The Last of Us Part I wkurza i zachwyca. Recenzja gry

Remake? Remaster remastera? A może po prostu skok na kasę? Dyskusja na temat, czym właściwie jest The Last of Us Part I, trwa w najlepsze od pierwszej plotki, że taka przebudowana wersja arcydzieła z 2013 roku w ogóle powstaje. Dorzucę do niej swoje trzy grosze, a w zasadzie to nawet 7950 znaków (ze spacjami).

The Last of Us Part I fot. PlayStation

Od razu przejdę do rzeczy: pytanie, czy to jest remake, czy też remaster remastera, jest zupełnie nieistotne.

Gra wygląda milion razy lepiej niż oryginał, który debiutował na PlayStation 3, i tysiące razy lepiej niż remaster wydany na PS4 w 2014 roku. Spece od marketingu Sony szybko przestali zresztą używać słowa "remake" w oficjalnej komunikacji, zastępując je zwrotem "gra przebudowana na PS5". Kryje się za nim choćby ten prosty fakt, że grę postawiono na nowym silniku. To z kolei oznacza nie tylko, że zdecydowano się na zupełnie nowe modele postaci, odpicowane lokacje i efekty graficzne, które powodują opad szczęki, ale też zdecydowanie usprawniono sztuczną inteligencję przeciwników i sojuszników oraz poprawiono system walki, zwłaszcza w zwarciu.

Pytaniem, które trzeba tu postawić, jest natomiast to, czy The Last of Us Part I jest czymś więcej niż tylko skokiem na kasę.

Moim zdaniem tak. Zdecydowanie.

The Last of Us Part Ifot. PlayStation

The Last of Us Part I to gra wybitna

Co do tego nie można mieć najmniejszych wątpliwości. The Last of Us już w 2013 roku okazało się grą co najmniej świetną, a według niektórych arcydziełem, zdecydowanie wybijającym się ponad inne produkcje. Sposób prowadzenia narracji, powiązanie gameplayu z historią, umiejętne zachęcenie gracza do zaglądania w każdy kąt, wybitne na tle innych gier znajdźki (te notatki się czyta, a nie przewija!), świetny system walki i zróżnicowani przeciwnicy, model strzelania, który pozwala poczuć każdą giwerę osobno, a także każe szanować każdą sztukę amunicji - wymieniać można by długo. No i ta historia! Czerpiąca pełnymi garściami z setek podobnych opowieści, a jednak świeża, jedyna w swoim rodzaju, tak bardzo wiarygodna, choć finalnie mówimy przecież o walce człowieka z hordą zombiaków. I ci bohaterowie! I relacje między nimi! Och.

Przy tym wszystkim The Last of Us miało kilka swoich bolączek, z których dwie najbardziej psuły możliwość totalnego zatopienia się w opowiadaną historię. Pierwsza to inteligencja przeciwników. Pal licho zarażonych, po nich można spodziewać się ograniczonych zdolności taktycznych. Gorzej, że w oryginale głupiej od nich zachowywali się wrogowie typu ludzie. A jeszcze głupiej zachowywali się - to druga bolączka - sojusznicy grywalnej postaci. Ileż to razy gracz przemykał się niczym mysz na palcach tuż obok śmiertelnie groźnych klikaczy, podczas gdy zupełnie bez żenady NPC potrafiły przebiec im tuż koło nosa. Jeden twój fałszywy ruch, giniesz - i to w mało wyszukany sposób. Sto fałszywych ruchów NPC, a klikacze dalej swoje, klik, klik. Cóż, to potrafiło skutecznie zabić tę tzw. immersję.

The Last of Us Part I jest od tych wad wolne. I to już jest argument, żeby położyć na ladzie 330 zł.

Wrogowie zachowują się teraz dużo bardziej naturalnie, dzięki czemu gra zwłaszcza na wysokich ustawieniach trudności okazuje się doświadczeniem dużo bardziej realistycznym i dużo bardziej płynnym. Jakkolwiek paradoksalnie by to nie zabrzmiało, łatwiej planować kolejne starcia, gdy po drugiej stronie znajduje się istota obdarzona szczątkową choćby inteligencją niż wtedy, gdy do czynienia ma się z bezrozumną kukłą, mogącą zrobić każdy, nawet najbardziej absurdalny ruch. Towarzysze grywalnej postaci również skradają się teraz w dużo bardziej sensowny sposób (pozostając często po prostu za plecami, tj. poza zasięgiem wzroku).

Wspomniane wcześniej usprawnienia graficzne też robią robotę. Ta gra wygląda fenomenalnie. Dbałość o każdy detal jest tu tak ogromna, aż brakuje słów. Wszystkie lokacje są niesamowicie dopieszczone. Wnętrza wyglądają bardzo realistycznie; zgadza się tu nawet układ pomieszczeń (potwierdzone przez architektę), że o przedmiotach, które można po drodze napotkać, nie wspomnę. Podróżując przez postapokaliptyczną Amerykę, zwiedzając kolejne biurowce, warsztaty, bary, hotele, a nawet muzea, ma się nieodparte wrażenie, że to miejsca prawdziwe, a nie renderowane przez grafików. Świetnie wyglądają też efekty pogodowe i świetlne, odbicia w wodzie, gęste od zarodników (po chwili w grze będziesz wiedział, co mam na myśli) powietrze w piwnicach. Wrażenie robi destrukcja otoczenia; pękające od strzałów szyby, beton niszczony siłą eksplozji itd. Doskonałe są też stoły warsztatowe, na których ulepsza się broń - miód! The Last of Us Part I zawstydza pod względem dbałości o szczegół masę współczesnych produkcji. Jeśli nie wszystkie...

The Last of Us Part Ifot. PlayStation

The Last of Us Part I to mimo wszystko trochę stracona szansa. I to mnie wkurza

Usprawniona rozgrywka, zwłaszcza podczas walki, nie jest jednak aż tak dobra, jak w wypadku The Last of Us Part II. Bohater porusza się sprawniej niż w oryginale z 2013 roku, ale wciąż nie potrafi sztuczek z sequela, z czołganiem na czele. Przeciwnicy są inteligentniejsi, ale nie wołają się - jak w dwójce - po imieniu. Lokacje są piękniejsze niż w wersji na PS3 i PS4, ale pozostają w gruncie rzeczy tymi samymi lokacjami co w pierwowzorze. Historia to 1:1 oryginał.

Szkoda, bo to stracona szansa, by The Last of Us odpicować jeszcze bardziej. Part I aż prosiło się o zmiany w systemie walki rodem z kontynuacji. Rozumiem, że te wymagałyby trochę inaczej skonstruowanych poziomów, ale to też jest rzecz, którą przywitałbym z otwartymi ramionami. Nie mówię tu o przebudowaniu całej gry, ale choćby o dodatkowych pomieszczeniach (do których zablokowano dostęp w oryginale prawdopodobnie przez sprzętowe ograniczenia), w których na gracza czekałyby nowe znajdźki, zapasy, może nawet przeciwnicy. Ogromnie żałuję też, że nie zdecydowano się niektórych obszarów otworzyć wzorem Seattle w części drugiej. Takie miasteczko Billa doskonale by się na większą i ciekawszą lokację zdecydowanie nadawało. Podobnie jak choćby teren uniwersytetu.

Przed odpaleniem gry zastanawiałem się też, jak twórcy podejdą do tematu świetnego przecież dodatku Left Behind. Miałem nadzieję na pełne włączenie go w strukturę narracyjną głównej opowieści, bo już ten zabieg powodowałby, że do czynienia mamy z zupełnie nową grą. Tymczasem Left Behind pozostaje jedynie krótkim dodatkiem; znów jeden do jeden pod względem zawartości zgodnym z oryginałem.

Brakuje za to trybu dla wielu graczy, który - jak wiemy - rozrasta się właśnie do rozmiarów osobnej produkcji. Tylko to pieśń przyszłości.

I to jest argument, żeby jednak 330 zł zatrzymać w portfelu.

The Last of Us Part Ifot. PlayStation

The Last of Us Part I to dopiero początek

Odświeżenie The Last of Us nie ukazuje się akurat teraz przez przypadek. Za chwilę (prawdopodobnie na początku 2023 roku) będziemy świadkami debiutu serialu, będącego adaptacją gry (HBO Max, w rolach głównych Pedro Pascall i Bella Ramsey). Za jakiś czas otrzymamy również podrasowaną pod możliwości PS5 odsłonę drugą gry. A także osobną produkcję mulitplayer. Ta ofensywa świata The Last of Us pokazuje, jak serio traktuje tę markę kierownictwo Sony i PlayStation. Nie zdziwiłbym się, gdyby za chwilę ogłoszono dodatkowo produkcję na smartfony. Bo że The Last of Us opuści świat PlayStation i wyląduje na komputerach osobistych, jest już pewne. Mnie całe to wzmożenie ogromnie cieszy, bo - łatwo się zorientować, prawda? - dla mnie to najlepsza i najważniejsza gra (a teraz już seria) w historii. Gdybym miał grać w tylko jedną produkcję do końca świata, byłoby to właśnie The Last of Us.

Nie grałeś? Zagraj. Grałeś? Zagraj

Dla niektórych usprawnienia, jakich doczekała się oryginalna gra, to może być za mało, by wydać raz jeszcze pełną kwotę. Rozumiem to. Dla niektórych tyle właśnie wystarczy. I to też rozumiem. Nie zrozumiem jednak tych, którzy jakimś cudem napisów końcowych po przygodzie Joela i Ellie nie zobaczyli, a przejdą wobec tego tytułu obojętnie. The Last of Us poznać nawet nie tyle wypada, co po prostu trzeba. To ta gra, która wykracza poza swoje ramy, to tekst kultury, dzieło sztuki.

The Last of Us Part I

  • Data premiery: 2 września 2022 roku
  • Twórcy: Naughty Dog
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Platformy: PlayStation 5
  • Ocena redakcji: 9,5/10

Plusy:

 minus  cudowna dbałość o detale, nie tylko graficzne;

 minus  usprawniona walka, sztuczna inteligencja przeciwników i sojuszników;

 minus  modele postaci, te błyski w oczach;

 minus  przepiękne lokacje;

 minus  to wciąż jedna z najlepszych gier w historii.

Minusy:

 minus  dodatkowe skórki to trochę za mało jak na dodatkową zawartość;

 minus  wysoka cena jak za remake/remaster remastera/rebuilt.

 

Zastrzeżenie: Kopię gry otrzymaliśmy bezpłatnie od wydawcy.

REKLAMA