Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Uncharted: Zaginione Dziedzictwo [już graliśmy]

Najpierw miało być klasyczne DLC, później samodzielny dodatek. A skończyło się na osobnej grze. Twórcy z Naughty Dog po prostu nie mogą pójść na łatwiznę. I bardzo dobrze. Graliśmy w nową odsłonę Uncharted.

Uncharted fot. Wydawcy i Producenci
Historia Nathana Drake’a – uwaga, spojler – została już opowiedziana. Postawiono kropkę nad i. Ostatni rozdział zamknięto wraz z finałem "Uncharted 4: Kres Złodzieja", którego "Zaginione Dziedzictwo" miało być początkowo małym rozszerzeniem. Ot, może dwiema, trzema godzinkami zabawy, które fanom przypomną, dlaczego tak bardzo podobała im się podstawka.

Tylko po co, musieli myśleć głośno spece od wirtualnej przygody, skoro można zrobić coś większego, pojemniejszego, może nawet ciekawszego. No właśnie. Efekt to gra przewidziana nawet na kilkanaście godzin szamotania się z padem – "Zaginione Dziedzictwo" ma bowiem swoim rozmiarem przypominać pierwsze "Uncharted". Bomba. Tylko czy na pewno?

Dorównać pierwowzorowi

Bo zadanie jest wyjątkowo trudne. Seria "Uncharted" to nie tylko wybuchy, strzelaniny, rozwiązywanie zagadek, eksploracja. To również, a może głównie, bohaterowie. Drake z całą ekipą byli doskonali, nie dało się ich nie lubić.

Przed "nową" paczką (cudzysłowie, bo obie panie już znamy) niełatwa plansza. Z czego Naughty Dog musiało zdawać sobie sprawę, bo od wielu już dni, w zasadzie od ogłoszenia "Zaginionego Dziedzictwa", tłumaczy nam się ten wybór. Chloe Frazer i Nadine Ross, bo o nich mowa, kojarzymy kolejno z drugiej i czwartej odsłony serii. Pytanie, czy "dorosną" do głównych ról, pozostaje wciąż otwarte.

Zwłaszcza że zadanie przed nimi trudne. Drake był jednak awanturnikiem z masą uroku, pełnym dowcipu, miał po prostu to coś. I szybko zapomnieliśmy mu, że tak naprawdę nigdy nie wytłumaczył się ze swoich akrobatycznych umiejętności. Po prostu przyjęliśmy za pewnik, że gość umie skakać po drzewach lepiej niż małpa, a z nieprzyjaciółmi robi to, o czym nawet Rambo może tylko pomarzyć.

Jak – i o ile w ogóle – Naughty Dog wyjaśni, że bohaterki potrafią dokładnie to samo, nie wiem. Przyznam natomiast, że tym razem jest to dla mnie kwestia kluczowa w odbiorze gry.

 

Uncharted fot. Wydawcy i Producenci
Wrażenia z gry

Pierwszy, prezentowany na PlayStation Experience w grudniu 2016 roku fragment, zdawał się pokazywać inne podejście do rozgrywki. I tutaj moje serce zostało całkowicie skradzione. Kilkanaście dni temu chwyciłem jednak pada w Warszawie na specjalnym pokazie prasowym, żeby rozegrać pełen rozdział "Zaginionego Dziedzictwa" jeszcze przed premierą (22 sierpnia) i tutaj trochę już marudziłem. I marudzę dalej.

Bo dostaliśmy mapę niemal identyczną jak słynny Madagaskar w "Uncharted 4". Większą, rzecz jasna. Wypełnioną znajdźkami różnego typu, nawet nową mechaniką (otwieranie zamków). Poza tym miałem jednak spore déjà vu. Jazda terenowym autem po bezdrożach? Jest. Skradanie, strzelanie, skakanie, rozwiązywanie łamigłówek. Jest, jest, jest.

Jasne, to nie "Uncharted 5", jednak za zmianą bohaterów powinna pójść również zmiana mechaniki. To po prostu nie może być to samo, tylko w wersji w spódnicy. Po takim studio jak Naughty Dog oczekuję dużo więcej.

Ograny przeze mnie fragment podobał mi się, i to bardzo – nie chcę brzmieć tak sceptycznie. To była porządna rozrywka, wszystko było na swoim miejscu. Widoki na ekranie rozszerzały źrenice – i to na podstawowym PS4 i ekranie full HD. Strzelanie dawało właściwą porcję frajdy. Skakanie… o skakaniu już mówiłem – tym razem tego nie kupuję.

Urzekły mnie natomiast nawiązania do Drake’a (obie dziewczyny miały z nim, nazwijmy to, kontakt). Co pozwala mieć nadzieję, że jednak Nathan w ten czy inny sposób pojawi się w grze, zwłaszcza że historia opowiedziana w "Zaginionym Dziedzictwie" ma miejsce już po wydarzeniach znanych nam z "Kresu Złodzieja".

Byle do premiery

Skąd więc to marudzenie? Myślę, że ten jeden wycinek z "Uncharted: Zagionione Dziedzictwo", który pokazany został dziennikarzom, po prostu został przez Naughty Dog mało fortunnie wybrany. Zdecydowanie wolałbym poziomy jak ten z pierwszego pokazu.

Rozumiem chęć pochwalenia się największym obszarem w "Uncharted" ever, bo to przecież musi robić wrażenie. Tylko ja jestem z gatunku tych, którzy najbardziej lubią dobrą narrację i porządnie rozpisane postaci i dialogi. Większy teren do eksploracji niekoniecznie musi robić temu dobrze.

Ale, ale. Za trzy tygodnie wszystko będę już wiedział. Bo wrzucę płytę do napędu, usiądę na kanapie i najprawdopodobniej już przy pierwszym podejściu ukończę grę. Bo summa summarum "Uncharted" zawsze jest świetne. Moje małe czepialstwo na pewno zejdzie wówczas na dalszy plan, a ja w pełni dam się porwać kolejny raz przygodzie. Czekam.

Podstawowe fakty

  • Gra: Uncharted: Zaginione Dziedzictwo
  • Studio: Naughty Dog
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Platformy: PlayStation 4
  • Premiera: 22 sierpnia 2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij