REKLAMA

Suunto 7 to świetny smartwatch i bardzo dobry zegarek sportowy na start - recenzja

Zegarki sportowe, nawet jeśli proponują - powiedzmy - powiadomienia z telefonu, trudno nazwać smartwatchami. Z drugiej strony typowe smartwatche świetnie radzą sobie z rejestracją i analizą wyłącznie casualowego treningu. To dwa osobne światy. Suunto 7 próbuje je połączyć.

zegarki męski, Suunto Max Pflegel/Motor Presse Polska

Nie wyobrażam sobie treningu, którego przebiegu nie zarejestruję. To już nawyk; odpalenie odpowiedniego trybu sportowego to sygnał dla ciała i umysłu, że oto czas zapomnieć o całym świecie, bo liczy się tylko kolejna seria, kolejny sprint czy kolejna runda. Informacje o tętnie, liczbie spalonych kalorii czy pokonanym dystansie są mi potrzebne w trakcie ćwiczeń, bo pomagają na bieżąco reagować i dokonywać zmian w zaplanowanej sesji.

Są też potrzebne po ich zakończeniu, bo dzięki dokładnej analizie danych jestem w stanie lepiej ocenić skuteczność treningu niż tylko na podstawie samopoczucia czy wyniku na wadze – i znów, gdy to konieczne, wprowadzić odpowiednie korekty. Zapisana w dzienniku jednostka treningowa motywuje też do kolejnej - i to również wcale nie jest bez znaczenia.

Przy czym nie zawsze tak było. Kiedyś po prostu wychodziłem na biegową ścieżkę i (trochę jak Forrest) biegłem. Albo wybierałem się do siłowni, żeby zaliczyć kolejny trening - i tyle. Sądziłem wtedy, że sportowy zegarek z pomiarem tętna czy GPS w ogóle nie jest mi potrzebny - oczywiście do pierwszej próby z takim sprzętem, bo ta zmieniła oczywiście wszystko.

Dlaczego o tym piszę? Bo tak samo nigdy nie sądziłem, że potrzebny będzie mi smartwatch, którym będę mógł odczytać wiadomość, sprawdzić prognozę pogody czy zapłacić za izotonik. Po kilku tygodniach z Suunto 7 nie jestem już tego taki pewien.

SuuntoMax Pflegel/Motor Presse Polska

Suunto 7 - pierwsze wrażenie i rzut oka na specyfikację techniczną

Niewielkich rozmiarów biały i elegancki sześcian, a w środku on, cały na czarno. Suunto 7 w wersji Black, czyli 70 gramów technologicznego dobra o wymiarach 50 x 50 x 15,3 mm. Tak, to sprzęt spory, ale o tak przemyślanym designie, że nawet na mniejszych przegubach leży świetnie (i równie dobrze, bo wyjątkowo zadziornie, prezentuje się na kobiecych nadgarstkach). Pierścień Suunto 7 (czyli rozszerzającą się w czterech miejscach ramkę) wykonano ze stali nierdzewnej, szkiełko to Gorilla Glass, a sama koperta jest poliamidem wzmocnionym włóknem szklanym. Na nadgarstku Suunto 7 ląduje pewnie dzięki silikonowemu paskowi.

Jakość czuć tu od samego początku – trzeba przyznać, że jest to sprzęt, który od pierwszego kontaktu śmiało można uznać za należący do kategorii premium. Jednak dopiero, kiedy się ten sportowy smartwatch uruchomi, naprawdę można się zakochać. Dlaczego? Ze względu na wyświetlacz AMOLED o rozdzielczości 454 x 454 i jasności do 1000 nitów. Który robi fenomenalne pierwsze, dziesiąte i setne wrażenie. Wszystko jest tu czytelne, przejrzyste, a kolory są naprawdę bardzo intensywne.

Wyświetlacz klasycznego zegarka sportowego w bezpośrednim starciu z Suunto 7 wypada – dosłownie i w przenośni – blado, jak z poprzedniej epoki. Pod tym względem smartwatch fińskiego producenta jest fenomenalny i naprawdę wielokrotnie łapałem się na bezmyślnym skakaniu po wszelkich możliwych funkcjach po to tylko, aby móc na niego popatrzeć.

Smartwatch czy zegarek sportowy? Suunto 7

Suunto 7 korzysta z systemu operacyjnego Wear OS by Google. Jednocześnie jest zegarkiem sportowym; produktem firmy mającej za sobą dekady doświadczenia w monitorowaniu treningów. Jest to informacja kluczowa dla zrozumienia tego, z jakim sprzętem ma się w ogóle do czynienia. Z jednej strony to właśnie smartwatch pełną gębą; z opcją płatności, powiadomieniami z telefonu, prognozą pogody, sterowaniem multimediami z poziomu nadgarstka czy ogromem aplikacji w sklepie Play. Z drugiej zegarek sportowy, „typowe” Suunto z ponad 70 trybami sportowymi, pomiarem tętna z nadgarstka, nawigacją w trasie i całodobowym pomiarem poziomu aktywności.

Projektanci Suunto 7 bardzo sprytnie zresztą ten dualizm wyeksponowali. Zegarek ma cztery przyciski oraz, oczywiście, ekran dotykowy. Przycisk środkowy prawy i dolny prawy można przypisać dowolnej funkcji – do wyboru do koloru. Natomiast górny lewy odpowiada za wszelkie funkcje związane z systemem Wear OS. Jego naciśnięcie powoduje wyświetlenie obszernej listy apek i ustawień, a nawet latarki. Z kolei pod prawym górnym przyciskiem ukrywa się „stare, dobre Suunto”, czyli treningowe centrum operacyjne.

Jest to rozwiązanie niezwykle czytelne i intuicyjne. Wystarczy chwila, by się do niego przyzwyczaić i zacząć korzystać z Suunto 7 dokładnie tak, jak ma się na to ochotę. Wciskasz lewy przycisk i korzystasz ze wszystkich dobrodziejstw smartwatcha (dłuższe przyciśnięcie wywołuje asystenta Google). Wciskasz prawy – i zaczynasz trening. Proste i skuteczne.

SuuntoMax Pflegel/Motor Presse Polska

Jak się sprawdza Suunto 7 jako smartwatch

Jednym słowem: świetnie. Wear OS by Google to system dobry, a może nawet i bardzo dobry. W Suunto 7 całość działa szybko i bardzo płynnie. Dotykowy ekran jest odpowiednio czuły, co zapewnia niezwykłą wygodę. Nawet podczas korzystania z ekranowej klawiatury, gdzie siłą rzeczy font nie jest zbyt duży, łatwo o precyzję i faktyczne wpisanie pożądanej frazy.

Suunto 7 obsługuje również gesty. Świetnie wypadają karty, których dodać można nawet pięć. Wówczas ruch palcem w lewo otworzyć może na przykład minutnik mycia rąk (przydatne zwłaszcza teraz), prognozę pogody czy cele w Google Fit.

Wear OS by Google zapewnia masę aplikacji i to nie tylko sportowych. Przypomnienia, kalendarz, wspomniana prognoza pogody czy Spotify albo tłumacz sprawdzają się bardzo dobrze i pozwalają odłożyć przynajmniej na część dnia telefon na półkę.

Po kilku tygodniach z Suunto 7 to ostatnie akurat bardzo zacząłem doceniać. To nie jest tak, że wcześniej brałem telefon zawsze ze sobą, wstając od biurka czy podnosząc się z kanapy, aby sprawdzić stan lodówki. Byłem jednak do jego obecności w kieszeni raczej przyzwyczajony. Wiadomości od kumpla, sterowanie bezprzewodowym głośnikiem, szybka interwencja w wyszukiwarce Google powodują, że bezpośrednie sąsiedztwo telefonu jest raczej pomocne.

Smartwatch na nadgarstku pozwala ten telefon odłożyć i sięgać po niego naprawdę tylko wówczas, gdy jest to konieczne. W końcu nie każda wibracja i nie każdy sygnał dźwiękowy informują o Niesłychanie Istotnym Wydarzeniu – czasami to tylko kolejny link do kolejnego bzdurnego artykułu w sieci. I wówczas zdecydowanie wygodniej jest sprawę załatwić od ręki, przesuwając palcem po ekranie zegarka, niż znowu sięgając po telefon.

SuuntoMax Pflegel/Motor Presse Polska

Jak się sprawdza Suunto 7 jako zegarek sportowy

Średnio, dobrze albo bardzo dobrze – a zależy to głównie od oczekiwań i poziomu zaawansowania użytkownika. Wyczynowy sportowiec z pewnością po Suunto 7 nie sięgnie, wybierając flagowy model fińskiego producenta, czyli model 9 Baro. Sportowiec amator doceni bezpłatne mapy offline oraz wbudowane mapy popularności (swoją drogą tarcza zegarka z mapą popularności właśnie robi świetne wrażenie), ale wkurzy go żywotność baterii (do tego za chwilę wrócę) czy brak możliwości odczytu tętna z nadajnika na piersi (i do tego też).

Jednak użytkownik, który w siłowni melduje się dwa, trzy razy w tygodniu, kilka razy w miesiącu decyduje się na bardziej intensywny bieg i w sezonie parę razy wyskoczy z kumplami na rower w góry, będzie zachwycony.

Po wciśnięciu prawego górnego przycisku uruchamia się aplikacja Suunto pełna treningowych trybów (jest ich ponad 70). Wybór właściwego trybu nakazuje Suunto 7 odczyt tętna z nadgarstka i znalezienie sygnału GPS. To moment, gdy można jeszcze zadbać o oszczędzanie energii, wybierając dokładność lokalizacji. Najlepsza oznacza ustalanie lokalizacji co 1 sekundę, dobra wraz z systemem FusedTrack („służącym do poprawy jakości śledzenia”) co 10 sekund. Baterię można oszczędzać również, wyłączając ekran mapy, gdy nie jest on potrzebny.

Właśnie, oszczędzanie baterii. Ogromna zaleta Suunto 7, czyli fenomenalny wyświetlacz, powoduje, że na baterię trzeba chuchać i dmuchać. Suunto 7 pełen jest ustawień, które pozwalają, by na jednym ładowaniu działał on trochę dłużej i ustawienia te są mocno w oprogramowaniu eksponowane.

Zegarek ciągle przypomina, że wszystkie nasze decyzje, jak choćby ta o stale włączonym ekranie, powodują krótsze działanie smartwatcha – i zachęca do powściągliwości. Przykład? Odpalając wioślarstwo halowe, ustawienia oszczędzania energii znajdują się tuż pod wybranym trybem sportowym. Klikając z kolei w opcje ćwiczeń tuż poniżej, rozwiniemy kolejne menu, które na pierwszym miejscu proponuje… oszczędzanie energii.

W ten sposób producent niejako przyznaje się do tego, że bateria Suunto 7 nie jest jego najmocniejszą stroną, choć w specyfikacji widnieje informacja o pracy do 40 dni w trybie czasu (i, rzecz jasna, w trybie oszczędzania baterii), do 12 godzin w trybie treningowym z GPS i do 2 dni w trybie smartwatcha. Warto więc mieć przy sobie odpowiedni kabelek, bo konieczne może okazać się doładowanie zegarka pomiędzy poranną a wieczorną sesją treningową. I o ile nowa funkcja Suunto 7, czyli sportowy wyświetlacz o niższej mocy; stale włączony, który zużywa minimalną ilość baterii, sprawdza się dobrze, o tyle nie jest to tylko i wyłącznie treningowy zegarek przecież. Po godzinnym treningu, podczas którego sprzęt może i jest niesłychanie oszczędny, zaczyna się korzystać z niego i wszystkich jego dobrodziejstw normalnie, a to po kilku chwilach zmusi baterię do krzyku o doładowanie.

Podobnie alarmująco wypada rozdział „Tętno” w instrukcji obsługi, składający się m.in. z podrozdziałów mówiących o czynnikach wpływających na pomiary tętna z nadgarstka, a także o tym, jak zegarek nosić, aby te pomiary poprawić. W skrócie – tu znów trzeba być ostrożnym, bo przecież wysokość ustawienia zegarka na przedramieniu może mieć na odczyt wpływ, tak jak i ruchy ramion, napinanie mięśni czy pigmentacja skóry i tatuaże.

I można byłoby się tym nie przejmować, bo przecież nie ma zegarka idealnego, który tętno z nadgarstka odczytywałby w 100% poprawnie, gdyby nie fakt, że Suunto 7 nie współpracuje z nadajnikami na klatkę piersiową (tak, również z nadajnikami marki Suunto). Jest to rzecz dla mnie zupełnie niezrozumiała i mam ogromną nadzieję, że kolejne aktualizacje softu ten stan rzeczy zmienią. (Edit: otrzymałem zapewnienie od przedstawicieli producenta, że taka aktualizacja jest przewidziana w najbliższej przyszłości).

W chwili obecnej faktycznie momentami ruchy ramion i napinanie mięśni (a czym innym jest trening?) odczyty solidnie zaburzają. Pamiętam sesję na ergometrze wioślarskim, podczas której różnice między pomiarem Suunto 7 a referencyjnym pomiarem wykonanym za pomocą nadajnika na piersi momentami znacząco się różniły. Z drugiej jednak strony przypominam sobie też kilka biegów, podczas których różnic nie było żadnych albo były one minimalne.

Suunto 7 proponuje też pomiar dobowej aktywności dzięki Google Fit i funkcja ta działa dobrze. Nie oferuje natomiast monitorowania snu.

SuuntoMax Pflegel/Motor Presse Polska

Suunto 7 – podsumowanie

Suunto 7 to świetny smartwatch i bardzo dobry zegarek sportowy – ale raczej dla mniej zaawansowanych użytkowników, którzy sport uprawiają sporadycznie i nie zależy im na wysokiej precyzji zbieranych danych. Podczas rekreacyjnego treningu sprawdza się lepiej niż bardzo dobrze, świetnie radzi sobie na biegowej ścieżce albo podczas jazdy rowerem po płaskim. Jest przy tym bardzo solidnie wykonany, wygląda świetnie i ma genialny wyświetlacz.

To zegarek, który z systemu Wear OS wyciska bardzo dużo, ale mógłby jeszcze więcej zawdzięczać doświadczeniu producenta w tworzeniu topowych sportowych zegarków. Rozumiem jednak, że podczas projektowania takiego właśnie sprzętu, będącego hybrydą smartwatcha i zegarka sportowego, konieczne są pewne kompromisy. W końcu tym razem pracuje się nie na własnej platformie, i trzeba ją zaadoptować do własnych potrzeb, a to nie zawsze jest możliwe w 100%.

Gdybym miał doradzać kumplowi, od jego oczekiwań właśnie bym zaczął. Użytkownik oczekujący bardziej zegarka smart, ale takiego z pazurem i sportowym zacięciem, które objawia się nie tylko designem, w Suunto 7 zakocha się z miejsca. Ten, który bardziej nastawia się na sport, a funkcje smart są dla niego istotne trochę mniej, powinien postawić na Suunto 5 albo Suunto 9.

Największe zalety:

- świetny wyświetlacz
- Wear OS by Google to bardzo dobry system
- płatności Google, ogrom aplikacji, sterowanie muzyką z poziomu zegarka itd.
- ponad 70 trybów sportowych
- mapy i nawigacja offline
- popularne trasy i punkty startowe
- design!

Kilka wad:

- żywotność baterii
- brak możliwości korzystania z pasa do pomiaru tętna na piersi
- dokładność pomiaru tętna z nadgarstka

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA