Naukowy punkt widzenia na orgazm

Orgazmy dostaliśmy od matki Natury, aby wynagrodzić nam wszystkie trudy związane z podtrzymywaniem gatunku. Potężny zastrzyk mózgowych chemikaliów, uwalnianych podczas seksu, to jedna  z największych przyjemności  w życiu. Ale nauka  o orgazmie kryje w sobie  jeszcze wiele niespodzianek. 

orgazm, seks shutterstock.com
Co my w ogóle wiemy o orgazmie z naukowego punktu widzenia? Definicja ze słownika medycznego brzmi: „Orgazm to najwyższy punkt podniecenia seksualnego, charakteryzujący się intensywnym uczuciem przyjemności i zwykle powiązany z wytryskiem nasienia u mężczyzny i mimowolnymi skurczami pochwy u kobiet”. Przyczyną orgazmu na ogół jest stymulacja seksualna stref erogennych – w efekcie następuje przekrwienie tkanek w okolicach genitalnych, a następnie seria skurczów mięśni. No dobrze, to wiemy. Oprócz tego nauka dokonała jeszcze kilku doniosłych odkryć.

REKLAMA

Na przykład:

– orgazmy mogą być mimowolne i niekoniecznie poprzedzone podnieceniem seksualnym (np. podczas ćwiczeń) – czyli jest to swego rodzaju reakcja odruchowa;

– można doświadczyć orgazmu bez pobudzania genitaliów: uruchamiając wyobraźnię albo podczas marzeń sennych. Pacjenci sparaliżowani od pasa w dół również mogą go przeżyć. To nam sugeruje, że to mózg, a nie strefy erogenne są kluczem do rozkoszy;

– orgazm ma wiele potencjalnych korzyści zdrowotnych ze względu na hormony i inne substancje chemiczne uwalniane wtedy przez organizm;

– rozkosz nie jest powszechna w świecie przyrody i nie jest niezbędnym warunkiem zapłodnienia. Czy to możliwe, że matka Natura zadbała jakoś specjalnie o gatunek ludzki?

Jej orgazm

Jeśli już trochę żyjesz na tym świecie, to zapewne zorientowałeś się, że głównym celem natury czy ewolucji nie jest maksymalizacja naszej przyjemności. Przyjemność bywa nagrodą za to, że robimy coś, co się przysłuży przetrwaniu gatunku. Z tego punktu widzenia orgazm kobiecy wygląda na coś zbędnego. Marnowanie energii, prawda? W ogóle trzeba powiedzieć, że o ile męski orgazm to mechanizm stosunkowo prosty, a jego finał ewidentnie służy zapłodnieniu, to nie można tego samego powiedzieć o orgazmach kobiecych. Dla naukowców (i wielu kobiet) kobiece orgazmy są skomplikowane i trudno uchwytne. To skłania do zastanowienia się, dlaczego kobiety w ogóle są zdolne do orgazmu.

Wygląda na to, że orgazmy były kiedyś nierozerwalnie powiązane z płodnością, a dopiero później te drogi się rozeszły. U wielu niższych ssaków, aby doszło do owulacji, niezbędny jest seks. Wydaje się, że w pewnym momencie naszej ewolucji płodność stała się automatyczna i została w pewnym sensie oddzielona od aktu płciowego. Prawdopodobnie miało to związek z tym, że staliśmy się stworzeniami stadnymi, bo u samotnie żyjących zwierząt w dalszym ciągu jajeczkowanie jest następstwem seksu. Naukowcy odkryli też u tych ssaków reakcję podobną do ludzkich orgazmów. U zwierząt naczelnych (włączając w to ludzi) seks i orgazm mogą, ale nie muszą mieć związku z płodnością, chociaż podobno może ją zwiększyć. Ma służyć tworzeniu więzi, a raczej jest nagrodą za tworzenie silnych relacji.

To po co ten trud?

Przyglądając się całemu temu zamieszaniu chłodnym okiem, trudno nie zadać sobie pytania, po co nam, wobec tego, partner czy partnerka? Orgazm jest super, to wszyscy wiedzą, ale do jego osiągnięcia wystarczy nam własna ręka. Poszukiwanie partnera czy partnerki związane jest z dużą inwestycją wysiłku, kosztów i czasu, co dla współczesnego leniwego człowieka może stanowić barierę. W dodatku, nawet jeśli już szczęśliwie znajdziemy partnera do łóżka, to wcale nie gwarantuje nam orgazmu.

Według amerykańskiego badania około 43% kobiet i 31% mężczyzn w wieku od 18 do 60 lat miewa od czasu do czasu problemy z osiągnięciem satysfakcji podczas seksu z partnerem. Samodzielnie jest prościej. Nie wspominając już o tym, że w dzisiejszych czasach dysponujemy – oprócz ręki – niezliczoną liczbą gadżetów i materiałów wizualnych, które pomagają szybko, łatwo i przyjemnie wzbić się na szczyty rozkoszy w samotności.

Nawet jeśli ktoś jest jakoś szczególnie przywiązany do ludzkich kształtów, to też znajdzie dla siebie rozwiązanie. Na rynku już jakiś czas temu pojawiły się silikonowe, piękne lalki, do złudzenia imitujące prawdziwe kobiety (i mężczyzn). VR też ma do zaoferowania świat złudzeń, w którym możemy bezkarnie spełniać swoje fantazje bez przykrej konfrontacji z rzeczywistością. Jak się jednak wydaje, nie spowodowało to masowego odwrotu od tradycyjnych związków w kierunku samotniczego seksu high-tech. Wciąż tęsknimy za ciepłą, realną obecnością drugiej osoby w naszym życiu i łóżku.

Co jest nie tak z masturbacją?

Jak wynika z badań, uprawianie seksu obniża ciśnienie krwi spowodowane stresem. Ochotnicy w jednym badaniu mieli angażować się w różnego typu aktywność seksualną lub zachować abstynencję, a następnie proszono ich o przeprowadzenie publicznej prezentacji i mierzono reakcję na stres. Okazało się, że osoby, które uprawiały seks z partnerem/partnerką, były najmniej zestresowane, a ich ciśnienie szybciej wróciło do normy w porównaniu do osób, które się tylko masturbowały.

Trzeba tu zauważyć, że najgorzej prezentację znieśli abstynenci seksualni. W innym badaniu wykazano, że poziom prolaktyny – hormonu odpowiedzialnego za zaspokojenie seksualne i inne psychologiczne korzyści – jest o 400% większy po seksie partnerskim niż po masturbacji. Teoria badaczy jest taka, że największe korzyści przynosi nam nie sam orgazm, ale te hormony, które wydzielają się po seksie i które wzmacniają więź partnerską. W tłumaczeniu na język ludzki brzmi to tak: „Nie chodzi o seks, tylko o miłość”. Jednak dla naukowców jest to wyjaśnienie trudne do przyjęcia, ponieważ nie istnieje jednoznaczna, akceptowalna powszechnie definicja miłości. Trudno, próbujemy dalej.

Mózg rozbłysł

Dr Barry Komisaruk z RutgersUniversity jest tym człowiekiem, który naukowe zainteresowanie seksem przeniósł z obszaru genitaliów do centrali, czyli mózgu. Używając rezonansu magnetycznego, sprawdzał, w jakich rejonach widać zwiększoną aktywność podczas seksu. Ze zdziwieniem odkrył, że nie ma czegoś takiego, jak specyficzny ośrodek seksu w mózgu. Aktywizują się za to różne obszary, na przykład te związane z przetwarzaniem bodźców czuciowych, z emocjami, pamięcią, fantazjami, nagrodą.

Generalnie mózg cały „świeci”, bo przecież w seksie bierze udział całe ciało. Dzięki aparaturze badającej natężenie fal mózgowych można też zobaczyć jeszcze ciekawsze zjawisko – fale alfa, które pojawiają się w stanie głębokiego relaksu i medytacji, a których największe natężenie występuje właśnie w czasie drogi na szczyt. Jest to do tego stopnia przyjemne, że niektóre kobiety mylą ten stan z orgazmem.

Synchronizacja

Dr Adam Safron, neurolog z Northwestern University, jest autorem twierdzenia, że tym, co pełni rolę wiążącą ludzi podczas seksu, jest jego rytm. Bo zauważcie – dobry seks z bliską osobą jest trochę jak taniec. Tworzą go powtarzalne ruchy rąk, ciała, oddechy i to wszystko prowadzi, według badacza, do zsynchronizowania fal mózgowych partnerów, wprowadzając ich w rodzaj wspólnego transu. Wielu naukowców zgadza się z tym, że seks jest zbliżony do medytacji, szczególnie podczas gry wstępnej, gdy nasze ciała zaczynają funkcjonować jak jeden organizm.

Tak jak w medytacji wyciszamy umysł, zamykając się na inne bodźce, i tworzymy nasz własny mikrokosmos. W takim medytacyjnym podejściu do seksu to nie orgazm jest celem, tylko bycie tu i teraz, pełna koncentracja na doznaniach, na partnerce. Odnalezienie wspólnego rytmu na poziomie układu nerwowego sprawia, że potrafimy komunikować się bez słów, bo jesteśmy tak blisko siebie. To właśnie o taki stan chodzi, tego szukamy czasami przez lata, myląc ilość z jakością, a orgazm z głębokim spełnieniem.

Zobacz również:
Możesz do końca roku dźwigać ciężary, ale Twoje ciało nie potrzebuje tego tak bardzo, jak myślisz. Trenuj mądrzej, nie ciężej, a efekty tego programu  z obciążeniem tylko własnego ciała zobaczysz jeszcze przed wakacjami.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA