[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Zazdrość - kiedy zdrowe uczucie zmienia się w obsesję?

Zdarzało Ci się myśleć obsesyjnie o tym, co robi Twoja partnerka, kiedy nie ma jej obok Ciebie? Walczyć z pokusą przejrzenia jej wiadomości w telefonie? Wkurzać się, kiedy zbyt długo rozmawia z kolegą z pracy? Witaj w klubie.

FOT. TIM PLATT/GETTY IMAGES FOT. TIM PLATT/GETTY IMAGES
Kiedy moja partnerka idzie z naszym psem na spacer, żaden inny pies nie może się zbliżyć do niej na odległość mniejszą niż kilka metrów, bo zwierzak wpada w dziką furię. Pies nerwowo reaguje nawet na słodkie szczeniaki, które kochają wszystkich i chcą się tylko przywitać. Ponieważ nasz agresywny czworonóg wywołuje wiele zgrzytów, psuje nam wizerunek i dobre relacje z sąsiadami, wybraliśmy się po poradę do psiego behawiorysty.

„Dzieje się tak, bo pies uważa panią za jeden ze swoich najcenniejszych zasobów i dlatego tak pani broni” – powiedział nam behawiorysta. Moja partnerka spojrzała na mnie z triumfem (między nami trwa taka lekka rywalizacja o uczucia psa) i jakoś od tej pory zachowanie zwierzaka przestało jej aż tak bardzo przeszkadzać. Ciekawe, że ma tyle zrozumienia dla psich uczuć, a kiedy ja usiłuję zachować się podobnie, jestem nazywany zazdrośnikiem, zaborczym paranoikiem, a czasami nawet jeszcze gorzej.

Czy jestem zazdrośnikiem? Cóż, pracuję nad sobą. Ale przyznam, że jeśli chodzi o moją obecną partnerkę, niepokoiło mnie wiele spraw. Na przykład sama poszła na jakąś imprezę, wróciła do domu później, niż deklarowała, długo rozmawiała na parkingu z podobno przystojnym sąsiadem. Racjonalnie byłem prawie pewien, że żadna z tych rzeczy nic nie znaczy, emocjonalnie doprowadzały mnie jednak do szału. Wiem, że to głupie, ale poczucie zagrożenia zmieniało mnie w cichy kłębek negatywnej energii na wiele godzin.

Moja dziewczyna była oburzona moją ponurą postawą, przyjmując ją jako oskarżenie – nieuzasadnione i obraźliwe. Wyjaśniła mi, że moja zazdrość stawia ją przed wyborem: mogłaby zmienić swój sposób bycia, przestając być sobą, albo mogłaby pozostać wierna sobie, ryzykując w ten sposób mój gniew i narażając się na „ciche godziny”. To brzmiało rozsądnie.

„Ale może jednak mogłabyś zadzwonić, kiedy później wracasz?” – próbowałem negocjować. „Chcesz mnie kontrolować? Nawet nie próbuj!”. Nie osiągnęliśmy do tej pory pełnego porozumienia – raczej chwiejną, ciągle negocjowaną równowagę.  

Ewolucja

Dzisiaj raczej każdy zdaje sobie sprawę, że nie jest to wskaźnik miłości, ale niepewności.

Zazdrość może oznaczać ogromne cierpienie, nawet jeżeli wszystkie obawy są tylko produktem wyobraźni zazdrośnika. Zazdrość to lęk przed utratą uczuć partnera, przed porzuceniem. Ale czy zawsze jest dowodem wielkiego uczucia? Wydaje się, że najczęściej nie. Cierpimy często z powodu zranionej miłości własnej, dumy, ambicji.

Świadomość bycia kochanym daje wspaniałe poczucie własnej wyjątkowości i atrakcyjności. Jeżeli ktoś usiłuje nam to odebrać, nie godzimy się łatwo. Do tego dochodzi jeszcze typowo męski lęk przed ośmieszeniem – „rogacz” bywa obiektem bezlitosnych kpin otoczenia. A zdradzanej kobiecie na ogół się współczuje. Z drugiej strony zazdrość to efekt tysięcy lat ewolucji. Emocja, która nam kiedyś służyła.

Zazdrość kobiety o mężczyznę stanowiła niegdyś wyraz uzasadnionej obawy, że gdy mężczyzna odejdzie, skaże ją oraz dzieci na śmierć głodową lub społeczną. Z kolei zazdrość mężczyzny o partnerkę była przejawem lęku, że nieświadomie będzie on opiekować się cudzym potomstwem, czyli pracować w pocie czoła na sukces genetyczny innego osobnika. Stąd bierze się stereotyp, że kobiety są bardziej zazdrosne o związek emocjonalny partnera z inną kobietą, a mężczyźni najbardziej cierpią z powodu zdrady seksualnej.

REKLAMA

REKLAMA

FOT. TIM PLATT/GETTY IMAGES FOT. TIM PLATT/GETTY IMAGES

Obsesja

Jeśli w związku pada zdanie: „Nie mogę bez Ciebie żyć”, jest to dzwonek alarmowy.

Obsesyjni zazdrośnicy potrafią zadręczyć obiekt swoich uczuć. Kontrolują, szantażują, osaczają i wzbudzają niczym nieuzasadnione poczucie winy. Każda chwila spędzona z dala od nich wydaje im się zdradą i odrzuceniem. Tworzy się toksyczny układ, w którym nie ma miejsca na swobodę, bycie sobą i faktyczną bliskość.

Jest tylko wiecznie niezadowolony i podejrzliwy oskarżyciel oraz oskarżony, który musi się ze wszystkiego tłumaczyć. Czasem ofi ara usiłuje się uwolnić, a wtedy dowiaduje się, że jest obiektem szalonej, jedynej w swoim rodzaju miłości; zazdrośnik bez niej zginie, zabije i ją, i siebie. Czyli szantaż emocjonalny w czystej postaci.

Ludzie bywają tak spragnieni poczucia, że są dla kogoś ważni, kochani, że często się na to nabierają i spirala toksycznego układu się nakręca. Rada? Jak najszybciej uwolnić się z takiego związku. Lepiej, żeby zajął się nim wykwalifi kowany psychoterapeuta. Obsesyjny zazdrośnik jest jak studnia bez dna. Nigdy nie dość mu dowodów miłości, nigdy nie dość uwagi. Jest skoncentrowany na sobie i partner służy mu tylko do tego, aby mógł w nieskończoność odgrywać swój dramat.

Na zabój

Dane kryminalistyczne to potwierdzają: patologiczna zaborczość jest częstym motywem zabójstwa.

Artyści od zawsze wiedzieli, że spokojny, bezpieczny związek dwojga ludzi to najnudniejszy temat na świecie. Ludzi interesują związki tragiczne, pełne namiętności, zazdrości i cierpienia. Zbrodnie na tym tle również były mile widziane przez odbiorców sztuki, że przypomnimy tu klasykę gatunku, czyli Szekspirowskiego „Otella”. Czy rzeczywiście zazdrość jest częstym motywem zabójstw? Tak wynika ze statystyk policyjnych, i to nie tylko w krajach, gdzie istnieje zjawisko tzw. zabójstwa honorowego.

Nam, miłośnikom true crimes, zbrodnia z zazdrości kojarzy się raczej z meliną i dużą ilością wódki, oraz Celiną, która nie poczekała, aż ukochanemu skończy się wyrok. Skojarzenia z wódką mają swoje uzasadnienie, bo zaawansowanej chorobie alkoholowej często towarzyszy tzw. zespół Otella, przejawiający się właśnie patologiczną zazdrością. Ale przecież nie tylko melina jest scenerią wielkich dramatów. Przed laty głośna była w Polsce sprawa pewnej lekarki, która wdała się w romans z żonatym kolegą.

Kochanek nie chciał odejść od żony, więc lekarka postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i pozbyła się rywalki raz na zawsze. Albo głośna historia z listopada ubiegłego roku. Znakomity, odznaczony francuską Legią Honorową profesor historii Uniwersytetu Peterburskiego z zazdrości zabił i poćwiartował swoją studentkę kochankę.

Kim jest zazdro-psycho?

Co poszło nie tak, że ktoś staje się patologicznym zazdrośnikiem?

Według psychologów można wyróżnić pewien charakterystyczny zespół cech. Po pierwsze – brak pewności siebie, niska samoocena. Osobom pewnym własnej atrakcyjności trudniej uwierzyć, że partner mógłby spotkać kogoś ciekawszego od nich. Po drugie – egocentryzm, potrzeba bycia w centrum zainteresowania. Tacy ludzie czują się ważni tylko wtedy, jeśli otacza ich nieustanna adoracja.

Za zdradę mogą uważać wszelkie przejawy niezależności partnera, jego zainteresowania, kontakty z innymi ludźmi, nawet niekoniecznie przeciwnej płci. Po trzecie – złe doświadczenia. Zazdrośnikami często są ci, którzy wcześniej boleśnie doświadczy- porzucenia przez bliską osobę. Lęk przed powtórzeniem się tego doświadczenia skłania ich do nadmiernej podejrzliwości, są wyczuleni na wszelkie sygnały, które mogą świadczyć o tym, że nie są już najważniejsi dla partnera.

Po czwarte – traktowanie partnera jak swojej własności. Osoby wychowane w rodzinach, w których jedno z małżonków silnie zdominowało drugiego, mają głęboko wpojone przekonanie, że to jest właśnie najlepszy model funkcjonowania związku. Trudno im zaakceptować układ, w którym obydwoje mają równe prawa i nikt nikogo nadmiernie nie kontroluje.

Bez zazdrości?

Czy można wyeliminować naturalne ludzkie impulsy?

Jeszcze całkiem niedawno liberalni zwolennicy wolnych związków lansowali tezę, że to układ przyszłości. Ale, jak to zwykle bywa z ideologiami, okazało się, że i ta nijak nie pasuje do ludzkiej natury. Wolne związki okazywały się najczęściej porażką dla obu stron, przynosiły rozczarowanie i cierpienie.

Wygląda na to, że aby poczuć się naprawdę dobrze i bezpiecznie w związku, trzeba przynajmniej założyć, że będziemy sobie wierni. Ale nie możemy nikogo zamknąć w złotej klatce. Druga strona prowadzi swoje życie, spotyka innych ludzi, nigdy nie wiemy, czy przypadkiem kolega z pracy nie okaże się dla niej w którymś momencie atrakcyjniejszy. Nawet najbardziej atrakcyjny partner po pewnym czasie nam powszednieje.

Niepewność i zagrożenie zdradą zazwyczaj przywracają dawną intensywność uczuć. Świadomość, że nasza kobieta podoba się innym mężczyznom, powoduje, iż staje się również bardziej pociągająca dla nas. Mężczyźni lubią rywalizację. Skok adrenaliny u mężczyzn powoduje w ogóle zwiększoną gotowość seksualną. Nie jest przypadkiem, że tak wiele dzieci rodzi się dziewięć miesięcy po kryzysie związku.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij