[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
  • Men's Health

  • Sex

  • Klubowa iluzja szczęścia, czyli dlaczego imprezy są tak uzależniające

REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.6

Klubowa iluzja szczęścia, czyli dlaczego imprezy są tak uzależniające

Wieczór w każdym klubie zaczyna si¢ tak samo. Najpierw kilka drinków, rozmowa z przyjaciółmi, obserwacja terenu, prezentacja walorów, a na końcu flirt z upatrzoną ofiarą.

impreza Shutterstock.com
Życie dla klubowicza zaczyna się tak naprawdę w piątkowy wieczór. Dla Anki tydzień w kancelarii prawnej jest przykrym snem, z którego budzi się właśnie w piątek o godzinie 19.00. Spogląda w lustro i widzi zupełnie inną dziewczynę niż jeszcze 3 godziny wcześniej. Zazwyczaj zakłada minisukienkę i złote sandały, które przywiozła z Nowego Jorku. To tam złapała bakcyla klubowego.

W tym czasie Tomek, pracownik branży reklamowej, też stoi przed lustrem. Wysoki, dobrze zbudowany szatyn zastanawia się, czy lepiej założyć wranglery i koszulkę Tommy’ego Hilfigera, czy podkoszulek Levisa z napisem "E.T. really went home". "Dziewczyny lecą na taki chłopięcy wygląd" – próbuje mnie oszołomić szelmowskim uśmiechem. "Skąd wiesz?" – pytam. "Widzę to po ich oczach. Wystarczy, że opowiem, że też czasem czuję się tak samotny, jak E. T., a już jest moja" – bez ceregieli zdradza swą strategię Tomek.

Taksówki do obojga przyjeżdżają prawie jednocześnie. Selekcję w klubie przechodzą gładko, bramkarze dobrze znają i ją, i jego. Prawie zderzają się przy wejściu, obdarzają zainteresowanym spojrzeniem, ale zostawiają sobie czas, bo może spotkają w środku kogoś ciekawszego. Tam w jednym końcu sali czekają koleżanki Anki, a na drugim – kumple Tomka. 

Zdaniem psycholog, dr Magdaleny Żemojtel-Piotrowskiej z Uniwersytetu Gdańskiego, clubbing jest metodą podbudowania samooceny i zaspokaja potrzebę przynależności do pożądanej grupy społecznej, czasami w kojarzący się ze snobizmem sposób. Potrzeba stowarzyszania się i ekskluzywności, przebywania w gronie ludzi o podobnych zainteresowaniach i pozycji społecznej jest stara jak świat, wystarczy wspomnieć choćby brytyjskie kluby dla dżentelmenów.

W klubie obowiązuje selekcja, uniemożliwienie dostania się do klubu osobom niepowołanym. Gwarantuje to spokój, że w środku nie zostaniemy zaczepieni przez awanturników. To pewna forma bezpieczeństwa. Klub jest miejscem, które przygarnia stęsknionych za znajomymi oraz pragnących nowych wrażeń, twarzy i osobowości. A takich nie brakuje. 

Zdaniem dr Żemojtel-Piotrowskiej, odwiedzanie klubów może też być formą ucieczki od problemów, zagłuszenia pustki wewnętrznej. Klubowicze to przeważnie osoby młode, dobrze sytuowane, ale też często o nieuporządkowanym życiu uczuciowym, samotne i zapracowane, niemające czasu na nawiązywanie relacji z innymi, podobnymi sobie ludźmi, którzy również nie mają na nic czasu.

REKLAMA

REKLAMA

Aśka, 33-letnia tłumaczka języka niemieckiego, nie kryje, że chodzi do klubu po to, by wyrwać faceta. Ładna, szczupła, długowłosa blondynka o niebieskich oczach nie jest w istocie tak niewinna, jakby to wynikało z jej wyglądu. "Mam ulubiony klub, do którego chodzę od lat. Spotykam w nim wielu moich kochanków. Wiem, czego się po nich spodziewać, więc w zależności od nastroju – wybieram. Męża nie szukam. Ja kolekcjonuję". Jakich mężczyzn kolekcjonuje Aśka? "Przede wszystkim musi być czysty – chodzi głównie o włosy, paznokcie i zęby. Nie musi być nawet wysoki, ale dobrze, żeby nie miał brzucha, bo taki kojarzy mi się z krasnalem siedzącym przed TV z puszką piwa".

Kilka innych szczegółów co do wyglądu – 8 na 10 pytanych przeze mnie dziewczyn w różnym wieku (od 19 do 40 lat) wymienia: buty. Jak są to brudne, obszarpane adidasy – chłopak jest przegrany. Muszą być czyste i stylowe. Tzw. kręciochy zwężowej skórki w szpic zdecydowanie odpadają. Koszula. Jeśli jest wpuszczonaw spodnie – tragedia. Mankiety czyste, nieobszarpane. Oczy – muszą być pociągające, sexy i zmysłowe. Liczy się magnetyzm w spojrzeniu. Dłonie – czyste i zadbane. Ważny jest sposób, w jaki gestykuluje. Pośladki – małe, jędrne. Sposób, w jaki się porusza się w tańcu.

Tymczasem Anka z przyjaciółkami zdaje się już dobrze bawić. Jako stałe bywalczynie mają już swój stolik blisko baru, bo tam często siedzą nowicjusze, a więc osoby świeże. Anka nie ma oporów, by zacząć rozmowę. Udając, że chce zamówić drinka, staje obok wypatrzonego przystojniaka i udaje, że go nie widzi. Niby przypadkiem spogląda na niego i lekko się uśmiecha.

"To jeden z lepszych sposobów, by zainteresować sobą faceta – tłumaczy. – Jemu się wydaje, że to on mnie podrywa, podczas gdy to ja go wybrałam". Dr Żemojtel-Piotrowska przyznaje, że przypatrując się strategiom tworzenia związków (zwłaszcza krótkoterminowych, a tak raczej dzieje się w klubach), można zaobserwować u kobiet typowo męskie zachowania, jak "polowanie", a u mężczyzn potrzebę podobania się, przypisywaną tradycyjnie kobietom.

Zdobycie atrakcyjnego partnera z kolei jest nie tylko potwierdzeniem "męskości", ale też i kobiecości, potwierdzeniem dobrej pozycji na rynku "matrymonialnym". Anka początkowo ignoruje swojego wybranka, który co rusz zagaja ją pytaniami. To czas, gdy dziewczyna zdąży poznać, czy chłopak oferuje coś poza urodą, sprawdza, w jakim stopniu może ją zainteresować.

REKLAMA

Cały ten blichtr

Dla wielu milionów klubowiczów na całym świecie clubbing to sposób na życie. Istota bytu polega na tym, by często, nawet samotnie, pląsać do białego rana przy ulubionych rytmach ulubionego didżeja. Z obserwacji samych klubowiczów najbardziej charakterystyczne zachowania ich samych to: lansiarstwo i popisywanie się znajomością z barmanem, możliwością wejścia na zaplecze czy też przybijanie sobie piątki z didżejem; zwracanie wielkiej uwagi na ciuchy, w jakich się pojawiają – każdy chce wyglądać modnie i szykownie; częste obnoszenie się z pieniędzmi – przy płaceniu za jednego drinka wyjmowanie z portfela grubego pliczku stówek; po wejściu do klubu witanie się na tzw. buźki-buźki z największą ilością osób; otwartość na nowości.

Znawcy tematu twierdzą, że clubbing na Zachodzie zaczął być modny w latach 70. XX wieku. Kluby powstawały jak grzyby po deszczu i często charakteryzowały się wystrojem rodem z baśni, czy też były ekstrawagancką wizją właściciela. Wystarczy wspomnieć tak znane "Studio 54" w Nowym Jorku, w którym lansowanie się było rzeczą wprost obowiązkową dla świata show-biznesu. Bywali tu Andy Warhol, Jean Michel Basquiat, Farrah Fawcett czy Truman Capote.

Imprezy suto zakrapiane alkoholem, którego wizje wzbogacały kupowane pod barem narkotyki, przeszły do historii clubbingu. Każda z nich była wydarzeniem na miarę premiery na Broadwayu z teatralną scenografią. Zjeżdżające spod sklepienia gołe amorki, wielobarwne serca wielkości samochodu czy też tańczące z wężami tancerki go-go ocierały się o kicz, ale też "często nawiązywały do snów, o których każdy z nas marzy. Rzadko kto chciał się z takiego snu obudzić. Ja najmniej" – mawiał właściciel nowojorskiego klubu Steve Rubell. I rzeczywiście któregoś dnia, w wieku 46 lat, przedawkował.

REKLAMA

REKLAMA

Czas na sen

Zdaniem dr Żemojtel-Piotrowskiej, dobrze, że się bawimy, ale powinniśmy się zaniepokoić, jeśli tzw. bywanie powoduje problemy w życiu prywatnym, zwłaszcza w związkach z bliskimi osobami, i w życiu zawodowym, kiedy człowiek nie jest w stanie sprostać codziennym obowiązkom.

"Można uzależnić się od wszystkiego, co stanowi tzw. powtarzalny wzorzec zachowania skojarzony z czymś przyjemnym, a tak niewątpliwie dzieje się w przypadku imprezowania – tłumaczy psycholog. – Dochodzi wówczas do uzależnienia psychicznego. Problemem w tym wypadku staje się poświęcanie zbyt wiele czasu na imprezy, nieumiejętność spędzania czasu w inny sposób niż pójście do klubu, oczekiwanie na moment, w którym człowiek znajdzie się na imprezie, imprezowanie kosztem zdrowia, pracy, relacji z innymi".

Ale Anka kocha ten świat. Przyćmione i przydymione światło, oszałamiające kolory, złote ściany, srebrne krzesła i blaty barów, rozbawione dziewczyny, roztańczeni chłopcy, na wpół rozebrani barmani i barmanki, szał ciał, umysłów i dusz. Tomek również – im bliżej świtu, tym bardziej zaczyna się kleić do dziewczyn, które samotnie pląsają na parkiecie. Gdy któraś odpowie choćby dotykiem, wie, że ten weekend nie był stracony.

Ania jest ostrożniejsza. Wraca do domu taksówką, czasem trafi na kierowcę, który nawet zapyta, czy zabawa była udana. Po wejściu do mieszkania ściąga ze zmęczonych stóp sandały, układa je na specjalnej półce i idzie do łazienki. Próbując zasnąć, trochę smutnieje, że przez 5 następnych dni musi żyć innym życiem.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij