REKLAMA

Test słuchawek Skullcandy Push Ultra

Są jak solidny, wypróbowany kumpelmożna na nich bez wahania polegać. Świetnie trzymają się ucha, mają spory zapas energii i wygodnie się je obsługuje, więc nawet pewne niedostatki w kwestii dźwięku nie psują bardzo pozytywnego odbioru całości. Idziemy o zakład, że jeśli się na nie zdecydujesz, to będzie początek długiej przyjaźni.

Max Pflegel/MPP
Fot. Max Pflegel
Model Push Ultra jest ze mną już kilka miesięcy, w czasie których używałem słuchawek tak intensywnie, jak tylko się da, czyli praktycznie codziennie. Towarzyszyły mi w treningach biegowych, w siłowni, podczas jazdy rowerem miejskim i górskim, były ze mną w tramwaju, pociągu i samochodzie. Miałem je w uszach po kilka godzin dziennie, a etui na sprzęt non stop walało się w moim plecaku albo na biurku. I to właśnie od niego zacznę, bo we współczesnych słuchawkach futerał jest coraz częściej bardzo istotnym elementem zestawu słuchawkowego.

Pancerne etui z powerbankiem

Etui na model Push Ultra jest wykonane z bardzo przyjemnego w dotyku tworzywa. Składa się z dwóch elementów, które po zamknięciu suwakiem tworzą zaskakująco sztywną konstrukcję, świetnie chroniącą słuchawki. Po kilku miesiącach walania się w moim plecaku w towarzystwie mnóstwa różnorakich przedmiotów futerał jest w zaskakująco dobrym stanie, nie widać na nim żadnych rys ani trwałych zabrudzeń.     

Z doświadczenia wiem, że tego typu tworzywa lubią zbierać ślady palców oraz przyciągać drobinki kurzu, które potem ciężko usunąć. To jednak nie jest ten przypadek. Etui wystarczy przetrzeć ręką, a wszystkie naleciałości schodzą bez specjalnego problemu.

Max Pflegel/MPP
Drobinki kurzu łatwo schodzą z przyjemnego w dotyku materiału, z którego wykonano etui na słuchawki. Fot. Max Pflegel

Futerał jest jednocześnie ładowanym przez złącze USB-C powerbankiem, mającym według deklaracji producenta zapewniać rezerwę mocy na 34 h pracy. Same słuchawki mają z kolei działać przez 6 h, więc cały zestaw zapewnia działanie aż przez 40 h. To naprawdę sporo i ta cecha wyróżnia model Push Ultra na tle wielu konkurencyjnych produktów. Na co dzień przydatna jest funkcja rapid charge, która pozwala na około 2 h działania już po 10 minutach ładowania. Ja korzystałem z niej bardzo często.   

Na ile zapewnienia Skullcandy pokrywają się z rzeczywistym czasem pracy? Jeśli chodzi o słuchawki przeważnie udawało mi się uzyskać obiecywane 6 h działania, więc zakładam, że i w przypadku powerbanku ilość energii nie została podana specjalnie na wyrost. Generalnie mocy nigdy mi nie zabrakło i świadomość, że nie muszę przejmować się ładowaniem, jest bardzo miłą odmianą po codziennym nerwowym zerkaniu na stan naładowania baterii mojego smartfona (flagowiec!).

Warto jeszcze podkreślić, że dzięki zamontowaniu magnesów słuchawki siedzą bardzo pewnie na swoim miejscu w etui. Właściwie to same na nie wskakują, kiedy tylko zbliża się je do gniazda. Niby to nie ma specjalnego znaczenia, ale jednak. Mała rzecz, a cieszy.   

Trzymają się ucha jak przyklejone

Słuchawki z pałąkiem mają swoich zwolenników i przeciwników. Ja zdecydowanie należę do tych pierwszych. Modele pozbawione pałąków przeważnie kiepsko siedzą mi w uszach i mam wrażenie, że zaraz wypadną. I nawet jeśli w końcu do tego nie dochodzi, to jednak niesmak pozostaje, a ja boję się je nosić, kiedy ćwiczę.  

W przypadku modelu Push Ultra elastyczny pałąk pozwala pewnie osadzić słuchawki, które potem świetnie trzymają się ucha nawet w czasie bardzo dynamicznych aktywności. Ja przetestowałem je podczas biegania, treningu na siłowni oraz jazdy na rowerze. I nie chodzi mi tutaj o zwykłe dojazdy do pracy, chociaż w ich czasie słuchawki też mi oczywiście towarzyszą, ale o jazdę po trudnych, górskich szlakach. Nie wyleciały nawet na największych wybojach.  

W teście pomógł mi redaktor naczelny MH Piotr Makowski, który sprawdził słuchawki podczas bokserskiej walki z cieniem. Nie udało mu się ich pozbyć nawet w trakcie energicznych uników, chociaż bardzo się starał. 

Max Pflegel/MPP
Elastyczny pałąk robi świetną robotę i pewnie trzyma słuchawki w miejscu. Fot. Max Pflegel

Na słuchawkach nie robi także wrażenia, jeśli noszący je osobnik jest bardzo spocony, dalej trzymają się jak przyklejone. Sprawdzone info. Aha, skoro już jesteśmy przy pocie - Push Ultra są na niego odporne, podobnie jak na kurz i wodę (zgodnie z normą IP67). To znaczy, że możesz spokojnie je umyć, jeśli wrócisz z treningu rowerowego ubrudzony błotem, nie musisz także panicznie ich zdejmować, jeśli złapie Cię deszcz. Nie nadają się już jednak na trening pływacki, ściągnąłbym je także, mając przed sobą dłuższą jazdę w ulewie. 

Generalnie w kategorii przyczepności, najbardziej chyba istotnej dla aktywnych użytkowników, przyznajemy im najwyższą notę. Nie ma się czego przyczepić.

Design słuchawek

W przeciwieństwie do większości modeli, Push Ultra nie mają wymiennych, gumowych nakładek, które pomagają dopasować słuchawki do kształtu ucha. Ich końcówki są twarde, a pokrywająca je guma jest lekko elastyczna jedynie na samej końcówce. 

W pierwszej chwili wydało mi się, że to niezbyt szczęśliwe rozwiązanie, ale z czasem okazało się, że nie rodzi negatywnych konsekwencji. Słuchawki są wygodne, nie uwierają, a moje ucho dopiero po kilkudziesięciu minutach odsłuchu zaczyna domagać się chwili przerwy i odpoczynku. Pamiętaj jednak, że każdy ma nieco inaczej ukształtowaną małżowinę i przed zakupem upewnij się, że Push Ultra będą kompatybilne z Twoim organem.

Na pochwałę zasługuje też komfort obsługi urządzenia. Służą do tego trzy przyciski sterujące. Główny umieszczony jest z boku słuchawek, a dwa pozostałe, plus oraz minus, są położone na ich krawędziach. Są duże, wyraźnie wyczuwalne pod palcem, nie ma raczej możliwości, żeby nacisnąć jednocześnie oba.

Max Pflegel/MPP
Przyciski sterujące + oraz - są duże i wyraźnie wyczuwalne pod palcem. Fot. Max Pflegel

Natknąłem się w Internecie na opinie, że niezbyt wygodne jest używanie głównego przycisku, ponieważ wciskając go, wbijamy jednocześnie słuchawkę w ucho, powodując dyskomfort, albo wręcz ból. Z tym ostatnim to według mnie przesada, ale rzeczywiście, jeśli korzysta się z niego w ten sposób, nie jest to specjalnie komfortowe. Wystarczy jednak użyć dwóch palców i chwycić słuchawkę z obu stron, żeby zlikwidować problem.

Max Pflegel/MPP
Obsługa głównego przycisku sterującego przez wciskanie nie jest specjalnie wygodna, ale wystarczy chwycić go z dwóch stron, żeby zlikwidować problem. Fot. Max Pflegel

Podsumowując: w kwestii obsługi słuchawek i wygody korzystania również dajemy wysoką notę. Jest bardzo dobrze.

Panie, wszystko fajnie, ale jak to gra?          

Nie jesteśmy w MH audofilami i nie będziemy ich udawać. Nie oczekuj więc od nas specjalistycznej oceny dźwięku uwzględniającej wszystkie jego aspekty. Zamiast silić się na nią odpowiemy Ci jak kumpel kumplowi: słuchawki grają solidnie. 

Generowany przez nie dźwięk nie odbiega bardzo od tego, co produkują podobne urządzenia, których miałem okazję używać. Jedyną wadą, jaką naprawdę udało mi się wyczuć, są niedostatki basu. Brakowało mi go wyraźnie, ale nie popsuło to mocno ogólnego odbioru całości. To w końcu nie jest sprzęt do używania w zaciszu domowego pokoju odsłuchowego, kiedy dźwiękowe niedostatki miałyby większe znaczenie.  

Musisz za to pamiętać, że to słuchawki otwarte, które nie odcinają Cię od otoczenia. W wielu sytuacjach to plus, bo na przykład jadąc rowerem przez miasto musisz być świadom tego, co dzieje się dookoła. Wielu biegaczy również nie lubi całkowicie izolować się od świata.

Ilość dźwięku, który wpada do środka, jest spora. Przy muzyce przeszkadza to umiarkowanie, ale już przy słuchaniu podcastów znacznie bardziej. Jadąc lub idąc wzdłuż ruchliwej ulicy, albo poruszając się tramwajem, często miałem problem ze zrozumieniem słów rozmowy. Słuchawki średnio spisują się też na powietrzu, kiedy mocno wieje. Zakłócenia dźwięku są wtedy spore. 

Jakość dźwięku w połączeniach telefonicznych jest dobra, ja zawsze bardzo wyraźnie słyszałem rozmówców. Mikrofon słuchawek jest jednak bardzo czuły i mocno zbiera dźwięki z otoczenia. Efekt jest taki, że jeśli nadawałem z głośnego miejsca, ciężko było mnie zrozumieć. Na dobrą sprawę przez słuchawki nie da się prowadzić rozmowy telefonicznej podczas jazdy rowerem. Próbowałem wielokrotnie, ale już przy niewielkiej prędkości rozmówcy prosili, żeby rozmowę przerwać, bo zakłócenia są zbyt wielkie.      

Max Pflegel/MPP
Pałąk słuchawek nie koliduje z kaskiem rowerowym. Fot. Max Pflegel

Push Ultra będą dobrym wyborem dla rowerzystów (po założeniu pałąk nie koliduje z kaskiem rowerowym) i biegaczy, a także dla tych, którzy trenują we względnie spokojnych miejscach. Gorzej sprawdzą się w przypadku osób, które ćwiczą w głośnym otoczeniu, na przykład na zatłoczonej siłowni. No i raczej nie przypadną do gustu wszystkim, którzy chcą podczas treningu odciąć się od otoczenia i być sam na sam z muzyką. Wynika to z ich rodzaju, a nie z jakichś błędów konstrukcyjnych, ten typ po prostu tak ma. 

Jeśli trafią w Twoje potrzeby, będziesz z nich bardzo zadowolony. Tak jak ja. 

Aplikacja Tile

Na deser zostawiłem przydatny dodatek. Jeśli właśnie zostałeś właścicielem modelu Skullcandy Push Ultra, zainstaluj w telefonie aplikację Tile. Kiedy słuchawki gdzieś Ci się zapodzieją (albo wypadną z ucha w terenie i nie będziesz mógł ich znaleźć, chociaż w tę opcję raczej nie wierzę, za dobrze się trzymają), wystarczy ją odpalić i wcisnąć przycisk Find, a słuchawki zaczną emitować sygnał dźwiękowy, dzięki któremu szybko je znajdziesz. Sprawdziłem, to działa. 

Możesz za to spokojnie odpuścić sobie instalację firmowej aplikacji Skullcandy, która nie ma żadnych przydatnych funkcjonalności. Służy właściwie tylko do tego, aby sprawdzić instrukcję obsługi, albo zobaczyć, w jakim trybie aktualnie pracują słuchawki (muzycznym, filmowym lub podcastowym). Tu nie mamy żadnych wątpliwości, że producent mógłby postarać się bardziej.

 

Plusy:

  • świetnie trzymają się ucha,
  • pracują tyle, ile deklaruje producent, a do tego mają duży zapas energii w etui,
  • wygodnie się je obsługuje,
  • są odporne na kurz, błoto, pot i wodę,
  • nie kolidują z kaskiem rowerowym,
  • są kompatybilne z aplikacją Tile, która ułatwia ich znalezienie.

Minusy:

  • nie radzą sobie dobrze z odtwarzaniem niskich częstotliwości,
  • mikrofon zbiera zbyt dużo dźwięków z otoczenia,
  • bezużyteczna aplikacja firmowa.

Skullcandy Push Ultra, Cena: od 629 zł, www.skullcandy.pl

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA