[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Batman Arkham Knight: historia tylko dla facetów [nasza recenzja]

Od przyjemnej wizji świata mamy komedie romantyczne i gry platformowe, a te zostawmy naszym dziewczynom i niekoniecznie naszym dzieciom. Faceci chcą tonąć w mroku, a twórcy gier zdają się o tym wiedzieć. Oto dowody.

Batman Arkham Knight fot. Wydawcy i Producenci
Walka ze strachem

Jeśli myślałeś, że "realistyczne" filmy Christophera Nolana o Batmanie są mroczne, po tej grze będziesz musiał jeszcze raz zastanowić się nad znaczeniem tego słowa. Historia zaczyna się od kremacji (uwaga, spojler) Jokera, jednak nie łudź się, że będziesz mógł choć na chwilę się od niego uwolnić.

Ukryty głęboko w podświadomości Batmana żartowniś będzie niemal czynnie uczestniczyć w rozgrywce, komentując każdy Twój krok i decyzję. A tych podjąć będziesz musiał mnóstwo, bo oto Strach na Wróble zagroził, że zniszczy Gotham za pomocą toksyny uwalniającej w ludziach najbardziej ukryte lęki.

Żeby temu zapobiec, będziesz musiał pokonać także tytułowego Rycerza Arkham, który ma do Batmana ewidentny żal i życzy mu jak najgorzej, co objawia się m.in. wysłaniem na ulice miasta setek bezzałogowych czołgów. Sytuacja niby beznadziejna, ale jesteś, do cholery, Batmanem, w garażu masz batmobil (którym pierwszy raz w historii serii będziesz mógł poruszać się po Gotham), a do pasa przed wyjściem z domu doczepiłeś pokaźną liczbę batgadżetów.

Z tej walki nie wyjdziesz jednak bez szwanku, dowiesz się o sobie dużo więcej, niż byś tego chciał, i szybko odkryjesz, że jak długo istnieje Batman, tak długo istnieć musi Joker, bo to, nomen omen, dwie twarze tej samej postaci. Całości obrazu dopełnia niesamowita oprawa grafi czna, a zwłaszcza najwyższych lotów aktorstwo.

Batmanem znów jest Kevin Conroy, a Jokerem Mark Hamill, czyli doskonały duet znany z animowanej serii o Batmanie z lat 90. "Arkham Knight" to wielki koniec świetnej trylogii, choć wróbelki w Gotham ćwierkają, że czeka nas przynajmniej jeszcze jedno starcie... Oby, bo Batmana nigdy za wiele.

REKLAMA

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij