[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA

Usłyszysz kroki kota

Ekscytujemy się wyścigiem producentów telewizorów na rozdzielczości. SD, HD, Full HD, UHD, 4K, 8K i tak dalej. A przecież kino to nie tylko obraz, ale także dźwięk. Spróbuj wyciszyć na chwilę telewizor podczas oglądania ulubionego serialu i zostawić tylko wyświetlane dialogi, a błyskawicznie przekonasz się, jak istotną rolę w odbiorze odgrywa brzmienie głosu bohaterów, efekty, dźwięki tła i muzyka, która spaja cały film. To, co słyszysz jest równie ważne jak to, co widzisz.

Sonos Arc

Większość z nas potrafi wymienić przynajmniej jednego operatora filmowego. A nawet jeśli w tej chwili nikt nie przychodzi Ci do głowy, to jeśli usłyszysz nazwisko Sławomir Idziak czy Janusz Kamiński, na pewno zapali się w Twojej głowie jakaś lampka. Idziak jest przecież między innymi autorem zdjęć do „Helikoptera w ogniu” czy „Harrego Pottera i Zakonu Feniksa”, a Kamiński uwiecznił „Szeregowca Ryana” czy „Listę Schindlera”. Jednak nawet te, skądinąd genialnie obrazy nigdy nie zdobyłyby takiej popularności, gdyby nie ekipa dźwiękowców.

Udźwiękowienie filmu to nie tylko napisanie muzyki, a więc nie tylko Hans Zimmer, Enio Morricone czy Krzysztof Komeda i jego słynna kołysanka „Rosemary’s baby”. To także ekipa dźwiękowców na planie, nagrywających każdy dialog, sterczących godzinami z wyciągniętymi w górę rękoma z tyczką mikrofonową, cały czas w słuchawkach, cały czas czujnie nasłuchujących, czy gdzieś w tle nie warczy generator, czy nie przejeżdża karetka, czy ktoś nie kaszle.

Takich ludzi od dźwięku jest na planie co najmniej trzech. A przecież to tylko początek. Później, już w studio, cały czasami wieloosobowy zespół starannie dobiera każdy dźwięk, który ma się znaleźć w filmie. Bo dźwięk w filmie to nie tylko dialogi i muzyka. Wyobraź sobie, że widzisz parę siedzącą na ławce, a za nimi ceglaną ścianę. Jeśli w tle będziesz słyszał miarowe uderzenia piłki o asfalt i popiskiwanie butów, będziesz wiedział, że siedzą przy boisku, gdy w tle będzie słychać przejeżdżający pociąg, prawdopodobnie siedzą na dworcu albo przy torach, a jeśli dziecięce glosy, Twój mózg dopowie sobie kontekst i jeśli kobieta będzie wodziła za czymś wzrokiem, domyśli się, że to matka patrząca na dziecko.

O takich oczywistościach jak strzały, dźwięk ruszającego samochodu, czy uruchamianego silnika fotonowego nie będziemy nawet wspominać. Już wiesz, na co chcieliśmy zwrócić uwagę.

Wiele hałasu po nic?

Ten precyzyjnie zaplanowany, zmiksowany i dopasowany do obrazu dźwięk słychać jednak tylko w kinie. I to nie w każdym, bo w wielu kinach operatorzy mają chyba problemy ze słuchem - nawet w dobrych kinach dźwięk jest po prostu puszczony za głośno. Chyba że chodzi o to, żeby zagłuszyć szelest torebek, siorbanie przez rurki i komentarze.

W domach często mamy kilkuletnie telewizory z małymi głośniczkami, z których wydobywa się dźwięk płaski i blaszany, albo dudniący i wyraźnie przebasowany. Ci z wrażliwszymi uszami, nie mogąc znieść kiepskiej jakości dźwięku z telewizorów, podłączają je do wież stereo albo - zasobniejsi - do zestawów kina domowego, które, jeśli są prawidłowo ustawione, dają już wrażenie zanurzenia w dźwięku i nieźle odwzorowują jego przestrzenność.

Kino w domu

Jednak porządne zestawy kina domowego to wydatek rzędu 10 000 zł i dosyć skomplikowana inwestycja. Trzeba mieć miejsce na postawienie amplitunera i odpowiednie rozstawienie głośników. Złe rozlokowanie głośników sprawia, że cały wysiłek ekipy dźwiękowców idzie na marne, a żeby je rozstawić dobrze, trzeba mieć którędy poprowadzić przewody, a nawet jeśli zdecydujesz się na głośniki bezprzewodowe, to i tak musisz je podłączyć do zasilania. Krótko mówiąc - spory wydatek i spory kłopot. W praktyce kina domowe najlepiej sprawdzają się w domach, w których można sobie pozwolić na przeznaczenie jednego pokoju głównie do oglądania filmów i słuchania muzyki. W przeciętnym, wielofunkcyjnym salonie zazwyczaj kolumny częściej przeszkadzają niż są naprawdę wykorzystywane.

REKLAMA

Mniej miejsca, więcej przestrzeni

Na szczęście, dzięki rozwojowi technologii, doskonałe brzmienie można już uzyskać nie tylko z wielkich i ciężkich kolumn. Dziś nawet urządzenia kompaktowe, zabierające niewiele miejsca, są w stanie wygenerować dźwięk nie tylko o odpowiedniej mocy, ale również o odpowiedniej jakości i w odpowiednim kierunku.

Soundbar Sonos Arc

Jednym z takich łatwych do zmieszczenia urządzeń jest soundbar Sonos Arc. Soundbar Sonsa ma nieco ponad metr długości i około 9 cm wysokości, więc bez problemu zmieści się w każdym pokoju, w którym zmieści się telewizor. I zapewni taką jakość dźwięku, że będziesz chciał obejrzeć swoje ulubione filmy jeszcze raz. W strojeniu Arc brał udział zespół nagrodzonych Oscarami inżynierów dźwięku.

Jedną z wyjątkowych cech zaletą soundbara Sonos Arc jest to, że jest inteligentny. To znaczy, że dzięki funkcji Trueplay potrafi zbadać przestrzeń, w której przyjdzie mu grać i dostosować dźwięk do tego właśnie pomieszczenia oraz aktualnie granej treści – filmu, muzyki czy radia. Jak to możliwe? Dzięki specjalnemu oprogramowaniu.

Sonos Arc to jedenaście cyfrowych wzmacniaczy impulsowych, osiem eliptycznych głośników niskotonowych i trzy głośniki wysokotonowe z jedwabną kopułką, ustawione pod precyzyjnie dobranym kątem, tak, by dźwięk dobiegał naprawdę z każdej strony. Ta przestrzenność dźwięku to zasługa technologii Dolby Atmos, wspieranej przez soundbar. 

Dolby Atmos - jak to działa

W sporym uproszczeniu, Dolby Atmos to system wysyłający dźwięk w różnych kierunkach tak, by słuchacz miał wrażenie że jest zanurzony w dźwięku, który otacza go ze wszystkich stron.

Oczywiście znasz doskonale sygnał stereo, prawdopodobnie nie są Ci obce systemy 5.1 czy nawet 7.1. Atmos to jednak nowa jakość. Głównie za sprawą wyniesienia dźwięku ku górze. Dosłownie.

Dotychczasowe systemy sprawiały, że dźwięk dobiegał do nas głównie z przodu i z boków. W Dolby Atmos inżynierowie dołożyli jeszcze dźwięk z góry. Przelatujący samolot, dźwięk ptaków czy roju pszczół to najbardziej oczywiste zastosowania tego rozwiązania. Ale jeśli się chwilę zastanowisz, to z pewnością przypomnisz sobie wiele scen, które działy się pod estakadami kolejowymi; w których ktoś uwięziony w piwnicy wsłuchiwał się w kroki nad głową; albo w których marynarze na żaglowcu z niepokojem nadstawiali ucha na wycie wiatru w linach na masztach.

Dziś, w filmach przygotowywanych zgodnie z technologią Dolby Atmos nie trzeba już koniecznie tego pokazywać. Widz dokładnie tak samo jak ofiara zwyrodnialca usłyszy, że ktoś stąpa po deskach nad głową i nie trzeba będzie robić przebitki na stopy, żeby wiedział, że to kroki dobiegające z góry. W soundbarze Sonos Arc dwa głośniki skierowane są ku górze, by dźwięk po odbiciu od sufitu docierał do widza dokładnie stamtąd, skąd zaprojektowali to ludzie w studio.

Zanurzenie w dźwięku sprawia, że jeszcze bardziej „wchodzisz” w rzeczywistość przedstawioną na filmie. O ile technologia 3D w obrazie wciąż jeszcze nie wszystkim przypada do gustu, o tyle dźwięk 3D zdobywa serca każdego, kto się z nim zetknął.

Usłyszysz wszystko

W przypadku Sonos Arc przestrzenność dźwięku to dopiero początek długiej listy zalet. Bo chociaż samo urządzenie jest niewielkie, to - sądząc na razie na podstawie specyfikacji - jest w stanie wygenerować dźwięk w pełnym spektrum. Osiem głośników niskotonowych zapewni wystarczającą ilość basów, a trzy wysokotonowe uzupełnią średnie i wysokie tony. Usłyszysz więc wszystko. I pomruki nadciągającej z dala burzy i pisk hamulców i - co bardzo ważne zwłaszcza w polskich filmach - każde słowo dialogu. 

Bez wygody jakość się nie liczy

Tak już jesteśmy skonstruowani, że w imię wygody jesteśmy w stanie iść na wiele kompromisów. Nawet najdoskonalsze narzędzie, jeżeli jest niewygodne lub trudne w obsłudze, leży odłogiem, a my wybieramy rozwiązania może niedoskonałe, ale prostsze. Projektanci Sonos Arc doskonale o tym wiedzieli i to widać. Dlatego instalacja soundbara jest banalnie prosta - wystarczy ściągnąć aplikację podłączyć go do zasilania i  postępować według instrukcji. Żeby korzystać z dźwięku Dolby Atmos, twój telewizor musi mieć złącze HDMI eARC lub ARC. 

Użytkownicy mogą sterować soundbarem i konfigurować dźwięk przez nową aplikację Sonos, opartą o drugą generację oprogramowania producenta. Do ich dyspozycji oddano m.in. funkcje poprawy jakości odtwarzanej mowy (Speech Enhancement) oraz tryb nocny (Night Sound), który tłumi np. dźwięk głośnych eksplozji. Arc można również kontrolować przyciskami na obudowie, pilotem telewizora lub głosowo. Urządzenie jest kompatybilne z Amazon Alexa, Asystentem Google oraz Apple AirPlay 2. 

Sonos Arc to nie tylko kino domowe, poradzi sobie też świetnie z odtwarzaniem muzyki. W aplikacji Sonos dostępnych jest ponad 100 serwisów streamingowych z muzyką, podcastami i stacjami radiowymi.

Ile to kosztuje?

Cena urządzenia w przedsprzedaży na stronie sonos.com wynosi 3899 zł. Do pierwszych użytkowników Sonos Arc trafi 10 czerwca. Można wprawdzie znaleźć tańsze rozwiązania, ale Sonos to amerykańska solidność, doświadczenie w konstruowaniu sprzętu i - co tu ukrywać - dobry styl. To nie są kolejne plastikowe sześciany, tylko starannie zaprojektowany przedmiot użytkowy, który zapowiada się nie tylko na pięknie grający, ale również wyglądający. I właśnie o to chodzi - o harmonię dźwięku i obrazu pod każdym względem.

Więcej informacji na stronie sonos.com

 

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA