Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.8

Jak wygląda praca w korporacji? Kariera = job + fun + money

Wielkie korporacje mówią po angielsku, bo gdy się prowadzi interesy na całym świecie, to jakoś trzeba się dogadywać. Czy warto podjąć wyzwanie i stać się ich częścią? Odpowiedź zna facet, który w międzynarodowych koncernach pracuje od lat.

fot. Łukasz Gawroński
Wizje Gottlieba Daimlera, genialnego wynalazcy i konstruktora szybkobieżnego silnika spalinowego, nie sięgały zapewne tak daleko. Spółka Daimler-Chrysler - 107 lat po jego śmierci - sprzedaje ponad 4,5 miliona samochodów rocznie w ponad 200 krajach, zatrudnia 360 tysięcy ludzi i cieszy udziałowców przeglądających notowania giełdy w Nowym Jorku i Frankfurcie. Nawet święty Szymon Słupnik cieszyłby się ze 151 miliardów euro przychodu rocznie, a co dopiero mówić o ludziach biznesu!

To działa na wyobraźnię i człowiek chętnie by się załapał choćby na wisienkę z tego tortu. A tych tortów, nieco mniejszych lub nieco większych, jest tyle, ile wielkich korporacji.

Paweł Miszkowski ma 37 lat i jest dyrektorem sprzedaży i marketingu Mercedes Car Group oraz członkiem zarządu Daimler-Chrysler Polska, który zadaje kłam twierdzeniu, że w branży motoryzacyjnej niezbędne jest fachowe, najlepiej politechniczne lub ekonomiczne wykształcenie. Jest magistrem historii zakochanym w samochodach i człowiekiem korporacji od 15 lat.

Korporacje to jest świat raportów, siatek finansowych, poziomów, zależności budżetowych i płacowych - jednym słowem, nudy dla kogoś, kto przyszedł tu wyłącznie dla kasy, służbowego auta i karnetu na siłownię.

"W 1992 roku zaczynałem od sprzedaży samochodów w salonie Forda na Świętokrzyskiej, później zostałem ich strefowym menedżerem menedżerem, a jeszcze później, z powodu różnicy zdań na temat strategii firmy, przeszedłem do Nissana. Warto jest mieć własne zdanie i umieć go bronić, ponieważ po 1,5 roku Ford zmienił tę nieszczęsną strategię i zaproponował mi powrót, ale już na lepsze stanowisko. Przyjąłem je i spędziłem z nimi kolejnych 7 lat. Od 2 lat jestem tutaj".

Ciemna strona mocy

Korporacje nie mają najlepszej prasy. Powtarzane historie o 12-godzinnych dniach pracy i zostawianiu zapalonego światła w pokoju, żeby szef ze swojego okna widział, że jeszcze siedzisz w robocie, są prawdziwym wyzwaniem dla korporacyjnych pijarowców.

"Mimo że korporacje ze swej istoty są organizmami bezdusznymi - mówi Miszkowski - to o ich charakterze decydują żywi ludzie i ich osobowości. Moim zdaniem, na przykład, siedzenie po nocach i zbyt częste godziny nadliczbowe świadczą o tym, że sobie nie radzisz z tym biznesem. Częściej wyganiam moich współpracowników do domu, niż ich zatrzymuję".

Czym więc międzynarodowe molochy różnią się od innych, mniejszych biznesów i dlaczego wzbudzają takie emocje? Co sprawia, że praca tam nazywana jest "wyścigiem szczurów", a taka sama praca w małej firmie jest szlachetną walką na rynku pracy?

STRONA 1 z 2

Komentarze

 (2)
ZOBACZ KOMENTARZE
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij