Prosta sztuka wyboru. Recenzja golarek Panasonic Series 900 oraz 900+

Złamałem się i ogoliłem pierwszy raz od matury. A teraz nie mogę przestać i golę się codziennie. Golarki Panasonic Series 900 oraz Series 900+ golą dokładnie, bez zacięć i podrażnień, są wygodne w użyciu, a przy tym wyglądają tak, że aż chce się eksponować je na półce w łazience.

Panasonic Series 900 oraz 900+ Fot. Materiały producenta

Nie przyznam się, ile dokładnie lat minęło od mojej matury (ani jak ją zdałem). Powiedzmy, że to było dawno temu, bo w redakcji MH pracuję ponad 10 lat, po drodze zaliczając jeszcze dziennikarskie studia. Oznacza to, że ostatni raz przed przeprowadzeniem tego testu goliłem się na gładko... proszę zresztą policzyć to samemu. Przez ten czas nosiłem brodę dłuższą i krótszą, niespecjalnie ciągnęło mnie jednak do posiadania naprawdę gładkiej skóry na twarzy. Z brodą zawsze czułem się po prostu lepiej.

Jako młodzieniec raczej źle znosiłem golenie; ten codzienny rytuał oznaczał w moim wypadku masę podrażnień i zaczerwienień, przynosząc zawsze efekt odwrotny od zamierzonego. Najpierw zacząłem więc golić się nie częściej niż co kilka dni, później jedynie na specjalne okazje, takie jak matura właśnie. Raz jeszcze, na studiach, ogoliłem na gładko głowę - nie, nie był to wynik zakładu - ale nawet wówczas w spokoju zostawiłem zarost na twarzy.

Piszę o tym dlatego, żeby udowodnić, jak wielkim wyzwaniem okazał się dla mnie test golarek Panasonic Series 900 oraz 900+ o kodowych nazwach ES-LV9U oraz ES-LS6A. Podchodziłem do niego pełen obaw nie tylko ze względu na strach spowodowany widokiem samego siebie w lustrze, ale też z tego prostego powodu, że skóra mojej twarzy mogła mało ochoczo zareagować na ostrza przycinające zarost tuż przy jej powierzchni.

Panasonic Series 900 oraz 900+Fot. Materiały producenta

 

Golarki Panasonic Series 900 oraz 900+ - raport z testu

Tymczasem po skróceniu brody trymerem pierwszej z golarek (Series 900) zacząłem golić twarz - zgodnie z instrukcją obsługi, którą najpierw przeczytałem, bo to przecież pierwszy raz od dawna - szybko się dziwiąc, że całość idzie tak, nomen omen, gładko i szybko. I że twarz po chwili zyskuje zupełnie nowy wygląd, w zupełności pozbawiony zarostu, bez zaczerwienień i zacięć, gotowa, powiedzmy, na wyzwania kolejnego dnia.

To zdziwienie było tym większe, że przed rozpoczęciem testu zrobiłem drobny research wśród golących się kumpli. Spora część z nich z elektrycznymi golarkami miała takie sobie doświadczenia, które skupiały się zazwyczaj w tym prostym zarzucie, że są one niedokładne i trzeba po nich robotę poprawiać jednorazówkami. Często padało jeszcze stwierdzenie, że do elektrycznej golarki skóra długo się przyzwyczaja, wystawiając użytkownika na próbę. OK, pomyślałem, może pierwsze golenie po latach tak właśnie wygląda i następnym razem tak dobrze mi już nie pójdzie.

Goliłem się jednak obiema golarkami na zmianę - dlaczego, o tym za chwilę - codziennie albo co drugi, trzeci dzień przez ponad dwa tygodnie. I w sumie przez cały ten czas nie doświadczyłem żadnego z wymienionych wyżej problemu. Wręcz przeciwnie - golenie okazało się wyjątkowo przyjemne i szybkie, a same golarki zdobyły mnie swoim designem, jakością wykonania, masą przemyślanych rozwiązań, do których projektanci zapewne dochodzili latami, produkt po produkcie. Z każdym kolejnym dniem golenie zaczynałem lubić coraz bardziej, zamieniając je w swój nowy poranny nawyk, wręcz rytuał. Narzędzia, które dostałem do ręki, miały w tym swój główny udział. Aż przestał mi przeszkadzać ten dziwny facet w lustrze. Dobra, nie przestał. Ale zacząłem go tolerować.

Panasonic Series 900 oraz 900+Fot. Materiały producenta

 

Panasonic Series 900 oraz 900+ to golarki z półki premium

Dlaczego jednak piszę o obu golarkach jednocześnie? Bo to niemal bliźniacze produkty, które różnią się, znacznymi, ale jednak detalami:

- golarka Series 900 ES-LV9U ma pięć ostrzy, golarka Series 900+ ES-LS6A ma ich sześć;
- ta pierwsza posiada bazę czyszczącą, ta druga nie;
- obie są odrobinę inaczej wykończone; pierwsza ma odrobinę więcej plastiku w wysokim połysku, druga bardziej stawia na mat. Inaczej obie wskazują poziom naładowania baterii.

Zgoda, pierwsze dwie różnice są dosyć istotne. To moment, w którym potencjalny nabywca musi zdecydować, jak bardzo potrzebna jest mu stacja czyszcząca, która także golarkę osusza i ładuje. I jak bardzo potrzebuje sześciu ostrzy. Tę kwestię trudno rozstrzygnąć; podczas testów wielokrotnie sam zmieniałem zdanie. Ostatecznie uważam, że jeśli ma się sporych rozmiarów łazienkę i miejsce na blacie na stację czyszczącą, warto postawić na ten właśnie wariant, bo to coś więcej niż bajer. Golarki łatwo utrzymać w czystości także bez niej, ale fakt faktem, stacja czyszcząca sporo ułatwia.

Jeśli jednak golarkę chowa się za każdym razem w szafce nad umywalką, lepiej postawić na wariant stacji pozbawiony. Zwłaszcza gdy ma się mocny, gruby zarost, który wymaga codziennego (albo nawet dwukrotnego w ciągu dnia) golenia. Wówczas jedno ostrze więcej, przewidziane zresztą do radzenia sobie z grubym zarostem, zdecydowanie się przydaje.

Sama stacja czyszcząca jest elegancka, wyjątkowo minimalistyczna, a także - paradoksalnie, bo to przecież nie jest oczywiste - nie zajmuje wiele miejsca. Wykonana jest z solidnego plastiku, pozostawia po sobie wrażenie solidnej, trwałej. Na jej froncie znajduje się kilka kontrolek informujących o statusie umieszczonej w niej golarki. Po lewej stronie jest jeszcze przycisk wygodnie uruchamiany kciukiem, który stację podnosi (dosłownie!), ukazując wysuwany zbiornik na roztwór płynu czyszczącego - całość chodzi łatwo również z zamocowaną golarką, która swoje przecież, choć oczywiście niedużo, waży.

Właśnie: wsuwanie golarki do stacji nie stanowi żadnego problemu. Wszystko jest tu bowiem świetnie spasowane i wymierzone; bez zbędnych luzów, ale też bez tego nieprzyjemnego wrażenia wciskania czegoś na siłę. Bardzo upodobałem sobie również ten prosty ruch pchnięcia golarki do tyłu już w stacji, aby zetknęły się ładujące sprzęt styki. Fajne, serio.

Panasonic Series 900 oraz 900+Fot. Materiały producenta

Same golarki robią fenomenalne wrażenie. Uchwyty są wygodne, doskonale leżą w dłoni, nie ślizgając się nawet, gdy i one, i dłonie są mokre. Bo, oczywiście to trzeba wyraźnie zaznaczyć - golarki z serii 900 oraz 900+ umożliwiają golenie na sucho i na mokro, również z wykorzystaniem żelu, pianki czy mydła do golenia. (Próbowałem każdej z tych opcji i o ile na początku golenia na mokro nie rozumiałem, bo przecież zaletą korzystania z golarki elektrycznej jest między innymi odrzucenie tego całego dodatkowego kramu, który z goleniem się kojarzy. Po jakimś czasie uznałem jednak, że rozwiązaniem idealnym jest weekendowe golenie na mokro i codzienne na sucho).

Jednak wracając do budowy golarek: pod kciukiem znajduje się przycisk on/off. Wariant ze stacją czyszczącą odrobinę wyżej ma jeszcze panel pokryty imitacją skóry, który zapewnia dodatkową kontrolę nad urządzeniem. Front drugiej golarki pokryty jest z kolei matowym plastikiem, który sam w sobie ułatwia pewny chwyt.

Oba testowane urządzenia pochwalić mogą się ruchomymi i naprawdę imponującymi pod względem rozmiaru głowicami zawierającymi ostrza i ślizgi ułatwiające ich prowadzenie po skórze. Poza stacją czyszczącą to główna różnica obu testowanych golarek. Omówię najpierw tę pierwszą, tj. model ES-LV9U (tak, to ten ze stacją).

Na głowicy umieszczono:

- centralnie ostrze do grubego zarostu (pokryte tytanem),
- dwa ostrza podnoszące, których zadaniem jest unoszenie leżących płasko włosków,
- dwa niezwykle cienkie ostrza wykańczające ze stali nierdzewnej,
- dwa gładkie ślizgi.

Model ES-LS6A ma, jak wspominałem wcześniej, ostrzy sześć. W tym wypadku są to:

- dwa ostrza do grubego zarostu (pokryte tytanem),
- dwa ostrza podnoszące,
- dwa ostrza wykańczające,
- pojedynczy gładki ślizg.

Obie golarki tną precyzyjnie, błyskawicznie, radzą sobie bez problemu z jedno- i kilkudniowym zarostem. Domyślam się, że dzięki dwóch ostrzom do zarostu grubego golarka ES-LS6A jeszcze lepiej sprawdzi się u tych facetów, którzy mają tak mocny i gęsty zarost, że najlepiej byłoby, gdyby tę tarkę zamiast policzków golili ze dwa razy dziennie.

Na pewno spora w tym zasługa samych ostrzy, które zdają się w zasadzie nie do zdarcia i na pewno posłużą długie lata. Powierzchnia goląca golarek z serii 900 to w sumie kila centymetrów kwadratowych, co na pewno w ich skuteczności też ma swój udział. Podobnie jak obecność na pokładzie obu urządzeń silnika liniowego, zdolnego wykonać osiemdziesiąt cztery tysiące poprzecznych cięć na minutę (nie liczyłem, ufam zapewnieniom producenta) oraz czujnika golenia, który dopasowuje pracę golarek do panujących "warunków zewnętrznych". Świetnie sprawdzają się również ruchome głowice (20D w pierwszym testownym modelu oraz 22D w drugim) - dopasowanie się do kształtu twarzy czy szyi nie stanowi dla golarek najmniejszego problemu.

Z tyłu obu urządzeń znajduje się jeszcze wysuwany trymer, który ułatwia przycinanie boków, ale dobrze radzi sobie także z ogarnięciem dłuższego zarostu jeszcze przed właściwym goleniem. Wysuniętym trymerem można również zablokować ruchomość głowicy, co czasami podczas golenia nawet się przydaje.

Obie golarki zapewniają około godziny pracy po godzinie ładowania, co oznacza, że dokładnie ogolić można się nimi nawet kilkanaście razy bez konieczności szukania gniazdka. Golarki łatwo zabrać więc bez ładowarki na wakacje. W tym wypadku przydaje się też funkcja zablokowania możliwości przypadkowego uruchomienia. Krótkie 3-minutowe doładowanie urządzeń mocno upominających się o podłączenie do prądu zapewnia jeszcze - to świetna opcja awaryjna - jednokrotne, kilkuminutowe golenie.

Panasonic Series 900 oraz 900+Fot. Materiały producenta

 

Golarki Panasonic Series 900 ES-LV9U oraz Panasonic Series 900+ ES-LS6A - podsumowanie recenzji

Plusy:

 minus świetny design i jakość wykonania,
 minus niezawodność,
 minus doskonałe golenie bez zacięć i podrażnień.

Minusy:

 minus  w tej chwili brak.

Po ponad dwóch tygodniach codziennego testowania obu urządzeń okazuje się, że nawet zatwardziały brodacz może czerpać radość z golenia, jeśli tylko dostarczy mu się odpowiednich narzędzi. I chociaż nie pokażę swojej twarzy na zdjęciu bez zarostu (jakaś taka kwadratowa...), a za chwilę znów będę z namysłem skubał się po brodzie, wiem już, po jaki sprzęt sięgnę, gdy któregoś dnia powiem: dosyć, od dziś tylko na gładko!

Golarki Panasonic sprawdzają się świetnie, a przy tym wyglądają jak najbardziej męskie z męskich gadżetów. Podczas wyboru odpowiedniego dla siebie modelu warto zadać sobie dwa pytania: czy mam sporo miejsca w łazience i czy mam naprawdę mocny zarost. A następnie w zależności od odpowiedzi postawić na jeden z dwóch opisanych wyżej modeli.