REKLAMA

Hipergamia - czy kobiety lecą na kasę?

Każdy z nas ma bardziej lub mniej doprecyzowaną listę cech, które powinien posiadać wymarzony partner. Prawie zawsze wśród najbardziej pożądanych atutów są inteligencja, poczucie humoru i atrakcyjność fizyczna. Istnieje jednak całkiem spora grupa kobiet, która szuka swojej drugiej połówki, stosując inne kryterium – polują na tzw. dobre partie, czyli facetów, którzy znajdują się w wyższej niż one sami klasie społeczno-ekonomicznej. Dawniej nazywało się to ślubem z rozsądku. Dzisiaj mówimy hipergamia.

hipergamia, związki shutterstock.com
Samo słowo wywodzi się z tradycji hinduskiego społeczeństwa kastowego i oznacza poślubienie kogoś z kasty znajdującej się wyżej na drabince społecznej hierarchii. Proces odwrotny, czyli mariaż z osobą z niższej kasty, nazywamy hipogamią. Istnieje również określenie na poszukiwania małżonka w ramach tej samej kasty - mowa o homogamii. Terminy te wykuwały się w XIX wieku podczas tłumaczenia z sanskrytu na język angielski hinduskich tekstów prawnych. Oczywiście w  kulturze hinduskiej zdecydowanie częściej hipergamiczne bywały kobiety, zaś hipogamię częściej uprawiali mężczyźni. 

ZOBACZ: Co kobiety lubią w mężczyznach?

REKLAMA

Hipergamia nigdy nie była jedynie lokalną gwiazdą kobiecych zwyczajów matrymonialnych na półwyspie Indyjskim. Podobne proporcje obowiązywały w każdej innej patriarchalnej kulturze. To stara jak świat metoda doboru takiego mężczyzny, który dzięki posiadanym zasobom potrafił zapewnić hipergamicznej kobiecie byt i bezpieczeństwo. W pakiecie z którymi często gęsto wędrował wysoki status społeczny.

I teraz w głowach wielu osób zapali się lampka oburzenia, że przecież poślubienie kogoś tylko z uwagi na stan posiadania jest czynem cynicznym, eufemistycznie rzecz ujmując, który z miłością nie ma nic wspólnego, ale antropolodzy uważają, że jest to schemat uwarunkowany ewolucyjne. W końcu wybór na życiowego partnera kogoś, kto potrafi zapewnić potomstwu bezpieczeństwo, zwiększa szansę tego potomstwa na życie wystarczająco długie, by się rozmnożyć i przekazać dalej geny. Brzmi rozsądnie? Może mało romantycznie, ale rozsądnie.

Dawniej w cenie była ziemia, dostęp do źródeł wody i żywności. Samiec posiadający taki „miłosny arsenał”  już na starcie zyskiwał więcej punktów niż jego mniej zasobni konkurenci. Dzisiejszy świat jest trochę bardziej skomplikowany i hipergamia inaczej definiuje pożądane zasoby, ale jako schemat doboru partnera dalej jest obecna.

Badania antropologiczne przeprowadzone w 1980 i 2012 roku wykazały, że kobiety, które są współcześnie tak samo dobrze wykształcone, jak mężczyźni, nadal wykazują tendencje do poślubiania mężczyzn o wyższych dochodach. Co ciekawe, nawet jeśli kobiety wybierały mężczyzn o niższym wykształceniu, mężczyźni Ci charakteryzowali się wyższym dochodem od swoich małżonek.

Zmieniły się czasy, ale schemat pozostał ten sam – kobiety nadal wyżej cenią sobie mężczyzn, którzy zapewnią im i ich potomstwu lepszą opiekę zdrowotną, wyższej jakości pożywienia, opiekę zdrowotną, edukację i bezpieczeństwo.

No dobrze, ale jak to wygląda z punktu widzenia mężczyzn? Dlaczego mężczyźni zgadzają się na hipergamię kobiet? Przecież do tanga trzeba dwojga i na każdą hipergamiczną kobietę musi przypadać hipogamiczny mężczyzna. No i tu na scenę znowu wkraczają uwarunkowania ewolucyjne. Panowie są w stanie pogodzić się z niższym statusem ekonomicznym swojej wybranki, o ile uznają ją za atrakcyjną, czyli młodą, zdrową i płodną.

PRZECZYTAJ: 12 rzeczy, których w łóżku pragną kobiety

Hipergamia nie jest jednak tylko produktem ubocznym biologii ewolucyjnej. Taki sposób doboru partnera wśród kobiet ma ścisły związek ze sposobem, w jaki przez zdecydowaną większość naszej historii skonstruowana była społeczna hierarchia. Jeszcze nie tak dawno temu kobiety nie miały zbyt wielu możliwości, by finansowo dorównać swoim potencjalnym mężom. Historycznie rzecz ujmując,  kobietom nie wolno było robić tego, co dla mężczyzn było powszechnie dostępne. Również prawo spadkowe często stawiało je na straconej pozycji.

Można więc zaryzykować stwierdzenie, że bardzo długo kobietom po prostu nie pozwalano na siebie zarabiać. Tym samym społeczeństwo, zamykając im drogę do samodzielnego osiągnięcia ekonomicznego bezpieczeństwa, wskazywało jednocześnie na małżeństwo jako autostradę do tego celu. Trudno mieć pretensje do kobiet, że często jechały po niej z szaleńczą brawurą. 

Na szczęście wprowadzona na przestrzeni ostatnich stu lat polityka równości płci znacząco zniwelowała dysproporcję w dostępie oświaty, prestiżowych ścieżek zawodowych i władzy, co w istotny sposób zmieniło damskie spojrzenie na instytucję małżeństwa. Dziś w nowoczesnych społeczeństwach związki zawierane z rozsądku, by zapewnić sobie godziwy byt, powoli przechodzą do lamusa, choć niewątpliwie się zdarzają.

Według badania przeprowadzonego w serwisie Match.com o nazwie „Singles in America” 95% ankietowanych wykazało, że poszukuje osoby, które będzie ich szanować, której mogą zaufać i która potrafi ich rozśmieszyć. Ani słowa o kasie. Odpowiadając więc na pytanie zawarte w tytule, trzeba uczciwie powiedzieć, że tak, dla kobiet zasobność portfela ma znaczenia. Na szczęście coraz rzadziej. Najgorsze jest jednak to, że sami je tego nauczyliśmy. Warto o tym pamiętać i tym bardziej doceniać te panie, dla których to my, nie nasz portfel, jesteśmy na pierwszym miejscu. 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA