Test zegarka Coros Vertix 2 – jeszcze więcej mocy

Ma rewelacyjną baterię, której nie znajdziesz u konkurencji, a także szereg innych unikalnych cech, które czynią go rewelacyjnym kompanem w terenie. Druga wersja modelu Vertix to prawdziwy outdoorowy potwór.

Zegarek Coros Vertix 2 Max Pflegel
Fot. Max Pflegel

Wypuszczając na rynek pierwszą wersję Vertixa, firma Coros postrzegana była trochę jak młodszy brat wielkiej trójcy produkującej zegarki sportowe: Garmina, Polara i Suunto. Przy drugiej nie ma już jakiejkolwiek mowy o pozycji underdoga - sukces Vertixa 1 zawiesił poprzeczkę naprawdę wysoko.

O tym sukcesie piszemy bez najmniejszego wahania, ponieważ Vertix 1 również był na testach w redakcji Mens's Health i zostawił po sobie naprawdę świetne wrażenie. Więcej na temat tego zegarka przeczytasz w poniższej recenzji:

REKLAMA

Sprawdź: test zegarka sportowego Vertix 1

Po tak udanym debiucie na najwyższej półce sprzętowej i cenowej przyszło zadanie może nawet jeszcze trudniejsze. Poprawić produkt bardzo wysokiej klasy i udowodnić, że sukces nie był przypadkiem. No i namówić klientów do wydania jeszcze większych pieniędzy, ponieważ Vertix 2 kosztuje aż 3299 zł. Za jedynkę w momencie premiery trzeba było zapłacić 2799 zł, obecnie na stronie dystrybutora tools4action.com jest wyceniona na 2349 zł.

Czy warto sięgnąć do portfela aż tak głęboko? Odpowiedź znajdziesz pod koniec recenzji pisanej z punktu widzenia - co należy podkreślić - użytkownika outdoorowego, a nie sportowca, korzystającego na co dzień intensywnie z funkcji treningowych zegarka. 

Wygląd i rozmiar zegarka Coros Vertix 2

W kwestii designu nie ma specjalnych wątpliwości: to ewolucja, nie rewolucja. Na kopercie zegarka pojawiło się kilka detali, które sprawiają, że jest jeszcze bardziej atletyczny niż poprzednik. I słowo „atletyczny” nie jest użyte przypadkowo: sprzęt robi naprawdę mocarne wrażenie. Jeśli ktoś chce, żeby jego zegarek przykuwał wzrok i wysyłał komunikat: „Nie boję się żadnego wyzwania”, z Corosem na nadgarstku będzie czuł się wyśmienicie. Warto tylko pamiętać, że aby komunikat był spójny, sam nadgarstek powinien pasować atletyką. Mój ma w tej dziedzinie pewne braki, więc z Vertixem 2 na ręce czułem się nie do końca komfortowo.   

Zwłaszcza że zegarek trochę urósł, a jego waga z paskiem wzrosła z 76 g do 89 g. I to niby tylko kilkanaście gramów, ale tę masę już się czuje. W porównaniu do wersji pierwszej stał się grubszy zaledwie o jedną dziesiąta milimetra (15,6 do 15,7 mm), a więc nie do zauważenia, ale koperta rozrosła się już o 3,3 mm w każdą stronę: z 47 x 47 mm do 50,3 x 50,3 mm. Dwójka jest więc po tych zmianach naprawdę potężna.

Zegarek Coros Vertix 2Max Pflegel
Bryła Vertixa 2 jest potężna. To naprawdę kawał zegarka. Fot. Max Pflegel

 

Pokaźne gabaryty zegarka dają się odczuć w codziennym użytkowaniu. Nie mogłem na przykład zapiąć na zegarku mankietu ulubionej outdoorowej koszuli, a podczas zakładania plecaka zegarek zahaczał czasem o jego paski. Nie wyobrażam też sobie, żeby w nim spać, a przecież wiele osób to robi, aby zbierać dane dotyczące jakości snu. Chociaż jeśli nie śpisz jak ja, z rękami pod głową, problem ten może nie będzie spędzać Ci snu z powiek.

Aha – warto dodać, że zmalało za to opakowanie. Jedynka była sprzedawana w potężnej, wykonanej z tworzywa sztucznego skrzynce godnej bazooki. Dwójka przyjeżdża w zdecydowanie subtelniejszym opakowaniu. I to jest według mnie ruch w dobrym kierunku, chociaż można zrobić więcej. Chciałbym bowiem, aby producenci jeszcze bardziej zredukowali ilość niepotrzebnego balastu, jakim jest opakowanie, które po transmitowanym na cały świat unboxingu odkładamy na półkę, by leżało tam bezczynnie.

Jasne, niby można je do czegoś wykorzystać, co nawet sugeruje sam producent, ale umówmy się, to tylko mydlenie oczu. Rozumiem, że to produkt klasy premium, że przy tej cenie liczy się otoczka, ale zużywanie takiej ilości plastiku budzi jednak we mnie sprzeciw. Dyskretny kartonik byłby naprawdę wystarczający – zegarek broni się i bez dodatków (no i po niespodziance...). Coros, roger that?

Zegarek Coros Vertix 2Max Pflegel
Minimalistyczny kartonik zamiast plastikowej walizki jednorazowego użytku nie odjąłby punktów od prestiżu. Fot. Max Pflegel

Materiały i odporność konstrukcji

Tu ponownie nie ma większych zmian. Szkło nie może być bardziej szafirowe, a koperta bardziej tytanowa. W Vertixie 2 dodano do niej jednak specjalną powłokę PVD, która ma przedłużyć trwałość koloru, ale nie wiem, czy będziemy żyli na tyle długo, żeby docenić jej znaczenie.

Dalej jest więc naprawdę pancernie. Zegarek testowałem przez 2 miesiące i już chciałem napisać, że w tym czasie nie pojawiły się na nim absolutnie żadne ślady używania, jednak drążyłem i drążyłem, by w końcu oglądając go dokładnie pod światłem latarki dostrzec drobną ryskę na kopercie. Nie poddawałem zegarka jakimś specjalnym testom uderzeniowym, ale z ciekawości nosiłem go wielokrotnie w kieszeni plecaka razem z innymi przedmiotami, w tym z kluczami. I taki teścik zniósł w zasadzie śpiewająco, bo ryska jest naprawdę minimalna.

Wiem, że to może być uznane za kapryszenie, ale przy takiej cenie fajnym dodatkiem byłaby powłoka antyrefleksyjna. Nie jest oczywiście kluczowa, ale wolałbym taki bonus zamiast plastikowej skrzynki jednorazowego użytku. 

Wyświetlacz Vertixa 2

Większe rozmiary koperty są uzasadnione rozbudową wyświetlacza, który urósł z 1,2 cala do 1,4 cala, a na dodatek jego rozdzielczość wzrosła z 240x240 do 280x280 pikseli. Teoretycznie lepiej, jak jest więcej, ale w praktyce ta zasada nie zawsze się sprawdza. Po tym, jak używałem obu wersji Vertixa, stwierdzam, że nieco większy ekran nie wnosi dużej wartości dodanej w codziennej obsłudze zegarka. Ja nie dostrzegam specjalnej różnicy, a wolałbym mniejszą kopertę. Rozumiem jednak, że ta zmiana była naturalną i logiczną konsekwencją wprowadzenia nowej funkcji, czyli obsługiwanych dotykowo map, które potrzebują możliwie dużej sceny.

Jeśli chodzi o samo wyświetlanie informacji, nie mam zastrzeżeń. Rozdzielczość robi swoje i obraz jest ostry, aż przyjemnie popatrzeć na dane prezentowane na ekranie. Do ideału jednak trochę brakuje. Wolałbym bowiem, aby wyświetlacz był nieco jaśniejszy. A jeszcze bardziej wolałbym, żeby Coros dał mi możliwość samodzielnej regulacji stopnia jego podświetlenia.

Niby rozumiem, że to drenuje baterię, przez co cyferki w opisie zegarka byłyby mniej imponujące, ale – o czym za chwilę – energii jest tyle, że Vertixa można by używać jako powerbanka. A wygoda korzystania z zegarka skorzystałaby na tym, bo wyświetlacz jest po prostu nieco zbyt ciemny. Żeby uściślić: rodzi to lekki dyskomfort raczej wtedy, gdy korzystamy z zegarka w pomieszczeniach. W terenie nie miałem już takiego wrażenia.   

Zegarek Coros Vertix 2Max Pflegel
W terenie jest ok, ale już w pomieszczeniach wyświetlacz Vertixa 2 jest nieco zbyt ciemny. Fot. Max Pflegel

Bateria – czas pracy zegarka

I tak płynnie przeszliśmy do największej zalety Vertixa 2. Jego bateria jest absolutnie genialna. Nie będę tu powtarzał cyferek za producentem, podzielę się za to z Tobą praktycznymi obserwacjami, które są moim zdaniem o wiele bardziej obrazowe.

W przypadku Vertixa 1 nie zdarzyło mi się nigdy, aby w ciągu dnia (8-9 h pracy GPS) zegarek zużył więcej niż 20% baterii. Wystarczała ona więc aż na 5 dni operowania w terenie. W Vertixie 2 jest dwa razy lepiej. Na jednym ładowaniu można nagrywać ślady aż przez 10 dni! Podczas żadnej wycieczki (najdłuższa trwała 9,5 h) nigdy nie zużyłem bowiem więcej niż 10% zapasu energii. A mówię o pracy w trybie wykorzystywania wszystkich systemów satelitarnych (GPS, GLONASS, Galileo, QZSS i Beidou). To jest nokaut – takiej baterii nie znajdziesz u konkurencji.

Najbardziej wymagającą próbą baterii, jaką wymyśliłem, było odpalenie zegarka w pożerającym najwięcej prądu trybie łączności z wszystkimi systemami satelitarnymi w podwójnej częstotliwości podczas dnia pracy, kiedy przebywam głównie w budynku. Sygnał satelitarny jest więc słaby i zegarek cały czas musi go szukać. W takiej formule prawie 9 h pracy zużyło 17% baterii Vertixa 2.

Aż zacząłem się zastanawiać, czy taki zapas mocy jest mi do czegokolwiek potrzebny. Nigdy nie byłem przecież na wyprawie, na której nie miałbym przez 10 dni możliwości naładowania zegarka. A ten, co warto podkreślić, ładuje się błyskawicznie. Sprawdzałem to w różnych konfiguracjach, również z powerbankiem, i moc uzupełnia się w tempie mniej więcej 1% na minutę. Wystarczy więc naprawdę chwila, aby podładować go na kolejny dzień pracy. Do pełna zegarek ładuje się w około 1 h 40 min (no, prawie do pełna, bo ostatnie 1-2% idą wyraźniej wolniej).

Pulsometr – dokładność pomiaru tętna

W przypadku Vertixa 1 do pracy pulsometru miałem pewne zastrzeżenia, więc dwójkę postanowiłem  poddać wymagającej próbie. Podczas kilku wycieczek pieszych i rowerowych naraziłem się na zdziwione (by nie rzec zdegustowane) spojrzenia i poruszałem się jednocześnie z dwoma zegarkami. Vertixa przełączyłem na lewą rękę (przydatny bajer), a na prawej wylądował Polar Grit X sparowany z czujnikiem tętna na piersi, dającym znacznie dokładniejsze wyniki niż odczyt z nadgarstka. Okazało się, że różnice między wskazaniami obu zegarków były spore.

Największa wystąpiła podczas intensywnej jazdy na rowerze, kiedy przez półtorej godziny pedałowałem z bardzo wysoką kadencją, żeby utrzymać tętno na możliwie wysokim poziomie. Polar z czujnikiem pokazał mi z treningu średnie tętno 153 uderzenia na minutę, a Vertix zaledwie 123 uderzenia. Prawdziwa przepaść. Wysiłek był dla mnie naprawdę duży, więc nie mam wątpliwości, że wynik z Corosa był bardzo daleki od rzeczywistości. Uprzedzam pytania – zegarek miałem zapięty na nadgarstku mocno. Jeszcze jedna dziurka więcej i nacisk paska przerodziłby się już w wyraźny dyskomfort.

Żeby się upewnić, test w podobnych warunkach powtórzyłem - i wtedy było już trochę lepiej, ale różnica wciąż przekraczała 20 uderzeń na minutę. W przypadku sportowca, który ma trenować w konkretnej strefie tlenowej, to jednak o wiele za dużo.

Przy zwyczajnej wycieczce rowerowej, kiedy nie wypluwałem płuc, było już zdecydowanie lepiej. Różnica sięgała zaledwie jednego uderzenia (średnia 118 do 119). W przypadku wysiłku o jeszcze mniejszej intensywności, czyli całodziennego marszu po górach, również było dobrze i różnica sięgała 4 uderzeń na minutę (średnia 111 do 115).

