[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Fender Monterey - recenzja

Fender Monterey wyglądem przypomina legendarne gitarowe wzmacniacze Fendera. Uwodzi prostotą i solidnością. Jego oldschoolowa stylistka sprawia, że może stać się nietuzinkowym elementem wystroju twojego salonu, oczywiście pod warunkiem, że gustujesz w takich klimatach.

Fender Monterey
Jaki jest Fender Monterey? Z pewnością nie jest to sprzęt dla przeciętnego zjadacza chleba, oczekującego od głośnika bluetooth pełnej mobilności. W przypadku Monterey mobilność jest bowiem mocno ograniczona, bo wprawdzie można go przenosić, ma nawet uchwyt, ale krótki kabel zasilający jest jak smycz. Z głośnika można korzystać tylko w pobliżu gniazdka z prądem. Jeśli więc szukasz głośnika, który chciałbyś zabrać z kumplami na piwo w plenerze,  wybierz coś innego. Zresztą nawet gdyby miał zasilanie bateryjne, jego przenoszenie, ze względu na wagę, byłoby dość uciążliwe. No chyba, że potraktuje się to jako przedtreningową rozgrzewkę.

Ale jeżeli nie zamierzasz zanosić swojej muzyki na łono natury, co najwyżej do ogrodu, gdzie możesz podciągnąć przedłużacz, to jest to ciekawa propozycja. 

Legenda Monterey

Nazwa Fender Monterey nawiązuje do Monterey Pop Festival, uważanego (choć błędnie) za pierwszy rockowy festiwal w historii, który odbył się w 1967 roku. Na tym kultowym wydarzeniu wystąpiło wielu wykonawców już świetnie znanych i tych, którzy właśnie w Monterey nadali rozpęd swojej karierze i zyskali status gwiazd. Na scenie wystąpili m.in. Jimi Hendrix,The Who, The Mamas& Papas czy Janis Joplin.  Wielu z nich korzystało z gitar i wzmacniaczy Fendera. Hipisowskie lato miłości roku 1967, miało ogromny wpływ na późniejszą popkulturę, a kalifornijski festiwal, ukształtował scenę rockową w tamtym okresie.

W modelu Fender Monterey inspiracje tamtymi czasami wolności miłości i muzyki widać na poziomie designu i brzmienia. Nie jest to raczej sprzęt dla entuzjastów muzyki hiphopowej czy techno. Co prawda bass daje radę, a przy maksymalnej głośności Monterey potrafiłby rozkręcić niejedną domówkę, ale jego magia ujawnia się dopiero przy odpaleniu starego dobrego rock and rolla. Gitarowe riffy brzmią na nim bardzo naturalnie, można niemal usłyszeć palce obijające się o struny i poczuć przesiąknięty alkoholem oddech wokalisty. No to może trochę przesada, ale pod względem brzmienia w muzyce rockowej Fender Monterey sprawdza się wyśmienicie.

Przy innych rodzajach muzyki nie jest już tak idealnie - brakuje nieco sopranu i środka. Basowe dudnienie też nie ma tego cmoknięcia niezbędnego w drumandbass, a we współczesnej muzyce popowej nam brakowało dynamiki. Mówimy tutaj jednak o wrażeniach przy gałce głośności odkręconej na 7 i więcej. Gdy nie chcesz budzić sąsiadów i nie przekraczasz 5 na skali - Fender Monterey miło pomrukuje i ma bardzo przyjemne, ciepłe brzmienie. 

Gałki w starym stylu

Spośród licznej konkurencji Fender Monterey wyróżnia się nie tylko designem, ale również funkcjonalnością. Na duży plus zaliczyć trzeba obecność trzech klasycznych (takich samych jak we wzmacniaczach gitarowych, pokręteł. Gdy już podłączysz do głośnika źródło dźwięku, nie musisz już gmaerać w sutawieniach odtwarzacza. Głośnością i brzmieniem możesz sterować bezpośrednio na głośniku. Do dyspozycji masz trzy pokrętła: volume, treble i bass. To bardzo wygodne rozwiązanie - analogowe potencjometry nie bez powodu wracają do łask. Gałki bass i treble pozwalją szybko dopasować brzmienie. Nie jest to tak precyzyjne dopasowanie jak posługiwanie się programowym korektorem dźwięku, ale tak naprawdę - w zupełności wystarczy. 

Z tyłu głośnika jest dodatkowy przełącznik - SHAPE - który, zgodnie z opisem, zmienia charakterystykę przestrzenną dźwięku. Po włączeniu dźwięk robi się szerszy, basy się zmniejszają i wyraźniej słychać środek. Różnica jest jednak wyraźnie słyszalna jedynie wtedy, gdy jesteś dokładnie naprzeciw głośnika. Naszym zdaniem to w zasadzie jedyny "niepotrzebny bajer" w tym głośniku. 

Wejścia

Dużą zaletą jest duży wybór wejść. Przede wszystkim możemy sparować go z telefonem dzięki bluetooth. Parowanie przebiega płynnie i bezproblemowo. Sprawdzaliśmy z Telefonami z Androidem, iOS, tabletami, makiem i pecetami - nigdy nie sprawiał kłopotów. Odbiornik Bluetooth jest tu w wersji 4.2 i obsługuje kodeki aptX i AAC, więc dźwięk jest naprawdę bardzo dobrej jakości. Ale Bluetooth nie ma wyłączności. Jeśli chcesz, możesz też podłączyć do Monterey źródło dźwięku za pośrednictwem gniazda minijack a nawet - i tu mamy ukłon w stronę posiadaczy np. gramofonów - przez tzw cinche (RCA). Wszystkie sprawdzają się równie dobrze i różnice w jakości były dla nas niesłyszalne.  

Jakość wykonania

Tutaj czapki z głów. Jeżeli kiedykolwiek miałeś w ręku porządny piecyk gitarowy, wiesz, że ich produceni zdają sobie sprawę z tego, że muzycy je przenoszą, że czasami piecyki się przewracają, że czasami ktoś odstawi na nie piwo, a czasami się potknie. Fender Monterey podtrzymuje te tradycje. Jest ciężki, wszystko jest doskonale spasowane, pokrętła i przełączniki są solidnie umocowane i ogólnie Monterey sprawia wrażenie, że kiedy za 50 lat Twoje wnuki odkopią go na strychu i podłączą go do sieci, rozlegnie się charakterystyczne riff na powitanie. Być może materiał, którym głośnik jest obciągnięty, lekko się przetrze do tego czasu, ale mamy przekonanie graniczące z pewnością, że to będzie jedyny mankament.

Głośność

Tutaj też jest bardzo dobrze. Nominalnie głośnik ma 120W mocy, ale od jakiegoś czasu przestaliśmy już zwracać uwagę na parametry. W ludzkim języku możemy powiedzieć jedynie, że jest naprawdę głośny. Gdy odkręciliśmy gałkę głośności na ful, za chwilę przybiegli do nas koledzy z redakcji Motocykla.Lekko zdyszani, bo musieli przebiec około 60 metrów. 

Jeśli chodzi o głośność i zdolność do długiego grania, to największa wada tego głośnika - zasilanie sieciowe, okazała się zaletą. W głośnikach na baterie zawsze mamy z tyłu głowy, że im głosniej słuchamy, tym szybciej schodzi bateria. W przypadku Monterey tego problemu nie ma. No chyba że wyłączą prąd.  

REKLAMA

REKLAMA

Dla kogo głośnik Fender Monterey?

Na to pytanie na pozór trudno jest odpowiedzieć. Głośnik kosztuje około 1300 zł i w tym przedziale cenowym można już kupić bardzo dobre, potężne głośniki - np. z serii JBL Extreme - które mają zasilanie bateryjne i są odporne na wodę. Jednak Fender Monterey to nie tylko parametry techniczne - to również kwestia stylu. Ten głośnik jest dla ludzi, według których sprzęt ma nie tylko dobrze działać ale też świetnie wyglądać. Świetnie sprawdzi się w loftowym wnętrzu, w pokoju miłośnika rocka, w biurze, a nawet w kawiarni. Nie trzeba pamiętać o ładowaniu baterii, gra bardzo dobrze i dodaje charakteru pomieszczeniu. Jeśli jesteś gotów wydać 1300 zł na rockandrollowy głośnik, z którym nie musisz się obchodzić jak z jajkiem, który ma wyraźny styl i na dodatek bardzo fajnie gra, to Fender Monterey jest dla Ciebie.

Specyfikacja techniczna

  • Bluetooth :V 4.2, kodeki aptX, AAC, SBC (zasięg: ok 10 m)
  • Maksymalna moc: 120 W
  • Zasilanie: sieciowe 100 – 240 V
  • Głośniki: 2 głośniki niskotonowe, 2 głośniki wysokotonowe
  • Wejście: Minijack, RCAA
  • W zestawie: przewód zasilający, kabel Audio 3,5 mm, RCA 
  • Wymiary: szerokość - 35 cm, wysokość - 25 cm, głębokość - 13 cm
  • Ciężar: ok 7 kg

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij