Randkowanie i seks - co zmieniła pandemia?

Wielu ekspertów mówi, że pandemia zmieniła sposób, w jaki ludzie poznają się i flirtują w sieci. Żeby odnieść sukces, musisz się bardziej otworzyć, poznać nowe zasady wyznaczania granic  i być wyczulony na kwestie społeczne.

randka, para, seks shutterstock.com
Do wielu osób dopiero w czasie pandemii dotarło, jak bardzo  są samotni. O epidemii samotności, szczególnie w Europie, USA i Japonii, mówiło się od dość dawna, ale nawet jeśli jesteś singlem, to przecież w ciągu dnia spotykasz mnóstwo ludzi: na studiach, w pracy, w siłowni czy klubie. Przez ponad rok w większości przypadków te opcje były wyłączone. No dobra, ale przecież od czego jest internet.

REKLAMA

Tyle że szukanie partnerki za pomocą aplikacji czy portalu randkowego też nastręczało pewnych problemów. Bo, powiedzmy, po wstępnej fazie kontaktu druga strona wyraziła w końcu chęć spotkania się w realu. Gdzie tu się spotkać, żeby był to grunt  w miarę neutralny? Wiele osób z kolei w ogóle unikało spotkań z nieznajomymi w obawie przed zarazą, a jak długo można sobie wysyłać wiadomości?

O czym gadać, kiedy w naszym życiu od miesięcy właściwie nic się nie dzieje? Pandemia dotknęła wiele dziedzin, a niektóre zmieni na trwałe. Czy tak też się stanie  z internetowym randkowaniem?  

Tinder jest zadowolony

Praktycznie wszystkie portale i aplikacje randkowe w czasie lockdownu przeżywały żniwa.  Z różnych danych wynika, że odnotowano ok. 50-% przyrost liczby użytkowników, a także wzrost aktywności użytkowników już zarejestrowanych i zaktywizowanie „śpiochów”. Połowa polskich singli szukała dla siebie szansy w internecie.

Ale widać,  że istnieje duża rozbieżność w opiniach na temat skuteczności tych wysiłków między użytkownikami. Być może chodzi o tych rozczarowanych i tych, którzy znaleźli  w sieci osobę, którą się zauroczyli. Jeśli spojrzymy na statystyki,  to widzimy, że najaktywniejszymi użytkownikami Tindera są raczej ludzie młodzi, czyli tzw. Generacja Z (między 18. a 25. r.ż.). Zero zaskoczeń.

Portale typu Sympatia.pl gromadzą w większości singli  w wieku 25-44 lata. Ale oczywiście spora część poszukujących ma konta na różnych portalach oraz w aplikacjach, mając świadomość, że dywersyfikacja to klucz do sukcesu na tej giełdzie samotnych serc.

REKLAMA

REKLAMA

Wątpliwości

Centrum Badawcze Pew (pewresearch.com) zbadało opinie użytkowników portali randkowych i widać wyraźnie, że starsze pokolenie ma sporo wątpliwości co do systemu szukania partnera. Najczęściej (37%) mówiło o tym, że spotkało się z nieuczciwością – od pudrowania prawdy po jawne oszustwa.Mówiło też, że flirt stał się bezosobowy  i pozbawiony sensownej komunikacji.

REKLAMA

Oto niektóre z opinii: „W sieci ludzie nie zachowują się tak jak w rzeczywistości. Nie można nikogo naprawdę poznać. Komunikacja jest sztuczna od samego początku” (kobieta, lat 33). „Istnieje ciągły napływ nowych twarzy. Umawianie się na randki to raczej czynność zakupowa (konsumpcjonizm) niż doświadczenie interpersonalne i emocjonalne. Kultura »przesuń w prawo« zaczyna wpływać na nas też w życiu codziennym” (mężczyzna, lat 56). Ludzie mówią też, że zbyt wiele opcji zniechęca do nawiązywania trwałych związków i wręcz zachęca do krótkotrwałych romansów. Ale nie zapominajmy, że poszukiwanie bliskiej osoby w sieci to bardzo trudny proces.

„Randkowanie w sieci jest jak druga praca, wymagająca wiedzy  i umiejętności, których niewielu  z nas posiada” – pisze Azis Ansari w swojej bestsellerowej książce „Modern romance. Miłość w czasach internetu”. „Jedną z przyczyn jest brak pewności, czego tak naprawdę szukamy w bratniej duszy, w odróżnieniu od pewności, jaką mamy przy wybieraniu czegoś łatwiejszego, na przykład detergentu do prania”.

Ludziom tylko się wydaje, że wiedzą, i temu złudzeniu ulegli też twórcy pierwszych algorytmów dopasowania w portalach randkowych. Działało to z grubsza tak, że użytkownik miał wypełnić ankietę, w której wyliczał, jakich cech szuka u przyszłego partnera. System miał wyszukać najbardziej odpowiednie kandydatki, a użytkownik po kilku próbach miał znaleźć swoją drugą połowę. Proste, nie? Okazuje się,  że to tak nie działa. Wydawałoby się superdopasowane pary nie docierały nawet do etapu drugiej randki. Oszukiwaliśmy się, definiując nasze oczekiwania, i oszukiwaliśmy innych, przedstawiając się z lepszej strony.

REKLAMA

Co zmieniła pandemia?

Analitycy Tindera twierdzą, że mnóstwo. Według nich zwłaszcza pokolenie Z mocno przeżyło ten kataklizm pandemiczny, co doprowadziło ich do większego otwierania się i szczerości. Na przykład o 30% więcej pojawia się w rozmowach i opisach takich tematów, jak niepokój, lęk o przyszłość, co oznacza, że już się tak nie boimy odsłaniać miękkiego podbrzusza. To daje większe szanse na nawiązanie bliższego, autentycznego kontaktu.

REKLAMA

Druga sprawa to większa przejrzystość i częstsze zaznaczanie swoich granic oraz oczekiwań. To jest dobra wiadomość, bo jednym z największych problemów z pierwszymi randkami po poznaniu się w sieci były właśnie niedomówienia. Z analiz YPulse’s Dating in a Post-COVID World wynika, że o prawie jedną piątą zwiększyła się liczba pytań o różnego rodzaju zgody. Na przykład częściej padały pytania, czy kobieta zgadza się na fizyczny dotyk. Być może wiele osób uważa, że to pozbawia flirt ekscytacji i romantyzmu, ale lepiej przyzwyczaić się do tego, bo będzie to wkrótce standardem w relacjach. Chodzi o bezpieczeństwo i komfort kobiety, z którą się umawiasz.

Widać wyraźnie w analizach online’owych kontaktów, jak wzrost niepewności wpłynął na oczekiwania wobec drugiej osoby. Mogłoby się wydawać, że ludzie będą bardziej skłonni do szukania kogoś na stałe, kandydata na żonę czy męża. Ale okazało się, że o 50% wzrosła ilość osób, które deklarują, że nie mają jakichś specjalnych oczekiwań. Być może szukanie mniej zdefiniowanych relacji stanie się trwałym trendem.

Analitycy mówią, że randki online staną się częścią nowej, postpandemicznej normy. W lockdownie popularnością cieszyły się czaty wideo, podczas których ludzie oprócz rozmowy robili razem różne rzeczy, na przykład oglądali filmy, grali w gry albo „wspólnie” gotowali i jedli posiłki. 40 procent młodszych użytkowników Tindera twierdzi, że nadal będzie uczestniczyć w randkach wideo, nawet gdy tradycyjne miejsca randkowe zostaną ponownie otwarte.

Widoczną tendencją stał się „slow dating”. Ludzie po prostu dłużej ze sobą rozmawiali i lepiej się poznawali, zanim wreszcie doszło do pierwszego kontaktu w realu. To sprawiło, że te pierwsze randki mogły być swobodniejsze, pozbawione sztywności i zażenowania. Ponieważ bary i kluby były zamknięte, ludzie umawiali się na rower, rolki czy lepienie bałwana. Specjaliści mówią, że będzie to trend rosnący – ludzie zamiast umawiać się na kolację, kawę czy piwo, będą wybierać jakieś aktywne, kreatywne zajęcia, które pomogą im się lepiej poznać. To brzmi nieźle i bardzo temu kibicujemy.

Ciekawa sprawa, że pandemia uświadomiła nam, jak bardzo potrzebujemy dotyku i przytulania. I to wszyscy, bez wyjątku: mężczyźni, kobiety, starsi i młodsi. To dobra wiadomość dla romantyków, bo częściej niż o seksie ludzie wspominali o przytulaniu i trzymaniu się za rękę. Współczesna kultura, przesycona technologią, może wydawać się kompletnie pozbawiona romantyzmu, ale to tylko pozory.

Z pewnością zwiększa nasze szanse na poznanie kogoś, kogo w innych okolicznościach nigdy byśmy nie poznali. I, jak zbadali naukowcy z uniwersytetu w Bath, dzięki niej mamy o 17% większe prawdopodobieństwo, że spotkamy kogoś,  kto okaże się bardzo ważną osobą w naszym życiu.

Zobacz również:
Post przerywany to w ostatnich latach jedna z modniejszych diet, której przypisuje się niemal magiczne właściwości. Ma bowiem nie tylko odchudzać, ale i odmładzać. A co na to naukowcy? Sprawdźmy - właśnie ukazało się nowe badanie.  
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA