Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Zarabianie w domu: czy na social mediach można zarobić?

Ptaszki ćwierkają, że na tej gałęzi biznesu też da się wzbogacić. Nawet jeśli nie jesteś internetowym celebrytą, możesz zarobić na social mediach. Musisz jednak znać się na rzeczy. 

1. Facebook

Od znajomego, który pracuje w małej, ale dobrze prosperującej firmie prowadzącej profile na Facebooku, dowiedziałem się, jak to robią i ile sobie za to życzą. Za 20 wpisów i reagowanie na komentarze w ciągu 4 godzin biorą 600 złotych. Dlatego ja postanowiłem zaoferować 25 wpisów, 2 godziny i 300 złotych.

Swoich przyszłych klientów szukałem wśród małych, często rodzinnych firm, które założyły profile na FB, ale nie mają czasu ani umiejętności, aby to robić dobrze. Wysłałem 17 ofert, zanim udało mi się namówić do współpracy sklep z lampami. Z przygotowaniem postów nie było problemu, z angażowaniem społeczności szło nieco gorzej, ale największą trudność sprawiło mi odpowiadanie na wiadomości. Po miesiącu nie miałem już ochoty na więcej.

Moje zarobki: 300 zł

Trudność: 3/5

Czas: 3/5

 

2. Twitter

Na Twittera zaglądam tylko od czasu do czasu. Mam kilka wybranych osób, które obserwuję, sam nic przy tym nie publikując. Nie udaje mi się znaleźć nikogo, kto chciałby, żebym za pieniądze poprowadził jego konto. Zresztą zarobić na serwisie nie potrafi ą nawet jego właściciele (ostatni kwartał przyniósł 140 mln dolarów strat).

Dużo lepiej poradził sobie Kris Sanchez, który dołączył do Twittera, żeby śledzić Britney Spears, a po pewnym czasie postanowił pisać o najmniej znaczących faktach na świecie. Tak powstał @UberFacts, które dziś obserwuje ponad 11,5 mln osób. Sanchez zarabia poprzez publikowanie sponsorowanych linków 500 tysięcy dolarów rocznie.

Moje zarobki: 0 zł

Czas: 5/5

Trudność: 5/5

 

3. Linkedin

Udzielając się w rozmaitych grupach na Linkedinie, możesz zdobyć rozpoznawalność w branży. Albo wpaść w oko head hunterom, dla których to naturalne miejsce poszukiwań. Ja jednak postanowiłem skorzystać z tego portalu w inny sposób. Podczas wakacji wybrałem się z aparatem na poszukiwanie pirangi pąsowej. Ten mały ptak o pięknym, czerwonym upierzeniu jest stosunkowo rzadki. W dodatku lubi się ukrywać wśród gałęzi, dlatego niełatwo go wypatrzeć. Nam się udało, a krótkim tekstem o tym wraz ze zdjęciami chciałem zainteresować jeden z magazynów.

Nie miałem jednak żadnego kontaktu do naczelnego.Tutaj pomógł Linkedin. Jeśli aktywujesz konto premium, możesz wysyłać wiadomości do nieznajomych. Przez pierwsze 30 dni nie musisz nic za to płacić, dlatego to dobry sposób, żeby całkowicie za darmo dotrzeć do tych, którzy Cię interesują. 

Moje zarobki: 700 zł

Czas: 2/5

Trudność: 5/5

4. Instagram

Podobno celebryci w Stanach dostają 15 tys. dolarów za jedno zdjęcie produktu na Instagramie, a nasze rodzime gwiazdy internetu 15 tys. za kampanię. Musisz mieć jednak niemały zasięg. Albo pomysł. Ja spróbowałem promocji własnych e-booków dla dzieci. Założyłem konto, które prowadziłem w imieniu głównej bohaterki.

Po hasztagach znalazłem mamy z małymi dziećmi, które mogły być zainteresowane czytaniem dzieciom bajek na dobranoc. Zaletą Instagramu jest to, że bez problemu możesz wchodzić w interakcje z obcymi ludźmi. Dlatego dość szybko udało mi się zgromadzić małą, ale aktywną grupę obserwatorów. Nie była to jednak grupa, która chciała odwiedzać stronę internetową.

Po miesiącu udało mi się sprzedać książeczek za 125 złotych, co w żaden sposób nie pokrywało kosztów całego przedsięwzięcia. Instagram, oprócz dzielenia się zdjęciami z przyjaciółmi, jest dobry do budowania marki, ale trudno ją szybko spieniężyć. 

Moje zarobki: 125 zł

Czas: 3/5

Trudność: 4/5

5. Google+

Skoro już prowadziłem profi l sklepu z lampami na Facebooku, postanowiłem zrobić to samo na G+. Z prostego powodu: chciałem zdobyć doświadczenie, które później będę mógł spieniężyć. Oba serwisy są dość podobne, dlatego bez problemu mogłem wykorzystać materiały przygotowane na FB. W końcu Google po to stworzyło to cudo, żeby zdetronizować Marka Zuckerberga.

Jednak na Google+ ani nie ma wielu aktywnych użytkowników, ani przedsiębiorców, którzy chcieliby tam budować swoje społeczności. Gigant z Mountain View przez jakiś czas próbował to zmienić. Jeżeli korzystałeś z Gmaila czy YouTube’a, musiałeś mieć konta na G+, nie przyniosło to jednak wielkich rezultatów. Słyszałem, że warto się udzielać na tym serwisie z innego powodu: aby znaleźć się wyżej w wynikach wyszukiwanych w Google. Ale czy to rzeczywiście działa? Nie podejmuję się oceny.

Moje zarobki: 0 zł

Czas: 3/5

Trudność: 5/5

MH 09/2015

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij