REKLAMA

Suunto 7 Titanium jest sportowym zegarkiem z zacięciem smart

Po najnowszej aktualizacji Suunto 7 nie jest już hybrydą zegarka sportowego i smartwatcha. Choć nadal jest to zegarek very smart, od teraz mamy do czynienia ze sprzętem sportowym jeszcze wyższej próby.

Suunto 7 Suunto7
Niech nie zmyli Cię nazwa. Suunto 7 nie plasuje się w połowie gamy zegarków sportowych fińskiego producenta; między modelem numer 5, a topowym, sportowym wariantem o numerze 9. Siódemka jest jak 007. Niby w służbie (czyli w gamie właśnie), a jednak pozostaje bytem niezależnym. Jest bowiem pod wieloma względami lepsza zarówno od młodszego brata, jak i starszej siostry. W innych aspektach jest od nich... Właśnie, "gorsza" to zdecydowanie złe słowo - Suunto 7 jest po prostu inne, ponieważ ma inny rodowód.

REKLAMA

Suunto 7 jest zegarkiem hybrydowym. W praktyce oznacza to, że jest to smartwatch korzystający pełną gębą z platformy Google Wear OS, ale o zacięciu sportowym - w końcu to Suunto właśnie.

Tak można było powiedzieć o siódemce jeszcze niedawno.

Bo najnowsze aktualizacje softu trochę tu namieszały.

Do niedawna Suunto 7 był bardziej smartwatchem niż zegarkiem sportowym. Lewy górny przycisk uruchamiał (i uruchamia nadal) wszystkie funkcje "powered by" Wear OS pełną aplikacji ze sklepem Google Play na czele. Z kolei prawy górny przycisk uruchamiał (i nadal uruchamia) platformę Suunto, z ponad 70 trybami sportowymi. Ten prosty podział chwaliłem już wcześniej, w premierowej recenzji Suunto 7 i nadal jestem jego wielkim zwolennikiem. To rozwiązanie proste i skuteczne, takie lubię najbardziej.

Ale wracając do rzeczy. Skoro jest tak samo, to co się zmieniło? W największym skrócie: kompas wskazujący kierunek smart wychylił się przed chwilą zdecydwanie w stronę sportu. Jest to zmiana ze wszech miar słuszna i należy jej mocno kibicować.

Suunto 7Suunto 7

 

Najnowsza aktualizacja Suunto 7 wprowadziła bowiem kluczowe z punktu widzenia sportowca amatora funkcje:

  • całodobowy pomiar tętna,
  • szacowanie zasobów organizmu, czyli określanie stopnia regeneracji po treningu,
  • monitorowanie snu,
  • współpracę z pulsometrem noszonym na piersi.

Przy okazji Suunto 7 stało się dużo wytrzymalsze, jeśli chodzi o działanie po pełnym ładowaniu. Pomagają w tym tryby oszczędzające baterię; zegarek można teraz skonfigurować według własnych potrzeb i uznania, dzięki czemu użytkownik może mieć pewność, że sprzęt nie zawiedzie nawet podczas dłuższej outdoorowej wyprawy. To robi ogromne wrażenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę ten prosty fakt, że wyświetlacz AMOLED Suunto 7 ze swoją rozdzielczością (454 x 454 pikseli) i jasnością (do 1000 nitów, wow!) energii po prostu potrzebuje.

Suunto 7 zmieniło się też wizualnie. Testowana i widoczna na zdjęciach szara wersja Titanium to nowa ramka wykonana z tytanu i miękki pasek z mikrofibry, lekki oraz przewiewny.

Zegarek prezentuje się więc bardziej niż zacnie. A jak wypada w praktyce i czy jest to sprzęt dla Ciebie?

Raport z testu

Z Suunto 7 Titianium spędziłem kilka tygodni i kilka rzeczy mogę powiedzieć o tym zegarku na pewno. Po pierwsze, to jest właśnie ten sportowy smartwatch, który bez wahania chętnie bym sobie kupił - i niech to stanowi moją rekomendację. Po drugie, już na papierze ten sprzęt robi wrażenie, ale dopiero w bezpośrednim kontakcie zyskuje krocie. To jeden z tych gadżetów, które bardzo chętnie się opisuje, ale jeszcze chętniej pokazuje się go wszystkim zainteresowanym (lub nie). Takich prezentacji miałem w ciągu ostatnich kilku tygodni bardzo dużo i za każdym razem wyglądały one podobnie: po moim pełnym zachwytu wstępie (ten ekran, ta rozdziałka, ta mnogość funkcji, mapy!) następował zachwyt tej drugiej osoby.

Bo Suunto 7 Titanium robi to świetne pierwsze wrażenie, gdy wyciąga się go z pudełka (zegarek zapakowany jest w elegancki sześcian z kartonu; wewnątrz opakowania znajduje się jeszcze osobny kartonik z magnetycznym kablem ładującym oraz zestaw książeczek z instrukcją obsługi i międzynarodową kartą gwarancyjną na czele), ale dopiero gdy się go uruchomi, sprzęt powala. Ta pierwsza chwila, gdy się go odpala, jest niezastąpiona i powoduje opad szczęki, zwłaszcza jeśli wcześniej miało się do czynienia z typowymi zegarkami sportowymi. Mnogość kolorów, jasność ekranu, ostrość fontu jest tu pierwszorzędna, przez co można odnieść wrażenie, że oto w końcu ma się do czynienia z zegarkiem sportowym nowej generacji.

Żeby jednak w pełni korzystać z dobrodziejstw, jakie ten sprzęt oferuje, konieczna jest natychmiastowa aktualizacja softu, o której zresztą sam zegarek poprzez apkę Wear OS poinformuje. Dopiero wówczas sprzęt okaże się tym sportowym smartwatchem, o którym pisałem wyżej. A w zasadzie smart zegarkiem sportowym.

Suunto 7Suunto 7

 

Suunto 7 to bowiem hybryda, która dzięki obecności Wear OS na pokładzie gwarantuje powiadomienia z telefona na nadgarstku, płatności, słuchanie muzyki czy odpisywanie na wiadomości. Opcji jest zresztą znacznie więcej, wystarczy pobrać stosowną apkę ze sklepu Google Play. Z drugiej jednak strony Suunto 7 to w zasadzie klasyczny zegarek sportowy wraz z ponad 70 trybami sportowymi, w dodatku w pełni konfigurowalnymi, z pomiarem tętna z nadgarstka, mapami offline, pełną integracją z serwisem komoot.com. Generalnie bomba.

Która sprawdza się w praktyce. Już po kilku dniach spędzonych z Suunto 7 zacząłem z tego zegarka korzystać w zasadzie non stop, a gdy na próbę kilka razy wracałem do swojego prywatnego sprzętu, szybko zaczynało mi Suunto 7 brakować. Na co dzień jest to bowiem po prostu (to naprawdę wystarczy) bardzo dobry smartwatch. Ale też i świetny sportowy sprzęt, który w miarę wiernie odczytuje tętno podczas joggingu czy jazdy na rowerze. Podczas bardziej wymagających sesji; takich, podczas których tętno szybko skacze i wraca do niższych stref, albo podczas ćwiczeń siłowych warto już jednak korzystać z nadajnika na klatkę piersiową - na szczęście Suunto 7 współpracuje tu w pełni choćby z czujnikiem Smart Sensor.

Podczas moich biegowych treningów w parku Suunto 7 radził sobie z pomiarem tętna bezbłędnie, ale już siady ze sztangą nie robiły na nim wrażenia. To znaczy poprawny odczyt pojawiał się dopiero wtedy, gdy do gry wkraczał właśnie czujnik na klatkę Smart Sensor. Przy czym nie należy traktować tego jako wadę - po prostu odczyt tętna z nadgarstka nigdy nie będzie tak samo dokładny jak pomiar z poziomu klatki piersiowej. Ten pierwszy sprawdzi się podczas biegania, spacerowania czy jazdy na rowerze albo rolkach, ale okaże się niedoskonały podczas crossfitowego WOD-u, gry w kosza czy klasycznego treningu siłowego. Sportowiec amator, któremu zależy na dokładnych danych musi po prostu zainwestować w nadajnik na klatkę piersiową - koniec, kropka. Dobrze, że Suunto 7 z takimi nadajnikami bez problemu łapie kontakt (pierwsza wersja zegarka przed właściwą aktualizacją takiej funkcji była pozbawiona).

Zegarek w trybie treningowym można oczywiście ustawić dokładnie pod siebie. To, jakie tarcze i w jakiej kolejności będą wyświetlane, zależy tylko i wyłącznie od użytkownika, choć sam zegarek oczywiście nie odmówi sobie stosownych sugestii. W ogóle - tak trochę na marginesie - Suunto 7 jest tym sprzętem, który ma niewysoki próg wejścia i można z nim działać na pełnych obrotach w zasadzie od pierwszego uruchomienia, ale też pozwala na naprawdę wiele. Wystarczy chcieć i trochę pogrzebać, by zegarek skonfigurować dokładnie pod swoje potrzeby.

Suunto 7Suunto 7

 

Warto od razu zaznaczyć rzecz w zasadzie kluczową, czyli powiedzieć jedną pewną rzecz o baterii. Otóż: zegarek na jednym ładowaniu działa długo. Można by oczywiście podejść do zagadnienia laboratoryjnie, ale nie miałoby to chyba żadnego sensu. Powiedzmy po prostu, że podczas dnia, w którym pokonywałem 5 kilometrów do redakcji i z powrotem z włączoną na wyświetlaczu mapą (ależ to jest fajne!), zegarkiem płaciłem, słuchałem z niego muzyki i odczytywałem wszelkie powiadomienia, a także przez godzinę, półtorej trenowałem siłowo - podczas takiego dnia energii Suunto 7 ani razu nie zabrakło. W trakcie takiego normalnego, aktywnego użytkowania Suunto 7 Titanium na jednym ładowaniu spokojnie pociągnie półtora dnia i jest to moim zdaniem wynik lepszy niż świetny.

(Oczywiście podczas kilku pierwszych dni Suunto 7 rozładowywało mi się zdecydownie szybciej, ale to tylko dlatego, że korzystałem z niego non stop, grzebiąc w ustawieniach i funkcjach, zmieniając kompulsywnie tarcze, nie dając mu w zasadzie nawet chwili wytchnienia. Zaznaczam to na wypadek, gdybyś sam baterią w pierwszym momencie był rozczarowany - po prostu zacznij z tego zegarka korzystać, a nie cały czas się nim bawić).

Co Suunto 7 robi świetnie, a co mógłby robić lepiej

Trochę trudno mówić o sportowym zegarku z funkcjami smart, gdy okazuje się to sprzęt z każdej strony przemyślany i dopracowany. W zasadzie nie ma tu się do czego przyczepić. Suunto 7 Titanium po prostu jest świetne i wszystko robi dobrze. Powiedzmy więc, co dokładnie mnie w nim urzekło.

Wykonanie. Tytanowa ramka (tytan klasy 5), wyświetlacz AMOLED o wysokiej rozdzielczości i świetnym poziomie jasności, szkiełko Gorilla glass, koperta z poliamidu wzmocnionego włóknem szlanym. Ten zegarek wygląda świetnie. No i waży 51,9 grama, co oznacza, że na nadgarstku w zasadzie się go nie czuje. Co jest również zasługą świetnego paska z mikrofibry, lekkiego, przewiewnego, miłego w dotyku. Tego paska początkowo bardzo się bałem, bo wydawało mi się, że o ile świetnie wygląda i nosi się go na co dzień, o tyle kilka solidnych treningów z litrami przelanego potu go po prostu wykończy. Tymczasem po kilku tygodniach pasek wygląda (niemal) jak nowy, bardzo łatwo się go też czyści. To dla mnie w sumie spore zaskoczenie na plus.

Suunto 7Suunto 7

 

Monitorowanie snu i zasoby organizmu. Suunto 7 monitoruje aktywność dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie tylko podczas treningu, ale też w trakcie dnia i w nocy. Mierząc tętno w nocy, jakość snu, długość poszczególnych faz jest w stanie określić, jakimi zasobami organizm dysponuje po przebudzeniu, a także jak wpływa na nie trening itd. Co oznacza w praktyce, że dzięki Suunto 7 zdecydowanie łatwiej zaplanować treningi albo modyfikować już w trakcie wykonywany w danej chwili treningowy program. Fajnie też widzieć, jak to wszystko zmienia się w czasie; to znaczy, jak organizm adaptuje się do konretnego programu, zużywając tych zasobów coraz mniej. To naprawdę działa.

Mapy offline i integracja z platformą komoot.com. Zamocowany na uchwycie na kierownicy roweru zegarek służyć może za nawigację i jest to naprawdę świetne. Oczywiście żeby w trakcie takiego treningu odczytywać tętno, należy założyć czujnik na klatkę. Oczywiście nawigować można również podczas biegu czy spaceru. Ale to właśnie nawigacja na rowerze zrobiła na mnie największe wrażenie.

Dualistyczny charakter tego zegarka (to tylko brzmi górnolotnie). Ogromne wrażenie robi na mnie ten prosty trik z funkcjami smart ukrytymi pod lewym górnym przyciskiem oraz trybami sportowymi, które uruchamia się przyciskiem górnym prawym. To bardzo intuicyjne rozwiązanie. W takich detalach siła, bardzo łatwo szybko je zresztą docenić i zauważyć takich smaczków zdecydowanie więcej; są pewnie rzeczy, na które nie zwróciłem uwagi, ale inny użytkownik by się nimi zachwycił.

Bateria. Biorąc pod uwagę fakt, że do czynienia ma się z zegarkiem smart, który ma tak zaawansowany wyświetlacz, korzysta z GPS i jeszcze odczytuje tętno z nadgarstka, wytrzymałość baterii jest na poziomie niemal wybitnym. Długość działania na jednym ładowaniu można zresztą zdecydowanie wydłużyć (albo i skrócić), dostosowując poszczególne tryby działania zegarka.

Tarcze. Nowa, outdoorowa tarcza Solstice jest po prostu piękna. Ale i "klasyczna" mapa popularności wciąż robi robotę. No dobra, a co Suunto 7 Titanium mógłby robić lepiej? Cóż, do tej pory żadna taka rzecz nie przyszła mi do głowy. Gdy się pojawi, od razu zaktualizuję ten tekst.

Suunto 7 Titanium - podsumowanie

Nowa, odświeżona wersja sportowego smartwatcha Suunto 7 jest bardziej elegancka od swojego poprzednika i na nadgarstku prezentuje się jeszcze lepiej. Kolejne aktualizacje oprogramowania zapewniają z kolei coraz lepsze działanie. Już teraz Suunto 7 jest topowym zegarkiem sportowym i smartwatchem zarazem. Pytanie, jak jeszcze lepszy może być to sprzęt, pozostaje otwarte. Będziemy w MH się temu zegarkowi jeszcze przyglądać i będziemy to robić z ogromną przyjemnością, bo naprawdę dawno żaden sportowy sprzęt nie zrobił na nas tak dobrego pierwszego, drugiego i setnego wrażenia.

W mojej premierowej recenzji Suunto 7 pisałem, że gdybym miał doradzać w kupnie zegarka kumplowi, to ten właśnie model polecałbym bardziej temu, który stawia na funkcje smart. Teraz poleciłbym go również temu, który naprawdę ostro trenuje. Słowem: poleciłbym go każdemu (no, może nie maratończykowi...). Świetny sprzęt.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA