[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Philips Hue - zostań władcą światła [testy MH]

Gdy do redakcji dotarł zestaw inteligentnych żarówek i lamp Philipsa, byłem mocno sceptyczny. Myślałem, że to kolejny gadżet, którym pobawię się dzień dwa i zapomnę. Po miesiącu testów będzie mi trudno wrócić do starych żarówek. 

Philips Hue Philips Hue
Myślę, że już niedługo będziemy patrzeć na jednobarwne żarówki, nawet tak modne dziś LED, z takim politowaniem, z jakim dziś patrzymy na pochodnie. No owszem, jakoś tam świecą, ale w porównaniu z możliwościami żarówek sterowanych z telefonu to po prostu średniowiecze. 

Gdy słyszę o kolejnych "inteligentnych" urządzeniach, które mają zrewolucjonizować moje życie, odruchowo przypominam sobie wyczytane gdzieś zdanie, że producenci robią wszystko, żeby wygenerować w nas jakąś potrzebę, a następnie ją zaspokoić. Do tych świecących kolorowo sterowanych z poziomu aplikacji lamp też podchodziłem z dużą ostrożnością.

No bo co jeszcze można wymyślić? Przecież mam już w domu, zaraz, policzmy... 26 żarówek. Niemal idealnie jedna żarówka na dwa metry kwadratowe powierzchni. W większości są to żarówki ledowe, na dobrych diodach, świecące światłem o temperaturze 5600K (takie lubię najbardziej), chociaż są też trzy halogeny, trzy żarowe i jedna świetlówka. Halogeny nad blatem w kuchni, żarowe w lampkach do czytania i w tej stojącej w kącie w salonie.  A, przepraszam, w łazience, wpuszczone w sufit są jeszcze trzy kolejne halogeny podłączone do zasilacza 12V. Czyli w sumie mam 29 żarówek. Starannie i świadomie dobranych i rozmieszczonych. Zgadza się. Na punkcie światła mam lekkiego bzika. 

Czego jeszcze mi potrzeba?

No właśnie. Właściwie nic. Ale dlaczego miałbym nie spróbować? Dlatego chętnie przystaję na propozycję testów sporego zestawu od Philipsa. Co w nim?

  1. Zestaw startowy Philips Hue White and color ambiance za 729 zł
    W pudełku: 3 żarówki z gwintem E27, mostek do połączenia z domową siecią WiFi oraz bezprzewodowy kontroler do ściemniania.
  2. Przenośna lampa Philips Hue Go RGBW za 309 zł
    W pudełku: Półkolista lampa i zasilacz - ładowarka.
  3. Philips Hue Iris RGBW za 299 zł

To tylko jedna z wielu kombinacji, bo cały system Hue jest rozbudowany - najważniejszy jest mostek - to on jest mózgiem. Potrafi sterować wszystkimi zamontowanymi w domu źródłami światła, pod warunkiem, że nie będzie ich więcej niż 50. A te źródła są naprawdę różne. Żarówki z różnymi trzonkami, lampy stołowe, lampki nocne, sufitowe, kinkiety wewnętrzne i zewnętrzne, a nawet latarnie ogrodowe. Jest w czym wybierać. 

Konfiguracja

Ja jednak miałem do dyspozycji pięć źródeł światła. Trzy żarówki i dwie lampki, z czego jedna przewodowa, druga z ładowanym akumulatorem. Musiałem się zdecydować, jak je rozmieścić. 
W salonie wkręciłem dwie żarówki do lamp sufitowych, a na półce, na której mam telewizor postawiłem lampę Iris.
Trzecią żarówkę wkręciłem w lampę sufitową w sypialni, a lampkę Go ustawiłem na stoliku nocnym.

Wystarczyło wkręcić żarówki i włączyć światło. Wszytko świeciło, tyle że białym światłem. Żeby skorzystać z możliwości sterowania za pomocą aplikacji trzeba podłączyć mostek do routera. Metoda trochę staroświecka, bo podłączenie za pomocą kabla ethernetowego, ale przebiegła bez najmniejszego zgrzytu. 

Philips Hue

Ściągnąłem aplikację na telefon, zalogowałem się do domowej sieci i pozwoliłem apce wyszukać dostępne urządzenia. Wyszukała wszystkie, w tym każdą z trzech żarówek osobno. Teraz pozostało mi jedynie przypisać je do poszczególnych pokojów. Co również było dziecinnie łatwe.

Sceny i nastroje

W każdym pokoju można skonfigurować tzw. scenę, dostosowując kolor i jasność każdego źródła światła występującego w danym pomieszczeniu. Na początek warto skorzystać z predefiniowanych aranżacji, które, szczerze mówiąc, były tak dobrane, że po kilku próbach modyfikacji okazały się całkowicie wystarczające. Być może gdybym miał większe mieszkanie, musiałbym coś poprawiać. Ale nie musiałem, bo te 30 zaprojektowanych przez specjalistów Philipsa, i tak przekroczyło moją wyobraźnię. 

Philips Hue

 

Po kilku wieczorach kombinowania i zabawy z kolorami, zauważyłem, że w salonie korzystam najczęściej z czterech predefiniowanych aranżacji świetlnych. Podczas pracy przy komputerze włączałem jasną aranżację z zimnym niebieskawym światłem. Wiem, że niebieskie światło blokuje wydzielanie melatoniny powodującej senność, a że najbardziej lubię pisac nocą, ten tryb bardzo mi się przydawał. Gdy czytałem książkę – wybierałem scenę czytanie z jasnym ale ciepłym białym światłem. Do oglądania telewizji najlepsza okazała się aranżacja z ciepłym bursztynowym przyciemnionym światłem. W ogóle nie kolidowało ono z kolorami telewizora, a jednocześnie pozwalało mi bez trudu wybierać właściwe przyciski na pilotach, a gdy wstawałem, by zrobić sobie kawę, nie potykałem się o sprzęty, bo światła było wystarczająco dużo. Czwarty ulubiony zestaw to ten, w którym dominują kolory czerwony i fioletowy. 

Pora spać, pora wstawać

Rozwiązaniem, które najbardziej mi się spodobało, jest możliwość takiego ustawienia świateł, by włączało się i wyłączało o określonej porze. Sporo ostatnio czytałem i pisałem o tym, jak ważne jest utrzymanie stałego rytmu dnia oraz o wpływie światła na sen i mam wrażenie, że inzynierowie Philipsa też poważnie potraktowali ustalenia uczonych. 

W aplikacji można bowiem ustawić dla każdego dnia oddzielnie, albo dla kilku dni (czyli najczęściej od poniedziałku do piątku i na weekend) okreslone pory, kiedy światło się zapala i kiedy gaśnie. Ja ustawiłem sobie tak, że na pół godziny przed planowaną pobudką dwie lampy w sypialni łagodnie się rozświetlały światłem dziennym, czyli tym, które blokuje wydzielanie melatoniny. Śpię przy szczelnie zasłoniętych oknach, więc takie rozjaśnianie sprawiało, że mój organizm przestawał wydzielać melatoninę i mam wrażenie, że wstawało mi się łatwiej niż zwykle. 

Zaprogramowanie czasu stopniowego przygasania świateł w moim przypadku było trochę bez sensu, bo kładę się o różnych porach, ale jeśli masz bardziej uporządkowane życie, ta funkcja może Ci się bardziej przydać. Stopniowe przyciemnianie światła pomaga się wyciszyć i wskazuje, że pora spać. 

Funkcje z których nie skorzystałem

Aplikacja pozwala synchronizować światło z muzyką lub grami. Ciekawe, ale chyba dla młodszych ludzi. Można też ustawić sceny w taki sposób, by włączały się w wybranych przez Ciebie pomieszczeniach, gdy zbliżasz się do domu i wyłączały, gdy z niego wychodzisz. Ta funkcja może być przydatna ludziom mieszkającym w dużych domach, mnie nie była potrzebna. Podobnie zresztą jak możliwość sterowania światłem z dowolnego miejsca na świecie. Nie potrafiłem sobie wyobrazić sytuacji, w których ta możliwość mogłaby mi się przydać. Być może, gdybym był Jamesem Bondem i ukrywał w mieszkaniu dziewczynę, na która polowaliby gangsterzy i ona zadzwoniłaby do mnie, że właśnie włamali się do domu, mógłbym jej pomóc, zdalnie włączając i wyłączając światło w losowych pokojach. Nie jestem jednak Bondem, więc nawet tego nie konfigurowałem.

Philips Hue

Czy warto?

W skrócie: jeżeli masz akurat wolne kilka stówek i mieszkasz w domu, a nie w bloku, to zdecydowanie tak. Możliwość połączenia świateł zewnętrznych, wyłączenia światła w piwnicy i na ostatniej kondygnacji bez ruszania się z kanapy, a także symulowania obecności w domu, gdy jesteś na wakacjach - to znaczne ułatwienie życia. Tym bardziej, że system jest cały czas rozwijany. POjawiają się nowe lampy, nowe funkcje i nowe wersje aplikacji. Jeśli w ogóle kręci Cię inteligentne światło, to system Philips Hue jest obecnie najlepszym rozwiązaniem. Moim zdaniem najbardziej opłacalny jest zakup starter kita z trzema żarówkami RGB i mostkiem. Gdy już poznasz jego możliwości, łatwiej Ci będzie zdecydować, czy chcesz rozbudowywać układ, a jeśli tak, to o jakie elementy. 

REKLAMA

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij