Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.3

Falstart w łóżku: przedwczesny wytrysk

W życiu faceta trudno znaleźć sferę ważniejszą od seksu. Ale nie wszystko, co wydaje się być w łóżku problemem, rzeczywiście nim jest. Zobacz, czym naprawdę jest przedwczesny wytrysk, jak krótko oznacza za krótko i kiedy potrzeba pomocy specjalistów.

fot. Marta Zbieroń
Marek jest przystojnym i wysportowanym facetem. Wśród kolegów ma opinię takiego, który potrafi poderwać każdą dziewczynę. I rzeczywiście, jeśli posłużyć się metaforą sportową, przez eliminacje przechodzi jak burza. Nie ma problemów z podejściem do najładniejszej dziewczyny w zasięgu wzroku i umówieniem się z nią na kawę.

Po dwóch, trzech takich "kawach" zazwyczaj lądują u niego. I tutaj cała pewność siebie Marka pryska. Bo gdy już dochodzi do finału, Marek nie wytrzymuje napięcia i zawsze zalicza dyskwalifikujący falstart. Ona mówi, że nic się nie stało, że to się zdarza, ale gdy sytuacja powtarza się jeszcze kilka razy, Marek wycofuje się.

90%przypadków przedwczesnego wytrysku można wyleczyć - twierdzą specjaliści.

Potocznie przypadłość Marka nazywa się przedwczesnym wytryskiem (PE). I chociaż jemu wydaje się, że tylko on jest taki nieudany, a cała reszta panów może wytrzymać w łóżku nawet kilka godzin, to w istocie problem ten występuje często. Zmaga się z nim co trzeci z nas, a jeśli ograniczyć się do rówieśników Marka, młodych mężczyzn, to odsetek jest jeszcze większy.

W czym problem?

"Seksuolodzy tego typu dysfunkcje wytrysku dzielą na wytrysk przedwczesny i zbyt wczesny - wyjaśnia dr n. med. Ryszard Smoliński, lekarz seksuolog z ponaddwudziestoletnim doświadczeniem w leczeniu takich zaburzeń. - Z wytryskiem przedwczesnym mamy do czynienia wtedy, gdy następuje on, zanim jeszcze prącie zostanie wprowadzone do pochwy. Jest to jednak przypadłość dość rzadka, bo dotyka ok. 2-3% mężczyzn. Znacznie częściej występuje wytrysk zbyt wczesny, o którym mówimy, gdy ejakulacja następuje w czasie krótszym niż 2 minuty od początku penetracji".

Trzeba jednak pamiętać, że chociaż metafora sportowa jest obrazowa, to jednak jest tylko metaforą. Seks to nie sport i nie da się wyznaczyć konkretnych limitów czasowych. Człowiek, który potrafi się kochać np. 8 minut, czyli grubo powyżej granicy wytyczonej przez definicję przedwczesnego wytrysku, też może być niezadowolony ze swoich "osiągów".

2%facetów ma wytrysk, zanim jeszcze w ogóle dojdzie do penetracji.

"Większość mężczyzn skarżących się na przedwczesny wytrysk nie tyle cierpi na tę przypadłość, co zwyczajnie uważa, że powinni wytrzymywać dłużej - mówi dr Marcel Waldinger, neuropsychiatra z Haga Hospital Leyenburg w Holandii, światowy autorytet w dziedzinie badań nad PE. - Na określenie ich problemu używam terminu »niby przedwczesna« ejakulacja. Problem tych mężczyzn zazwyczaj ma podłoże kulturowe, psychologiczne lub jest skutkiem zaburzeń relacji w związku i zanim podejmie się leczenie farmakologiczne, najpierw trzeba z takimi pacjentami zwyczajnie porozmawiać".

W 2009 roku dr Waldinger ze współpracownikami rozdał 500 stoperów 500 parom z pięciu krajów na świecie i poprosił uczestników, by mierzyli czas trwania stosunku. W ten sposób lekarze próbowali zobiektywizować dane, ponieważ istniały uzasadnione wątpliwości co do rzetelności czasów deklarowanych przez mężczyzn, nawet w anonimowych ankietach.

Po miesiącu uprawiania seksu z zegarkiem w ręku dr Waldinger poprosił badanych mężczyzn, by określili, czy są zadowoleni z długości trwania swoich stosunków. 40% badanych odpowiedziało, że nie. Następne pytanie brzmiało: czy zdecydowałbyś się wziąć leki, które wydłużyłyby czas stosunku? Na leczenie farmakologiczne zdecydowałoby się 23% badanych.

O dziwo, przeciętny czas ich stosunków wynosił prawie 5 minut, czyli dwa razy więcej niż owe 2 minuty uznawane za granicę wytrysku zbyt wczesnego. Jaki był przeciętny czas trwania stosunku wszystkich uczestników badania? 6 minut. Tylko o minutę dłużej!

 

W jednym z badań 24% mężczyzn twierdziło, że cierpi na przedwczesny wytrysk. Ale w badaniu uczestniczyły też kobiety - partnerki badanych. I jedynie 10% z nich przyznało, że ich partner ma problem. (fot. Marta Zbieroń)
Jej orgazm - Twój obowiązek?

W słynnym raporcie Kinseya z 1948 roku o seksualności człowieka było napisane, że: "prawdopodobnie trzy czwarte mężczyzn osiąga orgazm w czasie nieprzekraczającym dwóch minut". Przypuszczalnie większość ówczesnych badanych w ogóle nie zawracała sobie głowy satysfakcją swoich partnerek.

2 minutyto, według ekspertów, umowna granica wytrysku zbyt wczesnego.

O kobiecym orgazmie zaczęło być głośno dopiero wiele lat później. Ale gdy już się mówić zaczęło, sytuacja się odwróciła. Doprowadzenie kobiety do orgazmu stało się niemal obowiązkiem mężczyzny. W świadomości wielu facetów utrwaliło się przekonanie, że jeśli ona nie ma orgazmu, to znaczy, że ja jestem kiepski w łóżku. I że gdybym wytrzymywał dłużej, to ona na pewno by ten orgazm osiągnęła. Takie podejście jest jednak niejako wbrew naturze, bo z punktu widzenia samego faceta, jego egoistycznej przyjemności, w szybkim wytrysku nie ma nic złego - w końcu mniej więcej o to nam chodzi, prawda?

Różne oczekiwania

Problem zaczyna się wtedy, gdy facetowi zależy nie tylko na zaspokojeniu swoich potrzeb, ale również potrzeb partnerki. Gdy to się nie udaje, zaczyna obwiniać siebie i stara się za wszelką cenę wydłużyć stosunek, sięgając po różne środki i sposoby. Niektórzy masturbują się przed stosunkiem, inni wypijają parę drinków, jeszcze inni stosują maści i spreje znieczulające lub zażywają cudowne specyfiki kupowane w sex-shopach lub internecie.

Tymczasem gorączkowa walka o dodatkowe minuty to nie zawsze właściwa droga. W piśmie "Archives of Sexual Behavior" z 2003 roku opublikowano badania, które pokazują, jak bardzo różnią się nasze, mężczyzn, wyobrażenia o tym, czego potrzebują i oczekują kobiety, od ich rzeczywistych oczekiwań. W tym badaniu 24% mężczyzn twierdziło, że cierpi na przedwczesny wytrysk. To z grubsza by się zgadzało z innymi statystykami.

Ale w badaniu uczestniczyły też kobiety - partnerki badanych. I jedynie 10% z nich przyznało, że ich partner ma problem. 90% kobiet nie miało żadnych zastrzeżeń co do długości trwania stosunku. Wniosek - połowa z facetów martwiła się niepotrzebnie i na wyrost.

 

Średnio 2 minuty trwał stosunek, nim kobiety zaczęły się domagać respektowania ich prawa do orgazmu. (fot. Marta Zbieroń)
Czas kobiet płynie inaczej

Czas trwania stosunku wcale nie jest tak ważny, jak często nam się wydaje. Zdecydowanie ważniejsze jest, czy jesteś zadowolony ze swojego życia seksualnego. Oraz, oczywiście, czy jest z niego zadowolona Twoja partnerka.

"Znam pary, które kochają się krótko, nawet poniżej 2 minut, jednak są zupełnie zadowolone ze swojego współżycia. On szczytuje szybko, ale potem doprowadza ją do orgazmu w inny sposób i taki układ sprawia, że oboje są ze sobą szczęśliwi - mówi dr Smoliński. - Dopóki obie strony są usatysfakcjonowane, nie widzę sensu w terapii i wydłużaniu czasu stosunku na siłę".

2 minutytrwał średnio stosunek, nim kobiety zaczęły się domagać respektowania ich prawa do orgazmu.

Kobiety przeżywają seks inaczej niż mężczyźni. Mówiąc w pewnym uproszczeniu, nie są tak mechanistyczne jak my. Większa część kobiet w ogóle nie jest w stanie osiągnąć orgazmu tylko i wyłącznie w wyniku stymulacji członkiem pochwy. Żeby być dobrym kochankiem, a o taki tytuł przecież walczymy, trzeba uwzględnić tę odmienność kobiet. Dla nich równie ważne jak długość stosunku są takie rzeczy, jak: nastrój, zaufanie, gra wstępna, stymulacja łechtaczki czy choćby świadomość, że nikt postronny jej nie usłyszy.

Jeśli więc przydarzy Ci się wystrzelić szybciej, niż chciałeś, nie zostawiaj jej na lodzie, tylko dokończ dzieła palcami, ustami lub językiem. I zaproponuj powtórkę z obietnicą rehabilitacji. Jeśli problem się powtarza i nie działają "domowe" metody - alkohol, masturbacja, prezerwatywy ze środkiem znieczulającym - idź czym prędzej do lekarza, żeby nie utrwalić nawyku.

Sam wybierz dystans

Niestety, to, że część facetów jedynie sobie problem wymyśla, nie oznacza, że nie jest on realny. Bo wśród dziesiątków różnych definicji PE jest też i taka, że mężczyzna cierpi na przedwczesny wytrysk, gdy... uważa, że ma wytrysk wcześniej, niżby chciał. Bez względu na to, czy następuje on po minucie, czy po kwadransie. I chociaż, jak już wspominaliśmy, nie jest to problem stricte medyczny, bo od tego się przecież nie umiera, nie oznacza to wcale, że medycyna nie może Ci pomóc. Może. I to całkiem skutecznie.

 

Rozwiązanie problemu

 1.


Lampka wina

Lampka wina wypita na pół godziny przed stosunkiem może pomóc zmniejszyć napięcie. Ale nie więcej, bo możesz mieć kłopoty z erekcją.

 2.


Masturbacja "przed"

Stary i często praktykowany sposób. Skuteczny, ale niesie ryzyko kłopotu z uzyskaniem równie solidnej erekcji za drugim razem.

 3.


Wizyta u lekarza seksuologa

Najskuteczniejszy sposób. "Właściciel drogiego mercedesa nie odda swojego cacka panu Kaziowi, który w garażu za pomocą młotka reperuje samochody sąsiadom, bo auto jest dla niego zbyt cenne" - wyjaśnia dr Smoliński.

Sfera seksualna jest zbyt ważna, by powierzyć ją amatorom. Lekarz seksuolog to odpowiednik autoryzowanego serwisu. Oczywiście niemal każdy lekarz może Ci pomóc, ale jeśli pójdziesz do seksuologa, masz pewność, że przed Tobą było u niego już kilkuset facetów z takim problemem i że on wie z praktyki, jakie metody i środki są skuteczne, a jakie nie. No i wiadomość najważniejsza: może Cię wyleczyć. Uleczalność PE oscyluje wokół 90%.

"Czasami wystarczy jedna wizyta, najczęściej terapia trwa około pół roku, ale niepowodzenia zdarzają się bardzo rzadko" - dodaje otuchy dr Smoliński.

Więc jeśli uważasz, że dochodzisz za szybko i chciałbyś to w końcu zmienić - nie szukaj magicznych maści, nie eksperymentuj, nie udawaj, że wszystko jest w porządku, tylko sprawdź, gdzie w Twoim mieście przyjmuje seksuolog, i daj się wyleczyć.

Zobacz także: Speedy Gonzalez, czyli przedwczesny wytrysk

MH 09/2011

 

Komentarze

 (20)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij