Mały, ale wariat. Test Suunto 9 Peak w wersji Full Titanium Black

Wcale nie taki mały i raczej spryciarz niż szaleniec, ale tytuły rządzą się przecież swoimi prawami. Suunto 9 Peak w nowej odsłonie to sportowy zegarek, który zamiast podążać utartymi ścieżkami wyznacza je sobie sam, a później kroczy w nich cały na biało, hm, to znaczy: czarno.

Suunto 9 Peak Piotr Pflegel/MPP

Jest taka scena w pierwszym "Batmanie" Nolana, gdy Lucius Fox prezentuje Bruce'owi Wayne'owi tumblera, późniejszy batmobil. Prototyp pojazdu stworzono z myślą o konfliktach zbrojnych, a więc karoseria to pełen kamuflaż. Bruce (dla niewtajemniczonych: Batman), po krótkiej, choć pełnej wrażeń jeździe testowej mówi tylko dwa słowa: Poproszę czarny.

REKLAMA

Myślę, że podobna historia musiała wydarzyć się w kwaterze głównej Suunto, gdy ktoś ważny wziął do rąk prototyp sportowego zegarka Suunto 9 Peak w podstawowej wersji, której - należałoby dodać - niczego przecież nie brakowało. Słowa "poproszę czarny" musiały jednak paść, bo najpierw powstały przecież kolejne warianty kolorystyczne, z zegarkiem całkowicie czarnym włącznie, a dosłownie chwilę temu pojawiła się wersja Full Titanium Black, a więc model szczytowy, flagowiec wśród flagowców, batmobil wśród aut drogowych.

Suunto 9 PeakPiotr Pflegel/MPP

Suunto 9 Peak Full Titanium Black to ten sam sprzęt, który na rynku dostępny jest już od połowy ubiegłego roku. Pod względem designu i funkcjonalności nie zmieniło się tu nic. Jedyna różnica to zastosowane materiały: w nowej wersji zegarek otrzymał tytanową bransoletę (oraz drugi silikonowy pasek w zestawie). Tytanowy jest tu również pierścień (tytan klasy 5) oraz koperta (również tytan klasy 5), choć ta w części z przyczyn oczywistych wykonana jest również z poliamidu wzmocnionego włóknem szklanym. To wciąż wybitny sprzęt sportowy czy nawet multisportowy, ale teraz w końcu również zegarek, który świetnie nosi się na co dzień.

Suunto 9 Peak Full Titanium Black to zegarek sportowy, z którego w końcu można korzystać całą dobę

Mnie akurat większe zegarki na przegubie o typowo sportowym i trochę bardziej krzykliwym designie nie przeszkadzają, bo zazwyczaj noszę się w jeansach i czarnym t-shircie, ale znam takich, i to wielu, którzy z całodobowego monitorowania aktywności musieli zrezygnować, bo jednak do białej koszuli i marynarki busola na nadgarstku pasuje raczej jak pięść do nosa. Kiedy sam zakładam marynarkę, też oczywiście ze swojego codziennego sportowego zegarka rezygnuję na rzecz szwajcarskiej elegancji. Większe zegarki średnio też niektórym pomagają monitorować sen - bo sporych rozmiarów sprzęt na ręce przeszkadza w wygodnym ułożeniu się i spokojnym przespaniu całej nocy. Sam co prawda takich problemów nie mam, ale przy piwie z kumplami dowiedzieć można się wszystkiego.

Suunto 9 Peak jest rozwiązaniem obu tych problemów, i to rozwiązaniem najprostszym z możliwych. To bowiem zegarek po prostu od całej gamy sportowych sprzętów zdecydowanie mniejszy. A także zdecydowanie bardziej oszczędny, jeśli chodzi o design. W nowej wersji Full Titanium Black niezwykle minimalistyczna koperta o rozmiarach 43 x 43 x 10,6 mm na tytanowej bransolecie o szerokości 22 mm prezentuje się po prostu cholernie dobrze - i to bez względu na towarzystwo; Suunto 9 Peak Full Titanium Black pasuje zarówno do mojego czarnego t-shirtu i biżuterii na drugiej ręce, jak i sportowej i, powiedzmy, całkiem eleganckiej marynarki. Zegarek wygląda zjawiskowo, zadziornie, ma ten sportowy sznyt, ale dzięki bransolecie zamiast zwykłego paska dominuje jednak elegancja. I jest to moim zdaniem strzał w dziesiątkę.

Suunto 9 PeakPiotr Pflegel/MPP

Dzięki mniejszemu rozmiarowi Suunto 9 Peak Full Titanium Black nie przeszkadza również podczas snu tym bardziej wiercącym się w łóżku osobom.

Przy tym mniejszym rozmiarze nie należy obawiać się jednak mniejszego wyświetlacza. Ten ma przekątną 1,2 cala, a więc dokładnie tyle, co dużo większe zegarki konkurencji. Producentowi udało się "ściągnąć" zegarek, przenosząc trzy fizyczne przyciski pod ramkę - nie dość, że sprytne, to i zaskakująco funkcjonalne oraz ładne. Wracając do wyświetlacza, ten ma następującą specyfikację:

  • rozmiar: 1,2 cala,
  • rozdzielczość: 240 x 240 pikseli,
  • podświetlenie: LED,
  • podświetlenie: automatyczne dostosowanie jasności (które można manualnie zmienić),
  • wyświetlacz dotykowy;
  • całość zamknięta jest oczywiście odpornym na zarysowania kryształem szafirowym.

Zegarek wraz z bransoletą waży 84 g, ale jest to waga, której przy codziennym użytkowaniu się nie czuje. Suunto 9 Peak Full Titanium Black można odchudzić o około 30 gramów, zamieniając bransoletę na silikonowy pasek (jak wspomniałem, w zestawie). To zresztą czynność, którą powinno wykonywać się przed każdym treningiem. I nie chodzi tu tylko o wygodę, równie istotny jest tu pomiar tętna z nadgarstka, który będzie po prostu dokładniejszy, gdy zegarek dobrze przylegać będzie deklem do skóry i nie będzie się na nadgarstku wiercił.

Suunto 9 Peak Full Titanium Black to rasowy sportowiec, który dotrzyma Ci kroku. A Ty jemu

Sporych rozmiarów wyświetlacz zamknięty w stosunkowo małej kopercie to nie wszystko. Projektantom i inżynierom Suunto udało się w modelu 9 Peak zmieścić również niemałą baterię i elektroniczne serce, które stawi czoła najcięższym (i najdłuższym) sportowym wyzwaniom.

Akumulator pozwala użytkownikowi działać na najwyższych obrotach z najdokładniejszym pomiarem śledzenia satelitarnego (GPS, GLONASS, GALILEO, QZSS, BEIDOU) do 25 godzin. Inteligentne tryby baterii potrafią wydłużyć ten czas do 50, 120 i nawet 170 godzin w trybie Wycieczka. W trybie czasu zegarek działa do dwóch tygodni, z włączonym monitoringiem aktywności i snu oraz powiadomieniami z telefonu - 7 dni.

Suunto 9 PeakPiotr Pflegel/MPP

W praktyce oznacza to, że Suunto 9 Peak Full Titanium Black można zabrać na dłuższy nawet wypad w teren bez ładowarki. Podczas dwutygodniowego testu sam ładowałem go tylko raz i nawet ten jeden raz był wyjątkowy. Bo to niby nic, a jednak wygodę użytkowania zegarka zwiększa niesamowicie - otóż kabelek ładujący zakończony jest wielokierunkową główką, dzięki której nie trzeba już szukać odpowiedniej pozycji, by rozpocząć ładowanie. Sam proces też jest wyjątkowo szybki, bo Suunto 9 Peak 100% baterii od zupełnego zera łapie w około godzinę.

No dobrze, świetnie, ale powstaje też zasadnicze pytanie, co można robić przez tych 25-170 godzin z zegarkiem Suunto 9 Peak Full Titanium Black? Najkrócej i najdokładniej: wszystko. Sam ograniczyłem się jednak do biegania (długie wybiegania, bieg interwałowy, bieg tempowy) w mieście i w lesie, jazdy rowerem w okolicach podmiejskich i niskich górach, wycieczki pieszej po górach (w mojej skali) wyższych, treningu siłowego, treningu HIIT, wiosłowania na ergometrze i treningu bokserskiego (zegarek był obok mnie, sczytując tętno z paska na piersi). Jeśli ktoś miałby ochotę na więcej, nie ma problemu, bo zegarek zapewnia 80 trybów sportowych, a także umożliwia stworzenie swojego własnego trybu.

Jeśli chodzi o dokładność zapisu śladu, tutaj nie ma się do czego przyczepić. Zabrałem Suunto 9 Peak Full Titanium Black na ścieżkę, którą znam lepiej niż jakąkolwiek inną i podczas biegu rozpoznaję kamienie pod nogą, które oznaczają kolejne pokonane kilometry. Suunto 9 Peak łapie sygnał satelitarny od razu (po pierwszym uruchomieniu potrzebuje chwili, ale każdy kolejny trening można rozpocząć w zasadzie z marszu) i go nie gubi, wskazując dystans i prędkość bez zarzutu, nawet w sąsiedztwie wysokich budynków czy w głębokim lesie.

Dla tych, którzy odczytów w mieście mimo wszystko się obawiają, przygotowano funkcję Snap-to-Route (Zadana trasa), która po uruchomieniu nakazuje zegarkowi nie tyle tworzyć własną ścieżkę, co lokalizować go na zadanej wcześniej trasie właśnie. Dla mnie to trochę bajer - ale znów: pewnie są osoby, które potrzebują lotniczej wręcz precyzji, i one będą więcej niż zadowolone. Nie bajerem, a bardzo przydatną funkcją jest z kolei Climb Hill Training, która rozpoznaje podbiegi i podjazdy, zapisując je jako osobne okrążenia.

Suunto 9 PeakPiotr Pflegel/MPP

Trudno też przyczepić się do odczytu tętna z nadgarstka. Pozostaję w stosunku do optyczych odczytów więcej niż sceptyczny i pierwszą rzeczą, jaką robię po wyjęciu zegarka z pudełka jest zawsze trening siłowy z ciężarem okołomaksymalnym z dwoma zegarkami: testowanym na przegubie oraz drugim na podłodze, sparowanym jednak z czujnikiem tętna na klatce piersiowej. To ten moment, w którym wychodzą największe kwiatki, bo przy siadach z naprawdę ciężką sztangą tętno skacze w dosłownie sekundę do naprawdę wysokich wartości, w dodatku przepływ krwi przez przedramię jest mocno ograniczony, bo dłoń mocno zaciska się na gryfie, a ręce uniesione są przecież do góry. Mało który zegarek z optycznym pomiarem tętna wychodzi z tej próby zwycięsko. Seria 3 powtórzeń to tylko chwila i większość sportowych zegarków różnicę w tętnie zaczyna rejestrować zmianę dopiero po odłożeniu sztangę na stojaki. Po tak krótkim wysiłku i będąc w całkiem niezłej formie, serce stosunkowo szybko się uspokaja. A to oznacza, że do wartości rzeczywistych zegarek może nigdy nie dobić. I zazwyczaj nie dobija.

Podobnie zresztą sprawy mają się podczas treningów HIIT, wiosłowania na ergometrze wioślarskim, sprintów na rowerze czy nawet biegowych interwałów. Optyczny pomiar tętna w takich sytuacjach po prostu nie domaga. Świetnie sprawdza się podczas aktywności o umiarkowanej intensywności, wycieczki pieszej czy podczas pomiarów w trakcie regeneracji (czyt. przy biurku w pracy), ale podczas naprawdę ostrej zabawy - zazwyczaj nie.

To był wstęp, bo teraz teatralnym głosem powiem: jakież było moje zdziwienie, gdy Suunto 9 Peak Full Titanium Black dał radę i mój egzamin zdał. OK, w trakcie siadów ze sztangą kilkanaście jednostek się pomylił, ale to nic, bo bywają i takie sytuacje, gdy ja daję z siebie wszystko, a zegarek sportowy usilnie próbuje wmówić mi, że oglądam, powiedzmy, "Pewnego razu w Ameryce". Podczas interwałów na biegowej ścieżce odchyleń w zasadzie nie dostrzegłem. Tak samo jak i podczas jazdy rowerem czy treningu na wioślarzu. Wniosek może być tylko jeden: optyczny pomiar z nadgarstka w modelu Suunto 9 Peak działa i to działa dobrze. Co nie znaczy, że osobiście i tak zalecam zainwestowanie w pas z czujnikiem na pierś.

Suunto 9 Peak Full Titanium Black napakowany jest funkcjami, ale pozostaje skromny

I daje użytkownikowi wybór, które treningowe dane rzeczywiście chce zbierać, aby je później analizować. To zasługa sprytnie pomyślanej usługi Suunto Plus, dzięki której można w zegarku uruchomić kolejne, dodatkowe i ponadstandardowe funkcje, jak na przykład Burner, który pozwoli oszacować, ile spalonych kalorii pochodzi z tłuszczu, a ile z węglowodanów (traktować radzę to jako wskazówkę i ciekawostkę, bo metabolizm nie jest aż tak prosty), wspomniany wcześniej Climb, czyli Trening na wzgórzu, Ghost Runner, Loop, czyli różnego rodzaju liczniki okrążenia itd. Dostępne są też Suunto Plus Guides, tj. treningowe przewodniki biegowe, fitness, pływackie itp.

Suunto 9 Peak można również połączyć z łatwością z zewnętrznymi partnerami marki: serwisami Strava, Komoot, Fatmap czy Training Peaks. Znów: możliwość wyboru i dopasowanie treningowego sprzętu dokładnie pod swoje oczekiwania to rzecz bardzo fajna.

Co nie znaczy, że sam zegarek wraz z towarzyszącą jej apką nie są wystarczające (dla mnie: są).

Świetnie sprawdza się funkcja Zasoby organizmu, która ułatwia choćby podjęcie decyzji co do intensywności następnego treningu. Z takich przydatnych rzeczy warto wspomnieć również o pulsykometrze (pandemia wszystkich nauczyła, czym to jest), który w wypadku zegarka sportowego o mocno outdoorowym zacięciu pomaga w aklimatyzacji w trakcie wyprawy wysokogórskiej. Mamy tu jeszcze szacunkowe VO2 Max, a po treningu otrzymujemy informację, jak długo powinna trwać regeneracja przed podjęciem następnej próby. Wskaźników jest zresztą więcej: EPOC, PTE i TSS są tylko niektórymi z nich.

Wrażenie robi oczywiście wytyczanie ścieżki na mapach 3D w aplikacji Suunto - ale to temat tak obszerny, że zasługuje zdecydowanie na osobny tekst.

Suunto 9 Peak Full Titanium Black robi świetne pierwsze wrażenie, ale jeszcze lepsze dziesiąte i setne

W czasach, w których wszystko musi być większe i pod każdym względem bardziej; w których wyświetlacze zegarków, telefonów, tabletów, systemów w samochodach, telewizorach rosną o kolejne cale - otóż w takich czasach co najmniej docenić należy fakt, że marka Suunto zamiast podążać za tym trendem opiera się mu, tworząc zegarek ze wszech miar wyjątkowy. To naprawdę świetny sprzęt, który warto polecić.

OK, to na sam koniec jeszcze cena, bo pytanie, ile za to wszystko trzeba zapłacić, paść musi: 4509 zł. Dużo? Tak. Ale biorąc pod uwagę tytanową ramkę i bransoletę - już nie tak bardzo. W Polsce Suunto 9 Peak Full Titanium Black będzie można kupić w sklepie Zegarownia, w sieci Time Trend oraz na stronie suunto.com.

ZOBACZ TEŻ: Jak zacząć biegać? Plan na start

REKLAMA