Pogoda na Cuszimie w tym roku dopisała. Recenzja gry Ghost of Tsushima: Director's Cut (PS5)

Aż chciałoby się powiedzieć: Trzeba było tak od razu. Ghost of Tsushima w wersji reżyserskiej na PlayStation 5 to ten wariant hitu Sony, który pozwala graczowi zasmakować w pełni magii tej samurajskiej historii. Z obowiązkowym deserem w postaci dodatku Wyspa Iki.

Ghost of Tsushima: Director's Cut fot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment
Gdy Ghost of Tsushima debiutowała na konsoli PlayStation 4, gra bardzo mi się podobała, chociaż mnie nie zachwyciła (moją recenzję znajdziesz tutaj). W tym otwartym świecie, na tytułowej Cuszimie z XIII wieku, gdzie jeden z niewielu ocalałych po desancie Mongołów samuraj, Jin Sakai, niemal w pojedynkę próbuje stawić czoła najeźdźcy, wszystko było w porządku i na miejscu. Gra zręcznie kopiowała najlepsze pomysły swoich konkurentów, dokonując takiego ich miksu, który finalnie wybijał ją na jeszcze wyższy poziom. Ghost of Tsushima mogła pochwalić się też rozwiązaniami zdecydowanie oryginalnymi, jak na przykład prowadzenie przez mapę poprzez wiatr wskazujący bohaterowi odpowiedni kierunek. Świetną robotę robił tryb kinowy, który zamieniał tętniącą kolorami Cuszimę w czarno-biały film z właściwym ziarnem - podczas pojedynków jeden na jeden można było naprawdę odnieść wrażenie, że ogląda się klasyczne kino o samurajach, a nie gra w grę. Ogromnym plusem była też sama historia, z wątkiem może trochę tragicznym, bardzo dobrze napisanymi postaciami. I ten dubbing: rozgrywka w języku japońskim z polskimi napisami dodawała plus sto do immersji. Tak jak i fenomenalne kadrowanie filmowych przerywników (nie znoszę tego słowa, filmowe wstawki - jeszcze gorzej - to przecież integralna część każdej niemal gry). Dodajmy do tego bardzo przemyślany, ale i odrobinę skomplikowany system rozwoju postaci, a rysować będzie nam się produkcja niemal idealna.

REKLAMA

Czegoś w tym wszystkim jednak zabrakło - takie miałem wrażenie. Wówczas – przyznaję uczciwie – gry odrobinę nie doceniłem, teraz, po kilkudziesięciu godzinach na Cuszimie w wersji next-gen, jestem tego pewien. Spory wpływ na to miała oczywiście wcześniejsza premiera Sony, czyli genialne, kapitalne, fenomenalne, The Last of Us: Part II, tj. gra, która moim zdaniem zmieniła, nomen omen, zasady gry (po recenzję kliknij w link). Ale to tylko część prawdy. Odrobinę irytowała mnie wówczas struktura misji, a także misje poboczne i ich mnogość, raczej taki sobie system skradania, który w grze o „duchu" powinien być dopracowany na maksa. Zachwycały mnie pojedynki, ale już wtedy wyraźnie czułem, że przydałby się im trochę wyższy klatkaż.

Ghost of Tsushima: Director's Cutfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment

To dlatego do wersji reżyserskiej Ghost of Tsushima podchodziłem bez wielkiego entuzjazmu. To dlatego też postanowiłem rozpocząć całą grę od nowa i przejść ją od początku do końca wraz z dodatkiem Wyspa Iki, a nie skupiać się na tym dodatku jedynie. To dlatego piszę te słowa tydzień po premierze gry, choć egzemplarz recenzencki dotarł do redakcji kilka dni przed debiutem. To dlatego, bo lubię mieć rację, ale też dlatego, że lubię też czasami przyznać się do błędu.

Bo Ghost of Tsushima w wersji na PS5 jest grą po prostu lepszą. Rozdzielczość (dynamiczna) 4K, stałe 60 klatek na sekundę (można też postawić na tryb wydajnościowy), dłuższe rysowanie, brak ekranów ładowania (gra wczytuje się błyskawicznie, a szybka podróż w końcu naprawdę oznacza szybką podróż), dźwięk 3D, synchronizacja ruchu warg dla japońskiego dubbingu, haptyczne wibracje kontrolera DualSense - to wszystko sprawia, że na tytułowej Cuszimie oraz na wyspie Iki chce się po prostu przebywać, a od historii Jina Sakai naprawdę trudno się oderwać. Doświadczenie jest zdecydowanie pełniejsze, gra z dobrej łamanej przez bardzo dobrą zmienia się na naszych oczach w grę bardzo dobrą łamane przez świetną, a graczowi aż chce się czyścić mapę i dawkować sobie zadania główne.

Ghost of Tsushima: Director's Cutfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment

Cuszima jest piękna o tej porze roku, ale to wycieczkę na wyspę Iki polecamy najbardziej

Pretekstem do powrotu na Cuszimę jest oczywiście dodatek fabularny, który na dobrych kilka, może nawet kilkanaście godzin (w zależności od tego, czy płynie się tylko przez wątek główny, czy też decyduje się na zadania poboczne) zabiera gracza na wyspę Iki. To zupełnie nowy, piękny – dodajmy – region. I świetna historia, pełna retrospekcji z życia Jina, dodająca całej opowieści odpowiedniej głębi i kontekstu. To dodatkowa zawartość, która pozwala lepiej poznać bohatera, jego przeszłość czy motywacje. Wątki jedynie zarysowane w podstawowej wersji gry (jak śmierć ojca Jina) są tu na tyle rozwinięte, że w zasadzie dopiero teraz możemy uznać tę historię za kompletną.

Ghost of Tsushima: Director's Cutfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment

Na wyspę Iki Jin Sakai dostać się może dopiero po ukończeniu pierwszego aktu gry. I to jest chyba moment najlepszy; myślę, że to w tej kolejności powinno się poznawać tę opowieść. Wycieczka na Iki już po obejrzeniu napisów końcowych – kieruję te słowa oczywiście do tych, którzy w grę jeszcze nie grali, albo się od po drodze odbili – jest rozwiązaniem gorszym. Ale też jest rozwiązaniem odrobinę trudniejszym, bo zadania i przeciwnicy na Iki to nie rurki z kremem. Jeśli przez pierwszy akt przeleciało się, odhaczając jedynie zadania główne, może okazać się, że wątek szamanki Ankhsar Khatun nazywanej Orlicą będzie zbyt wymagający. A bilet na Iki twórcy z Sucker Punch wystawili w tylko jedną stronę - na Cuszimę wrócić będzie można dopiero, gdy issue związane ze złą szamanką zostanie rozwiązane.

A jest to issue bardzo ciekawe i intensywne – na tyle, że nie zdradzę praktycznie nic; to historia, którą naprawdę warto poznać samemu. Całość nie trwa może bardzo długo, ale za to jest na tyle interesująca i poprowadzona z takim rozmachem, że na długo zapadać będzie w pamięć. Ciekawe są też nowe aktywności, jak pojedynki na drewniane miecze czy łucznicze zawody. W ogóle Iki wydaje się być zaprojektowana trochę ciekawiej niż Cuszima – no i warto dodać, że jest naprawdę solidnych rozmiarów.

Ghost of Tsushima: Director's Cutfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment

Koniec lata na Cuszimie i Iki to naprawdę dobry pomysł

Usprawnienia, jakie otrzymała gra Ghost of Tsushima w wersji reżyserskiej na PS5 nie są może rewolucyjne, ale ta kosmetyka zdecydowanie produkcji się przydała. Rozgrywka w Director's Cut to w tej chwili najlepszy możliwy sposób, by poznać historię Jina. A wydarzenia na Iki to świetny pretekst, by do niej wrócić.

Ocena: 8/10

Ghost of Tsushima: Director's Cutfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment

Ghost of Tsushima: Director's Cut
Platformy: PlayStation 4, PlayStation 5
Producent: Sucker Punch
Wydawca: Sony Interactive Entertainment
Polski dystrybutor: Sony Interactive Entertainment Polska
Data premiery: 20 lipca 2021 roku

Zastrzeżenie: Kopię gry otrzymaliśmy bezpłatnie od Sony Interactive Entertainment Polska

Grę ogrywałem na konsoli PlayStation 5 podłączonej do telewizora Panasonic DX750E 58 cali, w słuchawkach Sony Pulse 3D.

Zobacz również:
Ćwiczenia 1, 2 i 3 wykonuj po kolei w obwodzie,  używając metody AMRAP z 20-minutowym czasem treningu. Zobaczymy, ile obwodów będziesz  w stanie wykonać.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA