Test zegarka sportowego Coros Vertix - ruch we właściwym kierunku

Na rynku zegarków sportowych karty od lat rozdaje wielka trójka: Garmin, Suunto i Polar. Do brydża siada jednak z nimi czwarty zawodnik - Coros. I naprawdę śmiało sobie poczyna. Po kilkumiesięcznym teście modelu Vertix wiemy już, że nie gra va banque. Ma w talii kilka asów, na przykład genialną baterię. 

Zegarek Coros Vertix Motor-Presse Polska
Fot. Motor-Presse Polska
Vertix to zegarek kierowany przede wszystkim do miłośników aktywności outdoorowych, jednak może również z powodzeniem pełnić funkcję sportowego asystenta w przypadku bardziej tradycyjnych dyscyplin, a nawet konwencjonalnego treningu siłowego. Dlatego recenzja tego modelu opiera się głównie na moich wrażeniach z pieszych i rowerowych wycieczek w górach, ale swoje trzy grosze pod koniec wrzuci również mój redakcyjny kolega, Piotr Makowski. Który Corosa sprawdził na biegowej ścieżce oraz w domowej siłowni.

REKLAMA

Vertix to zegarek outdoorowy pełną gębą

Już samo opakowanie zegarka jest wyjątkowe i sugeruje, chociaż nie, to złe słowo, lepsze będzie - krzyczy, że to naprawdę twardy zawodnik. Vertix przyjeżdża do redakcji MH w pancernej skrzyneczce, która - gdyby był większa - wyglądałaby jak etui na wyrzutnię rakiet przeciwpancernych. Generalnie pierwsze wrażenie, które można zrobić tylko raz, od razu stawia go na półce premium.      

Budowa zegarka

Zegarek na początku wydał mi się dość sporych rozmiarów, jednak wystarczył rzut oka na propozycje konkurencyjnych firm, które akurat były w redakcji, żeby zorientować się, że wcale nie odstaje od nich gabarytami. Topowe modele już tak po prostu mają, że muszą emanować siłą, energią i dynamiką. A trudno to wykrzesać z małej, płaskiej formy. Ostatecznie zresztą design tak wyraźnie związany z funkcjonalnością to ogromny plus modelu Vertix - nic w jego wyglądzie nie pozostawia wątpliwości, że to zegarek outdoorowy, co oznacza jednocześnie, że nie będzie on raczej świetnym kompanem dla koszuli i marynarki.

Są też przypadki, kiedy za taki konkretny, przyciągający spojrzenia zegarek, przychodzi zapłacić wyższą cenę. W czasie zimowych wędrówek, kiedy miałem na sobie bluzę z szerokim, dość opiętym mankietem, na nadgarstku robiło się dość ciasno. Jeśli dodamy do tego rękaw kurtki okaże się, że dokopanie się do zegarka wcale nie jest takie proste i wygodne. Tu rozwiązaniem może być założenie zegarka na rękaw, ale tylko pod warunkiem, że tętno odczytuje się z pasa na piersi.

Vertix jest bardzo lekki. Producent podaje masę zaledwie 76 g razem z paskiem (54 g bez niego), moja domowa waga wskazała 75 g. Pasek jest wykonany z miękkiego, przyjemnego w dotyku silikonu, który pozostaje miły dla skóry nawet po wielu godzinach na spoconym nadgarstku.

Koperta została wykonana z tytanu oraz plastiku, a przykrywa ją szafirowe szkiełko. Sprawia naprawdę pancerne wrażenie i tę cechę ostatecznie dowozi. Po kilku miesiącach używania zegarek wygląda zupełnie jak nowy. Nie ma na nim żadnych śladów używania. Fakt, nie starałem się go specjalnie uszkodzić, ale i przecież nie przykładałem absolutnie żadnej uwagi do tego, by jakoś szczególnie o niego dbać. Pod tym względem naprawdę wysoka nota.  

Obsługa modelu Vertix

W tym momencie pojawia się pierwszy z zapowiadanych asów, czyli wyjątkowy dla marki Coros sposób obsługi zegarka, poprzez przycisk (wybór opcji) będący jednocześnie pokrętłem (przewijanie opcji). Takie rozwiązanie okazuje się niezwykle intuicyjne i świetnie sprawdza się w praktyce. Obsługa pokrętła jest wygodna nawet w rękawicach.  

Na początku miałem wrażenie, że chodzi ono nieco zbyt lekko, jakby było obluzowane, jakoś brakowało mi w tym ruchu lekkiego oporu, kojarzącego się z produktem klasy premium. Potem jednak zdałem sobie sprawę, że kapryszę. Wspomniana lekkość w niczym bowiem nie przeszkadza, nie sprawia, że przypadkowo przechodzimy do kolejnego ekranu, trudno więc czynić z niej merytoryczny zarzut. Ot, problemy pierwszego świata.

No i skoro już przy centrum operacyjnym jesteśmy - będą z niego zadowoleni zarówno prawo-, jak i leworęczni. Obraz na wyświetlaczu zegarka można bowiem obrócić o 180 stopni, dzięki czemu każdy będzie miał wygodny dostęp do przycisków. Super sprawa. 

W ramach wymieniania problemów pierwszego świata wspomnę jeszcze o domyślnym ustawieniu nieco zbyt ciemnego ekranu. W standardzie Vertix jest po prostu odrobinę zbyt mało czytelny; na szczęście to ustawienie można swobodnie zmienić, a nawet przypisać zegarkowi godziny, w których świecić ma jaśniej. To rozwiązanie więcej niż bardzo dobre, bo pozwala dopasować zegarek dokładnie pod siebie i swoje oczekiwania. Przy czym ten jaśniejszy tryb nie wpływa aż tak bardzo, jak by się to mogło początkowo wydawać, na zużycie baterii. Wspominałem jednak o tym pierwszym wrażeniu, a to jest w tym wypadku nie najlepsze; trzeba chwilę pogrzebać w ustawieniach, by kolorowy i czytelny wyświetlacz Corosa docenić. 

Bateria - świetny czas pracy 

No to teraz czas na drugiego asa. Albo i nawet jokera, bo czas pracy na baterii jest po prostu rewelacyjny. I to pomimo faktu, że nie udało mi się wycisnąć z zegarka tyle, ile deklaruje producent, który w opisie produktu podaje 60 godzin działania z włączonym GPSem oraz 150 godzin w trybie UltraMax GPS (dla porządku dodajmy, że w trybie "po prostu zegarka" Vertix może działać na jednym ładowaniu nawet półtora miesiąca. Wow.

Sprzęt miałem ze sobą na kilkunastu całodniowych wycieczkach pieszych i rowerowych. Nigdy nie wróciłem do domu mając poniżej 80% naładowania baterii. Czas pracy GPS był w czasie wyjazdów różny, maksymalnie sięgał 8 godzin. 

Na podstawie tych doświadczeń uważam, że tych godzin niestety nie da się z mojego egzemplarza wycisnąć. Ale i tak jest bosko, bo można bezpiecznie założyć, że jednorazowe naładowanie wystarczy na 4-5 dni operowania w terenie, w zależności od tego, jak długo będziemy nagrywać ślad. 

No i warto podkreślić, że pod względem czasu pracy zegarek równie dobrze spisywał się na mrozie. W czasie zimowej wycieczki, kiedy której temperatura przez duża część dnia oscylowała w okolicach -8°C, nie zauważyłem szybszego rozładowywania się baterii. 

Zegarek Coros Vertix Motor-Presse Polska
Praca na mrozie do -8°C nie wpływała negatywnie na czas pracy baterii. Fot. Motor-Presse Polska

Pomiar pulsu z nadgarstka

Nie dysponowałem czujnikiem tętna umieszczonym na pasie piersiowym, który daje najdokładniejsze rezultaty, dlatego korzystałem jedynie z pomiaru pulsu z nadgarstka. I z tym pomiarem Vertix nie radził już sobie tak wzorowo.  

Z zadziwiającym zjawiskiem spotkałem się w czasie kilku wycieczek górskich na trasach o długości 25-35 km i podejściami w granicach 1100-1200 m. Otóż okazywało się, że według Vertixa pokonywałem je ze średnim tętnem w granicach 90 uderzeń na minutę. Biorąc pod uwagę, że średnia prędkość marszu kształtowała się w granicach 4-5 km/h, byłoby to naprawę spore osiągnięcie. 

Żeby była jasność - nie jestem maratończykiem ani w ogóle biegaczem. Po prostu 2-3 razy w miesiącu chodzę po górach. Na kondycję nie narzekam, ale za sportowca żadną miarą uznać mnie nie można i w takie cuda jak tętno, które rzadko kiedy wchodzi w zakres rozgrzewki, jednak nie wierzę. 

Zwłaszcza że zaciekawiony kilka razy obserwowałem zegarek w czasie podejść, kiedy czułem, jak serce dość mocno mi pracuje. A tętno na wyświetlaczu odpowiadało seansowi najnudniejszego serialu na świecie. I nie wskakiwało na odpowiedni poziom z opóźnieniem kilkunastu/kilkudziesięciu sekund, jak to często bywa w przypadku pomiaru z nadgarstka. 

O dziwo, w trakcie wycieczek rowerowych ze zdecydowanie wyższym średnim tętnem żadne większe problemy z pomiarem pulsu już nie rzucały mi się w oczy.   

Vertix - Pan dokładny

Jeśli chodzi o nagrywanie śladów, do Vertixa nie można mieć jakichkolwiek zastrzeżeń. Tracki są bardzo dokładne, nie ma na nich żadnych przerw czy dziwnych skoków w bok. Vertix precyzyjnie podaje również wysokość, z czym problemy często mają konkurenci. Zegarek ani razu mi się nie zawiesił, ani nawet nie złapał krótkiego freeza i mogłem na nim polegać w prawie każdym momencie. 

Czemu prawie? Już przechodzę do tej łyżki dziegciu, ale najpierw oczywiście beczka miodu. Zaraz będzie o nawigowaniu po wgranym tracku, ale skoro ma być o tym, najpierw muszę kilka słów poświęcić dedykowanej aplikacji.

Po pierwsze, trzeba to podkreślić, zegarek łączy się z nią błyskawicznie i bez żadnych problemów. W tej kwestii nigdy nie wywinął mi żadnego numeru. Wystarczy, że telefon jest w trybie Bluetooth i synchronizacja danych przebiega automatycznie.  

Po drugie, jest intuicyjna (podobnie jak system operacyjny w zegarku) w obsłudze nawet przez człowieka, który nie miał wiele do czynienia z podobnymi urządzeniami. Wiem to na pewno, kolega opowiadał. Apkę można łątwo zsynchronizować z oprogramowaniem zewnętrznym, np. Stravą, w której pojawią od razu trasy nagrane Vertixem.    

Po trzecie, wszystkie dane podane są w atrakcyjny graficznie, przejrzysty sposób. Widać, że ktoś spędził sporo czasu nad tym, żeby to oprogramowanie było przyjazne dla użytkownika. I dał radę. 

No to gdzie jest problem? W nawigowaniu po wgranym tracku, a konkretnie w prowadzeniu po śladzie w trybie heading up. Zdarzyło mi się, że obraz na wyświetlaczu nie dość, że nie chciał się ustawić w odpowiednim kierunku, to jeszcze ślad tańczył po tarczy, co chwilę się przekręcając. I to pomimo skalibrowania kompasu, od którego zaczynałem wycieczkę. Starałem się oddać to na poniższym filmie, choć słońce nie ułatwiało mi zadania. 

 

Z taką sytuacją miałem do czynienia kilka razy, choć przez większość czasu nawigowanie w tym trybie działało poprawnie. A sama obsługa nawigacji jest bardzo dobra, dzięki dotykowemu ekranowi (przesuwanie śladu) oraz wielokrotnie wspomnianemu już pokrętłu (zmiana skali).

Zdanie "odrębne" - Vertix w siłowni

Wow, jaki on jest lekki. To było moje pierwsze wrażenie, gdy autor tej recenzji na kilka treningów siłowych udostępnił mi Vertixa. To robi robotę, bo fajnie jest w trakcie ćwiczeń o zegarku przypominać sobie tylko wtedy, gdy chce podejrzeć się treningowe dane. Przy tym sprzęt nie tylko sprawia wrażenia solidnego - on taki jest. Przerzuciłem w nim trochę żelastwa, zupełnie na niego nie uważając, i byłem naprawdę zdziwiony, że nic, naprawdę nic nie świadczyło po tych sesjach o tym, że ktokolwiek miał ten zegarek kiedykolwiek na ręce. Wielkim plusem jest szafirowe szkło, bo po pierwsze, trudno je ubrudzić nawet naprawdę spoconymi dłońmi, a po drugie, nawet podczas rwania kettla, można być o zegarek raczej spokojnym. Chociaż mimo wszystko polecam jednak przed tym akurat ćwiczeniem zdjąć Vertixa z przegubu.

Z Vertixem zrobiłem kilka CrossFitowych WOD-ów oraz kilka klasycznych sesji siłowych, zabrałem go też kilka razy na rower. Sprzęt sprawdził się w każdym z tych wypadków, ale za każdym razem pozostawił też drobny niedosyt.

Po pierwsze, tętno z nadgarstka. Było dokładne, gdy leżałem na ławeczce z hantlami, ale gdy już zabierałem się do siadów z ciężką sztangą, sprzęt trochę się gubił. Cztery powtórzenia z ciężarem submaksymalnym zawsze wrzucają mnie do strefy czwartej czy piątej, a tu Vertix pewien był, że wciąż jeszcze się rozgrzewam. Drugi zegarek, który sparowany miałem z pasem na piersi, pokazywał w tym momencie zupełnie inne tętno, wyższe o kilkadziesiąt jednostek.

To ogromna różnica, ale nie ma co skreślać przez to Vertixa. Trzeba zdać sobie po prostu sprawę z faktu, że tętno odczytywane z nadgarstka nigdy nie będzie tak dokładne jak to, które odczytują elektrody na klatce piersiowej. Na tym polu średnio radzą sobie wszyscy producenci - i w sumie dobrze byłoby, gdyby na starcie wszyscy się do tego przyznali.

Z kolei jadąc rowerem i sprawdzając te pomiary w czasie rzeczywistym, przy okazji mocniej zaciskając dłonie na kierownicy (co Vertixowi zdecydowanie utrudnić miało jeszcze sprawę), zauważyłem kolejną ciekawą rzecz. Podczas sprintu moje tętno wyraźnie skoczyło, ale Coros zdawał się tego nie zauważyć, nawet po chwili. Analizując i zestawiając jednak wykresy tętna już w domu, stwierdziłem, że w tym momencie zegarek jednak poprawnego odczytu musiał dokonać, bo na wykresie widać wyraźne wzniesienie. Sprawa trochę dziwna, soft na pewno wymaga tu pewnego dopracowania.

Zwłaszcza że z tętnem wiąże się przecież szacunkowa liczba kalorii, którą spaliło się podczas ćwiczeń. A to dla tych, którzy trenują, by pozbyć się nadprogramowych kilogramów, ma niemałe znaczenie. W końcu chodzi przecież o ujemny bilans kaloryczny - tutaj błąd w szacunkach nawet w zakresie kilkudziesięciu kcal decydować może o sukcesie bądź porażce.

Świetne za to są treningi, które można pobrać ze strony producenta i wgrać je do zegarka. Ten bajer, zwłaszcza dla początkujących, to więcej niż dodatkowa korzyć. Vertix jest w stanie niemal zastąpić trenera, prowadząc za rączkę przez treningi biegowe, kolarskie, a nawet siłowe. Bardziej zaawansowani użytkownicy pewnie nie będą z takiego dobrodziejstwa korzystać, jednak dla tych, którzy po sportowy zegarek sięgają zieloni, albo po prostu potrzebują zewnętrznej motywacji, będzie to prawdziwa petarda.

Podsumowując na szybko; jeśli Coros Vertix sprawdza się w outdoorze, można śmiało uznać go za świetny, wszechstronny zegarek sportowy. Bo w siłowni, na rowerze, podczas biegu sprawdza się również wzorowo. Z tym zastrzeżeniem, że do treningów o stopniu zaawansowania większym niż  niedzielna przejażdżka rowerami z rodziną, niezbędny będzie też pas na pierś.

Coros Vertix ma mnóstwo zalet i tylko kilka wad

Gdybym miał wymienić jedną cechę Vertixa, której najbardziej będzie mi brakować, nie mam najmniejszych wątpliwości, że to rewelacyjna wprost bateria. Biorąc pod uwagę zastosowania outdoorowe, już ona jedna tworzy konkurencyjną przewagę, którą trudno zignorować. 

To jednak oczywiście nie koniec. Firma Coros stworzyła zegarek, który ma naprawdę niewiele wad:  

Plusy

  • rewelacyjna bateria
  • wygodna obsługa unikalnym przyciskiem/pokrętłem 
  • wysoka precyzja nagrywania śladów i pomiaru wysokości
  • pancerna konstrukcja
  • dobrze zaprojektowana aplikacja mobilna

Minusy

  • mało precyzyjny pomiar tętna w niskim zakresie
  • zbyt ciemny domyślnie wyświetlacz
  • okazjonalne problemy z nawigowaniem w trybie heading up
  • wejście na kabel ładujący ukrywa gumowa zaślepka, którą tak łatwo zgubić...

 

Zegarek Coros Vertix do testu udostępnił dystrybutor, firma Raven. Cena: 2799 zł.   

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA