[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Far Cry Primal [recenzja MH]

"Zjawa" z oscarowym DiCaprio dała nam pewien pogląd na to, jak słabym stworzeniem w konfrontacji z naturą był człowiek w XIX wieku. A co gdyby zegar cofnąć jeszcze bardziej? Na przykład do prehistorii? Nowy "Far Cry" odpowiada na to pytanie.

Far Cry Primal fot. Wydawcy i Producenci
Człowiek versus świat

Na „Far Cry Primal” czekałem z wypiekami na twarzy, choć – przyznaję bez bicia – nie grałem w poprzednie odsłony. Umiejscowienie akcji w prehistorii zawładnęło jednak moją wyobraźnią na tyle, że rozpisałem sobie tę grę dokładnie, akcja po akcji, w głowie na długo przed tym, zanim płyty trafiły do tłoczni.

REKLAMA

Oczekiwania były więc ogromne i z satysfakcją stwierdzam, że zostały spełnione. Ale po kolei. Z polowania na mamuty wychodzisz ledwo żywy. I tak jest nieźle, bo Twoi towarzysze z plemienia Łindża nie mieli nawet tego szczęścia. Jeśli chcesz przeżyć, musisz szybko odszukać swoich ziomków, zbudować im wioskę, zapewnić surowce i bezpieczeństwo.

Tym bardziej że w okolicy oprócz naprawdę groźnych zwierząt grasują osobnicy z plemienia Udam, którzy podobnie jak one rozkoszują się głównie ludzkim mięsem. Jesteś więc na początku głównie Ty kontra świat.

Po chwili zorientujesz się jednak, że Ty i świat to jedno, więc pewne jego elementy przeciągniesz na swoją stronę – i od tej pory życie stanie się trochę prostsze. Staniesz się bowiem „władcą zwierzów”, któremu w walce o przetrwanie pomagać mogą jaguary, białe wilki, a nawet infiltrująca „tereny wroga” sowa.

Nie brzmi to może do końca realistycznie, ale w trakcie rozgrywki w ogóle nie będzie Ci to przeszkadzać, bo wsiąka się w nią na tyle, że nie ocenia się przedstawionego świata z perspektywy roku 2016. Kierując bohaterem, zyskujesz przekonanie, że ludzie pierwotni mogli przecież wierzyć w takie zdolności, a może nawet je mieli.

To wielka siła tej gry. Tak jak szczątkowa fabuła, która sprowadza się do polowań, walk, rozbudowywania arsenału broni, narzędzi i wioski. Dobrze, że twórcy nie pokusili się o wielką narrację rodem z XIX wieku, bo mielibyśmy zgrzyt. A tak mamy piękną, a może nawet i mądrą grę.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij