Horizon Forbidden West - recenzja. To (znowu) najlepsza gra na PlayStation 5

To powoli staje się nudne - od debiutu PlayStation 5 o każdej kolejnej premierze Sony można powiedzieć dokładnie to samo. Znów do czynienia mamy z grą niemal wybitną, doskonałą pod względem technicznym oraz opowiadającą świetną historię. Horizon Forbidden West to najlepsza gra na PS5.

Horizon Forbidden West Horizon Forbidden West

Oczywiście do czasu, bo za chwilę metodą kopiuj-wklej to samo będzie można powiedzieć o Gran Turismo 7, a następnie o każdej kolejnej produkcji zmieżającej ekskluzywnie na PlayStation 5 (oraz PS4 - o czym później). Horizon Forbidden West zachwyca na każdym kroku. Warstwa techniczna? Dziesięć na dziesięć. Rozgrywka? Tak samo. Historia? Jest świetnie. Do tego fenomenalny dubbing (angielski, bo polski już nie brzmi tak dobrze), rozbudowane linie dialogowe, kolosalne drzewko umiejętności, dzięki któremu naprawdę można spersonalizować sposób gry, ogromnych rozmiarów świat, różnorodność przeciwników - tu naprawdę nie ma do czego się przyczepić, za to przy każdym elemencie gry można z uznaniem skinąć głową. Jedyny problem z Horizon Forbidden West polega na tym, że choć poszczególne puzzle zasługują na najwyższe noty, tak cały obrazek już się takiej ocenie wymyka.

REKLAMA

Przewiń do przodu:

1. O czym opowiada Horizon Forbidden West?

2. Jak gra się w Horizon Forbidden West?

3. Jak długa jest gra Horizom Forbidden West?

4. Ocena redakcji

5. Szczegóły techniczne

 

Dziwny jest ten świat, czyli o czym opowiada Horizon Forbidden West?

Oto dopiero wyzwanie: spróbuj opowiedzieć kilkuletniemu dziecku, największemu fanowi dinozaurów na świecie, w jakiej to w ogóle rzeczywistości rozgrywa się akcja Horizon Forbidden West. Skąd tu w ogóle wzięły się mechaniczne dinozaury, dlaczego - choć to przecież daleka przyszłość - bohaterowie noszą stroje typowe dla kultur plemiennych, a przyroda zyskuje cyfrowe znaczniki.

Tę wizję odległej przyszłości byłoby naprawdę bardzo łatwo wyśmiać, gdyby tylko nie okazała się ona tak wewnętrznie - i nie tylko przecież - spójna. Komuś, kto wymyślił ten setting należą się najpierw ogromne brawa za wyobraźnię, a następnie jeszcze większe za odwagę. Tymi ostatnimi poczęstować powinniśmy również wszystkim twórcom gier z serii oraz tzw. osobom decyzyjnym, które na przedstawiony im projekt nie zareagowały podejrzliwym uniesieniem brwi i skierowaniem koncepcji do kosza, tylko ogromną - podejrzewam - dawką entuzjazmu.

Umówmy się, pomysł, by osadzić tę historię w świecie, w którym ludzkość cofnęła się w rozwoju do czasów plemiennych, a po planecie biegają (i latają) maszyny do złudzenia przypominające dinozaury, jest co najmniej brawurowy. W tym świecie jest jeszcze Aloy, plemienny wyrzutek o znaczeniu dla historii świata zdecydowanie większym, niż początkowo mogłoby się wydawać. Rudowłosa, przesympatyczna wojowniczka już raz cały ten świat przed zagładą uratowała, wychodzi jednak na to, że jest to robota na cały etat i planetę Ziemię należy ratować regularnie, przynajmniej w tempie raz na jedną część serii.

Jednak mimo tej brawury, którą bardziej sceptyczni uznaliby jednak za czyste szaleństwo, zaznaczyć należy wyraźnie, że całość mocno się spina i w ogóle wraz z okrytymi kolejnymi kartami urasta rangą do rasowego i świetnego science fiction z tak mocno eksponowanym (i słusznie!) wątkiem ekologicznym.

Horizon Forbidden WestHorizon Forbidden West

Dlatego - znów - mamy do czynienia z grą Sony, która pod pozorem akcyjniaka RPG mówi coś ważnego i nie traktuje odbiorcy jak rasowego idioty. Choć wielokrotnie również puszcza do niego oko, uciekając tym samym od niepotrzebnego nadęcia. Również pod tym względem Horizon Forbidden West okazuje się grą zdecydowanie wykraczającą ponad normę.

Więcej o fabule Forbidden West mówić i pisać się nie powinno, bo jej odkrywanie jest bardzo satysfakcjonujące. Nawet jeśli niektóre wątki otwierają się na gracza zbyt szybko, zdejmując się z siebie błyskawicznie aurę tajemniczości, to i tak po drodze następuje kilka solidnych zwrotów akcji, które nie pozwalają konsoli wyłączyć, tylko jeszcze mocniej przywiązują do kontrolera.

Jedyny zarzut, jaki można by grze postawić, to ten, że bez ukończenia części pierwszej, tj. Horizon Zero Dawn, naprawdę trudno będzie się w zawiłościach Forbidden West połapać. I to mimo streszczenia opowieści na początku gry - najlepszym rozwiązaniem przed rozpoczęciem nowej przygody Aloy byłoby w ogóle powtórne rozegranie jedynki; dopiero wówczas zyskałoby się pełne rozeznanie w sytuacji. Forbidden West jest bowiem bezpośrednią kontynuacją części pierwszej i choć od wydarzeń w niej przedstawionych minęło kilka miesięcy, to ich wagę i wydźwięk czuć w każdej kolejnej sekundzie gry.

Właśnie - być może cały ten flashback nie byłby tak bardzo konieczny, gdyby historia opowiadana w Zero Dawn okazała się mimo wszystko trochę bardziej zapadająca w pamięć. Trzeba jednak przyznać, że jak wysoko nie oceniałoby się jej bezpośrednio po ukończeniu gry, tak po kilku latach pozostaje się z wrażeniem, że była ona jednak tylko pretekstem do spektakularnych starć z dino-maszynami. Tym razem jednak cała narracja rozpisana jest zdecydowanie sprawniej - Horizon Forbidden West napędzane jest fabułą i można być pewnym, że zostanie ona w pamięci na długo.

Raz łukiem, raz włócznią, czyli jak gra się w Horizon Forbidden West

To jedna z tych gier, które przytłoczyć mogą swoim ogromem. Mapa w Horizon Forbidden West jest naprawdę sporych rozmiarów, pełna aktywności. Główny wątek fabularny jest mocno rozbudowany i pełen dłuższych przerywników filmowych wraz z wyjątkowo rozwiniętymi opcjami dialogowymi. Dokładając do tego masę misji i aktywności pobocznych oraz po prostu eksplorację świata, uzyskuje się grę potężną, na dziesiątki godzin.

Ten akcyjniak RPG potrafi swoim rozmiarem wręcz przytłoczyć. Podczas gry niejednokrotnie można poczuć się przygniecionym ilością zagadnień, które na użytkownika czekają. A biorąc pod uwagę fakt, że zabieranie się za kolejne misje wątku głównego bez osiągnięcia właściwego poziomu postaci oraz odpowiedniego wyposażenia, jest co prawda możliwe i wykonalne, ale też ryzykowne/raczej skazane na porażkę, to liczyć należy się z wieloma zarwanymi z rzędu nockami.

Na szczęście Forbidden West staje na wysokości zadania, proponując misje i aktywności poboczne tak solidne, że w ogóle nie ma się wrażenia, że to rzeczy dodatkowe, doczepione, wydłużające perfidnie grę. Całość jest tu komplementarna, jedno wynika z drugiego i się z nim sprytnie łączy. Podczas gry po prostu się działa, a nie odhacza kolejne punkty na liście. To wzorowo wykonany element Horizon Forbidden West.

Horizon Forbidden WestHorizon Forbidden West

Świetnie wypada również walka - rozbudowana jeszcze bardziej niż w jedynce. Nowe wrogie maszyny robią wrażenie, ale jeszcze mocniej iponuje wachlarz możliwości rozprawienia się z nimi. Do wykorzystania mamy masę łuków z amunicją o różnym działaniu. Odrywanie pancerzy od wcześniej zeskankowanych maszyn, trafianie w czułe punkty, poddawanie ich wrogim żywiołom - to wszystko zrealizowane jest świetnie. Walka jest wymagająca, wymaga myślenia i sprytu. I... znów znajomości części pierwszej gry. Forbidden West dosyć oszczędnie (tam, gdzie trzeba, bo miliard razy przypomina na przykład o możliwości szybkiej podróży za darmo) tłumaczy właściwe sobie mechaniki, przez co dopiero poznająca serię osoba może niespecjalnie wiedzieć, co i jak powinna robić. A opcji jest naprawdę sporo.

Bo oprócz walki w dystansie do dyspozycji gracza oddano przecież również walkę w zwarciu i możliwość cichego wykańczania przeciwników. Styl gry obrać można w zasadzie dowolny, w czym pomaga i do czego zachęca bardzo rozbudowane drzewko umiejętności. Zdobywane punkty doświadczenia są jak koc w wierszu młodego poety granego przez Ethana Hawke'a w "Stowarzyszeniu umarłych poetów" - zawsze trochę ich brakuje, co oznacza, że "wydawać" należy je według wcześniej ustanowionego planu. Losowe ich przydzielanie skutkować będzie tylko tym, że każda kolejna potyczka okaże się jeszcze bardziej wymagająca.

Gdybym miał się do jakichś mechanik Horizon Forbidden West przyczepić, byłaby to wspinaczka - niby intuicyjna i płynna, a jednak powodująca masę problemów. Aloy nie zawsze reaguje na komendy tak, jak chciałby tego gracz. Drugim niespecjalnie udanym elementem jest przemierzanie świata na zdominowanym wierzchowcu - ta płotka często płata figle i powoduje niemałą irytację.

Zabawa na wiele wieczorów, czyli jak długa jest gra Horizon Forbidden West

Nawet jeśli ten wątek został już podjęty wcześniej, trzeba to powtórzyć, bo to ten jeden fakt o produkcji Guerrilla Games i Sony, który powinien zdecydowanie wybrzmieć.

Horizon Forbidden West jest wielkie, wręcz przytłaczające. A przy tym jest to tego rodzaju gra, z której nie tak łatwo zrezygnować nawet po wielu godzinach bycia przykutym do ekranu. Historia i gameplay tak ładnie się tu zazębiają, że trudno po prostu przestać grać - trzeba pogodzić się z tym, że kolejne wieczory i weekendy spędzać będzie się z Aloy, wrogo nastawionymi do siebie plemionami, maszynami, wątkiem, powiedzmy, z kosmosu itd. Niesamowicie Horizon Forbidden West do siebie zachęca i w ogóle nie nudzi, podkręcając i zwalniając tempo dokładnie w tych momentach, w których jest to konieczne. To naprawdę wzorowo rozpisana gra.

Horizon Forbidden West - ocena redakcji

Choć wszystkie elementy tu siedzą, Horizon Forbidden West nie jest grą wybitną. To znaczy pod wieloma względami jest, patrząc na nią jednak jako całość, należałoby stwierdzić, że to produkcja świetna, doskonale wykonana i bardzo ciekawa, ale pozbawiona tego drobnego elementu, który tak trudno nazwać, ale tak łatwo poczuć, gdy ten w grze po prostu się znajduje. Tutaj mimo wszystko go brakuje. Może gdyby całość mimo wszystko trochę bardziej skondensować, całości byłoby do gamingowego arcydzieła bliżej. Co nie zmienia faktu, że gra zasługuje na solidne: 

9/10

Horizon Forbidden West - szczegóły techniczne

  • Producent: Guerrilla Games
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Data premiery: 18 lutego 2022 roku
  • Platformy: PlayStation 5, PlayStation 4

Horizon Forbidden WestHorizon Forbidden West

PS Przy okazji warto zauważyć, jak producent z wydawcą sprytnie zrezygnowali z numeru 2 w tytule nowej odsłony Horizon. Rzymska dwójka zaczęła w logo produkcji ukrywać się mniej więcej w tym samym czasie, w którym Sony oznajmiło, że Forbidden West pojawi nie tylko na konsoli obecnej już generacji, ale także na PlayStation 4. Właściwa nazwa gry to chyba wciąż Horizon II: Forbidden West, tylko... nikt tak o niej nie mówi. To niby detal, ale mimo wszystko coś o strategii wydawcy mówiący.

PS2 Warto też wrócić do deklaracji z początku tej recenzji - że robi się nudno, bo o każdej kolejnej produkcji Sony można powiedzieć, że to obecnie najlepsza gra w portfolio japońskiego giganta. Autor tej recenzji tak mówił przecież o Spider-Man: Miles Morales, o Returnal czy Ratchet & Clank: Rift Apart. To jednak tylko pokazuje, jak autorom gier powstających z myślą o PlayStation z każdą kolejną produkcją udaje się jeszcze wyżej postawić poprzeczkę nadchodzącym wydawnictwom. W sumie wielka sprawa - ale o tym może kiedy indziej.

Zastrzeżenie: kopię recenzencką gry Horizon Forbidden West otrzymaliśmy bezpłatnie od polskiego oddziału Sony Interactive Entertainment.

REKLAMA