Czy monogamia to przeżytek? [Badania]

Z niedawnych badań przeprowadzonych w USA i Wielkiej Brytanii wynika, że co piąta osoba żyje w dobrowolnie niemonogamicznym związku. Co więcej, stale rośnie społeczne przyzwolenie na taki model życia. Myślicie sobie, że to po pierwsze daleko, a po drugie, że mamy większe problemy i do nas ta moda nie dojdzie? Uważajcie - trendy ze świata przychodzą do nas szybciej niż wirusy grypy.

poliamoria, monogamia shutterstock.com

Przewiń dalej:

  1. Szczęśliwy, kochający otwarty związek
  2. Otwarty związek może wymagać mapy
  3. Poliamoria według zasad
  4. Dlaczego feministki nie cenią monogamii
  5. Nowa rewolucja, czyli stare zasady do kosza
  6. Co się dzieje z naszą zazdrością w niemonogamicznej relacji
  7. Przywiązanie do ziemi, dziewictwo i dziedzictwo
  8. Mamy większe jądra niż goryle i co z tego wynika
  9. Czy monogamia jest tylko dla biednych
  10. Co na to prawo

Szczęśliwy, kochający otwarty związek

Przy okazji incydentu podczas rozdania Oskarów dowiedzieliśmy się, że Will Smith i jego żona Jada Pinkett - Smith żyją w otwartym związku, a mimo to od ćwierć wieku tworzą szczęśliwą rodzinę i kochają się do tego stopnia, że Will jest gotowy na oczach milionów ludzi własnymi rękami bronić honoru żony. I znowu rozgorzała dyskusja o tym, czy możliwe są etyczne, szczęśliwe niemonogamiczne związki, czy jednak to wszystko jedna wielka ściema i kolejny etap rozkładania społeczeństwa. Ponieważ na świecie coraz więcej par kwestionuje wartość monogamii, MH zadaje sobie pytanie, czy wierność jest przestarzałą koncepcją – i czy poliamoria może być przyszłością miłości?

REKLAMA

Piszemy miłości, bo jak mówi 35-letni David Pickering: „Pierwszą rzeczą, którą powinieneś wiedzieć o otwartych związkach jest to, że nie dotyczą seksu. Może tak wygląda z zewnątrz, ale tak nie jest”. David Pickering, sześć lat temu zdecydował się stworzyć związek otwarty i może teraz korzystać z Tindera, zaprosić tę atrakcyjną dziewczynę z pracy na drinka lub odwiedzić klub nocny bez konsekwencji w postaci piekielnej awantury w domu. Przynajmniej w teorii.

„Nie powiedziałbym, że teraz uprawiamy z partnerką więcej seksu niż wtedy, gdy mieliśmy zamknięty związek”, mówi. „I muszę przyznać, że wychodzenie „na miasto” i spotykanie się z kobietami jest trudne i czasochłonne” (współczujemy).

Z kolejnych wypowiedzi niemonogamistów dowiadujemy się, że to nie taka frajda, jakby się ktoś mógł spodziewać. Otwarte relacje są skomplikowane. Nie oszczędzą ci emocjonalnych rozmów ani nie odetną w magiczny sposób takich relacyjnych komplikacji, jak poczucie winy, czy rozładowywanie zmywarki.

Poliamoria, czyli bycie jednocześnie w relacji z kilkoma partnerami/partnerkami wymaga wkładu energi, czasu i pracy, i to prawie na pewno cięższej niż monogamiczny związek, w którym jesteś teraz. Ile osób jest gotowych podjąć to wyzwanie? Bardzo trudno uzyskać dokładne dane. Z pewnością nie wiemy ile takich ludzi jest w Polsce.

Ale amerykańskie badanie opublikowane w Journal of Sex & Marital Therapy wykazało, że więcej niż jedna piąta dorosłych pozostawała w dobrowolnym, niemonogamicznym związku. Prawie połowa ankietowanych mężczyzn i 31% ankietowanych kobiet twierdziła, że taka forma związku jest „interesująca i do rozważenia”.

Otwarty związek może wymagać mapy

„Wiele osób otwiera swoje związki – zwłaszcza dotyczy to małżeństw – myśląc, że to sposób na naprawienie relacji” – ​​mówi Laurie Penny, 35-letnia dziennikarka (The Guardian, The New York Times ) pisarka i aktywistka, która przez ostatnią dekadę była „etyczną niemonogamistką”. „Rzadko zdarzają się sytuacje, gdy jeden partner mówi do drugiego: „Czy myślałaś kiedyś o tym, żebyśmy zaprosili do naszego związku jeszcze X, lub Y?” a drugi mówi: „Wow! Tak się cieszę, że zapytałeś!”

Laurie mówi, że na początku spędziła więcej czasu na gadaniu o wszystkich konsekwencjach, niż na faktycznym byciu w relacji. Dyskutowała o zgodzie, pragnieniach, fantazjach, o reakcji społeczeństwa i o tym, że nie chodzi tu o brak zasad, ale o ustalenie, czym są niepisane zasady i czy można stworzyć lepsze. Później przychodzi czas, kiedy możesz pożyczyć sztućce od partnera twojego partnera, tak jak zrobiła to Penny poprzedniego dnia, lub wziąć udział w ich ślubie. „Wszyscy ich partnerzy to zrobili. On ma dwóch chłopaków, a oni też widują się z innymi ludźmi”. Zaczynasz się trochę w tym gubić? Nie jesteś sam.

Poliamoria według zasad

Wydaje się, że zainteresowanie poliamorią rośnie. Niektórzy nazywają to „rewolucją seksualną milenialsów”, podczas gdy poliamoristka Elf Lyons na łamach „The Observer” opisuje to po prostu jako rosnące zrozumienie, że „możliwe jest zakochanie się i nawiązanie relacji z więcej niż jedną osobą w tym samym czasie”.

Dobrze znana MH terapeutka par Esther Perel wydała niedawno bestseller „ Kocha, lubi, zdradza." Nowe spojrzenie na problem wierności, w którym analizuje ten główny paradoks człowieka: chcemy bezpieczeństwa, jakie dają długotrwałe monogamiczne związki, ale chcemy też uprawiać seks z innymi ludźmi.

To kwestionowanie monogamii szczególnie dobrze zagnieździło się w Dolinie Krzemowej. „Nerdowie kochają systemy, dlatego w świecie poliamorii jest wielu geeków” — mówi Penny. „Co dla mnie brzmi świetnie, ponieważ kocham nerdów”. To twierdzenie może zaskoczyć tych, którzy poliamorię kojarzą z anarchią, ale jak się okazuje jest zupełnie inaczej.

„Poliamoria jest atrakcyjna dla ludzi, którzy czują się zdezorientowani na randkach i lubią zasady. To jeden z powodów, dla których jest tak powszechna w Dolinie Krzemowej. To idealne połączenie hippisowskiej „wolnej miłości” rodem z Kaliforni i budowania systemów”. Dlaczego? Dlatego, że według słów Penny niemonogamiczne relacje wymagają dokładnego dogadania się co do zasad, na jakich te związki będą oparte.

Dlaczego feministki nie cenią monogamii

Pewnie uważacie, że wolność nawiązywania relacji z więcej niż jedną kobietą to pomysł szczególnie pasujący facetom. Ale tu Was zaskoczymy. Nowy ruch promujący „wolną miłość” ma atmosferę feminizmu. Wydany w Polsce poradnik dla poliamorystów - bestseller wg Amazona - „Puszczalscy z zasadami. Nowy przewodnik dla miłośników poliamorii, otwartych związków i innych przygód” został napisany przez kobiety Janet Hardy i Dossie Easton.

Obie to typowe hippiski, feministki i „dzieci kwiaty”, które zaliczyły chyba wszystkie kontrkulturowe mody swoich czasów. Psychodeliczne doświadczenia, jogę Kundalini, medytację, buddyjskie i hinduskie praktyki duchowe, odkrywanie metafizyki Tarota, czy Tantrę.

„Świat się zmienił” — mówi Rosie Wilby, komiczka, która opisała swoje poliamoryczne przygody w książce „Is monogamy dead?” Kiedyś wolność seksualna była uważana za męską domenę, teraz według Rosie, napędzają ją kobiety, które nie chcą być własnością mężczyzn. „Może ma to więcej sensu z antropologicznego lub biologicznego punktu widzenia” – mówi.

A może, jako ludzkość, wyrośliśmy już z dwuosobowych związków? Może poliamoria bardziej odpowiada psychologii człowieka? Po okresie poszukiwań Wilby tworzy znowu monogamiczny związek ze swoją długoletnią partnerką, ale kwestionuje pogląd, że związki monogamiczne są z natury bardziej stabilne.

„Znam wielu ludzi, którzy otworzyli swój związek i to uzdrowiło ich relacje”. Monogamia nie zawsze oznacza szczęście. „Po prostu nie mamy wiarygodnych danych na temat innych rodzajów struktur rodzinnych”.

Nowa rewolucja, czyli stare zasady do kosza

Nie ma w tym nic dziwnego, że ludzie zaczynają mieć bardziej akceptujący stosunek do poliamorii w momencie, kiedy kruszą się długo utrzymywane zasady dotyczące płci i struktur społecznych. „Wydaje mi się, że milenialsi znajdują bardziej zróżnicowane sposoby praktykowania i rozumienia relacji” – mówi dr Meg-John Barker, wykładowca psychologii, mówca i pisarz. W książce „Rewriting the rules” Barker podważa nasze poglądy na temat szukania partnera/partnerki, takie np. jak czekanie na swoją „drugą połowę”.

„Spotkanie swojej drugiej połówki, to klasyczne nierealne oczekiwania. To idea, że jedna osoba może zaspokoić wszystkie nasze potrzeby”. Esther Perel wskazuje, że często szukamy przyjaźni, towarzystwa, seksu, partnerstwa, ciepła i zrozumienia w tym samym związku. „Naprawdę trudno znaleźć towarzystwo i codzienny komfort u tej samej osoby, od której również oczekujemy, że będzie wzbudzać w nas pasję i ekscytację.”

To nieuchronnie prowadzi do zjawiska relacyjnego FOMO (lęk przed tym, że coś przegapiam). Będziemy przeskakiwać od związku, do związku w poszukiwaniu idealnej, pasującej do nas relacji, a jak coś nie zagra, to szukamy dalej, pewni, że idealna osoba jest tuż za rogiem.

Co się dzieje z naszą zazdrością w niemonogamicznej relacji

J.P, pisarka i aktywistka mówi, że swoją „drugą połowę” poznała, gdy miała 19 lat. Wyobrażałam sobie, że weźmiemy ślub, będziemy mieli dzieci, ale po latach zdaliśmy sobie sprawę, że ten układ wcale nam nie pasuje i jest po prostu za ciasny. Otworzyliśmy nasz związek. Czy nie czuła się zazdrosna, gdy partner sypiał z inną kobietą? „Jedną z rzeczy, które podobają mi się w otwartym związku to zmiana tego, co nazywamy zazdrością. Na początku naprawdę to poczułam. Myślałam, że mnie przytłoczy. Ale po pewnym czasie te emocje się rozpuściły. Zdałam sobie sprawę, że zazdrość, to tak naprawdę potrzeba zniewolenia drugiego człowieka. Świat się nie zmienił. Mój partner się nie zmienił. To było takie wyzwalające”.

Teraz J.P. uważa, że to głupie i absurdalne ograniczać swoją, czy czyjąś wolność w obawie przed zranieniem uczuć drugiej osoby. „Nagle każdy film czy książka, w której głównym problemem i źródłem cierpienia jest trójkąt miłosny, wydaje się absurdalny. Ja bym im podsunęła rozwiązanie - po prostu idźcie ze sobą do łóżka i nie pozwalajcie się dawać zniewolić przez czyjąś potrzebę posiadania”. J.P. twierdzi, że zazdrość jest swego rodzaju kodowaniem społecznym, czyli czymś, czego uczymy się na różne sposoby, zarówno będąc kobietą, jak i mężczyzną.

Wierzymy, że „posiadamy” drugiego człowieka na własność i naruszenie naszej własności nas boli. Ale tak samo, jak oduczyliśmy się w dzieciństwie bić inne dzieci w piaskownicy za to, że zabrały nam łopatkę i nauczyliśmy się dzielić z innymi, podobnie możemy się „wychować” do innego traktowania drugiego człowieka w relacji.

Przywiązanie do ziemi, dziewictwo i dziedzictwo

No dobrze. Idąc tokiem rozumowania „postępowych” guru, jeśli nasze oczekiwania dotyczące monogamii są wynikiem uwarunkowań społecznych, to jakie są nasze „naturalne” instynkty? I czy możemy nauczyć się oczekiwać czegoś innego? W wydanej u nas książce „Na początku był seks. Prehistoryczne źródła nowoczesnej seksualności” Cacilda Jethá i Christopher Ryan piszą, że do obecnej sytuacji przyczynił się rozwój rolnictwa, bo zanim pojawiła się ziemia i majątek do odziedziczenia, nikogo nie obchodziło, kto z kim spał. Dopiero gdy rolnictwo zmieniło nasze relacje z otaczającym nas światem, mężczyźni zaczęli się martwić, czy ich dzieci są naprawdę „z ich krwi”, bo chcieli pozostawić majątek własnemu dziecku, a nie dziedzictwu genetycznemu innego faceta.

Mamy większe jądra niż goryle i co z tego wynika

Tom Whipple jest redaktorem naukowym w Timesie i autorem książkek, min. „X and Why: The New Rules of Engagement in the Battle of the Sexes”. W swoich publikacjach analizuje seksualność odwiedzając różne zaskakujące miejsca — od imprezy swingersów, po sanktuarium pingwinów gejowskich w Niemczech — i czerpie z najnowszych badań z zakresu nauk behawioralnych, a także fascynujących badań antropologicznych, aby przedstawić zaskakująca opowieść o oczekiwaniach i niedopasowaniach. Fakty są jasne – ludzie nie zostali stworzeni do monogamii.

PRZECZYTAJ: Zdradę mamy zakodowaną w genach?

„Najlepszym dowodem biologicznym są twoje jądra”, mówi, odnosząc się do badania przeprowadzonego przez Pettera Bøckmana z Uniwersytetu w Oslo, które pokazuje korelację rozmiaru jąder z, powiedzmy, rozwiązłością. „Goryle są ogromne, ale mają małe jądra. Powodem jest to, że chociaż samce goryli mają haremy, walczą o nie i go kontrolują, więc samice goryli na ogół nie łączą się z innymi samcami. Oznacza to, że plemniki nie mają dużej konkurencji, więc nie potrzeba produkować dużych ich ilości”. Natomiast małpki bonobo mają dość duże jądra w stosunku do swojego rozmiaru i w ich gromadach każdy uprawia seks z każdym. Jeśli chodzi o ludzi, to jesteśmy gdzieś pomiędzy.

Większość ludzi uważa pewnie, że mężczyźni są z natury bardziej skłonni do skoków w bok, niż kobiety, ponieważ to kobiety muszą sobie radzić z konsekwencjami zapłodnienia. „Ale od kiedy przeprowadzamy testy genetyczne, okazało się, że 2-3% ludzi nie jest dzieckiem mężczyzny, którego uważali za swojego ojca. Poza tym jest wiele kobiet, które angażują się w otwarte związki”.

Czy monogamia jest tylko dla biednych

Pewnie większość z Was wyobraża sobie, że nasze zachodnie społeczeństwa wywierały na wszystkich presję, aby żyli w monogamicznych związkach. Jednak, najwyraźniej, nie dotyczyło to nigdy bogatych i wpływowych, którzy z pewnością uważali, że takie fantastyczne geny nie mogą się marnować. Zawsze mieli ponadprzeciętną ilość partnerów/partnerek i społeczeństwo patrzyło na to przez palce, albo z zazdrością.

Poza tym, jak pisze Whipple „...istnieje cienka granica między poligamią, a seryjną monogamią, czyli bogatymi facetami mającymi wiele żon nawet jeśli następuje to po kolei. Spójrzcie na kogoś takiego jak Donald Trump. Mężczyźni tacy jak on zwykle mają kilka żon w ciągu swojego życia. Druga żona będzie młodsza od pierwszej, a trzecia będzie młodsza od drugiej”. To dotyczy bogatych, wpływowych i celebrytów na całym świecie. Dzieje się pomimo szokująco wysokich kosztów rozwodów, jakie ponoszą.

Co na to prawo?

W lipcu 2020 r. rada miasta Somerville w stanie Massachusetts jednogłośnie przegłosowała uznanie poliamorycznych związków partnerskich. Miasto Cambridge, które graniczy z Somerville, poszło ostatnio w ich ślady W 2018 r. w Nowej Fundlandii w Kanadzie uznano dwóch mężczyzn i kobietę w związku poliamorycznym za legalnych rodziców ich dziecka.

ZOBACZ: 7 plag współczesnego świata

Rok wcześniej trzech mężczyzn w związku w Medellin w Kolumbii zostało legalnie poślubionych. Te drobne posunięcia w kierunku normalizacji etycznej niemonogamii mogą zapoczątkować lawinę, a na pewno wzmocnią „globalne sieci” tych, którzy ją praktykują. Bo właściwie, jak się nad tym spokojnie zastanowić, komu to szkodzi?

Jak ujmuje to Penny, nie ma idealnego systemu, „takiego, który działa dla wszystkich i – jeśli po prostu zrobimy to dobrze i przestrzegamy zasad unikniemy ranienia uczuć swoich i innych ludzi. To jest prawdziwe zarówno w przypadku poliamorii, jak i monogamii.

REKLAMA