozostaje skupiony i niesamowicie spokojny, aby odsunąć od siebie widmo efektów pojawiającej się na większych głębokościach narkozy azotowej. Ten zaburzający pracę umysłu narkotyczny stan, zwany też ekstazą głębin, może objawiać się euforią, albo wręcz przeciwnie – paniką.

Freediving – zabawa ze śmiercią?

Natalia Mołczanowa już rok po rozpoczęciu przygody z freedivingiem stała się ekspertem samoukiem, z kilkoma rekordami narodowymi, a nawet światowymi. A syn deptał jej po piętach. Przez kolejną dekadę oboje pięli się w rankingach sportowych, przesuwając granice i zdobywając kolejne tytuły. W 2005 roku Natalia kierowała Rosyjską Federacją Freedivingu, a opracowany przez nią kurs ukończyło już ponad 100 certyfikowanych instruktorów.

W 2009 roku w egipskim Szarm el-Szejk na Morzu Czerwonym Mołczanowa stała się pierwszą kobietą na świecie, która przekroczyła barierę 100 m, osiągając ze stałym balastem 101 m. Z kolei trzy lata później, w swoje 50. urodziny, pobiła rekord świata w nurkowaniu bez płetw, zanurzając się na 66 m. W kolejnym roku pobiła jeszcze kilka rekordów świata. „Wielu osobom po 50. wydaje się, że życie już się skończyło. Chcę im pokazać, że mogą jeszcze wiele dokonać” – powiedziała Adamowi Skolnickowi, autorowi książki „One Breath: Freediving, Death, and the Quest to Shatter Human Limits”.

Nurkowanie na duże głębokości zawsze oznacza ryzyko, jednak śmiertelne wypadki wśród czołówki freediverów należą do rzadkości. Na oficjalnych zawodach zdarzyło się to tylko raz: w 2013 roku śmierć poniósł Nick Mevoli, bohater wspomnianej wyżej książki. Znacznie częściej dochodzi do sytuacji, w których nurkowie ocierają się o granicę między życiem a śmiercią. Jednak Natalii i Aleksieja to nie zrażało.

W tym samym roku, w którym zginął Mevoli, Mołczanow wybrał się do Grecji, aby spróbować zejść ze stałym balastem na ówcześnie rekordową głębokość 128 m. Niedługo wcześniej był przeziębiony, co niekorzystnie wpłynęło na zatoki, aleczuł się silny i był pewny siebie. Jednak podczas wynurzania, na głębokości 110 m, przydarzyła mu się blokada wsteczna, czyli zatrzymanie powietrza w uchu środkowym, które powoduje ból i utrudnia orientację przestrzenną.

Na 30 metrach Mołczanow stracił przytomność i z pomocą musiał ruszyć mu asekurujący nurek, który wyciągnął go na powierzchnię. Takie omdlenia pod wodą mogą mieć katastrofalne skutki, ale Rosjanin wyłgał się jedynie mocno ściśniętym płucem, czego objawem był kaszel z krwią.
We wspomnianej książce „One Breath” irlandzki freediver Stephen Keenan wspomina, że Mołczanow podziękował mu za ratunek, ale bagatelizował cały incydent, „jakby go wypierał”. Sześć dni później ponownie wszedł do wody i ustanowił rekord świata.

„To pokazuje jego wyjątkową odporność psychiczną i determinację, psychikę najlepszego freedivera” – komentował Keenan. 2 sierpnia 2015 roku, zaledwie miesiąc przez mistrzostwami świata AIDA, Natalia Mołczanowa w okolicach Ibizy dawała prywatne lekcje freedivingu dwóm uczniom. W pewnym momencie zeszła pod wodę, aby zanurzyć się na głębokość, którą potem szacowano na ok. 30 m. Rutynowa sprawa dla 53-letniej rosyjskiej czempionki, 41-krotnej rekordzistki i 23-krotnej mistrzyni świata. Uczniowie czekali na powierzchni na wynurzenie instruktorki.

Czekali długo i bez efektu. Kiedy tylko zorientowali się, że coś jest nie tak, podnieśli alarm i natychmiast rozpoczęto poszukiwania. Jak się potem okazało, bezskuteczne.
Aleksiej natychmiast przyleciał na Ibizę, ale od początku wiedział, że raczej nie ma nadziei: zaginięcie freedivera na morzu to właściwie wyrok śmierci. Później spekulowano, co mogło się stać: czy jego matce przydarzył się uraz, czy też może trafiła na mocny prąd morski. Mołczanow na pewno wiedział tylko jedno: „Gdybym tam był, najprawdopodobniej nic by się nie wydarzyło” – wyznał po latach w podcaście The Freedive Café.

PRZECZYTAJ: Odporność psychiczna w sporcie - kluczowy aspekt?

freedivingFOT. COURTESY RUSSIAN FREEDIVING FEDERATION, FOT. DODATKOWE: JACQUES MUNCH/AFP/GETTY IMAGES, YANN COATSALIOU/AFP/GETTY IMAGES, DANIL KOLODIN/LASKI DIFFUSION/EAST NEWS, ALEXANDER AKIVIS/LASKI DIFFUSION/EAST NEWS
80 metrów – tyle wynosi rekord  w nurkowaniu pod lodem, ustanowiony przez Mołczanowa w 2020 roku  na jeziorze Bajkał. 

Równowaga psychiczna w sporcie zawodowym

Po odwołaniu poszukiwań Mołczanow nie dał się pokonać smutkowi oraz strachowi. Nie zawiesił płetw na kołku i poleciał do Egiptu na wody Morza Czerwonego, ulubionego akwenu swojego i mamy. Po miesiącu treningów wystartował w mistrzostwach świata i wrócił do domu z dwoma złotymi medalami. Kolejne lata przyniosły mu lawinę osiągnięć, łącznie z rekordami Guinnessa z 2020 r., polegającymi na przepłynięciu pod lodem na jednym oddechu dystansu 181 m i zanurzeniu w lodowatych wodach jeziora Bajkał na głębokość 80 m.

Przed zaginięciem matki Aleksiej był bardzo mocnym, obiecującym, młodym zawodnikiem. Później stał się po prostu najlepszy. Ale nie chodzi tylko o cyferki. Rosjanin jest też fantastycznym ambasadorem freedivingu: dzięki jego Instagramowi możesz zajrzeć głęboko za kulisy tego fascynującego świata. Ma również własną perspektywę na nurkowanie. „Przebywanie pod wodą pozwala na unikatowe doświadczenie siebie na tle ogromu oceanu. To pomaga przemyśleć skalę odniesienia i zrozumieć, jak mali jesteśmy w tym wszechświecie” – mówi Mołczanow.

Ekstremalny freediving niewtajemniczonym wydaje się pewnie sportem niezwykle stresogennym, jednak w połączeniu z praktykami mindfulness może przynosić efekt wręcz przeciwny: redukować stany lękowe, pomagać ludziom mierzącym się z traumą i depresją. I tym właśnie wpływem Rosjanin tłumaczy to, jak po zaginięciu mamy nieodparcie ciągnęło go do wody. To była jego ucieczka, jego forma terapii, sposób na przepracowanie straty. „Na racjonalnym poziomie rozumiałem, co powinienem, co muszę zrobić, żeby kontynuować jej dziedzictwo” – deklaruje Mołczanow.

Aleksiej po zaginięciu matki nadal prowadził freedivingowy biznes, który wspólnie założyli. W 2018 roku wraz z dwoma innymi słynnymi nurkami – Adamem Sternem i Chrisem Kimem – przeformułowali treningowe metody Natalii, które od tamtej pory są znane jako Molchanovs Freediving Education System. Wykształcili już ponad 500 certyfikowanych instruktorów, którzy przekazują tę metodę kolejnym adeptom freedivingu.

Aleksiej prowadzi stresujące życie właściwe wielu topowym sportowcom: trenuje, startuje w zawodach, prowadzi firmę i dba o własną rodzinę (jego żoną jest rosyjska pływaczka Elena Mołczanowa, z którą ma rocznego syna). W czasie, który z nim spędzam, nie robi psikusów innym zawodnikom, nie pluska się w wodzie, nie rozkoszuje dorodnymi ostrygami. „Swojego poziomu nie osiągnął, będąc nadaktywną osobą. Zrobił to, będąc facetem totalnie skupionym, a jednocześnie bardzo zrelaksowanym” – opisuje go Chris Kim. A Stern za kluczową uznaje zdolność, by intensywność udziału w zawodach oddzielać od reszty życia. „Mówiono mi, że to człowiek maszyna. I jako nurek rzeczywiście taki jest, jednak jako facet jest po prostu do rany przyłóż” – zapewnia.

Jak głęboko może zanurkować człowiek?

Na głębokości 129 m Mołczanow szuka znacznika, wskazującego, że osiągnął tę głębokość. Chwyta element i zaczyna kierować się w stronę powierzchni. Teraz jest inaczej niż podczas podróży w dół: musi nieustannie machać płetwami, walcząc z negatywną wypornością, w miarę jak jego ciało wypełnia dwutlenek węgla, a mięśnie muszą radzić sobie ze zwiększającą się ilością kwasu mlekowego.

Raczej nie skupia się na tym, czy wydostanie się na powierzchnię – ufa pamięci mięśniowej i automatycznie wykonuje wyuczone ruchy. Jak sam to kiedyś określił: „Musisz po prostu płynąć. Oczyścić umysł i skupić się na rzeczach, które potrafisz”. W miarę wznoszenia Mołczanow pracuje ciałem i płetwami w różnych rytmach, reagując na bodźce płynące z wody. Ruchy z czasem zwalniają, kilka metrów od powierzchni nogi prawie nieruchomieją, a ręce opuszczają się wzdłuż ciała. Jeszcze moment i głowa nurka ukazuje się nad powierzchnią wody, a on sam, głęboko oddychając, chwyta linę, ściąga z nosa klips i pokazuje, że wszystko jest w porządku – najpierw gestem dłoni, a potem słowami: „I’m OK”. Wokół rozlega się aplauz zgromadzonych w wodzie ludzi. Wyrównał swój rekord świata, kolejny złoty medal jest jego.

ZOBACZ: 4 sporty wodne, które musisz spróbować

Po południu Mołczanow melduje się w kafejce na wybrzeżu. O jego wyczynie mówią wszyscy, a teraz on sam chce mu się przyjrzeć. Opiera iPhone’a o butelkę z wodą, odpala stream z nurkowania i ogląda go uważnie. Na koniec wciska pauzę i, uśmiechając się, mówi, że to dziwne ujrzeć różnicę między tym, jaki obraz siebie ma w głowie podczas nurkowania w wodzie, a tym, jak to wygląda naprawdę. „A jak siebie wtedy widzisz?” – pytam. „Lepiej” – odpowiada ze śmiechem. Kiedy życie na powierzchni się oddala, wszystko wydaje się w zasięgi ręki.

REKLAMA