[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
  • Men's Health

  • Sex

  • Dzikość serca, czyli 7 sposobów na utrzymanie namiętności w związku

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.8

Dzikość serca, czyli 7 sposobów na utrzymanie namiętności w związku

Masz wrażenie, że z ogień się wypalił i jesteście już raczej parą świetnych przyjaciół, niż namiętnych kochanków? Tęsknisz za czasami, gdy dopiero się poznawaliście i byle iskra była w stanie rozniecić pożądanie? Podpowiadamy, jak do nich wrócić, nie tracąc budowanej latami przyjaźni. Naprawdę można pogodzić ogień i wodę. 

Potrzebujemy bezpieczeństwa, tęsknimy za ryzykiem

Kiedy się zakochujemy, wszystko wydaje się łatwe i naturalne. Jest płomień, jest ekscytacja, jest dzikość serca, czujemy, że możemy góry przenosić. Ale im bardziej się angażujemy, tym bardziej boimy się stracić tę miłość. Dlatego oswajamy ją, tak żebyśmy się czuli bardziej komfortowo i bezpiecznie. Tworzymy rytuały, mościmy gniazdo. Chcemy mieć dobry, bezpieczny związek, w którym nie ma ryzyka, że zostaniemy zranieni. I kiedy już nam się to wszystko uda, ze zdumieniem odkrywamy, że namiętność i ekscytacja gdzieś uciekły.

Przeczytaj też: 6 lekcji kochanka idealnego

Bo, niestety, człowiek jest cały czas miotany przez sprzeczne uczucia: potrzebuje w życiu przewidywalności i poczucia bezpieczeństwa, aby normalnie funkcjonować, ale kiedy już je ma, to tęskni za ryzykiem, przygodą, nowością, niepewnością, ekscytacją. A erotyzmowi służy właśnie to ostatnie: namiętność karmi się ryzykiem, niepewnością, oczekiwaniem. Dlatego lepiej uświadomić sobie od razu, że pewność drugiego człowieka i jego miłości jest złudzeniem. Nigdy nie będziemy tej kobiety mieć na własność. Jak to zrozumiemy, to wprowadzimy do związku pożądaną dawkę ryzyka.

Dajmy sobie trochę wolności

Jak pisze badaczka związków Esther Perel w swojej książce „Inteligencja erotyczna”: „Miłość oparta jest na dwóch podstawach: oddawaniu się komuś i autonomii. Potrzeba bycia razem i bycia osobno współistnieją. Gdy dystans przeważa, nie ma mowy o bliskości, ale zbyt bliskie połączenie niszczy odrębność”. A kiedy nie ma już żadnych barier do przekraczania, ta druga osoba przestaje nas intrygować. Paul i Linda McCartney w ciągu 29 lat małżeństwa spędzili tylko 10 dni osobno. Ale to raczej wyjątek niż reguła.

W większości przypadków zachowywanie pewnej przestrzeni dla siebie scala związek. Zbytnia bliskość zabija atrakcyjność, a z pewnego dystansu lepiej widać. Pomyśl, kiedy najbardziej kręci Cię partnerka? Wtedy, kiedy zajmuje się swoimi sprawami, swoją pasją, zapominając o całym świecie, kiedy obserwujesz ją między ludźmi, widzisz, jak reagują na nią inni faceci. Kiedy wiesz, że jest niby Twoja, a jednak ma w sobie podniecający element obcości, nad którym nie masz kontroli. Pozwólcie sobie na zassanie energii z zewnątrz. Przekonanie, że wszystko powinniście robić razem, kończy się pewnego rodzaju niewolą.

 

REKLAMA

REKLAMA

Słodkie małe sekrety

Jak mówi Esther Perel: „Miłość uwielbia wiedzieć wszystko o sobie nawzajem, a pożądanie wymaga tajemnicy”. Istnieje obecnie przekonanie, że rozmowa jest podstawą związku, że partnerzy muszą sobie wszystko mówić, być ze sobą maksymalnie szczerzy. Ale jak pokazują doświadczenia terapeutów, fakt, że wiemy wszystko o partnerce, a ona wie wszystko o nas, niekoniecznie prowadzi do takiej bliskości, o jakiej marzymy.

Często, zamiast być zaproszeniem do świata drugiej osoby, niebezpiecznie przypomina kontrolę. Szanujmy swoje granice i szanujmy przestrzeń, którą druga osoba chce zachować dla siebie. Poza tym, nie wszystko trzeba koniecznie wypowiedzieć na głos – okazywanie emocji za pomocą drobnych gestów też się liczy. Zacytujmy Perel: „Kiedy doceniamy tylko to, co jest zawarte w słowach, robimy sobie krzywdę”.

Czasami warto zagrać ostrzej, czyli BDSM

Jakiś czas temu seks na ostro, czyli BDSM, stał się bardzo modny. Opisywały go magazyny i książki, a ludzie zaczęli sobie kupować stosowne akcesoria przez internet, żeby przećwiczyć temat we własnej sypialni. Ale jakoś tak się dzieje, że chętniej wdają się w takie zabawy kochankowie niż pary w długich związkach. Kobiety często obawiają się, że oddanie zbyt dużej władzy w łóżku swojemu partnerowi (jeśli to on ma odgrywać rolę dominanta) przeniesie się na codzienne życie. Obawiają się, że jeśli pozwolą na uwolnienie takich „demonów”, to one już nie powrócą tam, skąd przyszły. Obawiają się utraty szacunku.

Sprawdź też: 20 rzeczy, o których filozofom się nie śniło, ale jej owszem

Ale, cytując Perel: „Poetyka seksu jest niepoprawna politycznie, opiera się często na grze o władzę, odwracaniu ról, niesprawiedliwych korzyściach, władczych żądaniach, manipulacji, uwodzeniu i subtelnym okrucieństwie”. Warto sobie uświadomić, że to równoległa rzeczywistość. W ostrym seksie możemy odreagować te emocje, na które nie ma miejsca w świetle dnia. Możemy w bezpieczny (i akceptowalny dla obu stron) sposób wykorzystać naszą tłumioną agresję, która nie jest tylko ciemną stroną miłości, ale też nieodłączną częścią naszej seksualności.

Ten trzeci, czyli odrobina niepewności

Jak czytamy w „Inteligencji erotycznej”, „Na obrzeżach każdego związku mieszka ktoś inny”. Dawna miłość, koleżanka z pracy, przystojny sąsiad albo ktoś z internetu. Mniej lub bardziej realny. Ktoś, o kim czasem fantazjujesz Ty albo Twoja partnerka. Jakieś zagrożenie dla waszego związku, symbol tego wszystkiego, co trzeba było odrzucić, wybierając jedną osobę.

Czasem próbujemy udawać, że „inny” nie istnieje, ale przecież nie jesteśmy w stanie przejrzeć myśli partnerki. I dobrze, bo świadomość tego, że gdzieś czai się jakaś alternatywa, podnosi temperaturę związku. Jak pisałam, to niepewność, a nie poczucie bezpieczeństwa wzmaga pożądanie. Dlatego wypij zdrowie tego faceta z jej przeszłości albo kolegi z pracy. Dzięki nim wasz seks jest po prostu lepszy.

 

REKLAMA

Mniej samokontroli, więcej ognia w łóżku

Bycie z kimś w dobrym, bliskim związku zakłada wyzbycie się części swojego egoizmu. Musimy wchodzić w kompromisy, rezygnować z realizacji wielu swoich potrzeb czy planów, jeśli stoją w sprzeczności z potrzebami partnera czy dobrem związku. Ale przeniesienie takiego podejścia do łóżka może kończyć się po prostu nudnym seksem. Dlatego, aby przeżyć coś naprawdę ekscytującego, warto odważyć się na to, aby odpuścić sobie samokontrolę.

Spróbować być bardziej samolubnym i dzikim. A jak pisze Michael Bader w książce „Męska seksualność”, „to cecha pożądania, która umożliwia poddanie się całkowicie własnym rytmom rozkoszy i podniecenia, bez poczucia winy, obaw czy wstydu”. Co za ulga, jeśli nasza relacja z partnerką pozwala nam być sobą w taki najbardziej pierwotny, zwierzęcy sposób. Jak wiele zyskujesz, jeżeli Twoja partnerka pozwala sobie na to samo.  

Żeby cieszyć się seksem, trzeba się bawić

Erotyzm to coś znacznie więcej niż seks. To seksualność wzbogacona przez naszą wyobraźnię. To rzeczywistość równoległa do naszego „dziennego”, uporządkowanego życia. To zabawa dorosłych ludzi, często jedyna przestrzeń, w której możemy być naprawdę beztroscy i nieskrępowani. Podstawową funkcją zabawy jest to, że nie służy żadnemu celowi.

W naszej kulturze jest coraz mniej takich aktywności, które nie muszą niczemu służyć: odchudzaniu, poprawianiu wyników czy zdrowiu. Usiłujemy, co prawda, przypisać seksowi zdrowotną funkcję, ale nie po to bawimy się w erotykę. Jeśli jednak wpadniemy w tryb celowości czy osiągania jakichś rezultatów, cała radość znika. Skupiamy się na tym, jak wypadamy w oczach partnerki, czy spełniamy jakieś normy, czy kochamy się odpowiednio często i długo. Póki pozwalamy sobie na beztroską zabawę, dopóty mamy świetny seks.

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij