REKLAMA

The Witcher: Blood Origin - nowy serial w uniwersum wiedźmina!

Wszystko wskazuje na to, że fani serialu „Wiedźmin” – tego w wykonaniu Henry’ego Cavila, nie Michała Żebrowskiego, uspokajamy – będą mieli więcej powodów do radości niż tylko kolejne serie przygód Białego Wilka. Netflix ogłosił właśnie plan nakręcenia sześciodcinkowej opowieści o krwawej historii wiedźmińskiego świata.

Wiedźmin, Netflix
Jako że w redakcji czekamy niecierpliwie na wszystko, co choćby w małym stopniu powiązane jest z Geraltem, Płotką i wybieraniem mniejszego zła (nie pijemy wcale do wyborów!), bardzo ucieszyła nas informacja, że Netflix ogłosił przed kilkoma dniami zamiar przeniesienia na srebrny ekran  - chyba możemy tak napisać o serialu telewizyjnym, nawet w erze serwisów streamingowych - sześcioczęściowej opowieści osadzonej w wiedźmińskim uniwersum, choć w czasach na długo przed narodzinami naszego ulubionego zabójcy potworów.

Nie da się ukryć, że wszystkich entuzjastów twórczości Andrzeja Sapkowskiego wieści te powinny bardzo ucieszyć, bo nie dość, że Netflix, zachęcony światowym sukcesem serialu, postanowił zainwestować w jego rozwój, kręcąc kolejne serie, to jeszcze decydenci streamingowego giganta uznali świat wiedźminów i czarodziejek za na tyle dobrą inwestycję, że postanowili dokręcić prequel głównej sagi. Czyż to nie jest miara potencjału?

REKLAMA

Serial The Witcher: Blood Origin, bo o tym projekcie mowa, przeniesie nas w mroczne odmęty historii kontynentu znanego z wiedźmińskiej sagi, w czasy niedługo po słynnej Koniunkcji Sfer, dzięki której na świecie rządzonym wówczas przez elfy pojawiła się magia, potwory i ludzie.

Ci ostatni w nowym, dość niegościnnym dla siebie świecie, by przetrwać, zmuszeni byli stworzyć mutantów, przed którymi postawiono tylko jeden cel – bezlitosne zabijanie wszelakiej maści monstrów. W wiedźmińskiej chronologii wydarzenia te datowane są na 1200 lat przed przygodami Geralta. Nasuwają się skojarzenia z najmroczniejszym czasem średniowiecza? Może słusznie. Zobaczymy. 

Śledząc wydarzenia, będziemy więc mogli spojrzeć na świat, w którym cywilizacja elfów nie będzie jeszcze żałosną bandą niedobitków kryjących się po puszczach i wśród niedostępnych górskich przełęczy, a dominującą siłą polityczną. Zapewne będziemy też światkami jej powolnego upadku.  

Data premiery nie jest jeszcze znana, ale wiemy, że zdjęcia odbędą się w Wielkiej Brytanii, a w produkcję zaangażowany będzie Tomasz Bagiński. Showrunnerami sześcioodcinkowej produkcji zostali Declan de Barra i Lauren Schmidt Hissrich.

Tak o nowym wyzwaniu w swoim oświadczeniu opowiedział de Barra: „Jako dożywotni fan fantastyki jestem bardziej niż podekscytowany, mogąc przedstawić historię The Witcher: Blood Origin. Od momentu kiedy przeczytałem książki z sagi Wiedźmina nurtowało mnie pytanie – jak naprawdę wyglądał świat elfów przed kataklizmem i przybyciem ludzi? Zawsze byłem zafascynowany powstawaniem i upadkiem cywilizacji, rozwojem ich nauki, wynalazczości i kultury przed nastaniem końca”.

Szczerze nie możemy się doczekać kolejnych informacji o nowym projekcie Netflixa i wróżymy całemu przedsięwzięciu sukces, bo Witcher: Blood Origin nie będzie już na starcie musiał stawać w szranki o wyobraźnię fanów z powieścią Sapkowskiego, grą CD Project Red i głosem Jacka Rozenka. Nie będzie zarzutów o niezgodność z oryginałem, mijanie się z prasłowiańskim DNA całego uniwersum, nie będzie, dzięki niech będą losowi, niebiosom i matce naturze, nieszczęśliwej adaptacji postaci Vilgefortza. Będzie dobrze.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA