[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Trening refleksu dla graczy: czy to ma sens? [MH Lab]

Dziś w e-sporcie od czasu reakcji zależy właściwie wszystko. Ty nie bądź zależny od wrodzonego refleksu. Wytrenuj go.

gry
Przyznam nieskromnie, że przygodę jako gracz zacząłem naprawdę solidnie. Na pierwszy ogień z karabinów poszło „GTA Vice City”, którego niesamowity klimat uwiódł mnie i pochłonął bez reszty. Nazwy misji z pierwszego „Call of Duty” mogę wyrecytować z pamięci, a muzykę z „Gothica” nadal nucę, gdy biegam po parku. Dobre wspomnienia. Żałuję jedynie, że grając, nie wpadłem na to, aby użyć argumentu, który niebawem przekona każdego rodzica, że to wcale nie „pora spać”. To pora grać, drodzy rodzice. Pora trenować, bo kontrakty sponsorskie i prestiżowe turnieje czekają na Wasze pociechy.

(Bez)krwawy sport

Zarabianie rocznie siedmiocyfrowych kwot w dolarach za granie w ulubioną strzelankę jeszcze kilka lat temu brzmiało jedynie jak mokry sen gimnazjalisty, który nie za bardzo lubi się uczyć. Aktualnie to po prostu rzeczywistość dla setek facetów, którzy są świetni w tym, co robią. A co robią? Są zawodnikami e-sportu, o którym sporo dobrego napisaliśmy tutaj. Po co w tym wszystkim ja, redaktor MH? Postanowiłem sprawdzić, czy wirtualnym strzelcem wyborowym trzeba się urodzić, czy może faktycznie jesteś w stanie to wytrenować.

Moja wątpliwość numer jeden brzmiała: czy godziny gry można potraktować jako trening? Ekspert ustrzelił ją błyskawicznie: „Gra to najlepszy trening. Warto jednak skupić się także na poszczególnych predyspozycjach, zdolnościach czy cechach potrzebnych zawodnikowi. Warto osobno trenować czas reakcji, koordynację ręka-oko, różnicowanie ruchów, orientacje w przestrzeni, ale również siłę, szybkość i wytrzymałość mięśni” – wyjaśnił mi dr Paweł Posłuszny, ekspert z Katedry Biostruktury wrocławskiej AWF. Nic więcej do dodania, bierzmy się za trening.

W koszarach

Z uśmiechem przyklejonym do twarzy zainstalowałem trzeciego „Battlefielda” i odpaliłem multiplayer, czyli magiczną krainę, w której co drugi odstrzelony przeciwnik przeklina moją rodzinę na pięć pokoleń do przodu. Do „planu treningowego” dorzuciłem internetowe symulatory, które każdego dnia trwania testu były jak moja prywatna strzelnica. Czy warto? „To tak jak trenowanie poszczególnych mięśni na siłowni lub wykonywanie sekwencji ruchów z trenażerem podczas pływania. Teoretycznie rozwijamy to, co potrzebne w danym sporcie, jednak to nie takie warunki, jak podczas startu w zawodach” – ocenia dr Posłuszny.

Jak oceniam swój progres na przestrzeni 4 tygodni? Średni czas reakcji z pięciu prób poprawiłem z 285 ms na około 240 ms, a dobrych kilka razy na globalnych serwerach uczestnicy rozgrywki ochrzcili mnie mianem „cheatera”. Czy symulatory są coś warte? Jeśli bawisz się w e-sport na poważnie, to wbijaj tam jak na najnowszy pokaz bielizny Victoria’s Secret.

Gdzie trenować?

Polecam AimBooster. To jedno z najbardziej kompletnych narzędzi, które pomogą Ci ustrzelić każdy cel.

REKLAMA

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij