[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

To nie jest miła gra. Recenzja The Last of Us Part II bez spojlerów

Gdy finał gry zostawia ze szczęką na podłodze i brakiem słów w odwodzie, to znak, że przed chwilą do czynienia miało się z tekstem kultury, który wykracza poza swoje ramy rodzajowe. Wydanej w 2013 roku pierwszej odsłonie "The Last of Us" ta sztuka się udała, ale to część druga, która za chwilę trafi na sklepowe półki, potrafi te granice przekraczać wielokrotnie, z miejsca stając się dziełem totalnym.

Tha Last of US Part 2 Recenzja
Od razu zastrzeżenie: jestem wielkim fanem pierwszej odsłony "The Last of Us". Przeszedłem tę grę wielokrotnie, opowiadałem o niej znajomym i rodzinie (serio!). Dynamiczna relacja pomiędzy dwójką głównych bohaterów, sposób narracji i sama fabuła to dla mnie prawdziwy majstersztyk. Nie przeszkadzała mi długość tej gry ani nawet kulejąca czasami sztuczna inteligencja przeciwników.

To niuanse, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że oto do czynienia mamy z grą, w której postaci w miarę postępującej akcji zmieniają się, dojrzewają. W dodatku rozwijają się w taki sposób, że z miejsca tę ewolucję kupujemy; ona jest realistyczna dzięki sposobowi narracji właśnie. To dlatego finał (spokojnie, obejdzie się bez spojlerów), stosunkowo prosty w konstrukcji, może nawet odrobinę przewidywalny, i tak najpierw mocno otwiera usta, by później zamknąć je na długie godziny i nie pozwolić nawet na chwilę ich otworzyć. "The Last of Us", jakkolwiek by to nie zabrzmiało, po prostu zmusza do myślenia, pozostaje w głowie na długo, nie pozwala o sobie zapomnieć. To gra, która jest jednocześnie grą, filmem, a trochę nawet powieścią.

To powód numer jeden i powód numer sto dwadzieścia pięć, dlaczego tak bardzo obawiać można się było kontynuacji. Dla wielu graczy "The Last of Us" było dziełem kompletnym, któremu zupełnie niepotrzebna była część druga. Po co próbować, skoro próbując, można jeszcze przez przypadek coś spieprzyć? Sam długo do tej grupy należałem, ale po jakimś czasie zdałem sobie sprawę z tego, że wracając do jedynki, układałem jednocześnie w głowie możliwe scenariusze części drugiej.

Podejrzewam, że graczy takich jak ja jest więcej, co oznacza, że potencjalnych rozwiązań fabularnych "The Last of Us Part II" są tysiące, jeśli nie miliony. A to z kolei prowadzi do wniosku, że graczy niezadowolonych z tego, jak potoczą się dalsze losy Joela i Ellie będzie dokładnie tyle samo. I to jest właśnie powód numer jeden, tak myślę, dla którego część druga powstać musiała. Jednym z głównych zadań "The Last of Us Part II" miało być, według reżysera gry, Neila Druckmanna, wywołanie wśród graczy dyskomfortu.

Troy Baker, aktor, który wcielił się w postać Joela, zapowiadał z kolei, że żaden z graczy nie jest nawet gotowy na to, co ich czeka. Po obejrzeniu napisów końcowych i kilku dniach, podczas których fragmenty "The Last of Us Part II" wracały do mnie jak senny koszmar na jawie, przyznać muszę, że obaj panowie wiedzieli, co mówili, a druga odsłona, nazwana zresztą nie bez powodu częścią drugą, a nie po prostu dwójką (bo to nie jest klasyczny sequel), powstać musiała i to musiała właśnie w takim, a nie innym kształcie.

ZOBACZ TEŻ: Czy tzw strzelanki zwiększają agresję?

Świat i historia gry The Last of Us i The Last of Us Part II

Jest rok 2013, tajemniczy grzyb zamienia ludzi w bezrozumne, ale szalenie agresywne istoty. Ci, którzy jeszcze nie zostali zakażeni, starają się za wszelką cenę przeżyć, uciec byle gdzie, byle dalej od niebezpieczeństwa. Joelowi i jego bratu, Tommy'emu to się udaje. Po drodze jednak Joel doznaje ogromnej straty, która zmienia go w gościa, mówiąc łagodnie, zgorzkniałego. Dwadzieścia lat później, już w nowej rzeczywistości, Joel jest już przemytnikiem, a świat, który pamięta, od dawna nie istnieje.

Boston jest strefą zmilitaryzowaną, władze (państwowe?) walczą z wywrotowymi bojówkami, ludność cywilna po prostu próbuje żyć. To w tym momencie Joel otrzymuje zlecenie inne od poprzednich - tym razem przeszmuglować musi dziewczynkę. To nie jest łatwe zadanie, bo zagrożenie stanowić będą nie tylko zakażeni, ale też wojskowi i bojówkarze.

Tak rozpoczyna się ta historia drogi, mocno inspirowana powieścią "Droga" Cormaca McCarthy'ego czy filmem "Jestem legendą" Francisa Lawrence'a. Joel i Ellie (imię dziewczynki) podążają z punktu A do punktu B, ale tak naprawdę ich podróż odbywa się wewnątrz (i do wewnątrz). Oboje, jak mówiłem wcześniej, doznają głębokiej zmiany. A my w tym wszystkim uczestniczymy.

Początek "The Last of Us Part II" (kolejne 4 lata później) to z jednej strony istna sielanka, oczywiście w miarę możliwości. Joel i Ellie mieszkają w Jackson, osada jest zelektryfikowana i względnie bezpieczna, relacje między ludźmi odbudowują się, można powiedzieć, że są całkiem normalne, na miejscu są i sklepy, i knajpy, słowem: taki Dziki Zachód, tylko w trochę innym wydaniu. Bo, z drugiej strony, daje się tu wyczuć pewnego rodzaju niepokój, zwłaszcza gdy obserwuje się Joela i Ellie. Wyraźnie widać, już na pierwszy rzut oka, że wspomniana już dwukrotnie zmiana, której oboje doznali, ma swoje konsekwencje. Obserwować tę dwójkę w sytuacji nieekstremalnej jest trudno i im ewidentnie też jest trudno.

REKLAMA

REKLAMA

Ta pozorna sielanka szybko zostaje przerwana. Tym razem to Ellie doznaje straty i tym razem to nią właśnie przyjdzie graczowi "sterować". Wyruszysz więc w podróż w poszukiwaniu zemsty, ale niejednokrotnie będziesz zadawał sobie pytanie, czy ta podróż nie jest przypadkiem od dawna zapowiadaną koniecznością; jest to bowiem jedyny świat i jedyny sposób na poznawanie tego świata, jaki Ty, jako Ellie, znasz.

A ten, przez tych kilka lat, trochę się zmienił. Natura zwyciężyła, autostrady są teraz bujnie porośnięte roślinnością, zawalone budynki stanowią z kolei jedynie tło dla siły, jaką ma przyroda. Człowiek znów nie jest u siebie, walczyć musi o każdy skrawek, pokonanie kolejnych kilometrów to zadanie żmudne, męczące, w dodatku cholernie niebezpieczne.

Artystom z Naughty Dog trzeba przyznać, że ich wizja jest kompletna i cholernie wiarygodna. Przemierzając kolejne lokacje, wielokrotnie można złapać się na konstatacji, że tak, właśnie tak będzie ten świat wyglądał, jeśli człowiek utraci nad nim władzę. Całość robi ogromne wrażenie, zaprojektowana jest fenomenalnie, a gra zbliża się w zasadzie do fotorealizmu. Ogromne wrażenie robią kolejne poznawane wnętrza, wszystkie bowiem wydają się inne, niepowtarzalne, prawdziwe właśnie. Można naprawdę uwierzyć, że ten popandemiczny świat się "zwiedza", a to rzecz, przyznajmy, wielka. Bo gdy gra o, upraszczając aż do przesady, o zombiakach jest tą grą, którą uznać bez problemu można za wiarygodną albo nawet realistyczną, to sygnał, że jej twórcy mają naprawdę solidne głowy na karkach.

Ale nie tylko lokacje zasługują na takie uznanie. Równie realistycznie wypadają pojedynki, a to dlatego, że Ellie zachowuje się, powiedzmy, jak człowiek.

REKLAMA

Gameplay The Last of Us Part II jest genialny

Względem jedynki mamy tu kilka zmian. Po pierwsze, Ellie jest mniejsza, zwinniejsza i sprytniejsza niż Joel. Po drugie, poziomy zyskały również w pionie, co oznacza, że są dużo bardziej rozbudowane, a niebezpieczeństwo dopiero teraz może nadejść z naprawdę każdej strony. Ellie potrafi się wspinać, przeskakiwać przez przeszkody, przeciskać się przez szczeliny, czołgać, ukrywać w trawie wysokiej i nie, a nawet pod większymi samochodami. Potrafi również robić uniki i kontrować ciosy, zabijać szybko po cichu (swój nóż ma stale przy sobie i jest on, w porównaniu do pierwszej odsłony "niezniszczalny"), korzystać z przeciwników jak z żywej tarczy, pochwycić w biegu przedmiot, by rzucić nim we wroga, ogłuszając go itd. Jej umiejętności są naprawdę spore, świetnie zresztą w trakcie gry się je rozwija, ale znów - to wszystko wydaje się cholernie realistyczne.

Ellie nie jest Rambo w trampkach. To po prostu młoda kobieta, która przeszła wiele i która dzięki swoim doświadczeniom po prostu wie, co musi zrobić i co musi poświęcić, aby przetrwać. Poczuciu realizmu pomaga fakt, że wrogów w "The Last of Us Part II" tak naprawdę nie ma wielu. Wydaje się nawet, że jest ich tyle, ile mogłoby być w takich właśnie okolicznościach. Wiem, brzmi to głupio, ale w trakcie rozgrywki na pewno każdy poczuje dokładnie to samo, dzięki temu rozumiejąc, co mam na myśli.

Pojedynki w "The Last of Us Part II" są bardzo dynamiczne, ale nie tylko w tym sensie, że dzieje się dużo i szybko, i wszystko naraz. Chodzi mi bardziej o fakt, że mają one tak bardzo dużo zmiennych. Nie masz tłumika albo ten za chwilę zużyje i cały misterny plan nagle się sypnie, bo ktoś zaraz zdradzi miejsce Twojego ukrycia.

Trzeba więc improwizować, strzelić raz, a może podbiec i walnąć jakąś bronią białą? Albo po prostu przeciwnika odepchnąć i sprintem uciec w miarę bezpieczne miejsce, bo tych naprawdę bezpiecznych nie ma w tej grze przecież w ogóle (och, jak pięknie potrafi "The Last of Us Part II zaskoczyć!)? A następnie spróbować znowu, i znowu, i znowu. Przejścia pomiędzy otwartą walką, strzelaniną a skradaniem się i załatwianiem wrogów z ukrycia są naprawdę płynne i świetne. To już działało w poprzedniej grze Naughty Dog, czyli w "Uncharted 4", ale teraz doprowadzone zostało to do perfekcji.

ZOBACZ TEŻ: Dlaczego warto robić sobie przerwy od pracy

REKLAMA

REKLAMA

Ten gameplay (opisywane potyczki, ale nie tylko) jest tak sugestywny, tak brutalny i tak realistyczny właśnie, że znów ma się wrażenie, że w tym świecie się po prostu jest. Kilka razy grę musiałem przerwać, bo trzęsły mi się ręce, a pulsometr pokazywał solidne skoki tętna - wszystkiego nagle po prostu było za dużo. Poczucie osaczenia, przytłaczającego wręcz zadania, może nawet samobójczego, jest stałe i naprawdę znów uznać można je za rzecz wielką - nigdy wcześniej nie grałem w grę wideo, której "elementy grywalne" były tak bardzo sprzężone z opowiadaną historią, były tak wiarygodne i tak mocno oddziałujące na emocje.

ZOBACZ TEŻ: Czy gry komputerowe są niebezpieczne dla zdrowia?

Podsumowanie: Czy The Last of Us Part II ma słabe punkty?

Tak! To pierwsza myśl, bo przecież ja rozpisałbym tę historię albo położył akcenty inaczej. Przychodzi jednak chwila zastanowienia, i to chwila dłuższa, bo od zobaczenia napisów końcowych mija dokładnie tydzień, gdy piszę te słowa. Ta gra, zresztą wspominałem już o tym, wracała do mnie w ciągu tego tygodnia wielokrotnie. Pojawiały się pełne sceny, kadry, głosy postaci, wypowiedziane całe frazy.

Kilka rozwiązań fabularnych wciąż nie do końca mi leży (pogadamy o tym po premierze, nie będę psuł zabawy), ale zdecydowana większość, w sumie całość, jest właśnie w ten dziwny sposób niewygodna, może właśnie nieprzyjemna. Odnoszę wrażenie, że właśnie o takie reakcje chodziło twórcom - tu nie jest w żaden sposób bezpiecznie, kompromisowo czy cukierkowo. Kontynuacja "The Last of Us" nie jest może dokładnie tą grą, na którą my, gracze, czekaliśmy, ale jest właśnie tą grą, której tak bardzo potrzebowaliśmy. Zostanie ona z nami na długo, długo będziemy o niej dyskutować, długo nie będziemy się z nią zgadzać. Twórców będziemy nazywać na zmianę szaleńcami i geniuszami, bohaterów gry będziemy kochać i nienawidzić jednocześnie, samej gry będziemy się bać, ale też nie będziemy mogli się od niej oderwać.

REKLAMA

"The Last of Us Part II" jest grą wideo, która nie jest grą wideo. To dzieło sztuki, daleko wykraczające poza swój rodzaj. To naraz wiele tekstów kultury zamkniętych w jednym medium, ale stale się z niego wymykających. To arcydzieło. Co prawda momentami można odnieść wrażenie, że trochę popękane, ale to właśnie przez te pęknięcia możemy wejść do środka.

Ocena: 10/10

The Last of Us Part II
Platformy: PlayStation 4, PlayStation 4 Pro
Producent: Naughty Dog
Wydawca: Sony Interactive Entertainment
Polski dystrybutor: Sony Interactive Entertainment Polska
Wersja językowa: polska (pełna), ale możliwe jest granie z angielskimi dialogami i polskimi napisami

Data premiery: 19 czerwca 2020 roku

Zastrzeżenie: Kopię gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od Sony Interactive Entertainment Polska

Grę ogrywałem na konsoli PlayStation 4 Pro podłączonej do telewizora Panasonic DX750E 58 cali, w słuchawkach Astro A50.

PS. Grając w "The Last of Us Part II" można odnieść wrażenie, że z PlayStation 4 studio Naughty Dog wycisnęło maksa, tak jak pierwsza odsłona wycisnęła maksa z PS3. Ogromnie jestem ciekaw, jak usprawniona wersja gry wyglądać będzie na PS5, a jeszcze bardziej, jak wyglądać będzie kolejna produkcja studia przygotowana już w pełni na PS5. Skoro już teraz jest tak dobrze, trudno wyobrazić sobie przyszłość. Czekam.

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA