[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
3.8

Ślepnąc od świateł - test latarki Mactronic Noise XTR 04

Dzięki firmie Shimano litery XTR wszystkim fanom kolarstwa kojarzą się ze sprzętem najwyższej jakości. Sprawdzamy, czy polski Mactronic w nazwie swojej latarki użył ich adekwatnie, czy na wyrost.

Podobno nie powinniśmy wyrabiać sobie o czymś opinii na podstawie pierwszego kontaktu, ale wszyscy wiemy, jak jest. Pierwsze wrażenie jest bardzo istotne i trudno z tym walczyć.
W przypadku latarki Mactronic Noise XTR 04 wypada ono bardzo pozytywnie. Wystarczy tylko wziąć ją do ręki, by od razu poczuć, że zarówno projektant, jak i producent, porządnie przyłożyli się do swojej roboty.

Budowa latarki

Szary, aluminiowy korpus sprawia bardzo solidne wrażenie, jest gładki i miły w dotyku. Przez 2 miesiące intensywnego używania latarki nie pojawiły się na nim żadne ślady (a latarkę wożę w torbie luzem razem z wieloma innymi rzeczami, między innymi łańcuchem rowerowym, nie miała więc lekkiego życia). Delikatne odpryski lakieru pojawiły się za to na czarnym elemencie obudowy, który wsuwa się w prowadnicę montowaną na kierownicy.

Uchwyt na kierownicę latarki Mactronic Noise XTR 04.

Właśnie ten plastikowy element budził na początku moje największe wątpliwości, ponieważ wydaje się zbyt delikatny. Przyznaję jednak, że jak na razie to obawy na wyrost, bo dotychczas spisuje się bez zarzutu, a latarkę wielokrotnie przekładałem już z roweru miejskiego na górski i z powrotem.

Do uchwytu dołączone są dwa gumowe paski różnej grubości, które pomagają dopasować mocowanie do średnicy kierownicy. Fajnie, gdyby w komplecie znalazł się jeszcze jeden (np. dodatkowy grubszy pasek), ponieważ kierownica mojego roweru miejskiego okazała się zbyt cienka i mocowania nie dało się wystarczająco mocno docisnąć. Efekt był taki, że na nierównym wrocławskim bruku latarka dość szybko spuszczała nos na kwintę.

Tą kwestią nie powinieneś się jednak szczególnie przejmować, bo mam starego holendra z rzadko spotykaną cienką kierownicą. Problem nie wystąpił w przypadku żadnego innego roweru, do którego przymierzałem latarkę. Trzymała się na nich pewnie.

Wszystkie jej elementy są bardzo dokładnie spasowane (gumowa zatyczka wejścia mini USB do ładowania trzyma się w otworze pewnie i nie wypada), tak że chociaż nigdy nie dopadł mnie w czasie testu poważny deszcz, ufam, że sprzęt - jak deklaruje producent - stawiłby wodzie solidny opór (ma klasę IP 64, czyli według oficjalnej nomenklatury daje ochronę przed bryzgami wody z dowolnego kierunku).

Włącznik umieszczony jest z góry, a nie z tyłu latarki, do czego byłem przyzwyczajony po poprzednich lampkach. Przestawiłem się bardzo szybko i teraz uważam, że wielkiej różnicy między tymi rozwiązaniami nie ma. Gdyby ktoś mnie jednak dociskał, które z nich jest lepsze, upierałbym się przy remisie z lekkim wskazaniem na przycisk z góry (w przypadku montażu na kierownicy), albo z tyłu (jeśli montuje się latarkę na kasku).

REKLAMA

REKLAMA

Czas pracy

Producent podaje, że w najmocniejszym trybie (712 lumenów) latarka świeci przez 2 h 45 minut. I specjalnie nie przesadza, ponieważ trzykrotnie osiągnąłem prawie dokładnie taki wynik (były różnice rzędu 5 minut). Trzeba jednak pamiętać, że był on przeprowadzony w warunkach domowych i temperaturze pokojowej. Ze względu na porę roku nie miałem okazji sprawdzić latarki w niskiej temperaturze, w której baterie wyczerpują się szybciej. Zgadza się również dość dokładnie czas ładowania - od zera do pełna potrzeba na to jakichś 6 godzin (używałem standardowej ładowarki telefonicznej).

Sprawdziłem jeszcze czas ciągłej pracy w trybie średnim (368 lumenów). Firma Mactronic podaje 5 h 30 minut, mi wyszło 5 h 20 minut. W trybie niskim (77 lumenów) producent deklaruje 28 h 30 minut i tej wartości na dałem już rady przetestować empirycznie.

W praktyce latarkę ładowałem raz w tygodniu (jazda miejska, codziennie około 1 h w trybie mieszanym niskim i średnim). Nie miałem też problemu z zasilaniem podczas trzygodzinnego wyjazdu na nocną jazdę w górach, kiedy używałem głównie trybów średniego i najmocniejszego. Na wielogodzinną wyprawę jedno ogniwo już jednak nie wystarczy. Do takich przyjemności trzeba dokupić zapasowe.

Latarkę zasila akumulator Panasonic o pojemności 3400 mAh, który Mactronic dorzuca do zestawu. Ładuje się go przez wejście mini USB umieszczone na dole obudowy. Takie rozwiązanie jest według mnie zaletą, ponieważ w większości domów znajdzie się ładowarka telefoniczna i nie trzeba kupować dedykowanego urządzenia do obsługi latarki.

Jak to świeci?

Jest na rynku trochę latarek o nominalnej mocy wyższej niż Noise XTR 04. Nie można jednak patrzeć tylko na cyferki. Ważniejsze od nich jest to, jak sprzęt sprawdza się w praktyce. A w czasie jazdy na rowerze światła nigdy mi nie brakowało.

Tryb niski robi dokładnie to, co ma robić. Daje odpowiednią ilość światła niezbędnego do jazdy miejskiej i nie oślepia jadących z przeciwka. Na tryb średni przełączałem latarkę w momencie zjazdu na parkową alejkę, na której nie ma sztucznego oświetlenia.

Wzrost mocy jest bardzo wyraźny i absolutnie wystarczający do bezpiecznej, spokojnej jazdy w kompletnej ciemności. Trzeba przy tym pamiętać, żeby latarkę kierować w dół, bo mocno razi w oczy osoby poruszające się z przeciwka. 

Po przełączeniu na tryb najmocniejszy robi się naprawdę jak w dzień. Producent podaje, że zasięg wiązki światła to aż 176 m. Ja zmierzyłem (krokami, więc nie aspiruję do dużej dokładności), że spore obiekty (1-2 m wysokości) dostrzegałem ze 110-120 m.

Podsumowując, światła jest naprawdę mnóstwo i trudno mi sobie wyobrazić, że komuś w warunkach jazdy miejskiej czy podmiejskiej (kompletnie zaciemnione asfaltowe drogi) może go brakować.

REKLAMA

Zbyt skupiona wiązka światła

To jednak wcale nie znaczy, że jest idealnie. Oprócz mocy światła liczy się też jego rozkład. A tu mam do XTR-a pewne zastrzeżenia. Wiązka światła, którą generuje, jest trochę zbyt mocno skupiona. Widzimy przez to bardzo daleko, ale nieco brakuje doświetlenia na bliskim i średnim dystansie. Starałem się oddać to na poniższych zdjęciach, na których porównuję go z popularnym Convoyem S2+.

Nie będzie to żadnym problemem, kiedy jeździ się, nawet szybko, po normalnych drogach. Tam takie rozwiązanie staje się wręcz zaletą. Mactronic pozycjonuje jednak swoją lampkę jako oświetlenie do zadań specjalnych: „Jeśli pełen adrenaliny pokonujesz ekstremalne ścieżki, a nocna jazda to Twój żywioł, jest to idealny sprzęt dla Ciebie”.

Podczas szybkiej, dynamicznej jazdy po górach, gdzie ścieżka jest przeważnie kręta, nie trzeba jednak reflektora świecącego bardzo daleko. Znacznie istotniejsza jest jak największa ilość światła po bokach na bliskim i średnim dystansie, aby móc reagować na błyskawicznie pojawiające się zakręty. I tego mi w tej lampce trochę brakowało.

Za tym, że ten model nie będzie dobrym wyborem do jazdy MTB, przemawia jeszcze jeden argument. Jeśli masz w jej czasie polegać tylko na jednym źródle światła, lepiej umieścić je na kasku niż na kierownicy (najlepiej oczywiście mieć dwie latarki, i tu, i tu). Tymczasem Mactronic nie przygotował dla swojej latarki dedykowanego uchwytu na kask.

Trudno będzie też zamontować XTR-a na kasku przy pomocy uchwytu na kamerę GoPro, albo innych patentów stosowanych przez kolarzy górskich, ponieważ latarka traci okrągły przekrój poprzez przyczepioną na stałe szynę służącą do montażu na kierownicy. 

REKLAMA

REKLAMA

Zbyt zimne światło

Istotna jest również temperatura światła. XTR generuje zimną wiązkę, na co nie zwracałem specjalnej uwagi, dopóki jeździłem po mieście, gdzie jest sporo innych źródeł oświetlenia. Kiedy jednak na dłuższy czas wyjeżdżałem w kompletnie zaciemnione miejsca i musiałem polegać tylko na tej lampce, zaczynało mi to trochę dokuczać. W takich momentach lepsze jest według mnie światło o cieplejszej barwie.

I znowu - to nie jest duży problem. Można przeczytać, że przy długiej jeździe w zimnym świetle szybciej męczą się oczy. Ja niczego takiego nie doświadczyłem. Po prostu lepiej czułbym się w cieplejszym świetle. To jednak moje subiektywne odczucie i Ty wcale nie musisz tego poglądu podzielać.

Dla kogo ten sprzęt?

Latarka Mactronic Noise XTR 04 będzie świetnym wyborem dla wszystkich, którzy rowerem jeżdżą po różnego rodzaju drogach. Zadowolony będzie z niej kolarz szosowy, który potrzebuje latarki na kilkugodzinny trening poza miastem. Ucieszy się z niej właściciel gravela, który rusza na przejażdżkę po szutrach lub leśnych drogach, albo podróżnik wybierający się na wyprawę na trekkingu. Sprawdzi się również jako wszechstronny sprzęt na miasto (choć jeśli miałaby służyć tylko do tego, to ze względu na dużą moc i związaną z nią wysoką cenę, będzie chyba lekką przesadą).

Nie polecałbym jej jednak kolarzom górskim jako jedynego źródła światła. W tym typie kolarstwa sprawdzi się dobrze tylko jako umieszczone na kierownicy uzupełnienie dla drugiej lampki zamontowanej na kasku.

 

Plusy:

  • bardzo solidna konstrukcja, która powinna przetrwać długie lata,
  • dołączony akumulator i brak konieczności zakupu specjalnej ładowarki,
  • uchwyt z szybkozamykaczem, pozwalający szybko przełożyć latarkę z jednego roweru na drugi,
  • mocno skupiona wiązka światła (plus przy jeździe po drogach),
  • zakup w polskiej firmie, dającej 2-letnią gwarancję.

 

Minusy:

  • zbyt mocno skupiona wiązka światła (minus wyłącznie podczas jazdy MTB),
  • światło o zbyt zimnej temperaturze,
  • brak możliwości zamontowania na kasku.

 

Mactronic Noise XTR 04, cena: 294,99 zł

Latarkę do testu udostępnił producent: mactronic.pl

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij