Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Gutek w czołówce regat Velux 5 Oceans

Ani poważna awaria autopilota, ani groźny wypadek na pokładzie nie powstrzymuje polskiego żeglarza Zbigniew "Gutek" Gutkowski od zażartej walki o zwycięstwo w ekstremalnie trudnych samotnych regatach okołoziemskich Velux 5 Oceans.
Święta na pokładzie jachtu Opteron Racing to dla Zbigniewa Gutkowskiego zaledwie chwila oddechu od codziennych żeglarskich obowiązków. (fot. onEdition)
Tegoroczne regaty można dotychczas zaliczać do jednych z najcięższych w historii, głównie z powodu bardzo ciężkich warunków pogodowych. Mimo to Polak, który nie był przed startem zawodów zaliczany do grona faworytów, prezentuje znakomitą formę. Od początku wyścigu jest w czołówce, wytrwale rywalizując o końcowe zwycięstwo z doświadczonym Amerykaninem Bradem van Liew płynącego jachtem Le Pengouin i weteranem Derekiem Hatfieldem z Kanady na jachcie Active House. Pierwszy, trwający miesiąc etap regat "Gutek" ukończył na drugim miejscu, docierając do mety w Kapsztadzie 17 listopada o godzinie 21.03 czasu polskiego.

Po zejściu na ląd z pokładu swojego jachtu Operon Racing nasz żeglarz powiedział: "Po raz pierwszy czuję się trochę zmęczony. Ostatnie 12 godzin jechałem tylko na 3 refie, bez foka, bo miałem ponad 50 węzłów wiatru i ośmiometrową falę z boku, więc napędu było wystarczająco. Jakieś 3-4 mile przed metą się rozrefowałem, potem wchodząc do portu znowu musiałem refować żagle, bo był szkwał 30 węzłów, a ja jechałem już na pełnym zestawie, więc się zmęczyłem tymi wszystkimi ćwiczeniami, tym bardziej, że wszystko odbywało się tak naprawdę już po zachodzie słońca. Ale ogólnie rejs mnie nie zmęczył, mogę tak pływać, tylko muszę mieć motywację".

Gutek pomimo kolejnych kłopotów ze sprzętem oraz groźnego wypadku, w którym poważnie rozciął sobie głowę wirnikiem od generatora wiatrowego nieustannie "śledził" Amerykanina nie pozwalając oddalić mu się bardziej niż o dwadzieścia kilka godzin szybkiej żeglugi. Zacięta rywalizacja trwała. W międzyczasie Gutkowski cały czas walczył z problemami dotyczącymi samosteru, które udało się definitywnie pokonać mniej więcej w połowie trasy. Wtedy też wyraźnie zaczęła się zmniejszać odległość dzieląca go od lidera. Polak po kilku dniach nadrobił cały dystans i wyprzedził Le Pingouina.

Niestety na krótko, gdyż zerwał fal i stracił kolejny genaker, który umożliwiał mu osiąganie bardzo dużych prędkości z wiatrem. Żadne naprawy ze względu na warunki nie były możliwe, a kiedy już udało mu się pomimo dużej fali i silnego wiatru znów wejść na maszt i zejść z niego po wykonaniu niezbędnych prac, podarł się ostatni z żagli umożliwiających płynięcie pełnym kursem - spinaker. Zdarzyło się to dosłownie na kilka dni przed metą. Gutek sfrustrowany śledził więc Brada dopływającego do mety etapu 3 dni przed nim, absolutnie świadomy tego, że rywalizacja o pierwsze miejsce mogła trwać dosłownie do ostatnich metrów.

W trwającym właśnie drugim etapie, który z powodu złych warunków atmosferycznych rozpoczął się dopiero 16 grudnia, czyli z czterodniowym opóźnieniem, Zbigniew Gutkowski pokazuje, że jest poważnym kandydatem do ostatecznego zwycięstwa w tych regatach. Niestety, wciąż boryka się z poważnymi problemami technicznymi.

"Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem. Nie da się jechać, jak nie masz kierowcy" - opowiada Gutkowski. 23 grudnia na jego jachcie zaczęły się kłopoty z autopilotem, a dokładniej ze sterującą nim elektroniką. Początkowo udało się sytuację opanować, ale naprawa nie przyniosła spodziewanych efektów. W trakcie drugiego dnia świąt łódka zrobiła dwukrotnie niekontrolowany zwrot przez rufę. Przy dziesięciometrowej fali i sztormowym wietrze o prędkości 50 węzłów (10 stopni w skali Beauforta) jest to sytuacja niebezpieczna. Przy kolejnej awarii jacht zanurzył się dziobem w wodę aż do masztu i groziła mu wywrotka przez dziób.

"To była katapulta - mówi Gutek. - Łódka stanęła prawie pionowo w dół. Wszystko, co nie było przywiązane, pofrunęło. Cały fok był w wodzie aż do masztu. Wyrwało stójkę relingu. Dziś już zalepiłem dziurę, mam nadzieję, że skutecznie".

Dla samotnego żeglarza autopilot jest urządzeniem niezwykle ważnym. Pozwala na automatyczne sterowanie jachtem, łącznie z uwzględnieniem zmian kierunku wiatru, gdy trzeba wykonać inne istotne prace - zająć się nawigacją, bieżącymi drobnymi naprawami czy przeglądem jachtu, który należy robić codziennie. Poprawne działanie autopilota decyduje o bezpieczeństwie zawodnika. Na jachcie znajduje się drugi, zapasowy autopilot, ale nie można go użyć ze względu na zbyt duże i gwałtowne zmiany kierunku wiatru sięgające 50 stopni.

Święta Bożego Narodzenia żeglarze spędzili na bezkresnych wodach Oceanu Południowego, gdzie o świątecznym czasie przypomina jedynie kalendarz. To jeden z najbardziej pustych rejonów Ziemi, którego charakterystyczne cechy to wielkie fale, przeraźliwe zimno i lodowaty wiatr. W regatach nie ma przerwy, a na akwenie, przez który płyną teraz jachty, trzeba być wyjątkowo ostrożnym.

"Mam ze sobą ciasto, piernik i keks z rodzynkami. Tak więc to sobie otworzę, i to chyba będzie na tyle - mówił przed Wigilią "Gutek". - Specjalnie nie nastawiam się na nic, bo nie ma na to czasu. Ale dostałem opłatek, mam też czerwony obrus i sianko. Tylko talerza nie mam. Dostałem też od naszej gospodyni w Kapsztadzie pieczoną szynkę i chrzan. Zobaczymy, jakie będą warunki".

Na dwa dni przed świętami Polak zrobił sobie najlepszy z możliwych prezentów, obejmując prowadzenie na trasie drugiego etapu regat. Niestety, wspomniane wcześniej kłopoty z autopilotem nie pozwoliły mu utrzymać prowadzenia i na czele stawki znów zameldował się amerykański skiper Van Liew. Do mety drugiego etapu w Wellington żeglarze mają jednak wciąż ok. 4 tysięcy mil morskich i wszystko może się jeszcze wiele razy zmienić.

"Dziś wiatr już osłabł i udało mi się trochę zdrzemnąć - relacjonował Gutek trzy dni temu. - Włączyłem ogrzewanie, wysuszyłem się, bo byłem cały mokry. Jadę na małym genakerze i jednym refie na grocie. Nie myślę o ściganiu, jestem wyczerpany psychicznie. Nie mam pretensji do warunków, tak jest na oceanie, 50 węzłów to jeszcze nie 80 ani 90, przeszkadza mi tylko samoster. Jak można jechać bez kierowcy?" - pyta retorycznie Polak.

Trwające od 17 października regaty Velux 75 Oceans to największe wyzwanie dla żeglarzy-samotników. Już ponad 500 osób znalazło się w przestrzeni kosmicznej, a wciąż mniej niż 180 samotnie opłynęło świat. Wyścig ten, liczący pięć odcinków wymagających od zawodników wyjątkowej wytrzymałości i odporności na stres, składa się na maraton dookoła kuli ziemskiej o długości 30 tysięcy mil morskich. Regaty, organizowane co cztery lata od 1982 roku, były początkiem kariery dla kilku najlepszych żeglarzy świata. Velux 5 Oceans to nie tylko najdłuższy, ale również najstarszy rejs dookoła świata.

Men's Health jest patronem medialnym startu Zbigniewa "Gutka" Gutkowskiego w tegorocznych regatach Velux 5 Oceans.

Aktualną sytuację w regatach Velux 5 Oceans można śledzić na oficjalnej stronie wyścigu: www.velux5oceans.com.

MH

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij