Czy musimy tyle pracować?

Kto właściwie ustalił, że powinniśmy pracować pięć dni w tygodniu po osiem godzin? Mamy do dyspozycji komputery i sieć, dzięki którym możemy być kilkakrotnie bardziej wydajni niż pokolenie naszych rodziców, a mimo to musimy spędzać w pracy dokładnie tyle samo czasu, ile oni. Ma to sens?

czas pracy, praca shutterstock.com
Dla wielu współczesnych ludzi koncept 8/5 wydaje się tak oczywisty, że nawet nie zastanawiają się, skąd się wziął. Wydaje się to jakimś naukowo dowiedzionym, optymalnym okresem naszej naturalnej dobowej aktywności. Ale to nie ma nic wspólnego ani z nauką, ani z prawami natury.

REKLAMA

Obliczono, że w średniowieczu chłopi feudalni odrabiali pańszczyznę 135 dni w roku. Dla porównania: przeciętny Amerykanin, wolny obywatel, przepracował w zeszłym roku 234 dni. Robi wrażenie? Naprawdę słabo zrobiło się dopiero w czasach rewolucji przemysłowej, kiedy to fabryki musiały działać non stop i nieszczęśni robotnicy pracowali po kilkanaście godzin dziennie (nawet dzieci). Właściwie dopiero w przededniu pierwszej wojny światowej amerykańska firma Ford Motor Company dokonała rewolucyjnej zmiany: skrócono czas pracy do ośmiu godzin, jednocześnie podwajając stawkę.

Świat patrzył na to ze zgrozą, ale już po dwóch latach wszyscy przekonali się, jakim wizjonerem był Ford. Otóż wydajność pracowników wzrosła tak, że zyski firmy podwoiły się z 30 do 60 milionów. Stopniowo wszyscy zaczęli wprowadzać podobne rozwiązania (w Polsce w 1918 roku). Na całym świecie pojawiły się regulacje, które miały chronić prawa pracowników do pracy w ustawowym czasie oraz do świadczeń i urlopów. I co? W XXI wieku praca po 50 godzin tygodniowo w korpo była normą.

Czy praca to jakiś nałóg?

W 1930 roku ekonomista John Keynes przewidywał, że zmiany technologiczne doprowadzą nas do 15-godzinnego tygodnia pracy.

Chyba nie przewidzial jednak oporu wobec zmian. Według jednego z badań, produktywność np. pracowników biurowych wzrosła o 84% od 1970 r., głównie dzięki mocy obliczeniowej naszych komputerów. Wynika z tego, że pracownik biurowy może dziś w godzinę zrobić to, co jego koledze w 1970 r. zajmowało pięć godzin. Cały dzień roboczy w 1970 r. można teraz ukończyć w 1,5 godziny.

Jednak mimo znacznego wzrostu wydajności w ciągu ostatnich kilku dekad nadal pracujemy średnio 40 godzin tygodniowo. A właściwie to jest jeszcze gorzej, bo jak pokazują badania IPSOS, większość pracowników w Polsce i na świecie spędza w pracy o wiele więcej godzin niż kodeksowe 40. Dokładnie rzecz biorąc – spędzało, bo ostatnie badania pochodzą z 2019 r., sprzed pandemii. Tylko 11% mówiło, że nigdy nie zdarza im się siedzieć w pracy dłużej, a 40% wielokrotnie poświęciło na pracę weekend lub urlop.

Warto tu przypomnieć, że my, Polacy, jesteśmy, przynajmniej według danych OECD, jednym z najbardziej zarobionych narodów na świecie. Pytanie brzmi: jak to się przekłada na wydajność? I ile z tych godzin rzeczywiście spędzamy efektywnie? Na to pytanie postarała się odpowiedzieć brytyjska firma Vouchercloud. Otóż przeciętny pracownik spędza większość czasu na miganiu się od roboty, a produktywny pozostaje tylko przez 2 godziny i 53 minuty. Nie wiemy, czy tak jest wszędzie, czy tylko w Wielkiej Brytanii, ale mamy pewne podejrzenia.

REKLAMA

REKLAMA

Czas na zmiany

Obecny kryzys może być dla rynku pracy szansą na skok w przyszłość.

REKLAMA

System pracy toczył się niezmiennym rytmem, głównie dzięki sile przyzwyczajeń. A potem przyszło pandemiczne tornado: zamknięto biura, wzrosło bezrobocie, część z nas pracuje zdalnie, a hasło „balans między ży- ciem zawodowym a prywatnym” stało się szyderczym memem. Ale nagle okazało się, że jest przestrzeń, aby zacząć inaczej myśleć o pracy. Może faktycznie odsiadywanie tych swoich ośmiu godzin w robocie nie będzie już bezdyskusyjnym wymogiem?

Może w końcu weźmiemy na poważnie badania, wykazujące związek długich godzin w pracy z przyrostem masy ciała, lękiem i depresją, chorobą wieńcową i przedwczesną śmiecią? Amerykański miesięcznik biznesowy „Fast Company” opisał ostatnio eksperyment, jaki przeprowadził Banks Benitez, szef firmy Uncharted z Denver. Otóż postanowił, że jego pracownicy będą pracowali mniej. Kiedy powiedział „pracuj mniej”, nie miał na myśli 45 godzin tygodniowo zamiast 50. Benitez chciał, aby jego pracownicy pracowali cztery dni w tygodniu 32 godziny – za tę samą płacę.

Napisał, że chciałby, aby jego zespół miał czas na „zdrowe, kreatywne i zgodne ze swoimi wartościami” życie. Swój eksperyment rozpoczął w maju, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, jak i kiedy się to wszystko skończy, i wszyscy żyliśmy w cieniu nadchodzącej drugiej fali pandemii oraz przyszłego wielkiego kryzysu. „Przed eksperymentem pracowałem 55 godzin tygodniowo – mówi Benitez. – W tejchwili pracuję 33,5 h. To trochę ponad 32 godziny, ale ja jestem dyrektorem generalnym i godzę się z tym”. Krótszy tydzień pracy nie jest tak niszowym pomysłem, jak mogłoby się wydawać. Jacinda Ardern, premier Nowej Zelandii, przedstawiła w maju ideę skrócenia godzin pracy przy zachowaniu stabilnych wynagrodzeń jako pomysł na poprawę sytuacji ekonomicznej kraju.

Sanna Marin, obecna premier Finlandii, powiedziała w 2019 r.: „Uważam, że ludzie powinni spędzać więcej czasu z bliskimi, zajmując się swoimi pasjami i innymi aspektami życia, takimi jak kultura”. Piękne słowa. Wielkie korporacje, takie jak Microsoft, też w jakimś ograniczonym zakresie tego próbowały i nie zauważyły spadku wydajności.

„Czterodniowy tydzień to elegancki sposób na radzenie sobie z szeregiem nierówności strukturalnych – mówi dr Alex Soojung-Kim Pang, autor książki „Rest: Why You Get More Done When You Work Less – Here’s How”. – Zakłócenie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, problemy z opieką nad dziećmi, nierówność płci, wypalenie – tyle się o tym mówi, a czterodniowytydzień mógłby rozwiązać wszystkie te problemy naraz” – dodaje.

Ale właśnie dlatego takie eksperymenty, jakie przeprowadza Uncharted, mają znaczenie: jeśli Benitez i jego zespół mogą udowodnić, że szczęśliwsi i zdrowsi pracownicy pracują ciężej, może firmy przekonają się, że warto płacić wszystkim pensję wystarczającą na utrzymanie – niezależnie od tego, ile godzin w tygodniu pracują.

REKLAMA

Odzyskać swoje życie

Czy sprawdzi się to, o czym teoretycy mówią od dawna, że zbytni rygor wpływa demotywująco?

REKLAMA

„Miałem nadzieję, że to zadziała” – mówi Jarrod Haar, profesor zarządzania zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Technicznym w Auckland. Haar studiuje równowagę między życiem zawodowym a prywatnym i kiedy usłyszał, że nowozelandzka firma Perpetual Guardian przechodzi na 4-dniowy system pracy w 2018 r., zainteresował się efektami. Okazało się, że wydajność utrzymała się na dokładnie takim samym poziomie, a w górę poszły takie wskaźniki, jak kreatywność czy poziom obsługi klienta.

Badania Haara wykazały, że życie pracowników znacznie się poprawiło. Ludzie więcej ćwiczyli i spędzali czas na świeżym powietrzu. Wypiekali ciasta dla sąsiadów i odwiedzali starszych rodziców. Wszystkie wskaźniki zdrowia psychicznego zgłaszane przez samych siebie wzrosły: poziom stresu spadł o 7%, podczas gdy postrzeganie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym podskoczyło o 24%. Pracownicy byli szczęśliwsi, zdrowsi i bardziej spełnieni, w rezultacie efekty pracy się poprawiły.

Odrzuć to, co zbędne

Prawo Parkinsona mówi: praca zajmuje dokładnie tyle czasu, ile go przeznaczono na jej wykonanie.

Uncharted już widzi pozytywne efekty eksperymentu, ale stare nawyki trudno tak szybko zmienić. Wciśnięcie 40 godzin pracy w 32 wymagało radykalnej zmiany w zarządzaniu. Cały zespół zaczął wyznaczać sobie kwartalne, miesięczne i tygodniowe cele. Wszyscy czytali „Esencjalistę” Grega McKeowna, aby dowiedzieć się, jakie elementy ich pracy są najważniejsze. McKeown jest rzecznikiem radykalnej zasady 90%, która brzmi: oceń pracę, którą wykonujesz przez cały dzień, na skali ważności od zera do 100.

Jeśli wynik jest poniżej 90, równie dobrze może to być zero – zaniechaj jej. Celem McKeowna jest robienie tylko tych rzeczy, które przynoszą największe efekty i robienie ich najlepiej, jak się da. Pracownicy Uncharted uczyli się np. unikania niepotrzebnych spotkań i niepotrzebnych e-maili. Uczyli się też maksymalnej koncentracji w czasie pracy i szanowania swojego czasu wolnego.

Dr Dawna Ballard, ekspertka w dziedzinie chronemiki (rola czasu w komunikacji) na uniwersytecie w Teksasie, bada wpływ wolnego czasu na mózg. Uważa, że czas wolny aktywuje tzw. tryb domyślny mózgu, co sprawia, że dobre pomysły pojawiają się, gdy bierzesz prysznic lub idziesz na długi spacer. „Nawet niewielki spadek liczby godzin prowadzi do większej produktywności” – mówi Ballard. Trzymajmy kciuki, żeby dotarło to do wszystkich szefów świata.

Zostań esencjalistą

Greg McKeown w swojej książce „Esencjalista” wyjaśnia, jak odnaleźć się i skupić w życiu na tym, co najważniejsze.

  1. Na czym polega esencjonalizm?

Rób mniej, ale lepiej. Skup się na tym, co jest dla Ciebie najistotniejsze. Eliminuj wszystko, co zbędne: dotyczy to nie tylko pracy, ale też pozostałych obszarów życia.

  1. Naucz się wybierać

W dzisiejszych czasach ludziom się wydaje, że mogą albo wręcz powinni być wielozadaniowi. Świat oferuje tyle możliwości, a my straciliśmy umiejętność wyboru naszej własnej drogi.

  1. Często odmawiaj, rzadko się zgadzaj

Nie angażuj się we wszystko, co Ci życie podsuwa. Jeśli nie jesteś przekonany na 90%, że to jest dla Ciebie dobre – odmawiaj. Nie bój się odmawiać: kluczem do efektywności jest mówienie „nie”. Oszczędzi Ci to frustracji, że nie dasz rady zrobić wszystkiego, do czego się zobowiązałeś.

  1. Wypoczywaj

W dzisiejszych czasach jesteśmy psychicznie przeciążeni. Nie żałuj czasu na wypoczynek i sen. Każda godzina snu zwróci się w ciągu dnia. Zwolnij i zacznij żyć w swoim tempie.

Zobacz również:
Sanki w siłowni to nie jest zabawka dla małych chłopców, ale zabójcze narzędzie, które nie daje szans na przetrwanie Twojemu tłuszczykowi.  
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA