Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Graliśmy w Tokio w Gran Turismo Sport!

Gran Turismo Sport wrzuciło już jedynkę i wcisnęło gaz do dechy, a teraz czeka do 17 października, żeby zwolnić sprzęgło i w kilka sekund rozpędzić się do setki. Byliśmy w Tokio na specjalnym pokazie przedpremierowym, żeby na własnej skórze przekonać się, czy warto na ten moment czekać. Uprzedźmy fakty: warto, i to bardzo.

Gran Turismo Sport fot. Sony Interactive Entertainment
Zaznaczę to od razu: "Gran Turismo Sport" już teraz wydaje się grą wybitną, pojemną, dającą ogrom frajdy, choć do premiery zostało jeszcze trochę czasu, więc z pewnością czeka nas jeszcze szereg usprawnień. Wystarczyły jednak chwile za wirtualną kierownicą, żeby zrozumieć, że to gra stworzona przez tych, którzy kochają samochody dla tych, którzy kochają samochody. Tak, to takie proste.

I nie są to słowa rzucane na wiatr. Przyjrzałem się dokładnie procesowi tworzenia modelu każdego auta, a to, co zobaczyłem, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Chociaż i to zdanie nie oddaje zachwytu, w który zostałem wprawiony. Bo modelowanie auta to pół roku pracy artysty. Tak, artysty, nie grafika czy programisty. Kazunori Yamauchi, szef Polyphony Digital i twórca serii "Gran Turismo", gdy oprowadzał dziennikarzy po swoim studio w Tokio, wyraźnie zaznaczał tę różnicę.

Od ogółu do szczegółu

Zaczyna się od laserowego skanowania samochodu i dokładnej dokumentacji fotograficznej. W ten sposób artysta otrzymuje chmurę składającą się z ogromnej liczby punktów. Z której następnie tworzy dokładny model, łącząc te punkty, nadając liniom właściwy kształt, a powstałe wielokąty uzupełniając o tekstury odpowiadające konkretnym materiałom.

Gdy Kazunori Yamauchi opowiadał mi o tym w trakcie krótkiej rozmowy, dotykał z namaszczeniem przedmiotów obok siebie, wskazując ogromną rolę detalu w całym procesie. To naprawdę drobiazgowa robota, która wymaga wyczucia i niemałych umiejętności. Finalny efekt jest taki, że postawione obok siebie prawdziwa i wirtualna Honda niczym się nie różnią.

No dobra, trochę się jednak różnić muszą, skoro za pierwszym razem nie trafiłem i wizję artysty uznałem za zdjęcie. Twórcy "Gran Turismo Sport" na każdym kroku podkreślają zresztą, że modele aut, które tworzą, są tak drobiazgowe, że sprawdzać będą się nie tylko teraz, gdy podziwiać będziemy mogli je dzięki mocy PS4 i PS4 Pro oraz ekranom 4K HDR, ale i w przyszłości, gdy hardware dotknie dar postępu.

 

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

 

Sześć miesięcy razy sto pięćdziesiąt modeli na start (a wraz z nadchodzącymi DLC co najmniej dwa razy więcej) pozwala ogarnąć ogrom produkcji. Nawet gdy weźmie się pod uwagę fakt, że nad konkretnymi autami pracuje naraz około pięćdziesięciu artystów, okazuje się, że sam proces tworzenia wirtualnych pojazdów to półtora roku ciężkiej pracy. Aha, pracy nad wyglądem zewnętrznym i wewnętrznym, bo przecież dochodzą do tego właściwości jezdne, dźwięki pracy silników itd.

Potęga detalu

Rezultat jest oszałamiający. Patrząc na moją Alfę Romeo 4C (jestem alifisti, przyznaję bez bicia), w ogóle nie miałem wrażenia, że znajduję się w wirtualnym świecie. Ustawione w prawdziwej scenerii auto (o czym za chwilę) porażało dbałością o detal. Zbliżenia i oddalenia kamery tylko to doznanie potęgowały. Zmieniałem kąty, przyglądałem się lakierowi, który odbijał elementy otoczenia, albo felgom, które mieniły się w słońcu, ukazując w pełni swoją strukturę.

Po chwili przestałem nawet mówić "Wow!" w obawie przed nadmiernym powtarzaniem tego słowa. Po prostu kliknąłem "zapisz" i cieszyłem się widokiem ozdobionego logo MH samochodem ustawionym na środku skrzyżowania Shibuya w Tokio, które udało mi się odwiedzić noc wcześniej.

 

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

 

Pamiątki z wakacji

Właśnie. "Gran Turismo Sport" zostało wyposażone w funkcję "Scapes". To około tysiąc miejscówek z całego świata, które możemy "przyozdobić" dodatkowo obecnością zjawiskowej fury. Każdy taki spot został sfotografowany i dopakowany ogromną liczbą danych, choćby oświetleniowych, dzięki którym umieszczenie w nim samochodu daje efekt prawdziwego zdjęcia.

To proste w obsłudze narzędzie daje masę radości. Ustawianie skrętu kół, włączanie i wyłączanie reflektorów, kierunkowskazów itd., a następnie podkręcenie całości wybranym filtrem plus zabawa suwakami jak z profesjonalnego programu graficznego pozwalało poczuć się jak na wakacjach życia.

Ot byłem w Japonii, wyczekałem moment, gdy przez ruchliwą normalnie ulicę nie przejeżdżał żaden pojazd, ustawiłem swoją furę, a następnie cyknąłem jej fotę i natychmiast podzieliłem się efektem ze znajomymi. W rzeczywistości nierealne, w wirtualnym świecie jak najbardziej. A najbardziej magiczny jest fakt, że na sam koniec nie sposób odmówić takiemu zdjęcia autentyczności. Doskonała robota.

 

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

 

 

Gdzie moja bryka?

Gdy mowa o edytowaniu aut, możliwości jest masa. Jasne, jesteśmy – my, fani wyścigówek – do tego przyzwyczajeni, ale chyba nie na aż takim poziomie. Ładowanie logotypów na maski, drzwi, zabawy lakierem, zmiany obręczy – funkcji jest naprawdę dużo, każda bardzo rozbudowana, a wszystkie sprowadzają się do idei odpicowania bryki na dokładnie taką, jaką chcielibyśmy jeździć w rzeczywistości. Mówiłem: to gra dla tych, którzy kochają samochody i stworzona przez tych, którzy kochają samochody. Daje się to odczuć na każdym kroku.

Na przykład gdy poznaje się historię danej marki. W krótkiej prezentacji na starcie pokazu prasowego Kazunori Yamauchi wybrał mercedesa, pokazując kolejne przełomowe momenty w jego historii. Smaczkiem, który skradł moje serce, było eleganckie ich umiejscowienie w czasie i przestrzeni.

Po prostu oś czasu poniżej prezentowała najważniejsze wydarzenia z epoki, a to wskazując, które wybitne dzieła malarstwa powstałe w tym samym czasie, a to wyraźnie pokazując, co – gdy Mercedes wprowadzał kolejny model na rynek – działo się wówczas w świecie niezwiązanym z motoryzacją. Takie muzeum to kolejna gratka dla fanów motoryzacji.

 

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

 

Pierwszy i ostatni na torze

Dlaczego piszę o tym wszystkim, zanim w ogóle zająknę się o prowadzeniu samochodów w "Gran Turismo Sport"? To proste – chcę wyraźnie dać do zrozumienia, że oto do czynienia mamy z produkcją, która jest czymś więcej niż wyścigówką.

To nawet nie jest, jak zapewnia podtytuł, prawdziwy symulator prowadzenia auta. To po prostu efekt wielkiej pasji sporej grupy ludzi, który sprowadza się ostatecznie do wybitnej gry, w której samochody grają główną rolę. Gracz obdarzony miłością do czterech kółek poczuje to od razu, tak jak ja.

Samo prowadzenie to z kolei bajka. Podczas sesji hands-on uparłem się, żeby wykorzystać cały dostępny czas na jazdy po perfekcyjnie odwzorowanym torze Nürburgring. Sorry, zanim przejdę dalej, muszę pozwolić sobie na kolejną dygresję.

 

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

 

Otóż nie tylko auta są laserowo skanowane. To samo tyczy się torów (niektóre to trasy jeden do jeden, inne, jak Tokyo Expressway, są inspirowane prawdziwymi miejscówkami, ale podkręconymi do wartości trasy wyścigowej). Tutaj znów artystę grafika czeka masa pracy nad każdym detalem. Nawet roślinność jest modelowana bardzo starannie.

Dziennikarzom nie pozwolono tego fotografować czy filmować, ale najazdy na otaczającą tory florę robiły po prostu ogromne wrażenie. Drzewko, którego każdy liść okazywał się osobnym bytem, zasługiwało na pełne uznania skinięcie głową. Albo diabelski młyn, który po zbliżeniu okazywał się tak dokładny, że można było policzyć liczbę śrub na konkretnych elementach.

Znowu mówiłem "Wow", zastanawiając się po cichu, po cholerę właściwie aż taka dbałość o każdy element graficzny. Tym bardziej, że w finalnej wersji gry nie zdążymy nawet tego faktu docenić, pędząc z zawrotną prędkością po asfalcie czy żwirze (inna sprawa, że taka dokładność wyświetlania zabiłaby każdy sprzęt).

Patent polega jednak na tym, że taki diabelski młyn, który bez zastanowienia i Ty, i ja za kilka dobrych tygodni mijać będziemy bezmyślnie setki razy, jest po prostu częścią otoczenia, która przecież nie funkcjonuje w próżni, tylko odbija światło, pochłania je, rozprasza itd. Bez określonych właściwości byłby po prostu martwym elementem, a tak, wraz z całym wyświetlanym światem po prostu żyje, pozwalając bez reszty oddać się wyścigowi, pozwalając zapomnieć raz jeszcze, że ma się do czynienia z grą.

I – wracając do porzuconej na chwilę myśli – z każdego branego zakrętu, z każdego wdepnięcia pedału gazu czy hamulca. "Gran Turismo Sport" proponuje kilka trybów rozgrywki: oczywiście arcade, kampanię oraz tytułowy tryb sport. To masa zawartości: klasyczne wyścigi, szkoła jazdy, nauka kolejnych zakrętów na torze, rozgrywka online – każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Sesja hands-on

Ze względu na ograniczenia czasowe od razu zdecydowałem się na tryb arcade. Wybrałem wyścig na torze Nürburgring, postawiłem na Subaru, wybrałem z pokorą najniższy poziom trudności i ruszyłem. Auto na trasie zachowywało się świetnie. Czułem tę prędkość, wiedziałem, kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć.

Nie próbowałem nawet wbijać się z zawrotnym pędem w zakręt, tylko grzecznie zwalniałem, żeby pokonać go jak najszybciej, a nie po prostu z niego wypaść. Nie jestem do końca pewien, czy to zasługa kierownicy czy po prostu samej gry, ale podczas zawodów wiedziałem w końcu, jak szybko jadę bez spoglądania na licznik. Niby nic, a jednak w wyścigówce rzecz najistotniejsza, bo to od tego "czucia" prędkości zależy poziom immersji.

 

fot. Sony Interactive Entertainment

fot. Sony Interactive Entertainment

 

Po kilku próbach wiedziałem już, że spokojnie mogę zwiększyć poziom trudności, więc wyłączyłem wspomaganie, ABS, kontrolę trakcji, wszelkie wirtualne wskaźniki i – znając coraz lepiej tor, kolejne zakręty i proste – znów stanąłem do rywalizacji. Różnica? Najkrócej rzecz ujmując, ogromna. Silne wciskanie hamulca nigdy nie kończyło się dobrze, tak samo jak zbyt nachalne depnięcie w pedał gazu przy wyjściu z zakrętu.

Nagle okazało się, że ostatnie miejsca w stawce to norma. Ot, błyskawicznie, kilkoma kliknięciami, odwróciłem tabelę… Najmniejszy nawet błąd na trasie powodował koniec marzeń o podium i – przyznam szczerze – cholernie mi się to podobało. Pod tym względem „Gran Turismo Sport” niesamowicie wciąga, nagradzając cierpliwość. Po prostu musisz poznać trasę, poznać auto, a dopiero później myśleć o najwyższych laurach. Dla mnie bomba. Czekam na premierę.

 

Podstawowe fakty:

 

  • Gra: Gran Turismo Sport
  • Studio: Polyphony Digital Inc.
  • Wydawca: Sony Interactive Entertainment
  • Platformy: PlayStation 4
  • Premiera: 17 października 2017
  • Liczba graczy: 1-2 (online 2-24)

Fot. ©2017 Sony Interactive Entertainment Inc. Developed by Polyphony Digital Inc. Manufacturers, cars, names, brands and associated imagery featured in this game in some cases include trademarks and/or copyrighted materials of their respective owners. All rights reserved. Any depiction Or recreation of real world locations, entities, businesses, or organizations is not intended to be or imply Any sponsorship or endorsement of this game by such party or parties. “Gran Turismo” logos are registered trademarks or trademarks of Sony Interactive Entertainment Inc.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij