[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.8

Bezpieczeństwo finansowe - jak dobrze zarządzać pieniędzmi?

Miłości podobno nie kupisz za żadne pieniądze. Ale wolność i poczucie bezpieczeństwa już tak. To jednak wymaga przemeblowania głowy, polubienia matematyki i wyobrażenia sobie siebie za 40 lat.

oszczędzanie Nie licz na ZUS, nie licz na spadek, nie licz na wygraną w lotto. Licz na siebie. (Shutterstock.com)
To nie jest tekst o tym, jak wygrać w lotto, bo wygrana nie zależy od Ciebie. Nas interesuje, jak sprawić, żebyś w najlepszym momencie swojego życia, kiedy jeszcze jesteś młody, przystojny i sprawny, mógł powiedzieć sobie: "Okej, teraz jest taki moment, że właściwie już nie muszę ciężko pracować. Mogę podróżować i tylko odcinać kupony od tego, co zrobiłem wcześniej". Nie chciałbyć? Że co? Że wolisz pracować, bo praca daje Ci poczucie sensu? No to przecież mógłbyś dalej pracować. Ale wtedy byłby to tylko i wyłącznie Twój wybór, a nie konieczność.

Skąd się biorą duże pieniądze w życiu człowieka? Przyjrzyjmy się rankingowi najbogatszych Polaków przed "40". Jak wynika z pobieżnej analizy, młodym milionerem można zostać w następujący sposób.

1. Przez bycie dzieckiem bogatych rodziców. To przypadek rodzeństwa Kulczyków i innych dzieci osób, które od ponad 20 lat zajmują czołowe miejsca na liście 100 najbogatszych. Powiedzmy sobie szczerze, że to czysty przypadek, a aspirujący milioner może, co najwyżej, "wżenić się" w sławną rodzinę. Nie jest to proste, bo oni zwykle wolą wiązać się między sobą, ale też nie jest to niemożliwe.

2. Posiadanie specyficznego talentu. To naturalnie przypadek mistrzów sportowych: Lewandowskiego, Gortata, Radwańskiej i kilku innych. Niestety, aby dojść do takiego poziomu, musiałbyś zacząć dużo wcześniej, najlepiej w wieku przedszkolnym. Teraz już jest za późno. Odpada.

3. Pomysł. I tu już wchodzimy w krainę wielkich możliwości. Otóż najmłodsi milionerzy pochodzą głównie z branży nowych technologii. Mieli pomysł, udało im się go zrealizować i zażarło. Możemy tu wspomnieć o twórcach aplikacji oraz gier komputerowych. Każdy pewnie słyszał o międzynarodowym sukcesie "Wiedźmina".

Ale i gry analogowe, czyli coraz popularniejsze obecnie planszówki, też mogą zapewnić swoim twórcom niesłychany sukces. Marcin Świerkot i Adrian Komarski, założyciele wrocławskiej firmy Awaken Realms, mają po około 30 lat, a już prowadzą poważny biznes, tworząc gry planszowe. Niedawno zebrali – przez portal crowfundingowy Kickstarter – około 24 mln złotych na swój nowy projekt: grę planszową "Tainted Grail: The Fail of Avalon".

4. Przekręt. Swego czasu święcił triumfy, zwłaszcza w telewizjach śniadaniowych, niejaki Piotr K., znany jako "najmłodszy polski milioner". Wtedy miał 20 lat oraz pełne nazwisko, zanim mu go nie zajęła prokuratura. Obecnie przebywa głównie w areszcie, oskarżony o wciskanie kitu naiwnym klientom. Tego raczej nie polecamy.

5. Charyzma. Do tej kategorii możemy zaliczyć gwiazdy YT czy Instagrama. Niestety, charyzmy nie da się nauczyć. Żaden ekonomista ani psycholog nie wytłumaczy, dlaczego ludzie uznają coś za warte uwagi i śledzenia w sieci. Dlaczego wolą oglądać, jak PewDiePie (zarobki ok. 15,5 mln dolarów) gra w różne gry, niż jak to samo robi Pścipsiński. Albo dlaczego ich obchodzi niejaka Kardashianka, która za jeden post na Insta inkasuje milion dolarów.

W Polsce skala jest oczywiście proporcjonalnie mniejsza, ale gwiazda internetowego fitnessu – Ewa Chodakowska – dzięki swojej charyzmie jest jedną z najbogatszych Polek. Mimo że ćwiczących celebrytów jest mnóstwo, to z niejasnych powodów jedni "żrą", inni nie. Jest to trudna ścieżka i jeśli do tej pory nikt Ci nie powiedział, że masz charyzmę, to raczej nie idź tą drogą.

REKLAMA

REKLAMA

Praca przyszłości

Zauważcie, że na listach młodych milionerów jakoś niewiele jest osób, które dorobiły się pracą w korporacji. Być może młodymi milionerami są młodzi pracownicy zarządów banków, ale wydaje nam się to taką nieosiągalną posadą, że raczej nie będziemy o nich mówić. Natomiast warto uświadomić sobie, że brak pomysłu na przyszłość i zakładanie, że w swojej obecnej pracy będziesz pracował do emerytury, stopniowo awansując i zarabiając coraz więcej, wydaje się wizją z innej epoki.

Spójrzmy na to, co się dzieje na świecie. Firmy nieustannie się restrukturyzują. Nadchodzi automatyzacja. Nadchodzi sztuczna inteligencja, która powoli przejmie nasze stanowiska pracy. Tak, możemy sobie wmawiać, że jedne stanowiska pracy poznikają, a na ich miejsce pojawią się inne, ale jest całkiem prawdopodobne, że pewnego pięknego dna zostaniesz na lodzie wraz ze swoimi kredytami na mieszkanie i samochód i przyzwyczajeniem do pewnego poziomu życia. I już nie będziesz mógł znaleźć równie dobrze płatnej pracy, bo Twoje umiejętności nie będą nikomu potrzebne. Nie chcemy krakać, ale warto pomyśleć o przyszłości. Jakk się zabezpieczyć, żeby w razie czego miękko wylądować na tzw. poduszce finansowej, czyli z oszczędnościami pozwalającymi Ci przeżyć jak najdłużej bez pracy.

Kupuj, kupuj, kupuj...

Nie da się już dłużej unikać tego terminu. Oszczędzanie. Tak, bo to właśnie ono jest kluczem do sukcesu. Wiemy, wiemy, że cała współczesna cywilizacja zachęca nas do wydawania. Korporacje dwoją się i troją, aby wmówić nam, że "zasługujemy" na te wszystkie nowe rzeczy, które produkują, albo na te usługi. Mamy się dobrze bawić, cieszyć życiem i wydawać, wydawać, wydawać. Kupować wciąż nowe gadżety, bo te, które mamy, bardzo szybko się starzeją, wychodzą z mody, wyglądają śmiesznie.

A gdy nie mamy już środków, to "dobry bank" udzieli nam kolejnego kredytu, bo bank też jest częścią spisku. Przy czym rzeczy niezbędne do życia stanowią tylko część naszych wydatków: kupujemy całe mnóstwo rzeczy zbędnych, tylko po to, żeby się przez chwilę lepiej poczuć. Za pomocą tego przedmiotu dołączyć do świata fajnych ludzi. Ale to nie trwa długo. Za chwilę musimy kupić kolejną rzecz. Można powiedzieć, że zachowujemy się jak narkoman na ciągłym głodzie. Kupujemy, zapożyczamy się i absolutnie nie możemy się wyrwać z wyścigu szczurów, bo przecież mamy kredyty do spłacenia. A każdy zadłużony już się pewnie zdążył zorientować, że spłacanie kredytów nie ma końca.

Szansa na sukces

O ile nie jesteś niepoprawnym marzycielem, to już się chyba zorientowałeś, że poradniki kołczingowe kłamią. Nie każdy może osiągnąć sukces, nawet jeśli bardzo mocno tego pragnie i będzie myślał pozytywnie. Nie ma na świecie tyle pieniędzy, aby każdy mógł osiągnąć sukces finansowy. Dlatego zamiast obracać w myślach magiczne słowo "fortuna", lepiej je zastąpić określeniem "bezpieczeństwo finansowe". Ale w dalszym ciągu jest to pewien poziom, na który wskoczyć niełatwo.

Jak się za to zabrać? Przede wszystkim przeanalizować, co według naukowców sukcesowi sprzyja. Na pewno nie pozytywne myślenie. Zostało już dawno udowodnione, że pozytywne myślenie może przynieść więcej szkody niż pożytku. Myśląc o tym, co chcemy osiągnąć, lepiej skoncentrować się na ewentualnych przeszkodach i sposobie ich pokonania.

Zobacz: Własny biznes - co zrobić, aby wypalił?

REKLAMA

Test pianki

W latach 60. ubiegłego wieku na Uniwersytecie Stanford przeprowadzono eksperyment, który jest powszechnie znany jako "test pianki" (ang. marshmallow test). Polegał on na tym, że badacz przedstawiał dzieciom (bo badane były dzieci) następującą propozycję – na stole w pokoju, w którym się znajdują, leży cukierek typu pianka; dzieci mogą go zjeść zaraz albo poczekać na powrót eksperymentatora i wtedy dostaną dwa cukierki. Eksperymentator wychodził z pokoju, zostawiając dziecko sam na sam z pokusą. Dzieci nie wiedziały, ile mają czekać, ale miały pod ręką dzwonek, którym mogły przywołać badacza. Ale wtedy też dostawały tylko jedną piankę.

Dalszy etap badań polegał na monitorowaniu uczestników badań, jak sobie dają radę w życiu. I tak, macie rację, osoby, które umiały zapanować nad pokusą, radziły sobie w życiu dużo lepiej. Rzadziej ulegały nałogom, częściej kończyły studia, zarabiały więcej, miały trwalsze związki i niższe BMI. Krótko mówiąc, wydaje się, że jest to najważniejszy czynnik decydujący o tym, czy na stare lata zostaniemy zgorzkniałymi dziadami bez grosza przy duszy, czy też pogodnymi starszymi panami, którzy spędzają emeryturę na podróżach, grze w golfa oraz spotkaniach z kochającą rodziną i przyjaciółmi.

Poza systemem

W całym zachodnim świecie rosną w siłę ruchy w ten czy w inny sposób kontestujące system kapitalistyczny, z jego nieokiełznaną konsumpcją, egoizmem, zachłannością, rywalizacją, rujnującą życie prywatne pracą ponad siły w bezdusznych korporacjach, marnotrawstwem oraz dewastacją środowiska. Np. freeganie to tacy współcześni hippisi, którzy odmawiają udziału we współczesnej ekonomii, żywią się tym, co wyrzucają supermarkety, noszą używane rzeczy, świadomi, ile żywności i dóbr marnuje się na całym świecie.

Ale nie trzeba popadać w skrajności, aby zacząć powolutku wypisywać się z systemu. Istnieje i wciąż powstaje mnóstwo blogów, na których autorzy dzielą się swoim doświadczeniem, a konkretnie tym, jak udało im się uciec z wyścigu szczurów, ale przy okazji żyć takim życiem, jakie wydaje im się najlepsze. Naszym ulubionym blogerem jest Michał Szafrański, autor bloga "Jak oszczędzać pieniądze", który w 2017 roku otrzymał tytuł jednego z najbardziej wpływowych blogerów w kraju. Były dziennikarz, który od 2013 roku utrzymuje się z blogowania i zgromadzonych oszczędności.

Wydał książkę "Finansowy Ninja" (właśnie ukazuje się jej drugie, poprawione wydanie), prowadzi też podcasty i wykłady, które można zobaczyć na YT. Zarabia naprawdę świetnie na uczeniu innych, jak gospodarować swoimi pieniędzmi. Innym ciekawym blogiem jest "Oszczędzanie na etacie" Michała Dobroczyńskiego, warto zajrzeć też na stronę "Finanse Bardzo Osobiste" Marcina Iwucia. Warto czytać i słuchać tych autorów, bo jednym z istotnych powodów, dla których zamiast oszczędności mamy długi, jest nasz brak wiedzy. Brak narzędzi, dzięki którym łatwiej ogarniemy nasz budżet.

Zobacz też: Wypalenie zawodowe? Sprawdź, jak się przed nim uchronić

REKLAMA

REKLAMA

To nie jest takie trudne

Praktycznie wszystkie poradniki dotyczące oszczędzania rozpoczynają się od tego, aby przyjrzeć się swojemu życiu. Najlepiej narysować sobie linię – to jest przewidywana długość życia – powiedzmy 88 lat. Zaznacz sobie miejsce, w którym jesteś obecnie, i moment, w którym przejdziesz na ZUS-owską emeryturę. A teraz pomyśl sobie, jak chciałbyś spędzić ten czas, co osiągnąć i w którym momencie. To ważne, aby umieć patrzeć na swoje życie w dłuższej perspektywie, gdyż wtedy zmieniają się nam priorytety. Chwilowa frajda wydaje się mniej istotna niż poczucie bezpieczeństwa, jakie daje posiadanie oszczędności.

Drogi sprzęt narciarski mniej kusi, kiedy naszym celem jest wolność, jaką dają oszczędności. Kolejną, absolutnie kluczową sprawą jest zrobienie budżetu domowego. Jest do tego całe mnóstwo narzędzi w sieci, więc nie będziemy się tu rozwijać. To zadziwiające, jak wiele osób zapytanych o to, ile wydają miesięcznie, odpowiada: "Nie mam zielonego pojęcia". Radosne dzieci we mgle. Koniec z tym. Trzeba się dokładnie przyjrzeć temu, na co idą pieniądze. Spisywać swoje wydatki i – uwaga! uwaga! – wydawać mniej niż się zarabia. To takie proste. Sukces wymaga obsesji na punkcie bilansu, a także żelaznej dyscypliny podczas zakupów.

Wymaga to także przemeblowania głowy i zaangażowania w nowy styl życia. To może stać się Twoją nową pasją. Gdy widzisz, na co wydajesz pieniądze w skali miesiąca, łatwiej znaleźć "przecieki". Ja na przykład ze zdziwieniem odkryłem, że te dwadzieścia parę złotych, które wydaję na lunch w barze w pracy, daje w ciągu miesiąca 500 zł. Nieźle. Teraz sam sobie robię lunch. Rozwiązałem umowę z kablówką – 200 złotych. I tak nie oglądam TV. To dopiero początek, ale w krótkim czasie okazało się, że mogę zaoszczędzić miesięcznie 1000 złotych. Co z nimi robię? Zgodnie z poradami moich ulubionych blogerów, spłacam karty kredytowe i pożyczki.

Marcin Iwuć twierdzi, że kredyty konsumpcyjne to samo zło i jestem skłonny mu uwierzyć. Naprawdę wolny poczuję się dopiero gdy spłacę je wszystkie. Staram się być uważny przy zakupach i nie kupować impulsywnie (patrz: test pianki). Planuję zakupy i do supermarketu idę z listą. Porównuję ceny i staram się nie kupować rzeczy, które wydają się podejrzanie drogie – skoro dwa przeciery pomidorowe mają dokładnie taki sam skład, a różnią się ceną, to kupuję tańszy, chociaż mniej znanej firmy. Ubrania? To raczej kłopot mojej partnerki, która miała zwyczaj impulsywnie kupować w sieci.

A skoro mowa o partnerce, to z oszczędzaniem jest dokładnie tak jak z alkoholizmem. Wychodzenie z nałogu (zadłużania się) wymaga zrozumienia i wsparcia drugiej strony. Myślę o sprzedaży auta. Po mieście i tak jeździmy transportem publicznym, a na dłuższe trasy zawsze mogę auto pożyczyć. Oczywiście nie rezygnujemy całkowicie z przyjemności, jak np. butelka dobrego wina czy fajne wakacje. Jednak teraz, gdy kusi mnie, żeby wydać zbyt dużo na jakiś gadżet, majaczy mi przed oczami wizja siebie jako schorowanego emeryta, który musi przeżyć miesiąc za 1000 zł. I pokusa mija.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij