REKLAMA

FIFA 20 - dużo nowego, więcej starego

Dwudziestka jest odpowiedzią producentów gry na coraz częściej pojawiające się oskarżenia graczy o odgrzewanie nieświeżego kotleta. I śmiem twierdzić, że odpowiedź przypadnie im gustu. Choć obędzie się raczej bez pieśni pochwalnych. 

Trudne wyzwanie 

Nie będę się rozwodzić nad tym, że FIFA to seria kultowa, że trudno sobie wyobrazić spotkania z kumplami bez rozegrania przynajmniej kilku szybkich meczów, że odjechała swoim konkurentom w kwestii popularności w ostatnich latach, że Ligia Mistrzów itd. To wszyscy wiemy. I pewnie dlatego tak wiele oczekujemy od każdej kolejnej odsłony serii. Bo, nie bójmy się tego napisać, oczekiwania fifomaniaków często przypominają damskie wyobrażenia o mężczyźnie idealnym.

Co roku chcemy dostać całkowicie nowy, zaskakujący nas produkt. Świeży, naszpikowany nieznanymi dotąd rozwiązaniami, olśniewający graficznie. Z drugiej strony stanowczo żądamy zachowania tego, co w FIFIE nam się podoba.

W praktyce oznacza to, że twórcy przed każdym kolejnym odświeżeniem serii muszą balansować pomiędzy dynamiczną rozgrywką a taktycznym realizmem. Pomiędzy wprowadzaniem wcześniej niespotykanych rozwiązań rozegrania piłki, a konserwatywnym podejściem do przetartych już i lubianych przez graczy ścieżek. Ten związek ma być jednocześnie stabilny i szalony. Twórcy gry łatwo nie mają, przyznaję. 

Dlatego z przymrużeniem oka patrzę zawsze na wszystkie memy, żale i internetowe żarty o tym, jak to nierozgarnięci fani FIFY po raz kolejny pójdą kupić tę samą grę za prawie 300 zł. Po pierwsze nie fani gry, lecz fani serii. Po drugie dlaczego mieliby nie wydać swoich ciężko zarobionych pieniędzy na rozrywkę, która zapewni im kilkaset (kilka tysięcy?) godzin wspaniałej zabawy? Czy fani "Gry o Tron" rezygnowali z subskrypcji HBO po mniej udanym odcinku serii? No nie. 

Tym bardziej, że EA Sports szczególnie w dwóch ostatnich edycjach naprawdę postarało się, żeby nie dostać w twarz oskarżeniem spod sztandaru przywołanego już odgrzewanego kotleta. Nowe tryby szybkiej gry, formuła Ligi Mistrzów, kobiece reprezentacje - to wszystko jest właśnie próbą zaserwowanie FIFA 20 w postaci ciągle pysznego steka z polędwicy, znanego nam doskonale z menu, ale podlanego nowym sosem. Zobaczmy, czy nie okaże się on ciężkostrawny.

REKLAMA

REKLAMA

Co nowego? Volta!

Nie mam wątpliwości, że to największe zaskoczenie dwudziestki. I musimy je zapisać po stronie plusów. Zapewne sporo z Was kojarzy FiFĘ Street, w której oprócz strzelania bramek, mieliśmy jeszcze za zadanie zrobić to w możliwie najbardziej efektowny sposób. Starszym graczom być może w zakamarkach pamięci zostały jeszcze obrazy FIFY 98, gdzie mogliśmy rozegrać mecze halowe. To były moje dwa pierwsze skojarzenia, kiedy odpaliłem nowy tryb rozgrywki, w którym możemy zagrać na mniejszym boisku, w miejskich sceneriach, w liczących mniej zawodników teamach.

I zacznijmy od aren, a tych jest sporo i prezentują się naprawdę godziwie. Szczególnie dobre wrażenie sprawiła na mnie gra na dachu wieżowca. To totalnie odmienne doświadczenie od wpatrywania się w dobrze znajomą zieloną murawę, ale po chwili gry człowiek uświadamia sobie, że wcale nie tęskni.

Dlaczego? Bo oprócz fajnego tła tryb Volt to całkiem dobra zabawa. Twórcy na szczęście nie poszli do końca drogą FIFY Street i pomimo możliwości rozgrywania naprawdę widowiskowych akcji, nadal celem nadrzędnym jest umieszczenie piłki w siatce. To świetna odmiana dla prawdziwych weteranów serii. Możemy desygnować do gry 3, 4, 5 piłkarzy, zagrać z bramkarzem lub bez, postawić bandy lub z nich zrezygnować. Spora dowolność. 

Na minus trzeba jednak zapisać sprawność AI. To, co wygląda świetnie i bawi jeszcze lepiej w starciu z przeciwnikiem z krwi i kości, wydaje się mdłe, kiedy rywalami steruje bot. Oczywiście taki zarzut możemy wystosować pod adresem całej gry, ale mnie uderzyło to bardziej w Volcie. 

REKLAMA

Szybki mecz jeszcze szybszy

Opcja szczególnie lubiana przez graczy, którzy, podobnie jak ja, każdą FIFĘ kupują, by toczyć w domowym zaciszu prywatne piłkarskie wojny ze znajomymi. W klasycznym ujęciu możemy rozegrać  tradycyjny mecz, dwumecz, serię meczów, spotkanie Ligi Mistrzów, finał pucharu lub mecz w trybie Volta. Wszystko w oparciu i skrupulatnie zbierane statystyki starć. Czarno na białym widać, kto oddaje więcej strzałów na mecz, kto lubi utrzymywać się przy piłce, a kto jest po prostu słaby i systematycznie dostaje bęcki. 

Najciekawiej robi się jednak, kiedy wybierzemy opcję "Własnych zasad". Mniej tu taktyki i czysto piłkarskich umiejętności, więcej zabawy i przypadku. Oprócz znanych nam z poprzedniej odsłony serii trybów, twórcy zaserwowali nam dwie zupełnie nowe formy zabawy. I muszę szczerze przyznać, że obydwie bardzo sobie chwalę. 

  • Piłka fortuny - po każdym opuszczeniu placu gry piłka wraca, obdarzając nas lub przeciwnika jedną z pięciu premii: dryblingu, strzałów, szybkości, podań oraz ogólnej. Zabawne jest obserwowanie, jak nasi piłkarze rozpędzają się do nieosiągalnych przez człowieka prędkości, mijając przeciwników jak tyczki. Z drugiej strony jest frustracja, której doznajemy, kiedy w podobny sposób rywal radzi sobie z naszymi podopiecznymi. 
  • Król Wzgórza - coś dla miłośników posiadania piłki. Musimy utrzymać się przy futbolówce we wskazanym fragmencie boiska, by naładować odpowiedni pasek i odblokować bramkę przeciwnika. I jest to cholernie mały fragment boiska, z którego łatwo nas wypchnąć. W przypadku sukcesu, możemy jednak śmiało rozpocząć atak i zaliczyć trafienie za 1, 2 lub 3 punkty/gole. Wszystko zależy od tego, jak bardzo naładowaliśmy wskaźnik, czyli jak długo panowaliśmy nad piłką w wyznaczonym obszarze. Sami decydujemy, czy wolimy próbować strzelić więcej bramek za 1 pkt., czy zdobywać gole rzadziej, ale o większej wadze. Tryb wymusza też na nas ofensywną grę, gdyż zdobyte premie trwają tylko przez określony czas. 

REKLAMA

REKLAMA

Zawartość futbolu

Zmianie uległ też sam gamepley, choć nie ma tu żadnej rewolucji. Wśród moich znajomych (i wielu innych graczy) bardzo powszechne jest przekonanie, że gra stała się nieco wolniejsza, bardziej taktyczna, wymagająca większej cierpliwości przy konstruowaniu kolejnych ataków. Lepiej wyważone zostały też parametry szybkości poszczególnych piłkarzy.

W poprzedniej odsłonie tylko naprawdę najszybsi atakujący mogli swobodnie urwać się stoperom i pomknąć z piłką w kierunku bramki. Chyba miało to na celu pokazanie różnicy szybkościowej pomiędzy zawodnikiem prowadzącym piłkę, a tym mogącym go po prostu gonić. W rzeczywistości zabiło jednak pojedynki szybkościowe. W dwudziestce samotne zrywy są już dużo łatwiejsze, żeby nie napisać: w ogóle możliwe. 

Z drugiej jednak strony odnoszę wrażenie, znowu, że jest to kolejna FIFA, która premiuje ściśle określony styl gry i jest to futbol a'la rock and roll Jurgena Kloppa. Oczywiście nie mam nic przeciwko błyskawicznym przejściom do ataku czy naprawdę szybkiej grze z kontry, ale zabrakło mi tu pewnej wielowymiarowości. Szybki atak skrzydłem i puszczanie długich prostopadłych piłek na napastników to ciągle najskuteczniejsze metody, by zdobyć bramkę. Dużo skuteczniejsze od pozostałych sposobów grania w piłkę. 

Długie rozgrywanie, wciąganie przeciwnika na własną połowę, gra przez środek - to z kolei jest proszenie się o stratę i szybkiego gola z kontry. Czyżby programiści byli zafascynowani ostatnimi osiągnięciami reprezentacji Francji i piłkarzy z miasta Beatlesów? Ich prawo, ale zapomnieli przy tym, że współczesny futbol to era środkowych pomocników. Tego po "20" nie widać. 

Warto też wspomnieć o nowym sposobie wykonywania rzutów wolnych i karnych, w którym celownik jest tym trudniejszy do opanowania, im precyzyjniej chcemy piłkę uderzyć. Do tego dochodzi moment wyczucia uderzenia piłki i rotacja nadawana futbolówce prawą gałką. W efekcie otrzymujemy mechanizm, który, dobrze opanowany, zwiększa szansę na zdobycie gola. Trzeba jednak trochę poćwiczyć i nie jest to do końca intuicyjne. Zaryzykuję stwierdzenie, że niedzielnym graczom, którzy nie mają czasu na trening i zagłębianie się w tajniki sterowania, zmiany tylko utrudnią rozgrywkę. 

Jak truskawkę na torcie zostawię oprawy przedmeczowe, które nie pozwalają się pominąć. Są po prostu ładne i tyle. A tryb Champions League powoduje ciarki na plecach. 

REKLAMA

Reszta raczej po staremu

W trybie kariery menedżerskiej znów mamy spory wpływ na funkcjonowanie naszego zespołu. Konferencje prasowe, wywiady pomeczowe czy negocjacje transferowe to okazje, by podjąć ważne decyzje dotyczące podopiecznych. Przedstawione zostały w formie przyjemnych dla oka animacji, które jednak po pewnym czasie trochę nużą. Oczywiście zwiększa to poziom legendarnej immersyjności gry, ale rzuca się tu w oczy pewna powtarzalność i tylko najwięksi fanatycy będą odczuwali frajdę podczas cyklicznego przebijania się przez podobne filmiki. 

W trybie FUT najważniejszą zmianą jest możliwość rozegrania spotkań towarzyskich ze znajomymi. Bez specjalnej spiny, bez ryzyka złapania kontuzji czy zawieszenia. Ot, zwykła zabawa. To na pewno ruch w dobrą stronę. 

Ta FIFA ma olbrzymi potencjał, ale nie jest pozbawiona wad, które stały się bolączką całej serii. Nowe tryby gry wprowadzają powiew świeżości, a spowolnienie tempa spotkań przypadnie do gustu miłośnikom taktyki. Nadal w oczy rzuca się jednak pewna schematyczność rozgrywki. Ten stek smakuje naprawdę nieźle, a w sosie wyczuwalne są interesujące aromaty, ale do kulinarnego orgazmu jeszcze daleko. 

Ocena: 7,5/10

Platforma: PS4, Xbox One, PC, Switch

Premiera: 27 września 2019 

Producent: EA Sports 

Wydawca: EA 

Wydawca w Polsce: EA Polska

Recenzja FIFA 20 została przygotowana na podstawie egzemplarza na PS4 dostarczonego nieodpłatnie przez EA Polska.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA