Recenzja Gran Turismo 7: Szybkie wejście w zakręt

To na pewno najlepsza gra w historii serii Gran Turismo i świetna gra w ogóle. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że przy okazji jest też trochę spóźniona i zbyt mało innowacyjna.

Gran Turismo 7 fot. materiały prasowe PlayStation

Grając w Gran Turismo 7, łatwo przypomnieć sobie tę prostą zasadę, według której lepiej wejść w zakręt przy niższej prędkości, by zdecydowanie szybciej móc zacząć na powrót ją budować. Trzeba powstrzymać nerwy, hamować na prostych kołach, obrać właściwy tor jazdy i zacząć przyspieszać, gdy tylko będzie to możliwe, aby zakręt pokonać z głową i finalnie dużo szybciej.

REKLAMA

Tymczasem twórcy serii Gran Turismo, słynne studio Polyphony Digital, zamiast wyhamować wcisnęli jeszcze gaz. Co prawda, prowadząc siódmą odsłonę serii, udało im się utrzymać nad nią kontrolę, z zakrętu wyszli stosunkowo szybko, a do mety dojechali i tak na pierwszej pozycji. Tylko, co z tego, skoro ścigali się jedynie ze swoimi poprzedniczkami, a w lusterku wstecznym tak wyraźnie widać Gran Turismo Sport.

Wybacz tę ciężkawą metaforę, ale w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin spędzonych z Gran Turismo 7 tak bardzo się do niej przywiązałem, że trudno było mi z niej zrezygnować. Gran Turismo 7 to bowiem gra bardzo dobra, momentami nawet świetna, ale spóźniona o dobrych kilka lat. Tak właśnie powinno po prostu wyglądać Gran Turismo Sport, gdy debiutowało w 2017 roku. Albo inaczej: tak powinno wyglądać Gran Turismo 7 podczas swojego debiutu na PlayStation 4 w 2018 albo w 2019 roku.

GT7 wydaje się być bardziej rozbudowaną wersją swojej poprzedniczki. Oferuje na start znacznie więcej samochodów, więcej tras, ray tracing, bardziej szczegółową grafikę, dynamicznie zmieniające się pogodę czy pory dnia. Problem polega jednak na tym, że do każdej z tych nowości należałoby od razu dopisać słówko "ale". Ostatecznie Gran Turismo 7 nie powoduje po prostu opadu szczęki. To nie jest ta nowa jakość, której można by się po pełnoprawnej odsłonie słynnej serii spodziewać. Znów: gdyby nie GT Sport, które oferowało niewiele mniej, oraz gdyby nie marketing gry, który obiecywał nam zdecydowanie więcej.

Gran Turismo 7fot. materiały prasowe PlayStation

Bo Gran Turismo 7 jednak ten opad szczęki wywołać potrafi. Tak jak zwiastuny gry, które wyglądały przecież fenomenalnie, tak fenomenalnie prezentuje się pełna wersja gry - ale tylko na powtórkach.

To tu w pełni widać świetne modele aut, załącza się ray tracing, a kamera i montaż pozwalają poczuć prawdziwą prędkość i zobaczyć coś, co niektórzy nazywają fotorealizmem. Niestety ta jakość nie trafia już do właściwej rozgrywki. Śledzenie promieni podczas wyścigów czy misji nie działa, kokpitom aut, choć bardzo szczegółowym, do realizmu bardzo daleko (kanciasty zegar na szczycie deski rozdzielczej w porsche 911, serio?), sztywno utrzymująca się za autem kamera w ogóle nie nadaje się do niczego, a zdefiniowany HUD, z którym nic nie można zrobić, irytuje tylko odrobinę mniej niż naprawdę FATALNA ścieżka dźwiękowa. Dodać do tego mało szczegółowe otoczenie, zerowy praktycznie model zniszczeń i tę szpitalną sterylność całego świata przedstawionego i mamy przepis na grę nieudaną, koszmarną, po prostu tragedię.

Tylko że... przy okazji Gran Turismo 7 jest po prostu świetne.

Mam z tą grą ten zasadniczy problem, że oczekiwałem czegoś więcej. Oczekiwałem tej nowej jakości właśnie, game changera w świecie wyścigówek. Dostałem jednak pełnoprawną odsłonę gry, dla której Gran Turismo Sport okazała się po prostu czymś w rodzaju wersji early access.

Siódemka nie jest tak mocno nastawiona na rywalizację sieciową jak jej poprzedniczka, choć i tak wymaga stałego podłączenia do internetu. Osią gry jest kolekcjonowanie aut, które spokojnie można, a nawet trzeba, ogarnąć w pojedynkę. Na start jest ich ponad czterysta i aby je zdobyć, trzeba brać udział w kolejnych wyścigach. To najprostsza droga, bo jest jeszcze ta bardziej kręta, czyli kolejne misje albo krótkie wyzwania (tu nazwane licencjami), za które gracz otrzymuje kredyty. Co z kredytami można zrobić, oczywiście wiadomo.

Same wyścigi są proste, a nawet zbyt proste. Sztucznej inteligencji, która prowadzi pozostałe auta, daleko, powiedzmy, do Skynetu, co oznacza, że w miarę szybka jazda bez kolizji z bandą czy bez wypadnięcia z toru kończyć powinna się zazwyczaj zwycięstwem albo przynajmniej miejscem na podium. O ile oczywiście dobierze się odpowiednie auto, albo wcześniej podrasuje to już posiadane.

Bo samochody w GT7 mają swoje punkty - określoną ich liczbę na start, którą można jednak za kredyty wzmocnić, dokonując czegoś, co w grze nazwano tuningiem, a co w praktyce okazuje się trochę losowym klikaniem w kolejne kafelki podzielone na kilka kategorii.

Zdecydowanie ciekawiej wypadają więc misje - bo tu samochód jest już graczowi narzucony. Same zadania są bardzo zróżnicowane i bardzo satysfakcjonujące. Czasami chodzi o idealny przejazd, czasami o zbudowanie jak największej prędkości podczas jazdy w tunelu aerodynamicznym za rywalem, czasami o strącenie pachołków. Osiągnięcie dobrego wyniku nie jest wcale łatwe i wymaga często wielu prób.

Gran Turismo 7fot. materiały prasowe PlayStation

Równie wymagające są licencje kierowcy. Ten tryb, będący w sumie samouczkiem, jest według mnie w ogóle największą siłą gry. Gran Turismo 7 uczy podążania idealną linią po torze, hamowania i przyspieszania, operowania gazem podczas jazdy w taki sposób, by nie stracić sterowności, wejścia i wyjścia w zakręt - i tak dalej, doskonaląc w ten sposób po prostu umiejętności każdego kierowcy. Wiedza, którą zdobywa się pokonując kolejne kilometry w Gran Turismo 7, z pewnością zaprocentuje podczas codziennej jazdy, a w wypadku ewentualnego wypadu na tor pozwoli zdecydowanie szybciej ogarnąć temat.

Gran Turismo 7 w ogóle jako symulator jazdy po torze sprawdza się świetnie, potrafiąc oddać z siedemdziesiąt procent tego, co oferuje rzeczywistość. To naprawdę dużo, zwłaszcza biorąc pod uwagę koszt godzinki na przykład na Silesia Ringu i koszt odpalenia gry we własnym salonie. Tutaj trzeba też zaznaczyć, że w GT7 nie tyle da się, co bardzo komfortowo gra się przy wykorzystaniu kontrolera DualSense. Haptyka i adaptacyjne triggery robią tu robotę - naprawdę bardzo dobrze i płynnie można prowadzić auto, grając na padzie, a gra w jakiś tajemniczy sposób wcale nie traci wówczas na swoim realizmie.

Właśnie, realizm. Zacząłem już krytykować dostępny w grze tunning i to jest ten moment, w którym temat wrócić musi, bo dostępne w grze usprawnianie samochodów zdecydowanie realizm zakłóca. Całość jest zbyt prosta i zbyt mechaniczna, by wciągała na dłużej, to raz. Dwa, czasami doprowadza do absurdu typu zabytkowe auto, które na torze zachowuje się jak supersamochód. Trzy, odbiera graczowi radość z poznawania możliwości kolejnych aut oraz ich zachowania na trasie; tego, jak reagują na pedał gazu, jak faktycznie trzymają się drogi i pozwalają się prowadzić. W Gran Turismo 7 zbyt łatwo i zbyt szybko zaciera się różnica między taką alfą romeo mito a porsche 911.

Jeśli chodzi o wybór dostępnych w grze aut, to ten jest oczywiście szeroki, bo w momencie debiutu gry dostępnych jest ponad czterysta samochodów. Ich modele są świetne i bardzo dokładne. Szkoda, że nie są przy okazji interaktywne - bo aż korci, żeby te cacka obejrzeć dokładnie z każdej strony i w środku, zajrzeć pod maskę, wirtualnie kopnąć w oponę. Samo zestawienie samochodów też jest trochę dyskusujne, bo ich znaczna część to nie tyle modele historyczne, co poprzednie generacje. Brakuje takich nowości-nowości, czyli samochodów, które dopiero co opuściły fabryki. Możemy - to przykład pierwszy z brzegu - poprowadzić peugeota 208, ale jest to ten samochód, który możemy teraz kupić na otomoto, bo na stronie producenta widnieje już jego nowa generacja. Mamy porsche 911, ale nie jest to najnowsza jego wersja, tylko samochód sprzed kilku lat (dobrze, że chociaż mamy taycana!). Alfa romeo? Cóż, nieśmiertelne mito, 4C, 8C. Giulia? Albo Giulia GTAm? Zapomnij.

Tak samo sprawa ma się z trasami - jest ich dużo więcej niż poprzednio, a do serii wróciły kultowe tory wymyślone w stu procentach przez twórców. Fajnie, choć ja wolałbym większy udział rzeczywistych torów, tak aby móc faktycznie uczyć się wejścia w kolejne zakręty - w końcu mamy do czynienia z symulatorem jazdy, prawda? Aha, żeby odblokować w grze Nurburgring, musiałem spędzić z padem w rękach kilkanaście godzin, zasuwając po jakichś fantazyjnych trasach. Cóż, szkoda.

REKLAMA

REKLAMA

Gran Turismo 7fot. materiały prasowe PlayStation
REKLAMA

Celowo nie wspominam też o mapie świata (bo GT7 ma coś takiego!) i centralnym jej punkcie, czyli kawiarni, w której poznajemy garść ciekawostek o dostępnych w grze samochodach i która prowadzi gracza przez kolejne wyścigi w trybie single player, bo wydaje mi się to rozwiązanie gruntownie infantylnym i niepotrzebnym. Zdecydowanie bardziej wolałbym klasyczne menu, które pamiętam z GTS. Pomysł, by podawać w knajpce karty dań, w których rolę dań pełnią samochody, jest śmieszny i straszny jednocześnie. W tej kafejce teoretycznie spotkać powinniśmy jeszcze producentów aut albo postaci dla motoryzacji ważne, które trochę nam o samochodach opowiedzą. W praktyce sprowadza się to jednak do avatarów i przekliku przez wyświetlane na ekranie teksty. Same teksty to z kolei zazwyczaj ogólniki i oczywistości godne uproszczonej wersji wikipedii.

(Z rzeczy infantylnych mamy jeszcze tryb muzyczny, czyli jazdę przez punkty kontrolne niby w rytm danego utworu - który zasługuje tylko na to, by pominąć go milczeniem).

Przy tych wszystkich dyskusujnych decyzjach twórców z Polyphony Digital, przy tych wszystkich niedoróbkach i potknięciach, trzeba jasno powtórzyć jedno: Gran Turismo 7 jest świetną grą wyścigową dla tych, którzy na swojej kanapie chcą poczuć się jak na prawdziwym torze. Serio, gra, która oddaje choćby połowę tego doświadczenia, a wydaje mi się, że GT7 oddaje go zdecydowanie więcej, zasługuje na to, by wiele jej wybaczyć. Ja wybaczam i już teraz wiem, że spędzę z nią setki kolejnych godzin, zwłaszcza w trybie Sport (niedostępnym w przedpremierowej kopii).

A, kolejne setki godzin spędzę z pewnością w trybie fotograficznym, w GT7 nazwanym Scapes, który umożliwia ustawienie własnego auta w jednej z setek prawdziwych lokalizacji i zrobienie mu fotografii, którą postronni z pewnością pomylą z rzeczywistą. Świetna sprawa.

Gran Turismo 7 - plusy

minus Gran Turismo 7 pozwala poczuć się jak w prawdziwym supersamochodzie na prawdziwym torze

minus Liczba torów

minus Liczba aut

minus Świetny tryb fotograficzny, w którym można spędzić dziesiątki godzin

minus Dopracowane modele samochodów

minus Powtórki, które wyglądają jak nagrania wideo

minus Gran Turismo 7 uczy jazdy

minus Tryb Sport (mówię to w ciemno)

Gran Turismo 7 - minusy

minus Mapa świata (nie kupuję tego konceptu)

minus Dostępna w grze ścieżka dźwiękowa to koszmar

minus Taka sobie sztuczna inteligencja (którą ma zastąpić tzw. Project Sophy, zapowiadany jako rewolucja w temacie)

minus Zbyt mało nowości względem Gran Turismo Sport

minus Brak możliwości edycji HUD-u

minus Trochę brakuje nowych samochodów i większej liczby prawdziwych torów

minus Graficznie to jednak - poza powtórkami - nie jest gra typu next-gen

minus Wygodnie gra się tylko z kamerą ustawioną w kokpicie

Gran Turismo 7fot. materiały prasowe PlayStation
  • Producent: Polyphony Digital
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Platformy: PlayStation 4, PlayStation 5
  • Ocena redakcji: 7/10

Zastrzeżenie: recenzencką kopię gry otrzymaliśmy bezpłatnie od polskiego oddziału PlayStation.

REKLAMA