Najtwardszy w drużynie. Polar Grit X Pro - pierwsze wrażenia

Po odświeżonych wersjach zegarków z serii Vantage M oraz Vantage V Polar zdecydował się na facelifting modelu Grit X, nadając mu dumny tytuł Pro. Sprawdźmy, co dokładnie kryje się za tą zmianą.

Polar Grit X Pro fot. Piotr Pflegel/MPP
Polar Grit X, który debiutował w ubiegłym roku, w zasadzie w szczycie pandemii, to zegarek niezwykle udany i świetnie wyceniony. To tutaj przecinają się słynne linie, które wyznaczają jakość i cenę. Bo za niecałe 2000 zł (w momencie debiutu; teraz ten sprzęt dorwać można spokojnie nawet 500 zł taniej) użytkownik otrzymywał zegarek, który nie tylko wyglądał na outdoorowy i niezwykle wytrzymały, ale takim właśnie był. Wyposażono go przy tym w niezwykle przydatne w terenie (i nie tylko) funkcje, takie jak Hill Splitter czy FuelWise, oraz niezwykle mocną baterię. Zapewniono też integrację z serwisem Komoot. Między innymi, rzecz jasna, bo Grit X jest zegarkiem, który potrafi zdecydowanie więcej. No, po prostu bomba - osobiście jestem fanem.

REKLAMA

Skoro jest tak dobrze, to po co wariant Polar Grit X Pro?

Bo Polar konsekwentnie odświeża zegarki ze swojego portfolio; i to nie tylko flagowce. Przy czym warto zauważyć, że o ile Vantage M oraz Vantage V zyskały dopiskek V2, o tyle przy modelu Grit X zdecydowano się właśnie na tytuł Pro. Nie jest to tym razem raczej czysta kosmetyka, lecz kilka istotnych zmian, które powodują, że sprzęt niezwykle zyskuje na jakości. Zegarek dotarł do redakcji w dniu swojej premiery (6 października) i kilka rzeczy potrafimy powiedzieć o nim już na pewno. Na pełną recenzję przyjdzie jeszcze czas, nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby pozachwycać się (bo na razie narzekać nie ma na co) już teraz.

Polar Grit X Profot. Piotr Pflegel/MPP

Tak wyglądają obok siebie roczny Polar Grit X oraz świeżutki Polar Grit X Pro (na górze).

Na pewno na pierwszy plan wysuwa się tu zastosowanie szafirowego szkła (w każdym modelu Grit X) oraz tytanowej ramki (jedynie w najwyżej wycenianym wariancie Grit X Titan). Bezel zyskał wskaźniki kierunków świata, dzięki czemu całość pochwalić może się jeszcze bardziej outdoorowym i sportowym charakterem. Przyglądając się natomiast modelom Grit X oraz Grit X Pro, nie sposób nie odnieść wrażenia, że o ile ten pierwszy jest po prostu świetnym zegarkiem dla aktywnego faceta, o tyle ten drugi samym swoim wyglądem od razu plasuje się w klasie premium. Wariant Titan na pasku z perforowanej skóry dobrze czuje się również w towarzystwie białej koszuli i marynarki - sprawdziłem.

Zmiany w budowie i wyglądzie zewnętrznym to jednak dopiero początek. Usprawnieniu uległ również software, dodano też kilka funkcji, których w podstawowym modelu zwyczajnie brakuje. Grit X Pro pochwalić może się outdoorowymi ekranami, które umożliwiają stałe śledzenie wysokości nad poziomem morza, poznanie dokładnej lokalizacji, na pokładzie melduje się też kompas oraz wskaźnik pory wschodu i zachodu słońca. Grit X Pro wyposażono w testy znane z modelu Vantage V V2, czyli biegowy test wydolnościowy, kolarski test wydolności, test regeneracji nóg oraz test ortostatyczny. Grit X Pro umożliwia teraz również sterowanie muzyką w smartfonie z poziomu zegarka.

Dodano również tarczę podsumowującą aktywność treningową w danym tygodniu oraz tarczę właściciela, tj. wyświetlającą imię i nazwisko użytkownika; obie trafić mają również do podstawowego modelu Grit X wraz z kolejną aktualizacją jeszcze w tym roku.

No dobra, ale jak te wszystkie zmiany w ogóle wypadają?

Nie owijając w bawełnę, świetnie. Nie będę oczywiście triumfalnie zakrzykiwał, że trzeba było tak od razu, bo już model Grit X uważam za więcej niż świetny, prywatnie będąc wielkim jego fanem. Przyznam jednak, że Grit X Pro to moim zdaniem najładniejszy zegarek w najnowszej historii marki, sportowy i elegancki jednocześnie, a teraz jeszcze bardziej trwały i dopasiony. Całość sprawia świetne pierwsze, drugie i setne wrażenie. Działa też chyba odrobinę płynniej, delikatnej zmianie uległy również niektóre animacje.

W trybie treningowym Grit X Pro jest świetny tak samo jak wszystkie inne zegarki Polar, oferując to, co one, a nawet więcej. Dokładności pomiaru tętna (zwłaszcza z nadajnikiem na klatkę piersiową H10) można być tu pewnym, tak jak i wskazań GPS. Robotę robi integracja z platformą Komoot, bo nawigowanie po trasie okazuje się niezwykle proste. Monitorowanie snu, program biegowy (sprawdź moją recenzję dla womenshealth.pl), świetna aplikacja Flow, cóż, Polar konsekwentnie podąża swoją ścieżką i robi to bardzo dobrze, pozostaje więc jedynie kibicować.

Chyba że...

W dłuższym teście okaże się, że wszystkie te bajery nie działają tak dobrze, jak się zapowiada. Po dwóch dniach z modelem Grit X Pro i ponad roku z modelem Grit X raczej bym się tego nie spodziewał, ale do zagadnienia należy podejść uczciwie. Zabieram się więc za ostre sprawdzanie - niebawem dam znać, jak przebiegł sam test i jaki jest jego ostateczny rezultat. Do zobaczenia najpierw na szlaku, a następnie na stronach Men's Health.

A oto kilka zbliżeń zegarka Polar Grit X Pro Titan

Polar Grit X ProPolar

Polar Grit X Profot. Polar

Polar Grit X Profot. Polar

Polar Grit X Profot. Polar

Polar Grit X Profot. Polar

Polar Grit X Profot. Polar

Polar Grit X Profot. Polar

Polar Grit X Profot. Polar

Polar Grit X Profot. Polar

 

Zobacz również:
Nie ma sensu tracić czasu na ćwiczenia tylko na brzuch. Scyzoryk z wyciskaniem sprawi, że brzuch będzie jak brzytwa.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA