Wyjątkowe doświadczenie. Recenzja gry Death Stranding Director's Cut

Pierwszy wieczór z grą Kojimy nie należał do łatwych. Szczerze mówiąc – byłem sfrustrowany i niemal gotowy do kapitulacji. I kiedy myślałem już o wyłączeniu konsoli, nagle zaczęło robić się ciekawie. A później jeszcze ciekawiej. A potem miałem problem, by oderwać się od telewizora.

Death Stranding fot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment Polska

SPOILER ALERT: Pisząc poniższą recenzję, starałem się unikać większych spoilerów. Całkowite pominięcie niektórych kwestii było jednak niemożliwe. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Końcówka poprzedniej generacji była dla PlayStation wyjątkowo udana. Począwszy od listopada 2019 do lipca 2020 na konsoli PS4 pojawiły się aż 3 ekskluzywne tytuły AAA: Death Stranding, The Last of Us Part II i Ghost of Tsushima. Z pierwszym z nich było mi wówczas najmniej po drodze, więc postanowiłem, że zostawię go sobie „na kiedyś".

Mijały miesiące, a ja ogrywałem kolejne tytuły. I kiedy w końcu nadszedł moment posuchy, na horyzoncie pojawiła się opcja przetestowania Death Stranding w wersji reżyserskiej na PS5. Jako że zdążyłem już przesiąść się na nową generację, stwierdziłem, że lepszej okazji raczej nie będzie. Trzeba w końcu spróbować.

O czym jest Death Stranding?

W Death Stranding wcielamy się w niejakiego Sama Bridgesa – kuriera zamieszkującego postapokaliptyczną Amerykę. Sam musi na co dzień dostarczać dziesiątki skrzynek z zaopatrzeniem do rozsianych w regionie bunkrów. Robota nie jest łatwa, bo oprócz dźwigania ciężkich ładunków po nierównym terenie, bohater musi mierzyć się z postarzającym deszczem, omijać niewidzialne potwory, zwane wynurzonymi, oraz konfrontować się z grupami chcących go okraść szaleńców.

Pewnego dnia Sam zostaje poproszony o pomoc w zjednoczeniu Ameryki. Bohater, trochę wbrew sobie, rusza w długą podróż, podczas której musi połączyć kraj specjalną siecią.

ZOBACZ TEŻ: Nadchodzi remake trylogii Grand Theft Auto?

Pierwsze wrażenia

Jeśli chodzi o gry, bywam niecierpliwy. Zdarza mi się wyłączyć i usunąć tytuł po niespełna godzinie rozgrywki. Myślę, że w wielu przypadkach wyszło mi to na dobre, ale na pewno nie w każdym. Niektóre gry, podobnie jak filmy czy seriale, rozkwitają dopiero po pewnym czasie. I właśnie takim tytułem jest według mnie Death Stranding.

Historia, w której wcielamy się w nieustraszonego kuriera, rozwija się dosyć powoli. Tak jak wspomniałem na początku, przebrnięcie przez pierwsze 2-3 godziny gry było dla mnie niemałym wyzwaniem. Dużo chodzenia, mało akcji i strasznie dziwaczny świat. Pisząc w skrócie – raczej nie mój klimat.

Postanowiłem jednak, że tym razem nie poddam się zbyt łatwo i dam grze więcej czasu. Dziś nie żałuję, bo szybko okazało się, że to jedna z lepszych decyzji, jakie ostatnio podjąłem.

Death Strandingfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment Polska

Dziwny jest ten świat

Główny wątek gry nie jest szczególnie skomplikowany, jednak nie można tego powiedzieć o świecie przedstawionym. Nie wiem, czym inspirował się Kojima podczas tworzenia uniwersum Death Stranding, ale efekt jest dosyć awangardowy. I bynajmniej nie twierdzę, że to źle, ale wydaje mi się, że może on działać na niektórych odpychająco. Przynajmniej na samym początku.

Jasne, nie wszystko jest dla każdego, ale Death Stranding to jednak produkcja wysokobudżetowa, która w założeniu ma trafić do jak największej liczby osób. Brakowało mi jakiegoś wprowadzenia do świata przedstawionego. Początkowy odbiór byłby wtedy zdecydowanie łatwiejszy.

Oczywiście wiele kwestii rozjaśnia się wraz z postępem fabuły. Kiedy zrozumiałem już, o co w tym wszystkim chodzi, transportowanie paczek stało się bardzo przyjemne.

Dobry kurier to mądry kurier, czyli kilka słów o rozgrywce

Death Stranding – wbrew temu, co mówią niektórzy – wcale nie jest symulatorem chodzenia. Jeśli ktoś tak twierdzi, to znaczy, że poświęcił grze maksymalnie kilka godzin, a to zdecydowanie za mało, by dobrze ją poznać.

Owszem, na początku historii nie brakuje dalekich marszów, ale z każdą kolejną godziną staje się jasne, że w Death Stranding chodzi o to, aby się nie nachodzić.

Głównym zajęciem w grze jest transportowanie paczek. Na początku na plecach, a później za pomocą specjalnych pojazdów. Może brzmi to banalnie i średnio zachęcająco, ale w rzeczywistości bycie kurierem w Death Stranding sprawia masę frajdy. Dlaczego?

Ano dlatego, że nie jest to zwyczajne przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Każdy transport wymaga od nas przygotowania odpowiedniej strategii. Przed wyruszeniem w drogę musimy wszystko dokładnie zaplanować: od rozmieszczenia ładunku, przez ekwipunek, po trasę.

W trakcie podróży musimy mieć oczy dookoła głowy. Największym zagrożeniem są niewątpliwie wynurzeni, czyli niewidoczne dla większości ludzi potwory, które próbują zabić wszystko, co się rusza. Sam należy do wąskiego grona, które jest w stanie zobaczyć wynurzonych, ale nie oznacza to wcale, że ma u nich taryfę ulgową. Potwory wyskakują najczęściej znienacka i ominięcie ich nierzadko stanowi wyzwanie.

Są też wspomniani wcześniej szaleńcy, zwani MUŁAMI, którzy – gdy tylko wykryją naszą obecność – próbują za wszelką cenę ukraść nasz towar. Nie należą oni do najbardziej wymagających przeciwników, ale czasem – szczególnie, kiedy zaatakują całą bandą – potrafią utrudnić życie.

No i w końcu żrący deszcz. Co prawda kombinezon Sama jest na niego odporny, ale paczki, które niesie na plecach, już nie. Opady niszczą transportowane skrzynki, co z kolei wpływa na późniejszą ocenę misji, a czasami nawet na jej powodzenie.

Death Strandingfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment Polska

Sam budowniczy

Oprócz planowania, sporą frajdę sprawiało mi też ulepszanie świata. Sam może budować drogi, mosty i inne obiekty ułatwiające i przyspieszające transport paczek. Właśnie ten element rozgrywki motywował mnie najbardziej – chciałem zoptymalizować świat w taki sposób, by nachodzić się jak najmniej.

Tereny, po których poruszamy się w trakcie gry, są praktycznie dziewicze. To od nas zależy, co i gdzie wybudujemy. Decyzja o postawieniu np. generatora prądu powinna być dokładnie przemyślana, bo od jego lokalizacji może później zależeć to, czy dojedziemy do celu.

Gdybym miał wskazać, które przysłowie najlepiej opisuje rozgrywkę w Death Stranding, zdecydowanie wskazałbym na „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. To od nas samych zależy, czy podczas gry będziemy odczuwali przyjemność czy ból głowy.

With a little help from my friends

To znaczy – w dużej mierze od nas samych, ale nie tylko. W Death Stranding współpracujemy z innymi kurierami, czytaj graczami. Drabiny, liny do wspinaczki, znaki ostrzegawcze – w trakcie rozgrywki natrafiamy na przydatne obiekty, które świadomie pozostawili po sobie inni. Death Stranding zachęca nas do patrzenia szerzej i troszczenia się nie tylko o własny tyłek. I to jest piękne.

REKLAMA

REKLAMA

Death Strandingfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment Polska

Grafika? 10/10

Niektórzy twierdzą, że grafika nie jest tak istotna, jak sam gameplay. Nie mogę się z tym zgodzić. Uważam, że wygląd gry ma szalenie istotny wpływ na jej odbiór. Gdy grafika i animacje trącą myszką, reszta – choćby nie wiem, jak dobra by nie była – nie sprawia mi już tyle przyjemności.

Death Stranding Director’s Cut wygląda fantastycznie. Przemierzając bezludne pustkowia, co chwilę rozpływałem się nad wysoką jakością tekstur i szczegółowymi animacjami. A gdy na ekranie pojawiały się twarze znanych aktorów (tych w grze nie brakuje), nie dowierzałem, że wirtualna facjata może wyglądać tak dobrze. Oprawa graficzna wersji na PS5 prezentuje się zjawiskowo i myślę, że upłynie jeszcze sporo wody w Wiśle, zanim inne studia dobiją do tego samego poziomu.

Soundtrack kuriera

Death Stranding to jedna z tych produkcji, które korzystają z muzyki w sposób oszczędny. Przez większość gry słyszałem wyłącznie odgłosy otoczenia i krótkie wstawki instrumentalne podczas scen akcji. Piosenki z krwi i kości pojawią się w Death Stranding tylko czasem – najczęściej podczas spacerów przez odludzie – i to właśnie w tych momentach dzieje się prawdziwa magia. Zwykły marsz z paczkami na plecach staje się emocjonalnym doświadczeniem, które ciężko opisać słowami. To po prostu trzeba przeżyć.

Co zawiera Death Stranding Director’s Cut?

No dobrze, ale czym dokładnie różni się podstawowa wersja Death Stranding od Death Stranding Director’s Cut? Tylko grafiką? No nie. W wersji reżyserskiej gry otrzymujemy dostęp do zupełnie nowych treści.

W edycji Director’s Cut znajdziemy:

  • nowe misje fabularne
  • nowe bronie
  • strzelnicę
  • tor wyścigowy
  • wyrzutnię do paczek
  • robota-pomocnika
  • rampę do skakania pojazdami
  • nowe wyposażenie garderoby
  • technologię pozwalającą na dalekie skoki z dużej wysokości

Death Strandingfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment Polska
REKLAMA

W wersji na PS5 nie zabrakło też usprawnień technicznych, takich jak: efekty dotykowe, dźwięk 3D czy adaptacyjne efekty „trigger”. Gra może działać w dwóch trybach: wydajności z rozdzielczością przeskalowaną do 4K w 60 kl./s lub wierności z natywnym 4K.

Jeśli w przeciwieństwie do mnie grałeś w podstawową wersję Death Stranding, to i tak polecam Ci sięgnięcie po Director’s Cut. Jeśli masz „podstawkę”, to wystarczy, że dopłacisz równowartość 5 funtów. Twórcy gry pozwalają na przeniesienie zapisów, więc bez obaw – nie będziesz musiał przechodzić gry od początku. Zyskasz natomiast dodatkową zawartość, która zapewni Ci co najmniej kilka godzin dobrej zabawy.

Czy ta gra ma jakieś wady?

Oczywiście, że tak. W trakcie gry psioczyłem na kiepską fizykę pojazdów, powtarzające się animacje w punktach dostaw i kwaterach (odkładanie paczki, wchodzenie, wychodzenie itd.), średnio czytelny interfejs i przydługawe (choć w późniejszej fazie gry rzadkie) przerywniki filmowe.

Gdybym miał się jeszcze czepiać, to napisałbym, że w Death Stranding nie brakuje typowego dla Kojimy kiczu i absurdu, ale na szczęście gra serwuje go w znośnych dawkach.

Inna niż wszystkie

Hideo Kojima stworzył coś, czego jeszcze nie było. Nie należę do grona, które wynosi japońskiego twórcę pod niebiosa, ale muszę przyznać, że udało mu się świetnie zrealizować nieszablonową wizję. W jednej z recenzji natknąłem się na porównanie Kojimy do Quentina Tarantino i, cholera, coś w tym jest. Japończyk stworzył grę autorską, która nie wpisuje się w popularne nurty. To po prostu coś innego. Coś całkowicie oryginalnego.

Death Strandingfot. materiały prasowe Sony Interactive Entertainment Polska

Ocena: 8,5/10

 

Kopię gry otrzymaliśmy bezpłatnie od Sony Interactive Entertainment Polska.

PS Sprawdź, co na temat Death Stranding sądzi nasz naczelny.

Zobacz również:
Oto ćwiczenie, przy którym zwykły krokodylek to bułka z masłem.  Jeden burpee bez wyskoku,  ale z wiosłowaniem i ugięciem  ramion, wystarczy za cały trening.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA