Ten stary ma 32 cale jest Full HD i gdy wybieram, co chcę oglądać, albo próbuję przeczytać opis odcinka na netfliksie, muszę wstawać z sofy, bo telewizor mam podwieszony w regale - jedynym miejscu, w którym można było ukryć kable. A sofa jest oddalona o jakieś 3 metry.
Podłączone mam do niego Apple TV, dekoder NC+ i odtwarzacz blu-ray. Z tyłu jest też wpięta antena, zasilanie i kabel wyprowadzający sygnał audio do systemu stereo. Gdy czasami muszę coś podłączyć lub odłączyć, muszę pokonać labirynt kabli kabelków, wtyczek i – a jakże – trytek i peszeli, którymi próbowałem wielokrotnie uporządkować to gniazdo elektrycznych żmij.
Na kanapie leży pięć pilotów. Za każdym razem muszę użyć trzech. Włączyć TV, włączyć powiedzmy NC, oraz wieżę, przez którą płynie dźwięk. Potem wystarczy już wybrać źródło (ostatnio najczęściej HDMI2, gdzie mam podłączone Apple TV z Netfliksem, wybrać film (wpisywanie tytułu w wyszukiwarkę z pilota to koszmar), trzecim pilotem ustawić głośność i już – można oglądać.
Traktowałem to dotychczas jak coś normalnego – zestaw czynności, które są niezbędne, żeby mieć trochę przyjemności. Coś jak przygotowywanie ulubionego posiłku, czy tankowanie nowego auta. W ogóle o tym nie myślałem, zakładając, że tak być musi i już.

Otóż nie musi. Przekonałem się o tym w Nowym Jorku, gdzie na początku marca odbyła się konferencja Samsunga, na której zobaczyłem telewizor, który rozwiązuje wszystkie moje nieuświadomione wcześniej problemy i jeszcze daje w bonusie kilka innych zalet. Mowa o serii Samsung QLED TV. Taki właśnie telewizor chcę mieć. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Bezprzewodowy

No, może nie zupełnie bezprzewodowy, bo pozostał jeden kabelek, ale tylko jeden, słownie jeden. Jednym kablem, tzw One Invisible Connection, doprowadzony do telewizora jest zarówno sygnał AV, jak i zasilanie. Na dodatek przewód znajduje się w przezroczystej osłonie, dzięki czemu jest prawie całkowicie niewidoczny. Mógłbym więc powiesić Samsunga QLED w dowolnym miejscu na dowolnej ścianie. Moduł, do którego możesz podłączyć urządzenia zewnętrzne, np. konsolę czy odtwarzacz Blu-ray, możesz sobie schować tam, gdzie jest Ci wygodnie – przewód One Invisible Connection, łączący go z ekranem może mieć nawet 15 metrów długości.

Niewidzialny
Naprawdę w dowolnym, bo Samsung QLED wyposażony został w genialną funkcję Ambient Mode – po zrobieniu zdjęcia tła, telewizor, gdy akurat nic nie oglądasz, zachowuje się jak kameleon – wyświetla to, co jest za nim. Możesz więc powiesić go w dowolnym miejscu i nie będzie wielkim czarnym prostokątem, tylko „zniknie”. Może też, podobnie jak jego starszy brat „The Frame” - zamienić się w obraz wyświetlający dzieła sztuki, Twoje albumy ze zdjęciami albo np. pożyteczne informacje – np. godzinę i temperaturę. Wszystko to w trybie zmniejszonej jasności i przy zmniejszonym zużyciu energii, więc nie musisz się martwić o rachunki za prąd.

Ostry
Długo wydawało mi się, że z wymianą telewizora na model 4K mogę jeszcze poczekać, bo często materiały w TV są zbyt słabej jakości nawet jak na FHD. Inżynierowie Samsunga rozwiązali jednak ten problem, zatrudniając… sztuczną inteligencję. Widziałem to na własne oczy. Obraz w jakości SD był upskalowany w locie do 8K i… wyglądał doskonale! Ta technologia jest na razie dostępna jedynie w modelu Q9S, którego cena zapewne znacznie wykracza poza kwotę, którą jestem gotów wydać na telewizor, ale liczę na to, że niebawem AI w telewizorach trafi również pod strzechy.

Jednak nawet bez AI obraz w Samsungach QLED jest baaardzo dobry. Mam w domu kalibrowany monitor do obróbki zdjęć, więc wiem, jak wielkie znaczenie ma jakość wyświetlanego obrazu, jak dużo więcej się widzi, gdy monitor jest dobry, zwłaszcza w scenach, gdzie są wyjątkowo bogate przejścia tonalne albo gdy jest za mało lub za dużo kontrastu. W QLED TV zastosowano technologię, która potrafi oddać 100% tzw. color volume, co oznacza, że widzisz naprawdę wszystkie odcienie danego koloru. Ten efekt jest najlepiej widoczny w czerwieni, bo matryce z tym kolorem dotychczas radziły sobie najsłabiej.
Wyraźny
Również kontrast został doprowadzony niemal do perfekcji – to co na żywo postrzegalibyśmy jako czarne – jest czarne również na telewizorze, a to, co oślepiałoby nas w realu, z telewizora również oślepia. Ten doskonały kontrast sprawdza się zwłaszcza w mocno oświetlonym pokoju - nawet na tle okna obraz jest wyraźny i czytelny. Efekt zanurzenia w rzeczywistości jest tym większy, że wszystkie nowe telewizory z serii QLED są duże – najmniejszy ma 49 cali – największy 88 cali przekątnej. Z takim ekranem określenie „kino domowe” przestaje być przenośnią.

Wygodny
No i na koniec coś, co mnie ostatecznie przekonało do tego, że czas zastąpić stary telewizor. Wygoda. Inżynierowie Samsunga naprawdę się postarali i stworzyli interfejs do sterowania telewizorem za pomocą smartfona. W banalnie prosty sposób możesz teraz "przenieść swoje aplikacje (np. Spotify czy Netflix) z telefonu do telewizora i sterować z poziomu smartfona.

A gdy telefon Ci się rozładuje - zawsze masz pod ręką Smart Control, którym możesz sterować podłączonymi do jednostki centralnej telewizora zewnętrznymi urządzeniami. Koniec z szukaniem brakującego pilota, koniec ze żmudnym przepisywaniem haseł, koniec z zasłanianiem okien w dzień i koniec z podchodzeniem, żeby przeczytać maleńki font.
Tak, najwyższy czas zmienić telewizor.