Przeprowadzałem też testy, wbiegając po schodach. Tym razem Polar był już bez czujnika na pasku na piersi, bo chciałem bezpośrednio porównać, jak oba zegarki czytają puls z nadgarstka. Próbowałem wiele razy i uśredniając na oko, mogę powiedzieć, że Vertix był wyraźnie wolniejszy i później od modelu Grit X pokazywał wzrost tętna wywołany wysiłkiem.

To niestety jeszcze nie koniec uwag. Pewnego razu bowiem pulsometr Corosa sprawił, że o  mało nie dostałem zawału serca. A właściwie to on mi ten zawał niespodziewanie pokazał. Na jednej z wycieczek kupiłem w schronisku piwo i potem wygrzewałem się z nim na słońcu. Piękne widoki, ciepełko, jednym słowem – sielanka. Tętno musiało mi spaść do poziomu żółwia z Galapagos. W pewnym momencie rzuciłem przypadkiem okiem na tarczę zegarka i ku swojemu niedowierzaniu zobaczyłem tam absurdalny wynik: 202 uderzenia na minutę.

Zegarek Coros Vertix 2Motor-Presse Polska
Przypadkowy rzut oka na tarczę zegarka w czasie przerwy w marszu wprawił mnie w konsternację.

 

A dodajmy, że nie jestem sportowcem, tylko niewytrenowanym osobnikiem w połowie czwartej dekady życia, więc moje tętno maksymalne nie może raczej przekraczać 180 uderzeń na minutę. Przeraziłem się i wejrzałem szybko w głąb siebie, ale na szczęście znalazłem tam jedynie niezmąconą taflę górskiego jeziora. Absolutny spokój.

Po powrocie do domu spojrzałem na wykres tętna i okazało się, że moja wydumana wizyta w piątej strefie tlenowej nie była chwilowym wyskokiem, tylko trwała prawie 8 minut, a w jej szczytowym momencie zegarek zanotował aż 219 uderzeń na minutę.

Wykres tętna z zegarka Coros VertixMotor-Presse Polska
Moje tętno podczas odpoczynku przy piwie sięgnęło aż 219 uderzeń na minutę.

 

W obliczu tych zaburzeń pracy czujnika tętna mam pewne wątpliwości co do reklamowanej przez producenta możliwości wykonania za pomocą zegarka elektrokardiografii (EKG) i pomiaru zmienności rytmu zatokowego (HRV). A także co do sensowności określania poziomu stresu, w wyznaczaniu którego dane z pulsometru mają znaczenie.

Trzeba też podkreślić, że dane dotyczące pulsu są niezbędne do szacowania zużycia energii podczas wysiłku, zatem ilość spalonych kalorii pokazywana przez aplikację może również budzić wątpliwości.   

Wygoda obsługi

Coros poszedł inną drogą niż pozostali producenci i opracował unikalny system obsługi zegarka przy pomocy pokrętła. Obracając nim wybiera się funkcje, a wciskając zatwierdza wybór. Ja od razu to rozwiązanie pokochałem, jest to według mnie jedna z tych drobnych zmian, po których życie użytkownika elektroniki już nigdy nie jest takie samo.

Pod tym względem Vertix 2 nie wprowadza w stosunku do jedynki wielkich zmian. Dalej jest więc tak samo dobrze. Obsługa jest prosta i precyzyjna nawet w rękawiczkach. A różnicę między tym, a tradycyjnymi rozwiązaniami, mogłem poczuć szczególnie wtedy, gdy na drugiej ręce miałem Polara Grit X. Wciskanie jego guzików doprowadzało mnie do szału, kiedy po Corosie mogłem wygodnie nawigować pokrętłem.

Vertix 2 ma dodatkowo dwa przyciski. Górny służy wyłącznie do uruchamiania podświetlenia, a dolny do wywoływania menu z funkcjami zegarka. Jest równocześnie przyciskiem powrotu. I to właśnie jego używanie jest łyżką dziegciu w tej beczce miodu. Normalnie jego przyciśnięcie przenosi z powrotem o jeden poziom. Jest jednak taki moment, że zamiast wracać w ten sposób do menu z funkcjami, przenosi nagle z powrotem do tarczy zegarka. Niby drobiazg, ale wyjątkowo nielogiczny i przyznam, że doprowadza mnie do szału. Rzecz koniecznie do poprawki. Czy Coros mnie słyszy?

Mapy świata w trybie offline

Od dawna w czasie wycieczek i wypraw nawiguję przy pomocy smartfona. Ten jednak rozładowuje się wtedy w mgnieniu oka, więc na mapy dostępne w zegarku z takim kosmicznym zapasem mocy jak Vertix 2 byłem naprawdę napalony. I być może to właśnie zbyt wysokie oczekiwania sprawiły, że ostatecznie się tą funkcją rozczarowałem.

W praktyce okazało się bowiem, że ekran Vertixa 2, chociaż urósł, jest niestety wciąż o wiele za mały, żeby wygodnie korzystać z map i planować przy ich pomocy trasę w terenie. Bo do tego niezbędna jest pewna perspektywa, a kiedy mapa jest w potrzebnym do jej uzyskania oddaleniu, staje się mało czytelna. Nie pomagają też blade kolory mapy oraz rozdzielczość ekranu, która jest wystarczająca we wszystkich pozostałych funkcjach, ale w przypadku map okazuje się niestety zbyt niska, aby dać wystarczająco wyraźny obraz. Trzeba też pamiętać, że na mapie nie ma żadnych nazw, co utrudnia orientację w terenie. Możliwe, że jest jednak koniecznym zabiegiem, żeby zachować jaką taką czytelność.

Zegarek Coros Vertix 2Motor Presse-Polska
Mapy w Vertixie 2 nie są opisane - nie znajdziesz na nich nazw ulic, rzek, czy szczytów. 

 

Szału nie ma także z samym nawigowaniem po mapach. Przesuwa się je palcem, a pokrętłem zmienia przybliżenie/oddalenie. I to oczywiście działa w miarę skutecznie, jednak przyzwyczajony do responsywności ekranu smartfona byłem mocno zawiedziony tym, jak ślamazarnie reaguje zegarek. I jasne, porównanie nie jest sprawiedliwe, bo to przecież zupełnie inne kategorie produktów, mające zupełnie inne możliwości. Jednak w tym wypadku służą do tego samego i na tle smartfona zegarek niestety nie dowozi. 

Nie znaczy to oczywiście, że mapy są bezużyteczne. Wszystko zależy od tego, czego potrzebujemy. Są przecież sytuacje, kiedy smartfona nie mamy, albo musimy oszczędzać jego baterię. I w takich momentach trudno już grymasić, że coś działa zbyt powoli. Z map w Vertixie 2 powinny też być bardzo zadowolone osoby, które nawigują przy pomocy papierowej mapy i czasem nie są pewne, w którym dokładnie miejscu się znajdują. Rzut oka na nadgarstek wydatnie pomoże to ustalić. To także fajna funkcja dla osób, które trasę planują w domu, a potem do zegarka wgrywają track i się po nim poruszają. Dzięki mapie nie będą miały w terenie żadnych wątpliwości, po której ścieżce prowadzi zaplanowana wcześniej trasa.

Zastosowań jest więc sporo. Mapy w zegarku okazały się po prostu mało przydatne przy moim dość improwizowanym stylu turystyki, kiedy o wyborze konkretnej ścieżki, albo szlaku, często decyduję już podczas wędrówki.

Aplikacja Coros

W kwestii oprogramowania jest po prostu rewelacyjne. Aplikacja bezproblemowo paruje się z zegarkiem, dane z treningów i wycieczek zgrywają się automatycznie, wszystko dzieje się samo. Aplikacja jest bardzo przejrzysta, estetyczna, dane prezentowane są czytelnie, trudno mieć tu jakiekolwiek zastrzeżenia. Już od pierwszej chwili czuję się, jakbym używał jej od lat.

Na szczególną pochwałę zasługuje możliwość bardzo głębokiej personalizacji wielu funkcji. Samych tarcz zegarka, różniących się stylistyką i ilością oraz rodzajem wyświetlanych informacji, jest w tej chwili aż 48, więc każdy powinien znaleźć taką, która mu odpowiada. 

Bardzo podoba mi się możliwość dowolnej konfiguracji tarcz zegarka wyświetlanych podczas rejestracji treningu. Do każdego rodzaju aktywności można dopasować nie tylko ilość samych tarcz, ale też ich podział: od dwóch do ośmiu pól, a z każdym można powiązać dowolną informację. Mistrzostwo świata.

Do aplikacji mam w sumie tylko jedno zastrzeżenie. Podczas wyświetlania szczegółów śladu brakuje mi pewnych informacji. Jest tam na przykład ogólny czas wycieczki/treningu, ale brakuje mi już podziału na czas w ruchu i postoje. Rozumiem, że nie jest to przydatne sportowcowi, który raczej przez cały czas treningu się rusza, a kiedy się zatrzymuje, może na chwilę zatrzymać zapis, ale w przypadku turysty takie dane są już ciekawe i użyteczne.

Nie chce mi się włączać pauzy za każdym razem, kiedy zatrzymuję się na zrobienie zdjęcia, zjedzenie kanapki, czy wypicie piwa. Chcę jednak wiedzieć, jaki czas w ciągu dnia maszerowałem. A także z jaką robiłem to prędkością. Tymczasem aplikacja pokazuje mi w podsumowaniu tylko średnią prędkość razem z postojami.

Zegarek Coros Vertix 2Motor-Presse Polska
Aplikacja wyświetla w podsumowaniu wycieczki zbyt mało danych.

 

Te dane są rejestrowane, bo kiedy przerzuciłem nagrany zegarkiem track do programu Locus Map Pro, którego używam na co dzień, wszystkie te informacje zobaczyłem. Z jakichś jednak względów Coros nie chce mi ich pokazywać. Byłoby mi miło, gdyby zmienił zdanie. 

Muzyka na trasie

Vertix 2 zyskał możliwość odtwarzania muzyki, którą trzeba mu w tym celu uprzednio fizycznie wgrać do pamięci (o pojemności aż 32 GB). Zegarek bezproblemowo łączy się ze słuchawkami, także jeśli chcesz zostawić smartfon w domu na czas treningu to może być przydatna funkcja. Pamiętaj jednak, że zegarek nie został wyposażony w technologię NFC, więc nie zapłacisz przy jego pomocy za izotonik na trasie.

Dla mnie to super opcja, ponieważ podczas marszu lubię słuchać audiobooków, a każde rozwiązanie, które pozwala mi oszczędzić baterię smartfona, jest na wagę złota. 

Zegarek Coros Vertix 2Max Pflegel
Nie musisz już zabierać smartfona, żeby słuchać muzyki na trasie. Fot. Max Pflegel

Podsumowanie 

Firma Coros zrobiła dobrą robotę i uczyniła z modelu Vertix 2 jeszcze potężniejsze narzędzie. Model ma wyjątkowe cechy, które dla niektórych użytkowników mogą okazać się przesądzające przy podjęciu decyzji o zakupie. Baterii z takim kosmicznym zapasem mocy nie dostaniesz nigdzie indziej. Zwłaszcza w połączeniu z mapami offline. A jeśli masz unikalne potrzeby, łatwiej jest zapłacić bardzo wysoką cenę za unikalne narzędzie, które je zaspokaja.

W moim przypadku Vertix 2 to jednak overkill. To, co zostało w nim poprawione w porównaniu z pierwszą wersją, przy moim sposobie używania zegarka nie ma wielkiego znaczenia. I wtedy pojawia się Vertix 1, cały na... dostępny w kilku wersjach kolorystycznych. Jego bateria i tak z nadwyżką zaspokaja moje potrzeby, a zegarek ma przecież ten sam system sterowania czy aplikację i jest tak samo pancerny. A do tego nieco mniejszy i wyraźnie tańszy. Każdemu według potrzeb.

 

Plusy zegarka:

  1. Fantastyczna bateria.
  2. Wygodna obsługa specjalnym pokrętłem.
  3. Aplikacja, pozwalająca konfigurować układ danych na ekranach.
  4. Obecność map offline, które mimo pewnych braków w czytelności mogą być dla wielu użytkowników bardzo przydatne.

Minusy zegarka:

  1. Spore gabaryty.
  2. Brak możliwości regulacji jasności wyświetlacza.
  3. Aplikacja nie pokazuje wszystkich informacji, które są zapisane w śladzie (np. czas w ruchu).
  4. Zakłócenia pomiaru tętna.

Zegarek Coros Vertix do testu udostępnił dystrybutor, firma Raven.
Cena: 3299 zł, www.tools4action.com

REKLAMA