[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Fotografia wielkich miast

Podróżowanie zawsze jest niesamowitą przygodą. Dla fotografów to kolejna okazja do wzbogacenia portfolio. Co należy zrobić, żeby nasze zdjęcia były lepsze, a zabrany na wyprawę sprzęt nie obciążał naszego kręgosłupa?

Olympus fot. Jakub Kaźmierczyk
Zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym sporo podróżuję. Co prawda nie są to wielotygodniowe eskapady na koniec świata, ale częste city-break’i lub wyjazdy urlopowe. Według mnie wyjazdy to najlepszy sposób na naładowanie baterii po ciężkiej pracy. Poza tym poznawanie nowych kultur i nowych smaków bardzo wzbogaca człowieka. Postanowiłem podzielić się swoim doświadczeniem, moimi spostrzeżeniami i radami. Kiedyś pakując się, popełniałem wiele błędów, przygotowaniom do podróży towarzyszył stres. Teraz na każdy wyjazd pakuję się bez obaw o stracone ujęcia czy brak kart pamięci. Zacznijmy jednak od początku. Pakujemy się!

Co zabieramy?

  • Checklista
  • Aparat z zestawem obiektywów
  • Statyw
  • Filtr polaryzacyjny
  • Zapas kart pamięci
  • Zewnętrzny dysk twardy
  • Pasek do aparatu
  • Plecak lub torba fotograficzna

Przed każdym wyjazdem trzeba spakować sprzęt niezbędny do fotografowania. Prócz aparatu należy znaleźć miejsce na pokaźny zestaw akcesoriów. Ja jednak zaczynam od przygotowania listy kontrolnej, na której odznaczam kolejne pozycje. Wypisuję na nią właściwie wszystko, łącznie z najmniejszymi detalami. Czasem brak drobiazgu może mocno utrudnić fotografowanie. Mnie zdarzyło się kiedyś pojechać bez baterii. Co prawda problem rozwiązałem, ale po co mnożyć problemy? Co jednak ze sobą zabrać? Na pewno aparat z zestawem obiektywów.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Początkującym fotografom polecam uniwersalne szkła, np. Olympus 14-150 mm f/4-5.6 lub 12-100 mm f/4 IS Pro. To dwa bardzo dobre obiektywy, szczególnie ten drugi. Mają duży zakres ogniskowych, dzięki czemu większość ujęć zrobimy bez zmiany obiektywu. Używanie podczas pierwszych wyjazdów tzw. ultrazoomów pozwala ocenić, z których ogniskowych korzystamy najczęściej. Po powrocie wystarczy zobaczyć (np. w Adobe Lightroom), którą ogniskową wykorzystujemy najczęściej i na tej podstawie zmodyfikować zestaw na kolejne wyjazdy. Uniwersalne obiektywy zazwyczaj są ciemniejsze i dają nieco gorszą jakość obrazu niż obiektywy o mniejszej krotności ogniskowej czy obiektywy stałoogniskowe.

Na początek dobrym wyborem jest uniwersalny obiektyw. Dzięki niemu możemy wyrobić sobie odpowiednie nawyki i po jakimś czasie wymienić go na obiektywy o mniejszej krotności ogniskowych. Ja na moje wyjazdy najczęściej zabieram Olympusa PEN-F, choć niedawno do mojej torby trafił również nowy, mały E-M10 Mark III, który w podróży sprawdza się naprawdę świetnie.

Z resztą przez dłuższy czas fotografowałem pierwszą generacją E-M10 i bardzo chwaliłem sobie ten aparat. Do tego dobieram zestaw obiektywów – najczęściej obiektyw ultraszrokokątny (9-18 mm f/4-5.6 lub 7-14 mm f/2.8 Pro), jasny i stałoogniskowy (np. 17 mm f/1.8 lub 25 mm f/1.2 Pro) oraz dłuższy zoom (40-150 mm f/4-5.6 lub f/2.8 Pro). W systemie mogę skompletować zarówno mniejszy i tańszy zestaw, jak i trochę większy, ale uszczelniony i znacznie jaśniejszy. Bardziej jednak skupiłbym się na samych ogniskowych. Ultaszeroki kąt wykorzystuję przede wszystkim do zdjęć architektury i krajobrazu. Tego typu obiektywy dają bardzo szerokie pole widzenia i pozwalają uwiecznić całą Burj Khalifę czy inne, wysokie budynki.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Jasny, stałoogniskowy obiektyw wykorzystuję głównie do zdjęć ludzi i wykonywania portretów. Do fotografii ulicznej preferuję 17 mm f/1.8 – jest wręcz miniaturowy, więc nie zwraca na siebie uwagi. Do tego ekwiwalent 34 mm świetnie nadaje się do fotografowania ludzi na ulicach. Jednak kiedy planuję robić zdjęcia portretowe, wolę sięgnąć po 25 mm, co odpowiada kątowi widzenia klasycznej pięćdziesiątki. Ta ogniskowa mocno ogranicza ewentualne przerysowania postaci przy bliższych kadrach, a w fotografii ulicznej również nieźle się sprawdza.

Do tego długi zoom, który pozwala mi się skupić na detalach, lepiej podejrzeć życie miasta, fotografować z ukrycia, pokazać trochę dzikiej przyrody. Dzięki tak dobranemu zestawowi obiektywów mam pewność, że brak jakiejś ogniskowej mnie nie ograniczy. Kiedy będę stał pod wielkim budynkiem, przypnę 7-14 mm f/2.8 Pro, a kiedy w oddali będzie działo się coś ciekawego, sięgnę po dłuższy obiektyw. Co ważne – nawet profesjonalne obiektywy Olympusa ważą zdecydowanie mniej niż modele konkurencyjnych firm, więc nie będą obciążać kręgosłupa. Przygotowałem również zestawienie dwóch kompletów Olympusa. Zobaczcie, że waga obydwu naprawdę nie przeraża. Jak widzicie, komplet z E-M10 Mark III i trzema obiektywami waży mniej niż 900 gramów, a w pełni profesjonalny zestaw z E-M1 Mark II – niespełna 2300 gramów.

Przydatnym akcesorium będzie statyw. Doskonale pamiętam mój wyjazd do Szanghaju. Nie wiem czemu, ale zrezygnowałem ze statywu. Doszedłem chyba do wniosku, że nie chce mi się go nosić, a to był jeden z największych błędów. Na miejsce, do dzielnicy Pudong, dojechałem około 20:00, a moim oczom ukazało się całe mnóstwo ogromnych budynków, które fenomenalnie wyglądały po zmierzchu. Zanim wysiadłem z taksówki, zacząłem żałować mojej głupiej decyzji.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Owszem, przywiozłem trochę nocnych zdjęć, ale robiłem je na maksymalnie otwartej przysłonie, przy ISO 3200. Chyba nie muszę udowadniać, że ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Od tamtego pory do mojej walizki za każdym razem trafia statyw. Dzięki niemu w bardzo prosty sposób otwieramy sobie drogę do robienia ciekawych nocnych zdjęć, a tak naprawdę, nie mając go, wraz zachodem słońca obcinamy sobie tę możliwość. Co ważne – gdy fotografujemy lekkim sprzętem, sam statyw również nie musi być ciężki, bo nie musi oferować zbyt dużego udźwigu. Lżejszy podstawowy sprzęt oznacza, że kompatybilne z nim akcesoria również będą niewiele ważyć.

Zawsze zabieram ze sobą także filtr polaryzacyjny, szczególnie na wakacyjne wyjazdy. Dzięki niemu mogę mocno nasycić kolory zieleni, morza lub nieba. Filtr ogranicza odbicia powierzchni niemetalicznych – kolory stają się żywsze i to bez podbijania ich w postprodukcji. Tu jeszcze mała rada ode mnie: jeśli będziecie używać okularów polaryzacyjnych, łatwiej będzie wam znaleźć ciekawe miejsca, a szczególnie laguny z piękną, lazurową wodą.

Nigdy nie zapominajmy też o kartach pamięci! Dobrze jest mieć ich zapas. W końcu nie chcemy się ograniczać. Jakiś czas temu częściej zalecałem zabieranie wielu niewielkich kart, np. 8-16 GB. Dziś nieco inaczej podchodzę do tematu. Zabieram 3-4 duże karty o pojemności 64-128 GB, a dodatkowo zewnętrzny dysk twardy, który sam zgrywa dane z karty, bez konieczności użycia komputera. Teraz, zamiast zmieniać kartę, po prostu po każdym dniu zgrywam jej zawartość na wspomniany dysk, ale oczywiście jej nie formatuję. Dzięki temu wszystkie dane mam najczęściej na jednej karcie, a jeśli jakimś cudem uległaby ona uszkodzeniu, kopia zapasowa nadal jest na dysku.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Ważne, żeby zawsze dobierać markowe karty z wyższej półki. Dziś aparaty są naprawdę szybkie i wymagające. Dlatego polecam karty o odczycie nie mniejszym niż 80 MB/s. Jeśli mamy aparat obsługujący standard UHS-II, dobrze wyposażyć go w taką kartę, aby korzystać z pełni możliwości. Niestety mnóstwo osób korzysta ze starych, wolnych kart, co przekłada się na komfort pracy i zwiększa ryzyko utraty danych.

Cały sprzęt trzeba też w coś spakować. Tu szkoły są dwie – niektórzy korzystają z plecaków, inni z toreb. Według mnie nie ma jednego, dobrego wyboru. Na długie wędrówki plecak będzie wygodniejszy, bo ciężar rozkłada się bardziej równomiernie, a na krótsze spacery, na których dodatkowo intensywnie fotografujemy, lepiej wybrać torbę. Torba ma kilka niezaprzeczalnych zalet – daje wygodny dostęp do sprzętu, w ciepłe dni nie zostawia mokrych śladów na plecach i lepiej wygląda założona do nieco elegantszych ciuchów.

Z kolei plecak jest wygodniejszy do przenoszenia sprzętu. Polecam po prostu zaplanować wyjazd, zobaczyć, jak długie trasy będziemy pokonywać i na tej podstawie dokonać wyboru. Na Maderę czy do Las Vegas zabrałem plecak, z kolei do Londynu czy Dubaju wziąłem torbę. Jeśli dopiero nosicie się z zamiarem zakupu tego typu akcesoriów, wybierzcie te, które raczej nie mówią wszystkim wokół, że macie w środku sprzęt za dość pokaźną sumę. Ja jestem zwolennikiem stonowanych toreb i plecaków.

Nie możemy zapomnieć też o pasku do aparatu. Może to brzmieć nieco absurdalnie, ale mnie zdarzyło się polecieć bez paska. Zabrałem ze sobą aparat, który trafił do mnie na testy, ale wcześniej musiałem zrobić mu zdjęcia w studio, więc do sesji ściągnąłem pasek. Jak się okazało w Madrycie, paska nie przyczepiłem, co skutkowało tym, że cały wyjazd spacerowałem z aparatem, do którego przywiązałem sznurówkę. Ani to wygodne, ani bezpieczne, ale lepsze niż nic.

Na wyjazdy polecam dobrać pasek nieco szerszy niż standardowy, który lepiej rozłoży ciężar na szyi. Sam korzystam z rozwiązań Peak Design – pasek przyczepiony jest do charakterystycznych kotwiczek. Dzięki nim bardzo szybko mogę go odpiąć. To bardzo przydatne, szczególnie podczas fotografowania w nocy, kiedy aparat stoi na statywie. W wietrzne dni pasek działa trochę jak żagiel, może poruszyć aparat i zepsuć zdjęcia.

Jednak co z ostrością? Nie musimy się o nią martwić, bo wszystkie aparaty Olympusa posiadają funkcję wykrywania twarzy wraz z wykryciem oka. To niesamowicie wygodne zarówno podczas wykonywania ustawianych portretów, jak i podczas robienia zdjęć portretowych na ulicy, kiedy najczęściej w ogóle nie patrzymy w wizjer. Aparat, gdy wykrywa twarz, ignoruje wcześniej wybrane punkty autofokusu i ustawia ostrość na wybranej twarzy i oku. Wszystko działa automatycznie, choć oczywiście możemy dezaktywować tę funkcję.

Wszystkie bezlusterkowce Olympusa wyposażone są w Wi-Fi. Dzięki zastosowaniu aplikacji Olympus Image Share możemy zdalnie sterować aparatem i fotografować przy użyciu smartfona czy tabletu. Do tego przydaje się funkcja importowania zdjęć na smartfon. Stosując ją, szybko podzielimy się naszymi fotografiami w sieci. Podróżnicy docenią funkcję dodawania geotagów. Dzięki nim dokładnie zobaczą, w którym miejscu były zrobione zdjęcia. Mała rzecz, a cieszy. Jednak prawdziwym „killerem” jest 5-osiowa stabilizacja.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Od kiedy przesiadłem się na Olympusa, właściwie zapomniałem o zasadzie odwrotności ogniskowej. Efektywność stabilizacji to 4-5 EV, co pozwala na fotografowanie z czasem nawet 1-2 sekund bez poruszenia zdjęcia! Oczywiście trzeba nieco wstrzymać oddech i stabilnie stanąć, ale zrobienie ostrego zdjęcia z takimi czasami, to naprawdę nic trudnego. W moim przypadku stabilizacja okazała się niezwykle przydatna, gdy fotografowałem Tamizę czy niewielki strumyk na Maderze.

To aparat spakowany, ale które funkcje warto wykorzystać? Aparaty Olympusa mają szereg niesamowitych funkcji wyśmienicie sprawdzających się podczas wyjazdów. Jestem tego zdania, że życie trzeba sobie ułatwiać, a nie utrudniać, więc zanim wyruszycie, przejrzyjcie dokładnie wasze aparaty!

Naprawdę niesamowity jest tryb cichy, czyli elektroniczna migawka. Po jej włączeniu aparat nie wydaje z siebie absolutnie żadnego dźwięku. Po prostu aktywuje matrycę na zadany czas, przez co pomija użycie słyszalnej migawki mechanicznej. Automatycznie wyciszane są pozostałe dźwięki, takie jak np. potwierdzenie ostrości. Ta funkcja wspaniale sprawdza się w fotografii ulicznej, kiedy chcemy pozostać niezauważeni.

Podczas wyjazdów wieszam aparat dość wysoko na szyi, włączam wspomniany tryb i fotografuję. Często robię to podczas zakupów w halach targowych. Jedną ręką wybieram pomidory czy ryby, a drugą wciskam spust migawki i gotowe! Gdy zabieram ze sobą niewielki aparat z małym obiektywem, np. E-M10 Mark III z 17 mm f/1.8, absolutnie nie rzucam się w oczy. Należy jednak pamiętać, że cicha migawka nie nadaje się do panoramowania czy do fotografowania szybkich akcji. Może pojawić się efekt rolling shutter. Ale w normalnych warunkach absolutnie nie ma się o co martwić.

Kolejną niesamowitą funkcją jest tryb Live Composite. Co prawda wytłumaczenie jego działania nie jest proste, ale uzyskane dzięki niemu efekty są naprawdę świetne. W skrócie – działanie tego trybu polega na ekstremalnym wydłużeniu ekspozycji bez przepalenia całego zdjęcia. Przydaje się to podczas fotografowania piorunów, ruchu gwiazd, pokazów fajerwerków czy nocnych ulic, na których chcemy zarejestrować ruch samochodów.

Najpierw przygotowujemy bazową ekspozycję, przy której zdjęcie będzie poprawnie naświetlone. Następnie raz jeszcze wciskamy spust migawki i czekamy. Na żywo na ekranie możemy obserwować wyniki dodawania kolejnych smug świetlnych, fajerwerków czy piorunów. Co ważne – dodawane są jedynie jaśniejsze partie, bez przepalania całego zdjęcia.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Sprzęt spakowany, aparat poznany, planujemy wyjazd! Aparat z obiektywami jest, akcesoria są, bilety i dokumenty też. Jednak dobrze zaplanować wyjazd również pod kątem zdjęć. Tu znów przywołam moją historię sprzed kilku lat, kiedy leciałem do Rimini. Nie  przygotowałem się zupełnie – wiedziałem, że są tam plaża, hotel i jakieś centrum miasta. Czy udało mi się przywieźć ciekawe zdjęcia? Absolutnie nie, bo nie wiedziałem, na co warto zwrócić uwagę.

Google i blogi

Teraz przed wyjazdem zawsze zbieram informacje o danym miejscu. Zaczynam od grafiki i map Google. Zazwyczaj w pierwszych wynikach grafiki wyskakują najciekawsze miejsca. Później dochodzę po nitce do kłębka i przypinam pinezkę na mapie. Do tego, jeśli jest taka możliwość, sprawdzam Street View. Staram się również znaleźć relacje z wyjazdów w dane miejsce na prywatnych blogach czy portalach takich jak fly4free.

Co ciekawe, kiedyś w renomowanym czasopiśmie znalazłem wiele nieprawdziwych informacji na temat Dubaju. Pisali tam, że wynajęcie samochodu jest niesamowicie drogie, a jazda po lokalnych drogach jest niemal równoznaczna z samobójstwem. Na własnej skórze przekonałem się, że to stek bzdur. Dlatego informacje warto czerpać z wielu źródeł i odpowiednio je filtrować.

Sprawdzaj złotą i błękitną godzinę

Dobre zdjęcia to, prócz miejsca, ciekawe światło. Dlatego zawsze sprawdzam godzinę zachodu słońca. Nie używam do tego żadnej skomplikowanej aplikacji, a zwykłej aplikacji pogodowej na smartfonie. Wiedząc, kiedy zachodzi słońce, wiem dokładnie, kiedy będzie złota i błękitna godzina. Wtedy mogę tak zaplanować zdjęcia, aby będąc np. na plaży, sfotografować zachód słońca, a następnie pojechać do miasta i zrobić zdjęcia o błękitnej godzinie. Tak prosty trik pozwala osiągnąć naprawdę świetne rezultaty!

Wchodź wysoko - pokaż miasto z góry

Zwiedzając miasta, szczególnie te duże, warto zobaczyć je z góry. Zawsze znajdzie się punkt widokowy, z którego zobaczymy piękną panorama miasta – Burj Khalifa, Shanghai World Financial Center czy Baiyok Bangkok. Jednak taka przyjemność często wiąże się za sporym wydatkiem – wjazd na Burj Khalifę to 140 zł. Do tego bilety trzeba rezerwować wcześniej i to na ustaloną godzinę. Minusem tego rozwiązania jest jeszcze fakt, że z takiego punktu nie widać samego budynku, który często jest ikoną miasta.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Dlatego od jakiegoś czasu polecam odwiedzanie barów i restauracji na szczytach innych drapaczy chmur. Nie trzeba szukać daleko – w Warszawie, w hotelu Marriott, mamy bar ze świetnym widokiem, a kieliszek wina kosztuje jakieś 20 zł. Będąc w Dubaju, wybrałem restaurację hotelu Four Points by Sheraton. Wypiłem piwo, zjadłem przekąskę. Porę wybrałem sam, wjazd na górę nic nie kosztował, a zrobione stamtąd zdjęcia są według mnie nieporównywalnie lepsze niż te, które zrobiłem z Burj Khalify, mimo że fotografowałem ze znacznie mniejszej wysokości.

Pokaż ogół i szczegół

Ważne, aby pokazywać zarówno ogół, jak i szczegół. Ten punkt piszę również na podstawie własnych doświadczeń. Kiedyś fascynowały mnie właściwie jedynie szerokie kadry. Wykorzystywałem tylko ultraszerokokątny obiektyw, a na dodatek robiłem mnóstwo panoram. Oczywiście to nic złego, ale praktycznie nie robiłem zdjęć detali. Po przyjeździe pokazywałem zdjęcia rodzinie i często padały pytania o to, co się je w danym miejscu, jak wyglądają ludzie itd. A ja miałem tylko szerokie krajobrazy i tyle.

Wiadomo, że krajobraz miejski absolutnie nie definiuje danego miejsca, a jedynie pokazuje jego wycinek. Dlatego od dłuższego czasu staram się pokazać miejsce maksymalnie kompleksowo – fotografuję architekturę, ludzi, jedzenie, życie nocne, miejskie zakamarki. Dzięki temu zdjęcia, które przywożę, opowiadają jakąś historię, a nie są jedynie ładnymi „pstrykami” z konkretnego miasta.

Fotografuj ludzi!

Ludzie to nieodłączny element przestrzeni miejskiej. Poza tym wiele mówią o samym miejscu. Spracowane twarze Chińczyków, charakterystyczne arabskie stroje w Dubaju, smagane słońcem twarze Portugalczyków czy wszechobecne uśmiechy Tajów. Teraz nie wyobrażam sobie, żeby nie umieścić ich na moich zdjęciach. Oczywiście pierwsze kroki nie są łatwe, bo trzeba się przemóc, żeby zacząć fotografować ludzi. Jednak uruchamiając cichą migawkę i wykrywanie twarzy, jest to znacznie łatwiejsze.

Przed wyjazdem koniecznie trzeba dowiedzieć się, jak ludzie reagują na robienie im zdjęć, żeby uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. A co zrobić, jeśli dana osoba zorientuje się, że ją fotografujemy? Wierzcie mi, że najlepszą walutą jest po prostu szeroki uśmiech. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym miał jakieś nieprzyjemności z tego tytułu, a zawsze staram się fotografować ludzi.

Jadę w dane miejsce po raz kolejny, jak pokazać je w inny sposób? Mam kilka ulubionych miejsc na świecie. Bardzo chętnie wracam do Portugalii, szczególnie na południe, w trakcie wakacji. Polubiłem się również z Dubajem. Domyślam się, że wy również macie swoje ukochane miejsca, do których często wracacie. Problem pojawia się w momencie, gdy chcemy przywieźć inny materiał zdjęciowy. W końcu portugalskie plaże czy miasta nie zmieniają się na tyle, żeby rok czy dwa po ostatniej wizycie zrobić zupełnie inne zdjęcia. 

Ja podczas pierwszych wyjazdów zazwyczaj skupiam się na sztandarowych miejscach, fotografuję np. Burj Khalifie, Burj al Arab czy Dubai Marinie w Dubaju, pokazuję piękne plaże Algarve czy Sagradę Familię i inną architekturę Gaudiego w Barcelonie. Podczas kolejnych wyjazdów staram się bardziej skupić na mniej turystycznych miejscach, wejść w podwórka, zobaczyć miejsca, które odwiedzają mieszkańcy i pokazać ich w naturalnym środowisku. W taki sposób zrobiłem wiele zdjęć na lokalnych targach w Dubaju czy pokazałem port przy rzece The Creek wraz z charakterystycznymi niebieskimi statkami. Podobne przykłady można mnożyć, a zasadę przenieść na każde inne miejsce na świecie.

Od jakiegoś czasu latam również dronem. Dziś bariera finansowa nie jest tak duża, bo niezły model kupimy już za 2-3 tysiące złotych, a możliwości różnicowania kadrów są naprawdę ogromne. Sterowanie też nie jest niczym trudnym, choć oczywiście trzeba robić to z głową i w zgodzie z obowiązującymi w danym miejscu przepisami. Same zdjęcia z drona będą rewelacyjnym uzupełnieniem całego materiału. Właśnie ten sposób fotografowania wykorzystałem podczas ostatniego wyjazdu na południe Portugalii, gdzie robiłem zdjęcia zarówno na lądzie, jak i z powietrza.

Od A do Z pokazałem mój sposób na przygotowanie się do wyjazdu.

Pamiętajcie o tym, że dobre przygotowanie to połowa sukcesu. Odpowiednio spakowany plecak oznacza, że fotografowanie będzie już czystą przyjemnością. Do tego zawsze powtarzam, że wyjeżdżając w ciekawe miejsce, powinniśmy tworzyć jak najwięcej sytuacji zdjęciowych, a sprzęt nie powinien nas w żaden sposób ograniczać. Dobrze dobrane obiektywy pozwolą fotografować zarówno bardzo szerokie krajobrazy, jak i drobne detale. Statyw da nam ogromne możliwości podczas fotografowania nocą, a filtr polaryzacyjny nasyci błękit wody i nieba.

 

fot. Jakub Kaźmierczyk

 

Zaawansowane funkcje aparatów Olympus otworzą przed nami kolejny rozdział – stabilizacja sprawi, że zdjęcia będą niesamowicie ostre, cicha migawka okaże się nieoceniona w fotografii ulicznej, a tryb Live Composite wniesie nasze zdjęcia nocne na wyższy poziom. Niewielkie i lekkie korpusy z kompaktowymi, ale świetnymi optycznie obiektywami gwarantują zachwycające rezultaty. Teraz fotografowanie na wyjazdach będzie zdecydowanie przyjemniejsze, bo skupimy się na zdjęciach, a nie na noszeniu kilogramów sprzętu.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij