Ten rower potrafi zjechać z utartej ścieżki. Canyon Pathlite 6 - recenzja

Można oczywiście iść w specjalizację i w garażu trzymać pięć rowerów. Można też postawić na jeden, bardziej uniwersalny. Na przykład na rower Canyon Pathlite 6. Sprawdź nasze wrażenia po dwumiesięcznym teście.

Canyon Pathlite 6 Motor Presse Polska/Wojciech Małkowicz
Miałem kilka rowerów w życiu i najlepiej wspominam ten pierwszy, z późnego dzieciństwa i lat nastoletnich. Oczywiście tylko ze względu na sentyment, bo gdybym na niego wsiadł dzisiaj, nawet odpowiednio niższy, frajdy z jazdy pewnie nie miałbym żadnej. Kilka kolejnych rowerów okazało się strzałami raczej mniej niż bardziej trafionymi, bo spec od dwóch kółek ze mnie co najwyżej samozwańczy, w dodatku podatny na złote rady kolegów i, co gorsza, sprzedawców w rowerowych salonach.

REKLAMA

Finał jest taki, że od długiego czasu jedyne rowerowe wycieczki, na jakie sobie pozwałem, to wyprawy do pracy i z powrotem na mojej niebieskiej, miejskiej strzale (sentyment, znów), która zeszła z taśmy montażowej dobre kilkadziesiąt lat temu.

O wypadach w góry, na singletracki, na asfalt, do dolnośląskich czy warmińskich lasów musiałem zapomnieć - nie miałem odpowiedniego sprzętu, bo nawet jeśli w garażu (czytaj: w mieszkaniu, w piwnicy) miałem już jakiś rower, to akurat taki, który do tego konkretnego rowerowania, na które w danej chwili miałem ochotę, albo do którego akurat namawiali kumple, nadawał się raczej średnio. Ostatecznie zostałem sam ze swoją niebieską strzałą, której używałem na dojazdy do redakcji właśnie albo na wypady do centrum, gdy do centrum było jeszcze po co jeździć.

Canyon Pathlite 6Fot. Redakcja

Jak wybrać rower? A w zasadzie: jak go nie wybierać?

Bo rodzajów rowerów - mówię to znów jako samozwańczy ekspert, taki, którego kusi, by skomentować każdy post na FB (spokojnie, nie robię tego) - porobiło się po prostu za dużo. Mniej doświadczony użytkownik po wizycie w wirtualnym albo stacjonarnym sklepie może nawet zgłupieć. I albo, jak ja kiedyś, zda się na radę kolegi lub sprzedawcy, albo kupi rower instynktownie, nie analizując za bardzo sytuacji. W obu wypadkach historia skończyć może się pozytywnie lub nie (zaskoczenie, prawda?).

Patrząc jednak na to, jak wielu ludzi nawet w mieście mija mnie na rowerach typowo górskich (hardtailach, co prawda, ale jednak), mam wrażenie, że większość z nas kupuje nie taki sprzęt, jakiego w zasadzie potrzebuje.

Winny jest tu właśnie zbyt szeroki wybór, nazwijmy go, gatunkowy. Ale też moda (gravelu, o gravelu...). Dlatego myślę, że spora część użytkowników (ostrożnie nie powiem o większości) potrzebuje nie roweru specjalistycznego, a roweru uniwersalnego. Takiego, który pozwoli się zajechać fanowi intensywnego treningu, ale też jednocześnie takiego, który umożliwi mu bez większego wysiłku poruszać się po turystycznym szlaku.

Roweru, który będzie mógł wrzucić na dach bagażnika, jadąc i na Mazury, i w polskie góry. Sprzętu, który jadąc po asfalcie, nie będzie brzmiał jak startujący samolot, ale też na leśnej ścieżce sam się nie przewróci, gdy koło wjedzie w błoto.

Canyon Pathlite 6 - jaki to właściwie rower?

Do takich wynurzeń skłoniła mnie nie tyle osobista historia, przedstawiona może bez szczegółów, lecz dość wiernie, co możliwość przetestowania roweru Canyon Pathlite 6. Roweru, powiedzmy to sobie od razu, uniwersalnego właśnie. Pathlite 6 to rower hybrydowy. To oznacza, że ciężko przypisać go na stałe do jednej kategorii. Teoretycznie najlepiej pasowałby do rowerów fitnessowych, ale ma wyraźne offroadowe zacięcie, dzięki czemu sprawdzi się w szeroko pojętej turystyce.

Szóstka to środkowy model w gamie. Jest nieco lżejszy i lepiej wyposażony niż Pathlite 5, jednocześnie będąc wyraźnie tańszym niż numer 7. Spośród dostępnych na rynku rowerów hybrydowych wyróżnia go głównie amortyzator. Nie dość, że ma 75 mm skoku, a więc nieco więcej niż 60 mm przeważnie spotykane w tej kategorii (o ile w ogóle rower jest w amortyzator wyposażony, bo duża część rowerów fitnessowych i hybryd go nie ma), to jeszcze jest on powietrzny, a nie sprężynowy.

Canyon Pathlite 6Motor Presse Polska/Wojciech Małkowicz
Amortyzator powietrzny o skoku 75 mm wyróżnia Canyona Pathlite 6 spośród rowerów fitnessowych. 

W efekcie o wiele skuteczniej tłumi drgania i mocniej zachęca do zjazdu z szosy. Decyzję tę ułatwiają też opony o nieco większej objętości i wyraźniejszym bieżniku niż przeważnie stosowane w hybrydach. Również napęd Shimano XT 1x12 stosowany w rowerach górskich świadczy o uniwersalnym charakterze całości.

Canyon Pathlite 6Motor Presse Polska/Wojciech Małkowicz
Napęd Shimano XT 1x12 stosowany w rowerach górskich świadczy o uniwersalnym charakterze roweru. 

Taka mnogość różnych bytów w jednym tylko rowerze zdecydowanie się sprawdza. Dzięki nim Pathlite 6 porusza się z solidną prędkością i po asfalcie, i po leśnej ścieżce. Rower sprawia frajdę i nie męczy na dłuższej wycieczce, bo potrafi być komfortowy i mało wymagający, ale może być też dwukołowcem, dzięki któremu, gdy przyjdzie na to ochota, można się w pół godziny zajechać i wypluć płuca.

Pod wieloma względami jest jak luksusowy SUV z mocnym silnikiem pod maską, napędem na cztery koła i wszelkimi offroadowymi bajerami; którym przecież można rozwinąć zawrotną prędkość (na autostradzie w Niemczech), bez problemu dojechać do domku w górach (nawet zimą), ale już zjechać nim w totalny offroad szkoda, bo chociaż i tu pewnie poradziłby sobie nieźle, jeszcze zarysuje się lakier.

Raport z trasy

W trakcie dwumiesięcznego testu Canyona Pathlite 6 pokonałem z wielką radością dobrych kilkaset kilometrów. Poruszałem się nim po w zasadzie każdym rodzaju podłoża, w zdecydowanie skrajnych warunkach pogodowych. Zanim napisałem z całą stanowczością o tym, że jest to rower uniwersalny, dokładnie temat zbadałem.

Na asfalcie

Powietrzny amortyzator można oczywiście zablokować i wówczas Pathlite 6 jest bardzo szybkim, zrywnym rowerem. Wystarczy depnąć trochę mocniej, by zdążyć na późnym żółtym. Przekładnia reaguje błyskawicznie, co sprawia, że przyspieszenie robi niemałe wrażenie. Odrobina mocy w nogach i w obszarze zabudowanym można przekroczyć dozwoloną prędkość nawet na płaskiej nawierzchni - ale to tylko prędkość szczytowa, bo po chwili okazuje się, że brakuje jeszcze jednego, może dwóch przełożeń, by odrobinę dłużej ją utrzymać. A może to tylko kwestia kondycji...

Rower jest cichy, szum opon nieznaczny. Nie trzeba specjalnego wysiłku, by stosunkowo długo jechać z prędkością około 30 km/h. A to oznacza, że można zrobić na nim naprawdę konkretny trening. Dłuższe wycieczki są również więcej niż możliwe. Zwłaszcza że Pathlite'a 6 stosunkowo łatwo dostosować do roweru wyprawowego (zamontowanie bagażnika, sakw czy błotników nie stanowi większego problemu).

Na leśnej ścieżce

Ten rower jednak aż korci, żeby z asfaltu zjechać, czemu bardzo łatwo ulec. W lesie Pathlite 6 sprawdza się świetnie. Odrobina błota nie stanowi żadnego problemu, ale już podczas szybkiej jazdy warto być ostrożnym, gdy nawierzchnia ze względnie suchej zamienia się w rozjeżdżoną i wybitnie grząską; zwłaszcza na zakrętach. Nie ma mocnych, koła stracą przyczepność i o wywrotkę będzie więcej niż łatwo.

Canyon Pathlite 6Motor Presse Polska/Wojciech Małkowicz
Opony o nieco większej objętości i wyraźniejszym bieżniku niż zazwyczaj w hybrydach. Ale zdecydowanie smuklejsze niż w rowerach górskich. 

Amortyzator tłumi bez kłopotu wystające korzenie, po szutrze czy zwykłej leśnej drodze jedzie się niemal jak po asfalcie. Nawet poniemiecki bruk jest do pokonania, o ile trasa nim nie wiedzie przez kilkadziesiąt kilometrów.

W górach

Nie jest to rower górski, pewnie, ale na mniej wymagające trasy zdecydowanie się nada. Wystarczy trzymać się szutrów i leśnych dróg, a także mocno pilnować się podczas zjazdów, zwłaszcza tych szybkich i bardziej kamienistych. To na nich przebiega granica uniwersalności Pathlite'a i okazuje się, że amortyzator ma już za mały skok, a bieżnik opon jest zbyt delikatny. To znaczy jednak, że rower da radę na łatwiejszych trasach typu singletrack, które w ostatnich latach zaczęły wyrastać w Polsce jak grzyby po deszczu. Poradzi sobie na przykład na wielu ścieżkach kompleksów Singletrack Glacensis czy Pod Smrkem.

Niezabieranie go w góry byłoby wręcz solidnym błędem. Bo to dopiero w nich można w pełni docenić napęd 1x12 z kasetą o potężnej rozpiętości 10-51. Pozwala on sprawnemu człowiekowi podjechać pod większość wzniesień i mieć satysfakcję, że pokonało się je z siodła bez konieczności podprowadzania czy elektrycznego wsparcia.

I o ile, jak wspomniałem przed chwilą, na płaskim czasem przełożeń brakuje, albo gdy droga prowadzi lekko w dół, a chciałoby się trochę dokręcić, o tyle podczas jazdy pod górę pod butem prawie zawsze jest rezerwa. No i warto podkreślić kulturę pracy napędu Shimano XT. Jego precyzja i łatwość zmiany przełożeń jest zaskakująca dla człowieka przyzwyczajonego do kultury pracy napędów niższych grup.

Pathlite 6 jako rower fitness

W tej roli sprawdza się znakomicie. Wystarczy godzina, żeby zrobić naprawdę solidne interwały. Tym rowerem zajechać się jest bardzo łatwo, fajnie rozwija się nim prędkość, utrzymuje ją i wytraca. Rower okazuje się być jako sprzęt kardio, powiedzmy, bardzo precyzyjny...

Pathlite 6 jako rower turystyczny

Podczas dłuższych wycieczek w spokojnym tempie jest bardzo komfortowy, napęd i dobrze dobrane opony gwarantują, że na trasie o zmęczenie może być trudno. Para takich rowerów to świetne rozwiązanie, gdy chcesz namówić dziewczynę, by w Twoich wyprawach Ci towarzyszyła. Próg wejścia jest naprawdę niewysoki. Aha, siodełko po godzinie jazdy da Ci w kość (dosłownie i w przenośni). Bez spodenek z żelową wkładką nie polecam.

Canyon Pathlite 6Motor Presse Polska/Wojciech Małkowicz
Siodełko na krótkich trasach sprawdza się świetnie. Na dłuższych potrafi dać w kość. 

Canyon Pathlite 6 jako uniwersalny rower hybrydowy z zacięciem fitnessowym, outdoorowym oraz turystycznym

Skomplikowane, prawda? Pamiętasz, jak narzekałem na trudność w wyborze tego właściwego roweru wynikającą z nadmiaru gatunków, rodzajów, podgrup? Na sam koniec okazuje się, że nie porobiło się tego wszystkiego za dużo i że ma to wszystko sens. Trzeba tylko wiedzieć, czego dokładnie się potrzebuje i czego się szuka. Warto najpierw popróbować, o ile to możliwe, a na pewno poczytać sporo tekstów i testów, jak na przykład ten właśnie.

OK, ale jak w ogóle wygląda zakup roweru przez internet?

Rowerów Canyon nie znajdziesz w klasycznym sklepie; ich kupno możliwe jest tylko poprzez witrynę producenta. Wiąże się to z odrobiną ryzyka, bo kupuje się przecież rower, którego wcześniej nie tyle nawet się nie dosiadało, co nawet nie widziało się na żywo. Na szczęście można jednak sprzęt po jeździe próbnej bez problemu odesłać, jeśli uznasz, że nie odpowiada Twoim potrzebom.

Canyon Pathlite 6Motor Presse Polska/Max Pflegel
Rower dociera do użytkownika w specjalnym, zabezpieczającym go kartonie. I jest niemal gotowy do jazdy. Niemal. 

Z drugiej jednak strony dzięki takiemu właśnie modelowi sprzedaży rowery Canyon charakteryzują się solidnym stosunkiem ceny do jakości. To naprawdę dobrze wycenione jednoślady, z osprzętem dobranym lepiej niż wynikałoby to z kwoty na fakturze.

Cały proces zaczyna się od doboru rozmiaru ramy. Na stronie producenta należy podać wzrost i wewnętrzną długość nogi (zmierzoną najlepiej przy pomocy kompana - warto się przyłożyć, bo sprawa nie jest wcale tak prosta, jak mogłoby się to wydawać). Po zamówieniu i jego opłaceniu - jak to z zakupami w internecie bywa - należy poczekać na przesyłkę. Rower dociera do odbiorcy w specjalnym kartonie, w pełni zabezpieczony i niemal gotowy do jazdy.

W zestawie znajdują się niezbędne narzędzia, w wypadku modelu Pathlite również pedały, instrukcje obsługi, trytrytki. Złożenie roweru to niemal bułka z masłem, zwłaszcza jeśli wcześniej składało się kiedyś meble z Ikei. Przed rozpoczęciem montażu warto jednak na stronie producenta, jak pewnie byś się nie czuł, obejrzeć kilka krótkich klipów - specjaliści dzielą się paroma sprytnymi patentami, dzięki którym łatwiej o pewność, że nic się nie zniszczy, a zwłaszcza nie rozpadnie podczas późniejszej jazdy.

Canyon Pathlite 6Motor Presse Polska/Max Pflegel
Zestaw niezbędnych narzędzi i instrukcje obsługi - checked.

W naszym wypadku rower był gotowy po kilkunastu minutach od przecięcia pierwszej taśmy - a po drodze robiliśmy jeszcze zdjęcia, więc finalnie proces może okazać się jeszcze krótszy. Wystarczy dokręcić kierownicę, założyć przednie koło, włożyć i dokręcić sztycę z siodełkiem, zdjąć zabezpieczające ramę taśmy, dopompować opony i wyregulować amortyzator - i gotowe.

Canyon Pathlite 6. Podsumowanie recenzji

Dla odrobinę mniej zaawansowanego rowerzysty, który potrzebuje sprzętu bardziej uniwersalnego niż specjalistycznego, może to być rower wręcz idealny. Powala jego minimalistyczny design, funkcjonalność jest na więcej niż bardzo dobrym poziomie, fun z jazdy może być ogromny. To rower, którym naprawdę chce się jeździć.

Plusy

minus Design!
minus Funkcjonalność.
minus Stosunek jakości do ceny.
minus Osprzęt wysokiej klasy.
minus Uniwersalność roweru.

Minusy

 minus Siodełko mogłoby być wygodniejsze.
 minus Pedały (choć i tak należy docenić, że są w zestawie, bo to nie jest wcale takie oczywiste).

Zobacz również:
Buty piłkarskie powinny być jak sędzia meczu: im mniej się o nich myśli w trakcie gry, tym lepiej. Przedstawiamy trzy popularne modele "korków", które sprawdziliśmy osobiście. 
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA